Najbardziej instagramowa kawiarnia w Warszawie • El Krepel

19 sierpnia


Gdybym miała wskazać cukiernię, w której odwiedziny są moim must have, bez wątpienia wskazałabym Laudree w Paryżu. Urocze, kobiece klimaty i słodycz bijąca zewsząd to coś, co przyciąga mnie niesamowicie. W Warszawie jest coś równie miłego lecz zupełnie innego - styl skandynawski plus ściana w kwiatach to coś, co zdecydowanie wyróżnia El Krepel wśród innych kawiarni.




Do El Krepel wybrałam się z zamiarem zjedzenia najdroższego pączka w moim życiu, w towarzystwie Ani. Pierwsze wrażenie wynagrodziło mi 20 minutowy marsz w nierozchodzonych szpilkach i w towarzystwie felernej nawigacji Google Maps. Pierwsze spojrzenie na salę i już wiedziałam, że to idealne miejsce! Bijąca zewsząd biel ucieszyła moje stęsknione za nią oczy, kuchnia marzeń sprawiła, że poczułam ukłucie zazdrości, a różowe dodatki idealnie łączyły wszystko w całość. Jednak nie można odmówić stwierdzenia,  że to miejsce było jedynie tłem dla tych pysznych rzeczy, które zostały po całym dniu pracy kawiarni. Szczególnie ta jedna, jedyna - ostatni złoty pączek ze słonym karmelem w środku. Czekał na mnie.




Wiecie co? Wyjścia ze znajomymi mają to do siebie, że ZAWSZE próbujemy wzajemnie tego co zamówiliśmy :D Sernik z owocową polewą (nie pamiętam dokładnie, czy nie była żurawinowa?) i płatkami kwiatów był pyszny, ale pączek ze słonym karmelem, złotą polewą i jakimś dobrym kremem przebił wszystko - to było mistrzostwo świata. Gdybym miała wskazać miejsce z najlepszymi pączkami w Warszawie, to stawiam na cukiernię Pawłowicz - jednakże moje ulubione pączki z różą i migdałami smakują mi tylko na ciepło. Ba, ja w zasadzie jem pączki tylko na ciepło! Ten w El Krepel ciepły nie był, ale bez wątpienia stał się moim ulubionym. Wyprawa po najdroższego pączka w moim życiu (nie pamiętam, żebym wydała na pączka 8 zł!) okazała się bardzo udana. Nie wiem kiedy znowu po niego pójdę, ale na ten moment myślę, żeby smak odtworzyć w domu. W końcu złotko w proszku mam ;)




koszula NAKD
spodnie ZARA
szpilki ZARA
torba ZARA
zegarek Daniel Wellington


Tego dnia postanowiłam się ubrać inaczej niż zwykle. Założyłam ulubioną elegancką koszulę z wiązaniem w talii, spodnie w kratkę i szpilki. Jeszcze rok temu bym się tak nie ubrała, a teraz mam ochotę wyglądać tak codziennie! Na dodatek moja kwiatowa dziarka sprawiła, że naprawdę lubię się tak nosić - zaczęłam się świetnie czuć w takich stylizacjach!




Na koniec mini pocztówka i sprawca mojego zachwytu, czyli przecudna sukienka Ani. Wpasowała się w klimat miejsca i zdecydowanie przyciągała wzrok innych.


A Wy byliście już w El Krepel?




Musisz to przeczytać zanim pomyślisz, że jesteś kiepską matką!

10 sierpnia


Kiedy byłam w stanie błogosławionym, wiele osób przekonywało mnie o tym, że urlop macierzyński będzie najspokojniejszym okresem życia. Że będę czytać książki, że odpocznę i z obowiązkami domowymi nie będzie problemu, bo dziecko będzie ciągle spać, a DOBRA ORGANIZACJA ZAŁATWIA WSZYSTKO. Głupie rady w ciąży mydliły mi oczy, a obraz macierzyństwa wpajany przez rodzinę, a potem media i blogosferę totalnie różnił się od rzeczywistości, która okazała się zupełnie inna. Czułam się, jakby ktoś wylał mi wiadro lodowatej wody na głowę.
Moje dziecko ciągle płakało i nie chciało spać, a ja zastanawiałam się dlaczego? Co robię nie tak? Miało być idealnie, a było hardkorowo. Czułam się OSZUKANA przez wszystkich.


To był moment, w którym zaczęłam się potykać, a rady posypały się jak talia kart wytrącona z dłoni. 
Mniejszą  część  zaserwowałam  Wam  na  instagramie,  dziś  pora  na  piramidę rad, chociaż kto 
ich tam wie - może było tego więcej.



