Slider

Hej, już jestem!

18 listopada 2018


Przyszłam tutaj. W dniu, gdy za oknem spadł pierwszy śnieg (co tam, że zaraz się roztopił). Małymi kroczkami, pomału, z nowym - starym wyglądem bloga i moim pierwszym, starym, samodzielnie wykonanym kilka lat temu logo w nagłówku. Jestem - w momencie, gdy naprawdę stałam się na to gotowa i na dodatek otwarta na nowe. Szykowałam się na ten dzień długo. Na raty pisałam posty, pomału ogarniałam zdjęcia. Czasami przez moje życie przechodziło jakieś tornado i musiałam skupić się na sprawach priorytetowych. Zajęło mi to całe tygodnie…

Nie chciałam odsuwać bloga na bok. Nie chciałam i broniłam się przed tym, ale dni wypełnione pracą na normalnym etacie i resztą zajęć nie pozwalały mi na cieszenie się moją pasją. Wieczory i ranki pomiędzy zmianami wykorzystywałam na wszystkie obowiązki i nie odpuszczałam sobie niczego. Czas, który mogłam wykorzystać na pasję, przesypiałam, bo jechałam na oparach. Wolałam poświęcić go na cenne minuty snu i nawet makijaż robiłam między odprowadzeniem Julii do babci a kolejną zmianą w pracy. Działało mi to na nerwy, ale jak to mówią - jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Są przecież takie momenty w życiu, że niebezpiecznym byłoby rzucanie się na głęboką wodę. Moja jakże szalona dyspozycyjność i skromne działania nie pozostawiały mi nic innego jak tylko wybór nudnego, bardzo prostego szablonu i posty bez wyrazu. Działałam sobie i starałam się wyciągać z tego maximum przyjemności, ale tak nie było. Na dodatek powoli dojrzewało we mnie to, że mam do powiedzenia trochę więcej. Wszak zakupy i stylizacje to nie wszystko, a ja coraz bardziej dojrzewałam do tego, by świadomie i PEWNIE pisać o rodzicielstwie.

___________________________



Moje pierwsze dziecko urodziłam ponad 5 lat temu. Byłam dość młodą i niedoświadczoną kobietą. Nigdy wcześniej nie miałam szansy trzymać dziecka w ramionach a co więcej, nie miałam okazji, żeby się takowym zaopiekować. Było to coś dla mnie tak nowego, że nadmiar wrażeń totalnie oderwał mnie od reszty rzeczy.
Nie będę się rozpisywać, bo przecież w tym tekście mowa o blogu. Początki macierzyństwa i ciąża były czasem, w którym oprócz propozycji współprac dostawałam mnóstwo pouczeń i rad dotyczących prowadzenia bloga oraz kanału social media. Te rady miały mi pomóc osiągnąć sukces w blogosferze i pieniądze, z tym że... rady, jakie dostawałam, nie grały z moim sumieniem. Powiem brutalnie - cały zarys rad zakładał wykorzystywanie wizerunku mojego dziecka do zarabiania na życie. Było to dla mnie coś niesłychanie bezczelnego i nie potrzebowałam wiele, by postawić przed sobą ogromny mur. Ten temat działał na mnie jak płachta na byka, a ja odsuwałam się od cioć dobra rada. Jak można widzieć w niemowlęciu czy rocznym dziecku sposób na pieniądze? Zupełnie jakby miało być lalką, którą można dowolnie ustawiać? Oj nie, nie...




