Slider

Mamo, patrz na swoje wewnętrzne ja! • Stylizacja dnia, relaks i zakupy w nowym TK Maxx

20 września 2017


Kto mnie zna ten wie, że mam świra na punkcie mojego dziecka. Chucham na nią i dmucham. Gdy ma gorączkę, objawia się u mnie syndrom panikary. Codziennie tulę, bawię, gadam i całuję, mogę wręcz powiedzieć, że jestem sfiksowana na jej punkcie! Ale dziecko i bycie mamą to nie wszystko.
Czytacie regularnie mojego bloga? To wiecie, że mam na ten temat bardzo konkretne zdanie i szalenie dbam o swoją kobiecość. Dodam do tego oksymoron i powiem Wam, że jestem oddaną egoistką.
Zadowalam swoje ego. Cieszę się dobrym jedzeniem i ulubioną herbatą, wtulam się w ukochane męskie ramiona. Stroję się, maluję, zawsze pachnę kwiatami, dla własnego spokoju zawsze znajdę czas na dobry film czy przyjemny spacer w ciszy albo szalone zakupy. A przede wszystkim dużo się uśmiecham i śmieję się!

Ostatnio mam jeszcze więcej pracy i przykładam do własnej kobiecości zdwojoną ilość uwagi. Łączenie życia zawodowego z życiem rodzinnym i macierzyństwem to nie lada wyzwanie (serio!), więc pozwalam sobie na różne przyjemności, zwłaszcza, że ostatni miesiąc to naprawdę zakręcony czas! Dlatego przy okazji wolnego czasu knajpkuję i rozglądam się za propozycjami w ulubionym kinie… a także buszuję między sklepowymi półkami w poszukiwaniu różnych perełek.


Kilka dni temu, przy okazji otwarcia Galerii Północnej na Białołęce, marka TK Maxx zaprosiła mnie na przedpremierowe zakupy. Byłam pod dużym wrażeniem, ponieważ białołęcki TK Maxx jest naprawdę ogromny i na jednym poziomie znajduje się aż 6 działów – m.in. produkty dla domu i akcesoria, czyli moje ulubione! Nie wspomnę już o dziale obuwniczym w którym pierwszy raz w życiu widziałam szpilki na obcasie imitującym pomadkę :D  Sklep ma sporą powierzchnię i między półkami jest tak dużo przestrzeni, co sprawia, że zakupy w tym miejscu są po prostu bardzo wygodne. Buszując między produktami papierniczymi trafiłam na perełki, które skutecznie trafiły w moje serce! Znalazłam m. in. ciekawe kubki, ulubione świece, a także plannery – a to wszystko w cenach do 60% niższych od regularnych cen sprzedaży w Polsce i na świecie. Nie będę robić tajemnicy z tego co kupiłam bo jestem w 100% zadowolona z mojego nowego plannera na 18 miesięcy który pomoże mi w każdej dziedzinie życia, sama świeca bez palenia cudownie pachnie a kubek towarzyszy mi każdego ranka w łóżku. Jeśli chcecie wiedzieć, który TK Maxx jest najbliżej Was, to koniecznie sprawdźcie tutaj :)


Plany na następne dni? Zwalniam tempo. Praca, rodzina, dobra herbata. A w piątek upiekę nowe ciasto. Pora zwolnić tempo i zadbać o spokój ducha.  Jeśli chcecie obserwować, co się u mnie dzieje to serdecznie zapraszam na mój instagram – tam znajdziecie nie tylko moje nowości ale i urywki z życia codziennego. Ściskam!