***


Rozpuszczasz ją.
Jesteś za surowa.
Jesteś za łagodna.
Zostaw, niech płacze.
Siedź ciągle z cyckiem.
Tak ją nauczyłaś, to masz!
Jak zostawisz, przyzwyczai się.
To jest cwaniara, szantażuje cię.
Jak nie wytresujesz, to nie przetrwasz.
Przede wszystkim DOBRA ORGANIZACJA.
Jak nie zaczniesz jej ogarniać teraz, to się rozwydrzy.
To nie wina dziecka, że się tak zachowuje. TO TWOJA WINA.
Wrzeszczy, nie radzisz sobie, roczne dziecko uspokaja się na pstryknięcie palca.
Dziecko ci nie śpi przed 21? Nie jesteś stworzona do bycia matką, skoro nie umiesz nad nim zapanować.




***


Pomijając to, że miałam  do  czynienia  z  noworodkiem,  a  potem  niemowlakiem 
i większym dzieckiem, zaczęłam czuć się ze sobą  źle.  Im  bardziej  słuchałam  się 
rad  innych  i  im  więcej  czytałam  w  necie,  tym więcej  kłopotów  się pojawiało. 
Mała wcale nie płakała mniej i nie zaczęła zasypiać wcześniej. Było jeszcze gorzej. 
Moja  samoocena  jako  matki spadła do zera. Miałam wrażenie, że po prostu się do 
tego nie nadaję. Nerwy i płacz stały się moimi kompanami. Jak myślicie dlaczego?

Zaraz Wam opowiem.


I.

Cofając się w czasie, widzę dziewczynę siedzącą przy rocznym dziecku. Kolejny skok rozwojowy, niestabilność emocjonalna i wychodzące zęby to problemy, z którymi ona musi się mierzyć sama. Do tego dom, zlecenia, zobowiązania... I tak od roku. Na dodatek samotność jest prawdziwa - partner od rana do wieczora w pracy, rodzina gada, a nie robi, koleżanki z low needami patrzą na coś zupełnie nowego z prawdziwym niedowierzaniem i mówią - ona sobie na pewno nie radzi, nie ma podejścia do dziecka, nie nadaje się... Smutek, łzy, bezsilność w nieustającym szczęściu. Bo nawet najgorsze zmęczenie znika, gdy pociecha patrzy z miłością w oczy mamy. Zostawiam ją z tym i idę rok z hakiem w przód. Wiem, że znajdzie rozwiązanie i sobie poradzi, nawet jeśli dziecko ciągle krzyczy.

II.

Upalny dzień, opóźniony samolot stoi drugą godzinę na płycie lotniska. Widzę, że malutka jest już spokojniejsza niż rok wcześniej i zaczyna się dogadywać z mamą. Dowiaduję się, że jest łatwiej, ale nie do końca. Dalej trzeba sobie radzić z dzikimi reakcjami, które pojawiają się od czasu do czasu. Codziennie pojawia się bunt, który rośnie, gdy mama wkłada energię w gaszenie złości. Mimo to nie jest już tak hardkorowo, bo dowiaduję się, że dziewczyna już się tak nie spala - zaufała sobie oraz dziecku i olała wszystko wiedzących - ciekawości nie ma końca, ale nic nikomu nie zdradza. Postawiła też na empatię i akceptację swojej sytuacji, co było kluczem do sukcesu. Btw. wkrótce dziecko samo rezygnuje z pampersa a po kilku miesiącach bez łez i strachu samodzielnie odstawia się od piersi. To dobry znak. Znikam i postanawiam wrócić za jakiś czas.

III.

Gdy wracam, widzę świadomą, pewną siebie kobietę i czaderską dziewczynkę. Obie trzymają się za ręce, małej buzia się nie zamyka. Widzę, że coś się zmieniło na lepsze, chociaż słyszę, że to już czas typowych dziecięcych buntów. Nowa praca, nowy rytm życia, rodzina spędza więcej czasu razem pomimo tego, że paradoksalnie pracy jest więcej. Tym razem dowiaduję się, że od dawna nie słucha rad, ma w nosie to, co mówią inni ludzie na temat jej dziecka. Wychowywanie high need child rządzi się swoimi prawami, ale ona robi swoje i czuje się z tym świetnie. Czasem tylko zdarza się jej wspomnieć przeszłość, ale dzięki temu wie, że robi dobrze, po prostu UFAJĄC SWOJEJ INTUICJI I SWOJEMU DZIECKU.



Tą dziewczyną jestem ja i choć tak naprawdę nie cofnę się fizycznie w czasie, to chcę powiedzieć każdej świeżo upieczonej, niedoświadczonej mamie, by postawiła na zaufanie do siebie. To Ty będziesz wiedziała najlepiej co zrobić i czego chce Twoje dziecko. Niezależnie od tego, czy trafił Ci się spokojny okaz, czy dokazujący high need baby/child, dasz radę! Nie słuchaj rad, które nie pomagają i docinek, które obniżają Twoją samoocenę. Nie wierz w to, że sobie nie radzisz. Radzisz sobie świetnie, nawet mając żywiołowe dziecko! Miej zapas cierpliwości, bo jak Ci się skończy, to paradoksalnie będzie łatwiej. Wtedy już tylko wrzucisz na luz.