Nie będę ukrywać, że minione 5 lat były czasem, w którym wielokrotnie chciałam stworzyć dla Was coś fajnego. Jednak ograniczało mnie jedno - czułam się za cienka, codziennie dostawałam lekcję pokory, a jedyną radą, którą dawałam innym koleżankom po urodzeniu dzieci, było proste stwierdzenie - nie zapominaj o sobie. Przecież jako mama HNB nałogowo czerpałam przyjemność z drobnostek i dogadzałam sobie, gdy tylko mogłam. Wtedy z łatwością dostrzegałam pozytywy w każdej sytuacji i cieszę się, że prosta rada dużo dała, a temat tak się rozniósł, że pisali o tym inni. Budzi we mnie satysfakcję fakt, że wiele mam zobaczyło, że zdrowy egoizm nie jest zły, choć nie pisałam Wam o tym bezpośrednio. Potem odważyłam się na temat High Need Baby/Child, bo tylko z tym się czułam pewnie. Nadal uważałam, że to nie był czas na jakiekolwiek inne rady, bo nie chciałam nikomu zaszkodzić i co najgorsze, wymądrzać się bez sensu.
TO NIE BYŁ MÓJ CZAS. Potrzebowałam go więcej, by zmądrzeć, zdobyć doświadczenie, nauczyć się. Dziś czuję, że TO TEN MOMENT i chcę to robić z sensem i pasją. W końcu wiem jak ugryźć temat, by to nikogo nie skrzywdziło. Lata obserwacji blogosfery parentingowej dały mi kilka dobrych lekcji, a sumienie pokazało zielone światło.

Lecz żeby móc o tym dobrze pisać i nie skrzywić przy tym relacji z dzieckiem, trzeba było dojrzeć do podjęcia się takiej tematyki. Dlatego nie zabrałam się za to, dopóki nie poczułam prawdziwej gotowości.

To dla mnie duża zmiana. Moje dziecko ma 5 lat, jest super świadome, a ja mam jeszcze większą radochę z macierzyństwa i czuję się wręcz nim zafiksowana! :) W końcu czuję, że chcę o tym pisać i że mogę o tym pisać! To jest dobry moment, a świadomość tego wszystkiego tchnęła energię w inne dziedziny, którymi się do tej pory tutaj zajmowałam.


Czy to oznacza, że Kreuję Swoje Życie stanie się blogiem parentingowym? Absolutnie! Po prostu idę o krok w przód. Nareszcie!

___________________________






Swoją drogą powrót po tak długiej przerwie przyniósł mi spore zaskoczenie i zobaczyłam, jak wiele zmieniło się w blogosferze. Wiele osób porzuciło blogi na rzecz Youtube czy Instagramu ALBO mniej pisało lub robiło sobie dłuższe przerwy. Mam w sobie pewną wiarę i myślę, że to po prostu taki czas - energia która niesie się po świecie, jest dość pasywna i wpływa na wielu z nas. Niektórzy po prostu ten okres przesypiają, a inni wybierają nową drogę. Minione miesiące były dla mnie okresem, w którym nie wiedziałam, na co się zdecydować - nie chciałam poświęcić się jedynie budowaniu konta na Instagramie, bo zależało mi na własnym miejscu w internecie. Nie chciałam porzucać bloga, w którego włożyłam 7 lat pracy i zaangażowania. Filmy nie wychodziły tak często, a ja coraz bardziej dostrzegałam to, dlaczego tak naprawdę warto postawić na bloga. Ostatnie rozmowy z przyjaznymi mi osobami tylko rozwiały moje wątpliwości. Prawda jest taka, że tutaj łatwiej będzie mi opowiadać o byciu młodą mamą, marzeniach, czy o hodowli muszek owocówek (oczywiście taki żart!)... A jeśli będę chciała Wam pokazać nowe łupy z Aliexpressu, to niech będzie - posiedzę kilka godzin przy zdjęciach i tekście, żebyście mogli dostrzec detale i przeczytać o wadach, zamiast słyszeć, jak jąkam się ze stresu przed kamerą.
Odczuwam niesamowitą ulgę i cieszę się, że energia, z jaką wracam, należy do tych sprzyjających. Tygodniami czekałam na to, aż poczuję „TO COŚ”!


Więc jestem, witajcie!



Najbardziej instagramowa kawiarnia w Warszawie • El Krepel

19 sierpnia 2018



Gdybym miała wskazać cukiernię, w której odwiedziny są moim must have, bez wątpienia wskazałabym Laudree w Paryżu. Urocze, kobiece klimaty i słodycz bijąca zewsząd to coś, co przyciąga mnie niesamowicie. W Warszawie jest coś równie miłego lecz zupełnie innego - styl skandynawski plus ściana w kwiatach to coś, co zdecydowanie wyróżnia El Krepel wśród innych kawiarni.