WRZESIEŃ • Miesiąc pierwszych razów

11 września 2017


Tegoroczny wrzesień jest dla mnie ekscytującym miesiącem pierwszych razów.
Pierwszy raz od czterech lat pracuję w zespole, a nie przed komputerem. Pierwszy raz od dawna noszę tipsy a na dodatek pierwszy raz mam na paznokciach akryl! Pierwszy raz od dawna podcięłam włosy. Pierwszy raz czuję się pewnie w robieniu tortów. Również pierwszy raz od kilku miesięcy nie czuję frustracji i jestem zachwycona tym, że na 100% mam swoje życie we własnych rękach. Pierwszy raz od nie wiem kiedy, jestem świadkiem pewnej transformacji. Pierwszy raz od dawna odkrywam, jaką jestem fajną i wartościową osobą. To również chwila, w której po raz pierwszy widzę siebie jako stuprocentową, dorosłą kobietę. Nie, żebym się nie czuła tak wcześniej, ale tym razem to jest naprawdę TO, w 200%.
Jestem mamą. Jestem marzycielką. Jestem romantyczką. Jestem kreatorką swojego życia i to właśnie ja KREUJĘ SWOJE ŻYCIE. Szanuję siebie i swój czas, bo wiem, że zasługuję na najlepsze.



sukienka TUTAJ
torebka Bonprix
buty Franco Sarto
biżu Daniel Wellington, Emporio Armani



Najpiękniejszy sweter jaki miałam na sobie • 10 faktów o mnie, o których mogliście nie wiedzieć

31 sierpnia 2017




Miały być przemyślenia. Miał być długi post. Miałam się uzewnętrzniać.
A potem stwierdziłam, że chyba coś mi na głowę padło, że chcę Was tym katować. Nie dzisiaj!
Mam dla Was coś ciekawszego, czyli 10 faktów o mnie, o których mogliście nawet nie wiedzieć. Są to na tyle ciekawe fakty, że zmuszają do refleksji, a przy okazji może się okazać, że macie podobnie i możemy znaleźć wspólny język. Co Wy na to?
Oprawą dzisiejszego wpisu są zdjęcia stylizacji z najpiękniejszym swetrem, jaki do tej pory miałam w swojej szafie. Kiedyś nie lubiłam grubych swetrów, nie przepadałam nawet za krojem oversize! Dziś przyjemnością jest się otulić tak grubym swetrem i w myślach rozkoszować się nadchodzącymi, zimnymi wieczorami. Nie mogę się ich doczekać, zwłaszcza że spędzę je z kubkiem gorącej herbaty w ręku.
A teraz zapraszam do przeczytania wpisu :)




sweter TUTAJ
bluzka Zara
spodenki Versace
chustka w kotwice Atmosphere
zegarek Daniel Wellington
buty Mc Arthur

Pierwszym i najbardziej zaskakującym faktem jest to, że na lęk wysokości reaguję… bólem tyłka. Dosłownie! To najdziwniejsza reakcja na świecie i co śmieszniejsze jest taka typowo moja :D

Chociaż nie jestem w żaden sposób związana z kościołem formalnie, to jestem osobą bardzo wierzącą i uduchowioną. Cenię szczerą modlitwę jako rozmowę z Bogiem, a nie klepanie wyuczonych formułek, jego obecność odczuwam wszędzie i przyjmuję trudne doświadczenia z pokorą, bo wiem, że mają one jakiś cel – czasem nawet nie dla mnie. Życie z wiarą jest dla mnie cudowne i pełne!

Rodzina jest dla mnie najwyższą wartością. Dla jej dobra jestem w stanie zrobić WSZYSTKO.




Tak jak jestem wybredna w przypadku jedzenia, tak samo jestem wybredna, jeśli chodzi o muzykę. Od lat niezmiennie uwielbiam słuchać Quebonafide. Ostatnio gwałcę REPLAY, słuchając „Bogini”, bo ten kawałek wywołuje u mnie niesamowite ciary :D

Panicznie boję się sytuacji, w której wymiotuję bądź robi to ktoś inny. Wyobraźcie sobie, że potrafię schować głowę w kolana, by niczego nie widzieć ani nie słyszeć. To moja fobia.