________________________


Minęły jakieś trzy tygodnie od 5 rocznicy wydania mojego pierwszego dziecka na świat. 5 lat to kawałeczek czasu, który, choć jest krótki, pozwolił mi na obserwacje, a co za tym idzie nabranie do tego wszystkiego dystansu i wyciągnięcie solidnych wniosków.
Dziś wiem, że nie byłam nieudolna. Prawda jest taka, że byłam niedoświadczona, rozpoczęłam macierzyństwo inaczej, niż się spodziewałam, a hajnidztwo mojego dziecka było wielkim sprawdzianem mojego charakteru. Wiem też, że gdyby nie głupoty, które mi wciskano, pierwsze miesiące macierzyństwa byłyby zupełnie inne, niewypełnione stresem i z nienaruszoną samooceną. W tym momencie na spokojnie zdaję sobie sprawę z tego, że jak dziecko płacze, w głowie pojawiają się instynktowne podpowiedzi, co robić. Teraz postąpiłabym inaczej. Gdybym miała wybrać jeden, najlepszy sposób na załagodzenie tego wszystkiego, wybrałabym własną INTUICJĘ. To ona jest moją przyjaciółką i żałuję, że zamiast posłuchać jej, słuchałam innych. Początki mojego macierzyństwa byłyby lżejsze pomimo całkiem nowych i mocnych wrażeń.

Na dodatek powiem prosto z mostu - jak dla mnie (!) kreowany obraz idealnego, cichego macierzyństwa, to KIT. Jeśli mówicie przyszłej mamie, że dziecko prześpi pierwszy rok lub dwa lata życia i macierzyństwo będzie jak na okładkach kolorowych magazynów, to przestańcie, bo robicie jej krzywdę. Spodziewa się jednego, dostaje drugie i płacze, bo myśli, że jest do bani. Po pięciu latach myślę też, że bzdurą też jest gadka o organizacji, bo zdarzają się sytuacje, w których „organizacja” sypie się jak domek z kart. Dziecko się porzyga, rozchoruje, albo zdarzy się inna, nieoczekiwana rzecz. Nie zaplanujecie prawdziwego życia, bo codzienność potrafi być improwizacją. Lepiej ugryźć się w język, niż być winnym stresu i kiepskiej samooceny jakiejś kobiety.
I jeszcze jedno - mówienie mamie, że zachowanie dziecka (dajmy na to - złość) jest jej winą, to najgorsze, co można zrobić. Po pierwsze dziecko ma wokół siebie różne wzorce i co byśmy nie zrobiły, nie uchronimy go przed nimi. Po drugie, jak to dziecko, nie radzi sobie z emocjami i poznaje je przez lata. Jednym dzieciom przykładowa odmowa przejdzie koło nosa, inne zareagują z mocą bomby atomowej. Nawet moja pięciolatka potrafi się nieźle wkurzyć. Po trzecie, jak ma się czuć osoba, która poświęca maluchowi cały swój czas, kocha go najmocniej na świecie, broni i traktuje z największą czcią? No właśnie.

Powiecie mi - ale moje dziecko jest spokojne, moje dziecko spało, takie dzieci istnieją - i ja się z tym zgodzę. Nie zapominajcie jednak o tym, że dzieci są różne i tak jak istnieją maluchy cichutkie, jak myszki, tak samo po ziemi chodzą pobudzone, rozwrzeszczane wulkany energii. Przyszła mama powinna być świadoma tego, że może jej się trafić trudny hajnidkowy charakterek. Nie oceniajcie jej, jeśli zdarzają jej się wpadki w macierzyństwie. Takie jest życie, nieprzewidywalne. Nawet Wy możecie się zdziwić, jeśli trafi Wam się drugie, czy trzecie dziecko.


________________________



Po  kilku  latach  na  spokojnie radzę sobie z humorami mojego dziecka, nawet jeśli 
teraz  zmagam  się  z  prawdziwymi  histeriami,  złością skierowaną w moją stronę, 
buntem  przeciwko  spaniu,  czy  ciągłym „NIE”.  W High Need Baby znalazłam 
cudowne cechy.


Po pierwsze,  tak  żywe  dziecko  jest   okazem   zdrowia.

Po drugie   tak   charakterny,  żywotny  i  cwany  maluch 
poradzi  sobie  w  przyszłości.