Do El Krepel wybrałam się z zamiarem zjedzenia najdroższego pączka w moim życiu, w towarzystwie Ani. Pierwsze wrażenie wynagrodziło mi 20 minutowy marsz w nierozchodzonych szpilkach i w towarzystwie felernej nawigacji Google Maps. Pierwsze spojrzenie na salę i już wiedziałam, że to idealne miejsce! Bijąca zewsząd biel ucieszyła moje stęsknione za nią oczy, kuchnia marzeń sprawiła, że poczułam ukłucie zazdrości, a różowe dodatki idealnie łączyły wszystko w całość. Jednak nie można odmówić stwierdzenia,  że to miejsce było jedynie tłem dla tych pysznych rzeczy, które zostały po całym dniu pracy kawiarni. Szczególnie ta jedna, jedyna - ostatni złoty pączek ze słonym karmelem w środku. Czekał na mnie.




Wiecie co? Wyjścia ze znajomymi mają to do siebie, że ZAWSZE próbujemy wzajemnie tego co zamówiliśmy :D Sernik z owocową polewą (nie pamiętam dokładnie, czy nie była żurawinowa?) i płatkami kwiatów był pyszny, ale pączek ze słonym karmelem, złotą polewą i jakimś dobrym kremem przebił wszystko - to było mistrzostwo świata. Gdybym miała wskazać miejsce z najlepszymi pączkami w Warszawie, to stawiam na cukiernię Pawłowicz - jednakże moje ulubione pączki z różą i migdałami smakują mi tylko na ciepło. Ba, ja w zasadzie jem pączki tylko na ciepło! Ten w El Krepel ciepły nie był, ale bez wątpienia stał się moim ulubionym. Wyprawa po najdroższego pączka w moim życiu (nie pamiętam, żebym wydała na pączka 8 zł!) okazała się bardzo udana. Nie wiem kiedy znowu po niego pójdę, ale na ten moment myślę, żeby smak odtworzyć w domu. W końcu złotko w proszku mam ;)




koszula NAKD
spodnie ZARA
szpilki ZARA
torba ZARA
zegarek Daniel Wellington


Tego dnia postanowiłam się ubrać inaczej niż zwykle. Założyłam ulubioną elegancką koszulę z wiązaniem w talii, spodnie w kratkę i szpilki. Jeszcze rok temu bym się tak nie ubrała, a teraz mam ochotę wyglądać tak codziennie! Na dodatek moja kwiatowa dziarka sprawiła, że naprawdę lubię się tak nosić - zaczęłam się świetnie czuć w takich stylizacjach!




Na koniec mini pocztówka i sprawca mojego zachwytu, czyli przecudna sukienka Ani. Wpasowała się w klimat miejsca i zdecydowanie przyciągała wzrok innych.


A Wy byliście już w El Krepel?




Musisz to przeczytać zanim pomyślisz, że jesteś kiepską matką!

10 sierpnia 2018 Hel



Kiedy byłam w stanie błogosławionym, wiele osób przekonywało mnie o tym, że urlop macierzyński będzie najspokojniejszym okresem życia. Że będę czytać książki, że odpocznę i z obowiązkami domowymi nie będzie problemu, bo dziecko będzie ciągle spać, a DOBRA ORGANIZACJA ZAŁATWIA WSZYSTKO. Głupie rady w ciąży mydliły mi oczy, a obraz macierzyństwa wpajany przez rodzinę, a potem media i blogosferę totalnie różnił się od rzeczywistości, która okazała się zupełnie inna. Czułam się, jakby ktoś wylał mi wiadro lodowatej wody na głowę.
Moje dziecko ciągle płakało i nie chciało spać, a ja zastanawiałam się dlaczego? Co robię nie tak? Miało być idealnie, a było hardkorowo. Czułam się OSZUKANA przez wszystkich.