Choć jestem dość wesołą i pozytywną osobą, to nie uśmiecham się tak często. Ba! Rzadko okazuję swoje uczucia. Dziwne, prawda? Na co dzień jestem dość poważna i emocje zostawiam dla siebie. Zazwyczaj, gdy z kimś rozmawiam i zachowuję powagę, to widzę, jak niektórzy są zakłopotani, bo nie okazuję żadnych emocji. Gdyby mogli zadać mi pytanie, to na pewno dotyczyłoby tego, co w danej chwili myślę i jak się czuję.

Wystrzegam się facetów ginekologów. Z kobietami nie mam zbyt przyjemnych doświadczeń, ale mężczyźni jednak częściej sobie pozwalali na różne uwagi w moim przypadku.




Dostaję białej gorączki, gdy widzę, jak ktoś notorycznie popełnia błędy w pisowni lub nie umie się normalnie wyrazić. Nie chcę robić z siebie hipokrytki, bo sama potrafię zrobić błąd, ale chodzi mi o słowa w stylu „chcem”, „pani da”, „kłucić”, „stąt” itd. … Ostatnio jedna z moich znajomych zareagowała na screen z grupy matek na FB. Fuck, wyżarło mi oczy.

Jestem żywym radarem i mam bardzo silną intuicję. Bez problemu wyczuwam złe intencje, to, czy ktoś postępuje źle i wiem, czy jakaś sprawa ma szanse powodzenia. Jestem w stanie cierpliwie wytrwać, jeśli czuję, że coś jest tego warte. Jeśli wiem, że coś nie ma szans, odpuszczam. Z bliskimi potrafię rozumieć się bez słów. Czasem nawet nic nie muszę mówić, bo swoje wiem. Moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła, a częściej ja zawodziłam ją, idąc w innym kierunku niż ten, który mi podpowiadała.




Kiedyś tak nie miałam, ale dziś potrafię szufladkować ludzi. Robię to na zasadzie mechanizmu obronnego i jest to związane z moją wyczuloną intuicją. Jeśli ktoś mi z jakiegoś powodu nie podpasuje, np. czuję (i widzę!!), że ta osoba jest czysto patologiczna lub bije od niej zła energia, to nawet nie pcham się do kontaktu, a kontakt nawiązany przez nią ucinam. Wolę mieć kilku znajomych niż gromadę robiącą mi koło tyłka. Powiecie, że to zła cecha? Może i tak. Dzięki niej nie wpadam w różne kłopoty i oddycham pełną piersią.




Za piękne zdjęcia w tym poście dziękuję Oli z bloga aleksandranajda.com 

PROGRES

25 sierpnia 2017 plac Grzybowski, Warszawa, Polska


Mam kilku znajomych, których życie jest bardzo spokojne. Najpierw szkoła, potem studia, praca, ślub i dopiero potem dzieci. Nic tego życia nie burzyło i nie burzy, nie wkradały się i nie wkradają w nie złe osoby, nie zdarzały się i nie zdarzają niespodziewane przypadki... Wszystko jest dokładnie zaplanowane i skrupulatnie wypełniane. Idealnie, jak na wielkim ekranie. Kto by tak nie chciał?
Za każdym razem, gdy patrzę na mój żywot do kilku lat wstecz, zawsze coś się działo i nigdy nie było spokojnie. Zawsze zdarzało się coś niespodziewanego i choćbym nie wiadomo jak sobie zaplanowała życie, los zmieniał moje plany mimo wszystko. 
Wierzcie mi, że nawet jakbym zaplanowała wyjście do toalety o 2 w nocy, to na bank na 15 minut przed tym spadnie obok asteroida i będę musiała moje plany weryfikować po raz kolejny. Na pewno będę musiała zmienić toaletę. 
A potem inne części składowe mojego planu wyjścia do wucetu. 
Mniej więcej tak to wygląda ze wszystkim.