Po trzecie  to  najmądrzejsza,  najfajniejsza  i  najbardziej 
elokwentna  dziewczynka  na  świecie.  Drugiej  takiej nie 
ma.  Czekałam  kilka  lat,  żebyśmy  mogły  się  dogadać 
wiecie  co?  Warto  było!  Jestem  z  niej  szalenie  dumna.

A po czwarte  -  mam  w  nosie   zdanie  „mądrzejszych”. 
Bo to moje dziecko i co do niego, to ja jestem mądrzejsza, 
a nie inni.


Wiem, że tak jak się nasłuchałam na mój i jej temat, tak się dalej nasłucham, ale wiem również, że słuchając swojej intuicji, wyjdę lepiej, niż słuchając rad innych. Uporczywe docinki mam już w głębokim poważaniu. Tak samo mam głęboko osoby, które uważają, że mam problem z dzieckiem. Nie moi drodzy, troskliwi - to Wy macie problem i to ze sobą. Tracicie tylko energię, bo ja i tak Was nie słucham. Nie jestem kiepską mamą, ale mam za sobą wyboistą drogę pierwszych lat macierzyństwa, która nauczyła mnie więcej, niż mogłyby mnie nauczyć inne osoby, blogi lub tradycyjne poradniki.




A wszystkim świeżo upieczonym mamom życzę, by nie traciły wiary w swoje siły. 
To  Wy  wiecie,  na  co  Wasze  dziecko  ma  ochotę  i  co  jest dla niego najlepsze. 
Wszystko będzie dobrze. Powodzenia!




Helskie Wakacje vol. 2 / 2018

26 lipca

Dzień dobry kochani :) W końcu przygotowałam dla Was obiecany na instagramie post, a w tym porcję pięknych zdjęć. Stwierdziłam, że w tym roku nie przygotuję aż tyle postów co trzy lata temu, bo zamierzałam się skupić na wypoczynku i nacieszyć wolnymi chwilami. W 2015 roku było tu bardzo dużo zdjęć, więc większość widzieliście, a Hel praktycznie się nie zmienił. Znowu cieszył czystą wodą, ciepłym powietrzem i wspaniałą pogodą (przez tydzień padało tylko jeden dzień!) a wypad nad polskie morze (i przede wszystkim sam urlop) dodał mi twórczej energii oraz zainspirował do tworzenia nowych rzeczy. Btw. Prawie wszystkie zdjęcia zrobiłam moim iPhonem.



Hel przywitał nas niesamowicie pięknym zachodem słońca. Nauczeni wypadem w 2015 roku postanowiliśmy go obejrzeć nad zatoką. Słońce zaszło później niż u nas i praktycznie do 22 było widno. Ach ta północ!




Jak Helska Marina to i knajpa Kutter. Był to nasz pierwszy obiad na Helu i do tego spory zawód, bo... ceny były wyższe i nieadekwatne do jakości. Zestaw surówek ten sam co 3 lata temu, ryba i frytki dalej na papierze a cena sporo wyższa. Za te trzy zestawy zapłaciliśmy około 105 zł, i już nie wróciliśmy. Na dodatek podczas całego wyjazdu nie zauważyłam, żeby w Kuttrze były tłumy jak kiedyś (to wszystko tłumaczy). Obok w Ambrze zapłaciliśmy sporo taniej za zestawy obiadowe z zupą, i dostaliśmy je przynajmniej na normalnych talerzach ;)




Na instagramie dostałam kilka zapytań o nocleg. W tym roku nie ryzykowaliśmy i wybraliśmy ponownie Willę Horyzont na Admirała Steyera. Powiem Wam, że nie żałowaliśmy, bo gospodarz - Pani Beata Bona, wspaniale dba o to miejsce. Wejdzcie sobie na stronę Willi Horyzont i zobaczcie jakie piękne są tam pokoje, klatka schodowa, korytarz... Pani Beata ma po prostu naprawdę dobry gust. Trzy lata temu wynejęliśmy pokój 9 a w tym roku 3 i oczywiście byliśmy bardzo zadowoleni :) Pokój rezerwowałam już w maju bo Willa Horyzont jest naprawdę oblegana - nie ma się co dziwić skoro miejsce jest piękne a ceny naprawdę przystępne!




Prawda, że pięknie? :)




Nie obyło się bez wspólnego zdjęcia na plaży :) Pierwsze było spontaniczne i najlepsze! Postanowiłam, że zdjęcia z 2015 i 2018 zawisną na ścianach i będą cieszyć nasze oczy. Tak w ogóle widzę, że niewiele się zmieniliśmy poza tym, że wszyscy jesteśmy starsi a we dwoje z Damianem lekko wydziarani ;) Ale fajni z nas rodzice! :)




Tak tak... Gang Olsena... ;)




Gdy nie chciało nam się zostawiać kasy w knajpach, to kupowaliśmy przepyszne hot dogi w budkach sieci New York. Były przepyszne a za ogromnego hot doga w bagietce płaciliśmy tylko 10 zł! Budki stoją na Wiejskiej, przy deptaku nad zatoką a także przy wyjściu na plażę na cyplu.