To był moment, w którym zaczęłam się potykać, a rady posypały się jak talia kart wytrącona z dłoni. 
Mniejszą  część  zaserwowałam  Wam  na  instagramie,  dziś  pora  na  piramidę rad, chociaż kto 
ich tam wie - może było tego więcej.



***


Rozpuszczasz ją.
Jesteś za surowa.
Jesteś za łagodna.
Zostaw, niech płacze.
Siedź ciągle z cyckiem.
Tak ją nauczyłaś, to masz!
Jak zostawisz, przyzwyczai się.
To jest cwaniara, szantażuje cię.
Jak nie wytresujesz, to nie przetrwasz.
Przede wszystkim DOBRA ORGANIZACJA.
Jak nie zaczniesz jej ogarniać teraz, to się rozwydrzy.
To nie wina dziecka, że się tak zachowuje. TO TWOJA WINA.
Wrzeszczy, nie radzisz sobie, roczne dziecko uspokaja się na pstryknięcie palca.
Dziecko ci nie śpi przed 21? Nie jesteś stworzona do bycia matką, skoro nie umiesz nad nim zapanować.




***


Pomijając to, że miałam  do  czynienia  z  noworodkiem,  a  potem  niemowlakiem 
i większym dzieckiem, zaczęłam czuć się ze sobą  źle.  Im  bardziej  słuchałam  się 
rad  innych  i  im  więcej  czytałam  w  necie,  tym więcej  kłopotów  się pojawiało. 
Mała wcale nie płakała mniej i nie zaczęła zasypiać wcześniej. Było jeszcze gorzej. 
Moja  samoocena  jako  matki spadła do zera. Miałam wrażenie, że po prostu się do 
tego nie nadaję. Nerwy i płacz stały się moimi kompanami. Jak myślicie dlaczego?

Zaraz Wam opowiem.


I.

Cofając się w czasie, widzę dziewczynę siedzącą przy rocznym dziecku. Kolejny skok rozwojowy, niestabilność emocjonalna i wychodzące zęby to problemy, z którymi ona musi się mierzyć sama. Do tego dom, zlecenia, zobowiązania... I tak od roku. Na dodatek samotność jest prawdziwa - partner od rana do wieczora w pracy, rodzina gada, a nie robi, koleżanki z low needami patrzą na coś zupełnie nowego z prawdziwym niedowierzaniem i mówią - ona sobie na pewno nie radzi, nie ma podejścia do dziecka, nie nadaje się... Smutek, łzy, bezsilność w nieustającym szczęściu. Bo nawet najgorsze zmęczenie znika, gdy pociecha patrzy z miłością w oczy mamy. Zostawiam ją z tym i idę rok z hakiem w przód. Wiem, że znajdzie rozwiązanie i sobie poradzi, nawet jeśli dziecko ciągle krzyczy.

II.

Upalny dzień, opóźniony samolot stoi drugą godzinę na płycie lotniska. Widzę, że malutka jest już spokojniejsza niż rok wcześniej i zaczyna się dogadywać z mamą. Dowiaduję się, że jest łatwiej, ale nie do końca. Dalej trzeba sobie radzić z dzikimi reakcjami, które pojawiają się od czasu do czasu. Codziennie pojawia się bunt, który rośnie, gdy mama wkłada energię w gaszenie złości. Mimo to nie jest już tak hardkorowo, bo dowiaduję się, że dziewczyna już się tak nie spala - zaufała sobie oraz dziecku i olała wszystko wiedzących - ciekawości nie ma końca, ale nic nikomu nie zdradza. Postawiła też na empatię i akceptację swojej sytuacji, co było kluczem do sukcesu. Btw. wkrótce dziecko samo rezygnuje z pampersa a po kilku miesiącach bez łez i strachu samodzielnie odstawia się od piersi. To dobry znak. Znikam i postanawiam wrócić za jakiś czas.

III.