Latami nosi mnie od chwil wytchnienia do momentów w których nie wyrabiam z zajęciami. Plany planami, ale samo życie potrafi rzucić pod nogi kłodę zmuszając do nieustannej improwizacji. Nie ma nudy, choć prawda jest taka, że nie pogardziłabym przyjemną (!) monotonią. O tak, wierzcie mi, że to by się przydało. A kto myśli, że monotonia nie jest przyjemna, jest w błędzie. Zdarzało mi się ją odczuwać i było super. 
Choć to pewnie tylko moje subiektywne zdanie, prawda?


sweter H&M
spodenki Versace (lumpeks)
chusta jako pasek bezmarkowa
torba Shein
biżuteria Daniel Wellington, Emporio Armani, Parfois
buty Franco Sarto

Nie powiem jednak, że moje życie mi się nie podoba. Jest fantastyczne, często nieprzewidywalne, pełne ciekawych ludzi, ogromu uczuć i emocji. Często biegam z miejsca do miejsca, robię różne rzeczy i nawet gdy odpoczywam, myślę o tym, co będę robić później. A przy okazji wpadnę na jakiś czadowy pomysł, który na bank będę spróbowała zrealizować. 
Blah, blah, blah, słyszę szyderczy śmiech. Nie ma tak łatwo. Zrób jak chcesz, a życie i tak cię zaskoczy. Mnie zaskoczyło drugi raz. Nic nie podziałało na mnie bardziej trzeźwiąco, niż to. Aż musiałam zrobić krok do tyłu by zobaczyć, gdzie się potknęłam, wstałam i nie zawiązałam sznurówek. 
Żeby iść normalnie, musiałam nauczyć je wiązać. 
Cofając się, zrobiłam PROGRES.
Długo szłam z rozlazłymi butami i pozwoliłam na to, by upieprzyły się w cholernym błocie. Błoto jak to błoto, psuje całą resztę. A nawet najpiękniejsze, ale ubłocone buty, trzeba zdjąć i wyprać. 
Moje właśnie zaliczają wstępne pranie. 


zdjęcia: Anna Kęska




Wielki wyprzedażowy HAUL lata • H&M, Sephora, Mohito, Romwe, Holika Holika...

6 sierpnia 2017



Pierwszy tydzień sierpnia jest już na finiszu, a to oznacza, że w naszej polskiej rzeczywistości lato może uciec w przeciągu kilku tygodni ;) Dlatego uznałam, że można spokojnie podsumować moje polowanie na wyprzedażach i pokazać to, co wpadło mi w ręce. Szczerze Wam powiem, że nie spodziewałam się, że w ogóle z nich skorzystam, ale jak zaczęłam, to pomyślałam, że fajnie byłoby skorzystać, sprawić sobie przyjemność i przestać się ograniczać. Ja też jestem dla siebie ważna! 




kolczyki Parfois

Na pierwszy ogień idą dodatki i ubrania. 
Te kolczyki kupiłam sobie awaryjnie w Parfois, bo 
potrzebowałam czegoś na szybko przed jednym ze spotkań.
Zawsze chciałam mieć większe kolczyki, ale nie chciałam czegoś 
przesadnego. Te są idealne i na dodatek kosztowały kilka złotych!

_______________________________________




klapki Renee

Czarne klapki to mój akt desperacji! 
Przez kilka miesięcy bezskutecznie szukałam moich ukochanych klapek
ortopedycznych, które zaginęły w dość niewyjaśnionych okolicznościach.
Nie widzi mi się ciągłe chodzenie w balerinkach i tenisówkach, a potrzebowałam
czegoś ładnego i wygodnego. Te klapki są śliczne, ale niestety 
po pierwszym noszeniu zrobiło mi się od nich okropne odparzenie na zewnętrznej części stopy.
Mam nadzieję, że to jednorazowe i że będę mogła się nimi cieszyć
na 100% :)