Przepiękny widok!




Coś co mnie zachwyciło, czyli ciągle czysta woda ;)




Gang Olsena w oddali :D




Ulubiony strój kąpielowy :)




Mały wędrowniczek ;)




A gofry z Nutellą i borówkami to smak naszej miłości już od tylu lat ;)




#clearwaterobsession i okręt wojskowy w tle.




Moje wakacyjne paznokietki i espadryle z Renee, których nie polecam. Więcej we vlogu!




A tu już pożegnanie z plażą :) Wspólne zdjęcie na pamiątkę musiało być! To był piękny wyjazd, bo pod koniec byliśmy już tak przesyceni, że naprawdę mieliśmy ochotę na powrót do domu :D Ale tak jest zawsze jak się czymś nacieszycie na maksa - tydzień wystarczył! :D Z wyjazdu przywieźliśmy helskie magnesy na lodówkę, odrobinę piasku z plaży i muszelki, których na cyplu było od groma. Było wspaniale! :D Kto chce zobaczyć vloga, odsyłam na mój KANAŁ na Youtube, bo oprócz Helskiego vloga, który wisi tam od paru dni, zaraz pojawi się kolejny, mój osobisty :) Bądźcie czujni!



Oversized black shirt & vintage Versace shorts

12 czerwca



Życie  ze  mną nie  jest trudne. Choć nie jestem przewidywalną osobą, 
to  jest zaskakująco  łatwe, brak w nim dramatów i szalonych zwrotów 
akcji.  Jedyne co mogę zafundować, to czasem podwyższone ciśnienie, 
bo  umiem  się nieźle zdenerwować. Ze mną nikt nie dostanie zawału 
nie  zmęczy  się.  Dzisiejszy  wpis  jest  odzwierciedleniem  tego - moi 
najbliżsi, osoby nie lubiące robienia zdjęć,  nie  mają  ze  mną  źle. Nie 
wymagam   wiele,  ma  być  po  prostu  ładnie  i  stylowo.  Dlatego  też 
powstały  zdjęcia  stylizacji,  która  aspiruje  do miana inspiracji latami 
osiemdziesiątymi.  Brakuje  w  niej  tylko  marynarki  z  poduszkami  i 
trwałej  na  głowie  -  kto  wie,   jakby   to   wyglądało?   Trzy   minuty 
wystarczyły, żeby stworzyć ten wpis - dziękuję mamo! 


__________________________


koszula NAKD
okulary NAKD 
spodenki vintage Versace
szal w kotwice Atmosphere
buty Franco Sarto 
torebka Lidl


__________________________








Zostań bohaterem dzieci z Akademii Przyszłości! x BIZUU & TK Maxx

24 maja



Kto  mnie  zna  ten  wie, że nie jest mi obojętny los innych ludzi - a najbardziej tych mniejszych! 
Uważam, że dzieciaki to nasze największe dobro i powinno się w nie inwestować niezależnie od 
wszystkiego. W  tym  kontekście  na  szczególną  uwagę  zasługują  dzieciaki  z gorszym startem 
w  życiu, bo  jak  wiadomo, czym  skorupka  za  młodu  nasiąknie, tym  na starość trąci. A nawet 
jeśli  nie  na  starość, to  efekty  naszego wychowywania będą widoczne w dorosłym życiu. To od 
nas  dorosłych  zależy,  jaki  będzie  początek  dorosłości  naszych  milusińskich,  dlatego  każdy 
wysiłek jest na wagę złota. Do czego zmierzam?








Moi czytelnicy wiedzą, że od lat z chęcią wspominam o akcji charytatywnej na rzecz programu
Akademia Przyszłości
organizowanej  przez  TK Maxx. Akademia Przyszłości  to  program, który działając na terenie 
całej  Polski  wspiera  dzieci  ze  społeczności  lokalnych, które  znalazły  się  w trudnej sytuacji 
rodzinnej lub materialnej  i  w obliczu trudności życiowych straciły wiarę w siebie. Założeniem 
programu jest  wspieranie dzieciaków, dzięki  czemu  mogą  one  piąć się w górę i ze spokojem 
ruszyć w dorosłość. 
Tegoroczna    edycja    obejmuje   współpracę  z marką BIZUU,  której  projektantkami   są 
Zuzanna   Wachowiak     i    Blanka    Jordan.     Efektem    współpracy     jest     limitowana, 
charytatywna kolekcja bandanek oraz przypinek inspirowanych motywem bohaterskości. 
Jeśli   chcesz   wesprzeć  Akademię i przyczynić się do pomocy dzieciakom, zachęcam Cię 
do  kupna  tych  gadżetów, bowiem  dochód  z  ich sprzedaży zostanie właśnie przekazany 
na rzecz Akademii Przyszłości. 