Gdy wracam, widzę świadomą, pewną siebie kobietę i czaderską dziewczynkę. Obie trzymają się za ręce, małej buzia się nie zamyka. Widzę, że coś się zmieniło na lepsze, chociaż słyszę, że to już czas typowych dziecięcych buntów. Nowa praca, nowy rytm życia, rodzina spędza więcej czasu razem pomimo tego, że paradoksalnie pracy jest więcej. Tym razem dowiaduję się, że od dawna nie słucha rad, ma w nosie to, co mówią inni ludzie na temat jej dziecka. Wychowywanie high need child rządzi się swoimi prawami, ale ona robi swoje i czuje się z tym świetnie. Czasem tylko zdarza się jej wspomnieć przeszłość, ale dzięki temu wie, że robi dobrze, po prostu UFAJĄC SWOJEJ INTUICJI I SWOJEMU DZIECKU.



Tą dziewczyną jestem ja i choć tak naprawdę nie cofnę się fizycznie w czasie, to chcę powiedzieć każdej świeżo upieczonej, niedoświadczonej mamie, by postawiła na zaufanie do siebie. To Ty będziesz wiedziała najlepiej co zrobić i czego chce Twoje dziecko. Niezależnie od tego, czy trafił Ci się spokojny okaz, czy dokazujący high need baby/child, dasz radę! Nie słuchaj rad, które nie pomagają i docinek, które obniżają Twoją samoocenę. Nie wierz w to, że sobie nie radzisz. Radzisz sobie świetnie, nawet mając żywiołowe dziecko! Miej zapas cierpliwości, bo jak Ci się skończy, to paradoksalnie będzie łatwiej. Wtedy już tylko wrzucisz na luz.


________________________


Minęły jakieś trzy tygodnie od 5 rocznicy wydania mojego pierwszego dziecka na świat. 5 lat to kawałeczek czasu, który, choć jest krótki, pozwolił mi na obserwacje, a co za tym idzie nabranie do tego wszystkiego dystansu i wyciągnięcie solidnych wniosków.
Dziś wiem, że nie byłam nieudolna. Prawda jest taka, że byłam niedoświadczona, rozpoczęłam macierzyństwo inaczej, niż się spodziewałam, a hajnidztwo mojego dziecka było wielkim sprawdzianem mojego charakteru. Wiem też, że gdyby nie głupoty, które mi wciskano, pierwsze miesiące macierzyństwa byłyby zupełnie inne, niewypełnione stresem i z nienaruszoną samooceną. W tym momencie na spokojnie zdaję sobie sprawę z tego, że jak dziecko płacze, w głowie pojawiają się instynktowne podpowiedzi, co robić. Teraz postąpiłabym inaczej. Gdybym miała wybrać jeden, najlepszy sposób na załagodzenie tego wszystkiego, wybrałabym własną INTUICJĘ. To ona jest moją przyjaciółką i żałuję, że zamiast posłuchać jej, słuchałam innych. Początki mojego macierzyństwa byłyby lżejsze pomimo całkiem nowych i mocnych wrażeń.

Na dodatek powiem prosto z mostu - jak dla mnie (!) kreowany obraz idealnego, cichego macierzyństwa, to KIT. Jeśli mówicie przyszłej mamie, że dziecko prześpi pierwszy rok lub dwa lata życia i macierzyństwo będzie jak na okładkach kolorowych magazynów, to przestańcie, bo robicie jej krzywdę. Spodziewa się jednego, dostaje drugie i płacze, bo myśli, że jest do bani. Po pięciu latach myślę też, że bzdurą też jest gadka o organizacji, bo zdarzają się sytuacje, w których „organizacja” sypie się jak domek z kart. Dziecko się porzyga, rozchoruje, albo zdarzy się inna, nieoczekiwana rzecz. Nie zaplanujecie prawdziwego życia, bo codzienność potrafi być improwizacją. Lepiej ugryźć się w język, niż być winnym stresu i kiepskiej samooceny jakiejś kobiety.
I jeszcze jedno - mówienie mamie, że zachowanie dziecka (dajmy na to - złość) jest jej winą, to najgorsze, co można zrobić. Po pierwsze dziecko ma wokół siebie różne wzorce i co byśmy nie zrobiły, nie uchronimy go przed nimi. Po drugie, jak to dziecko, nie radzi sobie z emocjami i poznaje je przez lata. Jednym dzieciom przykładowa odmowa przejdzie koło nosa, inne zareagują z mocą bomby atomowej. Nawet moja pięciolatka potrafi się nieźle wkurzyć. Po trzecie, jak ma się czuć osoba, która poświęca maluchowi cały swój czas, kocha go najmocniej na świecie, broni i traktuje z największą czcią? No właśnie.