_______________________________________




strój Romwe

Poprzedni, błękitny strój kąpielowy z falbanami tak mi się spodobał,
że postanowiłam zamówić różowy. Wierzcie mi, że te stroje kąpielowe naprawdę 
świetnie wyglądają na ciele, tym bardziej, że robią biodra osobie,
której biodra pozostają wiele do życzenia ;)

_______________________________________




biała tutaj   •   niebieska tutaj   •   kwiatowa tutaj

Wydaje się, że mam dużo ubrań.
Może się wydawać także, że nie brakuje mi ciuchów na każdą
porę roku. A tu klops, bo na całe lato miałam jedną sukienkę! To niezbyt
komfortowa sytuacja tym bardziej, że gdy jest gorąco, człowiek się poci
i nic ma nic na zmianę. A to uruchamia machinę bo częściej pierze i płaci
wyższe rachunki… Chyba lepiej mieć coś na zmianę niż ciągle prać, hmm? :)
Białą sukienkę mogliście zobaczyć w tym wpisie, natomiast niebieską w tym.
Kwiatowa czeka na swoją premierę :)
Wszystkie pochodzą z Romwe, czyli klasycznie mówiąc, od chińczyka :)) 
Przy okazji zapraszam do przeczytania mojego posta,
w którym napisałam Wam o tym, jak wybierać ubrania w chińskich 
sklepach. To poradnik dla laików, który może Wam rozjaśnić czarną magię,
jaką jest polowanie na swój rozmiar przez internet :)

_______________________________________




sweter H&M

Sweter z H&M to mój kolejny wyprzedażowy łup.
Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, więc musiał
być mój! Poza tym kosztował tyle ile sweter w lumpeksie na wagę,
gdzie niejednokrotnie znalezienie czegoś ładnego to 
loteria.

_______________________________________




kapelusz Mohito
czarne spodnie Bershka
szorty Cubus (lumpeks)

Ostatnie, ciuchowe wyprzedażowe łupy, czyli...

kapelusz • bo nie miałam wcześniej takiego, ba nie miałam ładnego kapelusza!
Mówienie o ochronie przed słońcem jest w tym wypadku zbędne, bo to oczywiste ;)

czarne gładkie spodnie • bo nie mam nic bez dziur. Dałam za nie super mało, bo 49 zł!

dżinsowe spodenki z lumpa • bo poprzednie mi się skurczyły i nie były zbyt wygodne.
Niestety lumpeksy w centrum Warszawy nie są tanie,
więc jak na lumpeks zapłaciłam dużo.

_______________________________________




Pora na urodową część wyprzedaży.

Pierwszym urodowym łupem jest książka
Charlotte Cho "Sekrety Urody Koreanek"
Ta książka to moja biblia urodowa, bowiem do tej pory nie trafiłam na coś, 
co może jej dorównywać. Książka bardzo rozjaśniła mi moje 
spojrzenie na kwestię pielęgnacji cery i dostarczyła nowej wiedzy. 
Chciałabym napisać recenzję, co o tym sądzicie? :)
Kosztowała 25 zł w Biedronce!

_______________________________________




Z rozświetlaczy miał być ten ze Sleeka, 
a ostatecznie skończyło się na serduszku od Make Up Revolution.
Jeśli mam być szczera, to chociaż przepięknie rozświetla buzię, to bardzo szybko
znika mi z buzi. Nie wiem co robię, może za często dotykam własnej twarzy?
Doradźcie coś :) Rozświetlacz kupiłam w Kontigo.


Ta mgiełka od Victoria's Secret była moim must have od ubiegłego roku, gdy po raz
pierwszy popsikałam się nią w salonie marki. Bardzo żałuję, 
że marka VS wycofała ten zapach, bo uważam, że jest jednym z najlepszych!
Mgiełkę kupiłam na iPerfumy.