Ja wybrałam bandankę z gwiazdami i gwiezdną przypinkę. To moje ulubione elementy z tej kolekcji. A Ty, co wybierzesz?



Musisz to przeczytać zanim kupisz swój pierwszy MacBook Air!

14 maja


Z myślą o zakupie MacBooka chodziliśmy już długo przed jego faktycznym kupnem. Od jesieni 2016 roku mieliśmy problemy z naprawdę fantastycznym, wysłużonym laptopem od Samsunga, który służył nam wiernie od 2010 roku, w międzyczasie zaliczając współpracę z XPekiem pożyczonym od mojej mamy. Ograniczało to naszą wygodę i moje vlogowo blogowe plany, a że ciągle nam było szkoda pieniędzy na coś nowego, to trwaliśmy wiernie przy obu złomkach. Ile jednak można wytrzymać i non stop się ograniczać? Z uwagi na trochę większą ilość czasu, zaczęłam się rozglądać za różnymi laptopami, trafiając na supertanie i te z dużo wyższej półki cenowej. Mając na uwadze pracę z systemem Windows na różnych komputerach, miałam ochotę na coś nowego. A gdyby tak spróbować z macOS? Czemu nie?

Nasz pierwszy MacBook trafił w nasze ręce jakoś w połowie grudnia 2017 roku i od tamtej pory budzi mieszane uczucia, choć już się do niego przyzwyczailiśmy. Używanie tego komputera sprawia mi niesamowitą przyjemność, ale ma też kilka wad, które uwierają mnie jak zbyt ciasne majtki na tyłku.

Pierwsze wrażenie było jak kubeł zimnej wody. Raz, że to nowe, a dwa, że coś zupełnie innego. Najpierw sam design, który zrobił piorunujące wrażenie. Mocna obudowa, schludny wygląd, zero plastikowej tandety, lekkość i to, że komputer jest cienki - jedno WIELKIE WOW! Akcesoria również były niczego sobie, ale system... No tu już było trochę gorzej. Niby wiedziałam jak tego używać, bo obejrzałam kilka tutoriali na Youtube na temat uruchamiania Mac Booka, przypisania go na siebie i synchronizacji z iPhone, ale... No ale jako wieloletnia użytkowniczka Windowsa denerwowałam się ciągle tym, że mylę skróty klawiszowe, zapominałam, że wszystkie programy mogę zobaczyć dopiero po kliknięciu ikonki Launchpad, irytowałam się, że żeby coś otworzyć czy w coś wejść, muszę naciskać gładzik i nie wystarczy lekkie muśnięcie, ale konkretny nacisk. Byłam przyzwyczajona do łatwości użytkowania Windowsa na Samsungu, przy jego jednoczesnym skomplikowaniu, a macOS sprawiał mi ogromny dyskomfort swoją prostotą. Dostawałam małpiego rozumu, kompletnie tracąc orientację w poruszaniu się po systemie. Nie umiałam, serio. JA - OSOBA, która bez problemu potrafiła wyegzekwować najskrzętniej ukryte informacje w komputerze. I na dodatek od samego początku nie mogłam i nie mogę wyczaić, który skrót klawiszowy kasuje cały tekst bez możliwości jego przywrócenia. Kurdę, no.



No ale nie było tak źle, jak mogłoby się wydawać. Minął tydzień, może dwa a ja dopiero zaczęłam dostrzegać zalety tego systemu. Ciekawi?



Przede wszystkim BRAK POTRZEBY INSTALOWANIA ANTYWIRUSA i kasa w kieszeni. Weźmy to na logikę - system operacyjny Windows jest tworzony pod komputery wielu marek i na chłopski rozum nie da się wystarczająco zabezpieczyć tak wielu różnych wersji systemu. To tak dużo pracy, że nie sztuką jest za tym nadążyć, więc wiele firm stworzyło antywirusy i ekspresowe cleanery. Za to Apple ma pod sobą systemy na wyłącznie swoje komputery i jest w stanie zadbać o to perfekcyjnie. Do tego dodajemy nasz zdrowy rozsądek i nie potrzeba nic więcej. Jeśli nie wchodzicie na podejrzane strony, nie ściągacie niesprawdzonych apek i nie wierzycie we wszystko, co Wam ktoś powie, to nie ma się czego bać.