Powiecie mi - ale moje dziecko jest spokojne, moje dziecko spało, takie dzieci istnieją - i ja się z tym zgodzę. Nie zapominajcie jednak o tym, że dzieci są różne i tak jak istnieją maluchy cichutkie, jak myszki, tak samo po ziemi chodzą pobudzone, rozwrzeszczane wulkany energii. Przyszła mama powinna być świadoma tego, że może jej się trafić trudny hajnidkowy charakterek. Nie oceniajcie jej, jeśli zdarzają jej się wpadki w macierzyństwie. Takie jest życie, nieprzewidywalne. Nawet Wy możecie się zdziwić, jeśli trafi Wam się drugie, czy trzecie dziecko.


________________________



Po  kilku  latach  na  spokojnie radzę sobie z humorami mojego dziecka, nawet jeśli 
teraz  zmagam  się  z  prawdziwymi  histeriami,  złością skierowaną w moją stronę, 
buntem  przeciwko  spaniu,  czy  ciągłym „NIE”.  W High Need Baby znalazłam 
cudowne cechy.


Po pierwsze,  tak  żywe  dziecko  jest   okazem   zdrowia.

Po drugie   tak   charakterny,  żywotny  i  cwany  maluch 
poradzi  sobie  w  przyszłości.

Po trzecie  to  najmądrzejsza,  najfajniejsza  i  najbardziej 
elokwentna  dziewczynka  na  świecie.  Drugiej  takiej nie 
ma.  Czekałam  kilka  lat,  żebyśmy  mogły  się  dogadać 
wiecie  co?  Warto  było!  Jestem  z  niej  szalenie  dumna.

A po czwarte  -  mam  w  nosie   zdanie  „mądrzejszych”. 
Bo to moje dziecko i co do niego, to ja jestem mądrzejsza, 
a nie inni.


Wiem, że tak jak się nasłuchałam na mój i jej temat, tak się dalej nasłucham, ale wiem również, że słuchając swojej intuicji, wyjdę lepiej, niż słuchając rad innych. Uporczywe docinki mam już w głębokim poważaniu. Tak samo mam głęboko osoby, które uważają, że mam problem z dzieckiem. Nie moi drodzy, troskliwi - to Wy macie problem i to ze sobą. Tracicie tylko energię, bo ja i tak Was nie słucham. Nie jestem kiepską mamą, ale mam za sobą wyboistą drogę pierwszych lat macierzyństwa, która nauczyła mnie więcej, niż mogłyby mnie nauczyć inne osoby, blogi lub tradycyjne poradniki.




A wszystkim świeżo upieczonym mamom życzę, by nie traciły wiary w swoje siły. 
To  Wy  wiecie,  na  co  Wasze  dziecko  ma  ochotę  i  co  jest dla niego najlepsze. 
Wszystko będzie dobrze. Powodzenia!




Helskie Wakacje vol. 2 / 2018

26 lipca 2018 Hel


Dzień dobry kochani :) W końcu przygotowałam dla Was obiecany na instagramie post, a w tym porcję pięknych zdjęć. Stwierdziłam, że w tym roku nie przygotuję aż tyle postów co trzy lata temu, bo zamierzałam się skupić na wypoczynku i nacieszyć wolnymi chwilami. W 2015 roku było tu bardzo dużo zdjęć, więc większość widzieliście, a Hel praktycznie się nie zmienił. Znowu cieszył czystą wodą, ciepłym powietrzem i wspaniałą pogodą (przez tydzień padało tylko jeden dzień!) a wypad nad polskie morze (i przede wszystkim sam urlop) dodał mi twórczej energii oraz zainspirował do tworzenia nowych rzeczy. Btw. Prawie wszystkie zdjęcia zrobiłam moim iPhonem.