_______________________________________




Lakier, tusz oraz kredka do powiek to moje łupy z Sephory
Niestety Sephora wynosi się z Marszałkowskiej (czyżby zaszkodziła 
konkurencja, jaką jest Douglas?), więc sklep wyprzedawał cały asortyment
z obniżką do -70%! Ceny były naprawdę rewelacyjne i choć
nie upolowałam mega taniego kremu CC, to jestem naprawdę 
zadowolona. Lakier kosztował około 4 zł, kredka 3,5 a tusz 15 zł.
Kredkę i tusz wzięłam głównie dlatego, że potrzebowałam miniaturek
na podróże. Wiem, że na 100% mi się przydadzą!

_______________________________________




Cień marki Mystik Warsaw zakupiłam z polecenia Harrego Jeffersona,
który był gościem specjalnym na live Kontigo. Ten cień od razu
wpadł mi w oko, a gdy Harry przyrównał go do Nars Orgazm to
stwierdziłam, że biorę bez zastanowienia ;) Cień przepięknie błyszczy się
w promieniach słońca - ma lekko złoty blask! Szkoda, że zdjęcie tego nie oddaje,
ale może następnym razem mi się uda :)

_______________________________________




żel aloesowy Holika Holika

Przyznać się, kto oglądał moją listę must have w pasku bocznym bloga? :D Właśnie tam był ten żel i powiem Wam, że będzie mega pozytywna recenzja, dlatego nie chcę więcej pisać w tym poście. Po prostu go uwielbiam, jest niesamowity!

_______________________________________




krem do rąk Tołpa

Odżywczy krem kokon do rąk od marki Tołpa, to produkt, który 
uratował moje dłonie w czasie upałów. Często zapominam wziąć ze sobą z domu
krem do rąk, jednak nigdy nie ma to złego skutku. Tym razem było inaczej
i w przeciągu kilkunastu minut z moich dłoni zrobił się wiór. Można się domyślić, 
że to dla mnie dość bolesna sprawa i szybko szukałam ratunku...
Ten krem ekspresowo podreperował mi dłonie, które momentalnie
zrobiły się nawilżone i przyjemne w dotyku. Na dodatek krem pachnie
słodkościami i jest miniaturką... Żyć nie umierać :)


mus do ciała Biolove

Ciasteczkowy mus do ciała poleciła mi kochana Revelkowe Love na live Kontigo.
Byłam naprawdę zaskoczona widząc, jak dużą wiedzę o tych kosmetykach
ma ta dziewczyna :) Musu jeszcze nie użyłam (choć pamiętam jego przyjemne
testowanie na dłoni), ale powiem Wam, że musi być rewelacyjny! 
Dlaczego? Bo produkty marki Biolove to kosmetyki naturalne, a dla mnie 
wszystko co naturalne, jest najlepsze :)

_______________________________________




sól do kąpieli Biolove

Moim ostatnim łupem jest sól do kąpieli o zapachu malinowym od Biolove.
Dawno nie używałam soli (oprócz tej z Rossmanna), wiec jestem ciekawa,
jak ta zadziała w kontakcie z moją skórą. Mam spore nadzieje, więc 
trzymajcie kciuki! :)

_______________________________________

5 OUTFITOWYCH, ROMANTYCZNYCH INSPIRACJI NA SIERPIEŃ. Znajdź coś dla siebie!

3 sierpnia 2017

Miało być podsumowanie spokojnego lipca, ale nic z tego nie wyszło. Plik z tekstem wyparował gdy zawiesił się nam komputer, chociaż zawsze Office wychwytuje mi niefortunnie usunięte teksty i dzięki awaryjnemu zapisowi mogę je odzyskać. Może tak miało być? Może ten tekst był tak bez sensu, że sam nie mógł ze sobą wytrzymać?;) Pewnie tak, ale trudno, nie rozpamiętujmy, zdarza się. Całe szczęście, że to nie był większy tekst, bo wtedy dopiero by było! Usunięcie jednego pomysłu spowodowało napływ innych, dlatego odezwała się artystyczna część mojej duszy i w pierwszej chwili pomyślałam o klasycznych, letnich moodboardach, które chciałam ostatnio zrobić. Jednak wydawało mi się, że to za mało, bo miałam smaka na coś modowego. To wszystko zmusiło mnie do stworzenia fajnych kolaży z uroczymi, kolorowymi kleksami w tle. Ach, nawet nie wiecie, jak bardzo chce mi się malować w tej chwili! Ale nie w Photoshopie, tylko farbami na płótnie. Kiedyś je sobie kupię i będzie to kolejna, uszczęśliwiająca mnie rzecz. Na ten moment zadowalam się Photoshopem, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma !


Kolaże, które przygotowałam dla Was, to 5 modowych inspiracji na sierpień. Po lewej są oczywiście zdjęcia piękności z Pinteresta w cudownych okolicznościach, a obok nich w przyjemnej, kolorystycznej oprawie, wyszukane w kilku sklepach ubrania. Przy doborze ubrań mocno kierowałam się stylizacjami postaci ze zdjęć, tak więc nie dziwcie się mocno inspirowanym kolażom. Taką miałam wizję i wyżywam się artystycznie. Ten wpis jest dla mnie prawdziwą przyjemnością!


sukienka H&M   •   torebka koszyk Roboty ręczne   •   koc H&M Home


Przeglądając zdjęcia na Pintereście, szukałam czegoś pięknego i uroczego. Sceneria na tym zdjęciu zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, i nie ukrywam, że sama zrobiłabym piknik w tak cudownym miejscu. Pyszne jedzenie, kwiaty, zapach wieczornego powietrza... to coś, co wywołuje we mnie przyjemne dreszcze. Pomyślcie sobie jeszcze o nocy w takim miejscu i obserwacji gwiazd. To zdjęcie totalnie trafiło do mojego serducha. Modowo widać tu duuużo romantyzmu. To lubię.



strój kąpielowy TUTAJ


Wydaje mi się, że znając moje romantyczne usposobienie, raczej nie muszę mówić dlaczego wybrałam akurat to zdjęcie? Nie brak tu niczego - jest czysta woda, kolorowe niebo podczas zachodu słońca i kobieta o przepięknych kształtach. Marzę o tym, by samej cieszyć się z takiej scenerii :)



sukienka TUTAJ   •   koszula TUTAJ   •   spodnie Alieexpress   •   plecak H&M   •   buty Reebok


Prosty, miejski look to coś, co jest u mnie na co dzień. Ta dziewczyna to bodajże Kenza, i powiem Wam, że wygląda niesamowicie! Jest ubrana w moje ulubione kolory i wygląda bardzo delikatnie. Jej look przemawia do mnie w 100% - sama bym się tak ubrała!

top H&M   •   spódnica TUTAJ   •   sandałki Renee


Moja romantyczna dusza nie musiała szukać daleko i gdy zobaczyłam to zdjęcie, moje serce urosło 10 razy! Jest niczym wyobrażenie z romantycznej powieści, której bohaterką każda z nas chciała kiedyś być. Dziewczyna wygląda w swoim stroju cudownie i powiem prawdę, że jej zazdroszczę, a moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, gdy patrzę na cudo, jakim jest ta fotografia! Mój wybór do tego zdjęcia to miejska inspiracja z plisowaną spódniczką, luźnym topem i różowymi sandałkami.



sweterek H&M   •   spodenki TUTAJ


Ostatnia propozycja jest inspirowana kolorami piasku. Wyobraźcie sobie, że siedzicie tak, jak ta dziewczyna na ganku białego domku przy plaży i patrzycie na morze. Bryza muska Waszą cerę, a paleta błękitów i bieli wypełnia pole Waszego widzenia. Zachwycacie się ciepłym porankiem i myślicie, co zrobicie tego dnia, biorąc pod uwagę orzeźwiającą, morską kąpiel. Wiecie, że ten dzień będzie piękny. Właśnie tak wyobrażam sobie ten idealny moment w lekkim sweterku i spodenkach. Mam nadzieję, że również to czujecie!

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.