Szybki i niezacinający się system. Oczywiście, jeśli otworzę 20 kart w Safari, to musi się chwilę namyślić, ale szybko się ogarnia. W końcu mi też się zdarzają sytuacje, że potrzebuję 5 sekund na uruchomienie logicznego myślenia :D Btw. nie trzeba wyłączać komputera, bo wystarczy, że zamkniecie klapkę, a on przejdzie w stan DOSŁOWNEGO czuwania. Wystarczy otwarcie laptopa, by system momentalnie się wybudził.


Idealna synchronizacja z iPhone - począwszy od pęku kluczy, po możliwość przepinania kart z Safari z Iphone na Mac Booka (gdy np. wolicie kontynuować oglądanie jakiejś strony na komputerze), a także dzwonienia z komputera na telefon drugiej osoby. Komputer po prostu łączy się wtedy z Iphone, ale rozmawiacie normalnie na komputerze. Nie mogę zapominać o ukochanym i niezawodnym AIR DROP, dzięki któremu nie bawię się w przesyłanie plików na pocztę i nie dokładam sobie roboty. Air Drop rządzi!





Mac Book, tak samo jak iPhone jest przypisany na Was. Jest i koniec - a przekonać się o tym możecie na swoim koncie na stronie Apple i podczas pierwszego uruchamiania komputera.


Coś, co po przestawieniu się może sprawiać trochę problemów to okrutnie prosty system operacyjny i brak zawiłości jak w Windowsie. Wydaje mi się że przy macOS, Widows jest dla komputerowych freaków, lubiących się tym bawić, a Mac Book mógłby świetnie służyć jako komputer dla osoby, która serio nie zna się na sprzętach. Więcej zagadnień rodzi kwestia prywatności, bo jest ona w takim zakresie, że sprzęt jest po prostu Wasz, ale wiecie, jeśli chcecie coś schować a nie będziecie wiedzieć jak to ukryć, to w Mac Booku Air tego nie zrobicie. Wszystko jest na wierzchu (chyba, że zrobicie dwa oddzielne konta użytkowników, ale to i tak mało da), mimo to zawsze można coś schować w folderach, których przeciętny użytkownik nie będzie otwierał, ale po co? Tak poza tym ustawienia są banalnie proste, menu jest na dole pulpitu, a opcje w różnych programach pojawiają się po ich włączeniu, na samej górze ekranu w minimalistycznym menu. Po kliknięciu w jabłuszko w lewym górnym rogu znajdziecie informacje o swoim laptopie, systemie, uaktualnieniach, oraz o pamięci - wszystkie można notabene otworzyć w nowym oknie i sprawdzić szczegóły. Po prawej stronie znajduje się kilka ikonek, m.in. Bluetooth, WiFi, dźwięk, stan baterii, data i godzina, wyszuiwanie i ikonka paska bocznego w którym możecie umieścić różne, przydatne dla Was widżety. Mi np. przydał się kalkulator i pogoda, więc... tak :D System jest MEGA prosty, serio.


Za system płacicie raz - jest już w cenie laptopa. I potem tylko aktualizujesz za free.


Bardzo dobra i wytrzymała bateria, która wytrzymuje w zależności od wykonywanych zajęć od około 8 godzin (przy ciągłej, intensywnej pracy i kilku cięższych aplikacjach np. iMovie) do kilku dni - mój rekord to 5! Dziś będę ładować Mac Booka po dwóch dniach. Dla mnie super.



Jeszcze raz wspomniana super jakość wykonania - metalowy, precyzyjnie i solidnie wykonany, cienki, mały i lekki. Ten sprzęt to genialne rozwiązanie, dla często wyjeżdżających osób lub takich, które po prostu mają po dziurki w nosie dźwigania ogromnego lapka w torbie, i nie chcą się przejmować stanem baterii - ta po prostu nie padnie po 1,5 godzinie używania. Pod ekranem jest ukryta bardzo dyskretna klimatyzacja i małe logo tekstowe marki. Obudowę zdobi śliczne, przeurocze, świecące jabłuszko. Jak już się zatrzymuję przy jabłuszku, to przychodzi mi do głowy jedna rzecz - jak ludzie mogą mieć problem z tym logiem, skoro inne komputery również zdobią loga producentów, a mimo wszystko tylko na Apple jest hejt, bo to Apple :D




Żeby nie było tak słodko i tęczowo, przejdźmy do wad.