Hel przywitał nas niesamowicie pięknym zachodem słońca. Nauczeni wypadem w 2015 roku postanowiliśmy go obejrzeć nad zatoką. Słońce zaszło później niż u nas i praktycznie do 22 było widno. Ach ta północ!




Jak Helska Marina to i knajpa Kutter. Był to nasz pierwszy obiad na Helu i do tego spory zawód, bo... ceny były wyższe i nieadekwatne do jakości. Zestaw surówek ten sam co 3 lata temu, ryba i frytki dalej na papierze a cena sporo wyższa. Za te trzy zestawy zapłaciliśmy około 105 zł, i już nie wróciliśmy. Na dodatek podczas całego wyjazdu nie zauważyłam, żeby w Kuttrze były tłumy jak kiedyś (to wszystko tłumaczy). Obok w Ambrze zapłaciliśmy sporo taniej za zestawy obiadowe z zupą, i dostaliśmy je przynajmniej na normalnych talerzach ;)




Na instagramie dostałam kilka zapytań o nocleg. W tym roku nie ryzykowaliśmy i wybraliśmy ponownie Willę Horyzont na Admirała Steyera. Powiem Wam, że nie żałowaliśmy, bo gospodarz - Pani Beata Bona, wspaniale dba o to miejsce. Wejdzcie sobie na stronę Willi Horyzont i zobaczcie jakie piękne są tam pokoje, klatka schodowa, korytarz... Pani Beata ma po prostu naprawdę dobry gust. Trzy lata temu wynejęliśmy pokój 9 a w tym roku 3 i oczywiście byliśmy bardzo zadowoleni :) Pokój rezerwowałam już w maju bo Willa Horyzont jest naprawdę oblegana - nie ma się co dziwić skoro miejsce jest piękne a ceny naprawdę przystępne!




Prawda, że pięknie? :)




Nie obyło się bez wspólnego zdjęcia na plaży :) Pierwsze było spontaniczne i najlepsze! Postanowiłam, że zdjęcia z 2015 i 2018 zawisną na ścianach i będą cieszyć nasze oczy. Tak w ogóle widzę, że niewiele się zmieniliśmy poza tym, że wszyscy jesteśmy starsi a we dwoje z Damianem lekko wydziarani ;) Ale fajni z nas rodzice! :)




Tak tak... Gang Olsena... ;)




Gdy nie chciało nam się zostawiać kasy w knajpach, to kupowaliśmy przepyszne hot dogi w budkach sieci New York. Były przepyszne a za ogromnego hot doga w bagietce płaciliśmy tylko 10 zł! Budki stoją na Wiejskiej, przy deptaku nad zatoką a także przy wyjściu na plażę na cyplu.




Przepiękny widok!




Coś co mnie zachwyciło, czyli ciągle czysta woda ;)




Gang Olsena w oddali :D




Ulubiony strój kąpielowy :)




Mały wędrowniczek ;)




A gofry z Nutellą i borówkami to smak naszej miłości już od tylu lat ;)




#clearwaterobsession i okręt wojskowy w tle.




Moje wakacyjne paznokietki i espadryle z Renee, których nie polecam. Więcej we vlogu!




A tu już pożegnanie z plażą :) Wspólne zdjęcie na pamiątkę musiało być! To był piękny wyjazd, bo pod koniec byliśmy już tak przesyceni, że naprawdę mieliśmy ochotę na powrót do domu :D Ale tak jest zawsze jak się czymś nacieszycie na maksa - tydzień wystarczył! :D Z wyjazdu przywieźliśmy helskie magnesy na lodówkę, odrobinę piasku z plaży i muszelki, których na cyplu było od groma. Było wspaniale! :D Kto chce zobaczyć vloga, odsyłam na mój KANAŁ na Youtube, bo oprócz Helskiego vloga, który wisi tam od paru dni, zaraz pojawi się kolejny, mój osobisty :) Bądźcie czujni!