Jedną z nich jest zaleta wspomniana przeze mnie wcześniej, czyli prostota. Dzieci Windowsa mogą się wkurzyć. Jeszcze wcześniej zastanawiałam się, co ja do cholery zrobiłam?!


macOS w pewien sposób ogranicza użytkowników przyzwyczajonych do pracy na systemie Windows. Przede wszystkim, kto używał Windowsa przez wiele lat, wie, że można na niego ściągnąć multum programów i często ich starsze, wygodniejsze wersje. W macOS tego nie ma. Ponadto na Windows można ściągnąć darmowe wersje programów, które tutaj trzeba kupić na legalu. Oczywiście nie twierdzę, że to jest dziwne, bo każdy za swoją pracę powinien otrzymać pieniądze, ale są takie programy, które zostały udostępnione w internecie za darmo, a mimo wszystko nie mogę ich wgrać. Ponadto, jeśli ściągacie coś poza Apple Store, to musicie to instalować, dając na to pozwolenie. Ja tam już zapomniałam, jak się to robi.


Dokument Writter Pro ssie. Nawet się nie umywa do Microsoft Word, a szkoda. Tęsknię za starym, dobrym Office... Widzicie, dalej jestem uprzedzona, chociaż mam Mac Booka od sześciu miesięcy. Brak mi też zwykłego notatnika, który nie zmienia czcionki w tekście na bieżącą.


Przeglądanie zdjęć na Mac Booku jest inne niż na komputerze z Windowsem, nie działa z automatu. Albo klikniecie dwukrotnie w jedno zdjęcie, albo zaznaczycie całą grupę zdjęć i otworzycie w innym oknie dwoma kliknięciami. Przewijacie strzałkami w górę i w dół. Wkurzające, ale idzie się przyzwyczaić.


Pamięć - pozornie jest duża i w sumie nie mam na co narzekać, ale wiecie, jak robię nagrywki w 4k czy nagrywam vloga, który z 40 minut schodzi do 20, to jednak mi to miejsce jest potrzebne. Niestety pliki video, zamiast siedzieć w źródle, importują się do biblioteki iMovie i zajmują niepotrzebnie miejsce. Ogólnie jest ok, choć mogłoby być lepiej, ale godzinnego vloga nie mogłabym chyba skleić :P Chociaż nie przesadzajmy - na naszym starym kompie też by nie poszło :D


No i na koniec - akcesoria do niego są drogie, a jeśli rozwalicie ładowarkę to macie 200 zł w plecy. No mnie to potencjalnie boli.


Podsumowując... Mac Book Air jest świetnym laptopem dla osób, które ciągle gdzieś jeżdżą i potrzebują lekkiego i małego sprzętu do pracy i obróbki zdjęć, z dobrą baterią. Ładowarka jest tak samo mobilna, bo jest mała i w zestawie dostaniecie dodatkowy, mniejszy kabel do zasilacza. MacBook Air
 jest wytrzymały, bezpieczny, stabilny, intuicyjny, szybki, idealnie synchronizuje się z iPhone i nie zawiesza się. Mimo to nie nadaje się do grania. Poza tym jest śliczny i elegancki. Mimo tych wszystkich zalet i fantastycznej wygody czasem tęsknię za Windowsem i wieloma możliwościami, choć ten system niósł ze sobą trudności, problemy i dozę ryzyka (wirusy i takie tam). 


Pisząc Wam o tym, czuję się nie logicznie, bo mogłabym to przyrównać do tęsknoty za byłym facetem, którego się świetnie znało, ale zostawiło, bo pomimo swoich zalet i wielu przeżytych, wspólnych lat miał również wady, z którymi ciężko Wam się żyło. Po nim przyszedł ten idealny, przejrzysty do granic możliwości, idealnie rozumiejący Wasze potrzeby, nierobiący bałaganu, myślący nad własnym wnętrzem, nowoczesny. Ma coś w sobie, ale nie podejmie cięższych wyzwań i nie uniesie wszystkiego. Nie pójdzie z Wami na paintballa i wybierze lżejsze rozrywki, ale da radę w biurowej roli. Taki grzeczny i ułożony facet. Jest super, ale to zupełnie coś innego od tego, co było wcześniej.
Dobrze, ŻE TO TYLKO LAPTOP. Ufff...

Dla wielu osób sprzęt od Apple to część niekończącej się hipsteriady i obciach na kółkach. Bo logo, bo za drogi... A ja Wam powiem, że jest to normalny laptop, jakich tysiące, tylko że... pracuje dokładnie tak, jak można od niego tego oczekiwać. Jeżeli tańsze laptopy z Windows i podobną specyfikacją mają się siadać po kilku miesiącach używania, to moim zdaniem warto dołożyć ten tysiąc i cieszyć się stabilnym sprzętem tyle samo albo dłużej. Myślę, że Mac Book air nie dołoży Wam takich nerwów jak laptopy z Windowsowej rodzinki.


Czy poleciłabym Wam ten sprzęt? Jeśli jest dla Was ważna prostota, perfekcyjna jakość wykonania, szybkość, stabilność i mobilność, to jest to sprzęt dla Was. Dbajcie o niego i nie pracujcie za dużo na podłączonej baterii, a na pewno Wam długo posłuży.