Oversized black shirt & vintage Versace shorts

12 czerwca 2018




Życie  ze  mną nie  jest trudne. Choć nie jestem przewidywalną osobą, 
to  jest zaskakująco  łatwe, brak w nim dramatów i szalonych zwrotów 
akcji.  Jedyne co mogę zafundować, to czasem podwyższone ciśnienie, 
bo  umiem  się nieźle zdenerwować. Ze mną nikt nie dostanie zawału 
nie  zmęczy  się.  Dzisiejszy  wpis  jest  odzwierciedleniem  tego - moi 
najbliżsi, osoby nie lubiące robienia zdjęć,  nie  mają  ze  mną  źle. Nie 
wymagam   wiele,  ma  być  po  prostu  ładnie  i  stylowo.  Dlatego  też 
powstały  zdjęcia  stylizacji,  która  aspiruje  do miana inspiracji latami 
osiemdziesiątymi.  Brakuje  w  niej  tylko  marynarki  z  poduszkami  i 
trwałej  na  głowie  -  kto  wie,   jakby   to   wyglądało?   Trzy   minuty 
wystarczyły, żeby stworzyć ten wpis - dziękuję mamo! 


__________________________


koszula NAKD
okulary NAKD 
spodenki vintage Versace
szal w kotwice Atmosphere
buty Franco Sarto 
torebka Lidl


__________________________








Zostań bohaterem dzieci z Akademii Przyszłości! x BIZUU & TK Maxx

24 maja 2018




Kto  mnie  zna  ten  wie, że nie jest mi obojętny los innych ludzi - a najbardziej tych mniejszych! 
Uważam, że dzieciaki to nasze największe dobro i powinno się w nie inwestować niezależnie od 
wszystkiego. W  tym  kontekście  na  szczególną  uwagę  zasługują  dzieciaki  z gorszym startem 
w  życiu, bo  jak  wiadomo, czym  skorupka  za  młodu  nasiąknie, tym  na starość trąci. A nawet 
jeśli  nie  na  starość, to  efekty  naszego wychowywania będą widoczne w dorosłym życiu. To od 
nas  dorosłych  zależy,  jaki  będzie  początek  dorosłości  naszych  milusińskich,  dlatego  każdy 
wysiłek jest na wagę złota. Do czego zmierzam?








Moi czytelnicy wiedzą, że od lat z chęcią wspominam o akcji charytatywnej na rzecz programu
Akademia Przyszłości
organizowanej  przez  TK Maxx. Akademia Przyszłości  to  program, który działając na terenie 
całej  Polski  wspiera  dzieci  ze  społeczności  lokalnych, które  znalazły  się  w trudnej sytuacji 
rodzinnej lub materialnej  i  w obliczu trudności życiowych straciły wiarę w siebie. Założeniem 
programu jest  wspieranie dzieciaków, dzięki  czemu  mogą  one  piąć się w górę i ze spokojem 
ruszyć w dorosłość. 
Tegoroczna    edycja    obejmuje   współpracę  z marką BIZUU,  której  projektantkami   są 
Zuzanna   Wachowiak     i    Blanka    Jordan.     Efektem    współpracy     jest     limitowana, 
charytatywna kolekcja bandanek oraz przypinek inspirowanych motywem bohaterskości. 
Jeśli   chcesz   wesprzeć  Akademię i przyczynić się do pomocy dzieciakom, zachęcam Cię 
do  kupna  tych  gadżetów, bowiem  dochód  z  ich sprzedaży zostanie właśnie przekazany 
na rzecz Akademii Przyszłości. 







Ja wybrałam bandankę z gwiazdami i gwiezdną przypinkę. To moje ulubione elementy z tej kolekcji. A Ty, co wybierzesz?



Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka strona lifestyle'u młodej mamy. Design by FCD.