Myję włosy żelem do mycia twarzy Nature Story by Tołpa! Rewelacyjny zamiennik szamponu

10 kwietnia
Nature Story by Tołpa recenzja

Jeśli nie jesteś włosomaniaczką, to nawet do głowy Ci nie przyjdzie, że można umyć włosy czymś innym oprócz szamponu. Są tacy, co w to nawet nie uwierzą i pójdą dalej mówiąc, że każdy kosmetyk do włosów poza tymi fryzjerskimi to nie kosmetyk do włosów, a szamponem za 3 zł można zmywać naczynia. Bywa.
Jak dla mnie można umyć włosy wszystkim oprócz mocnej chemii. Można? Pewnie.

Tak jak potrafiłam umyć włosy odżywką (przy skłonności do ekspresowego przetłuszczania się
włosów nie polecam) czy płynem do mycia okolic intymnych, który zawsze sprawdzał się świetnie, 
tak tym razem sięgnęłam po żel do mycia twarzy. Pewnie pytasz mnie w myślach Dlaczego???”... 
Otóż Drogi Czytelniku - skład. Najzwyczajniej w świecie przeczytałam prosty skład i zachwyciłam 
się od razu. 




Kto czyta mojego bloga ten wie, jak recenzuję szampony. Szampon to dla mnie szampon, ma dobrze myć i siema. Tutaj raczej nie tak nie będzie, bo nie piszę o szamponie, tylko o żelu. Warto powiedzieć o samych wspaniałościach, bo wad tutaj nie ma. Zero surowości, konsystencja kremowa, zapach bardzo delikatny. Ponadto w żelu z serii Nature Story by Tołpa nie ma typowych, jak na szampon mocnych detergentów, za to w środku znajdzie się gliceryna i kwas mlekowy, a to moje włosy (i twarz) kochają. 


Żel  wprawdzie  słabo  się  pieni,  ale  jak  już  się  spieni to  na gęsto, świetnie czyści 
i  bardzo  dobrze  się  spłukuje. Po  spłukaniu  ma się wrażenie, jakby włosy były dość 
tępe  w  dotyku, ale  odczucie  znika  po  wysuszeniu. Ponadto po zwykłym szamponie 
takim   jak   np.  Timotei  skóra  głowy  często  mnie  swędzi, a  to  po tym żelu - NIC, 
całkowita   ulga,  bo  produkt  naprawdę   nawilża  skórę. Nie  traktuję  tego  produktu 
wyłącznie  jako  szamponu,  ale  również  jako  bardzo  lekką,  czyszczącą maskę. Dla 
pewności i lepszego efektu trzymam go około dwóch minut na głowie, a po spłukaniu 
nakładam  na  włosy  odżywkę. Włosy  są potem rewelacyjne - efekt to lśniąca  fala 
i niesamowita miękkość. 


Jeśli jesteś sceptyczna i nie wierzysz w to, że można umyć włosy czymś innym oprócz szamponu, to proszę - sprawdź. Takie sprawdzenie niesamowicie otwiera oczy i głowę, wypuszcza z zamkniętego, sterylnego świata gdzie wszystko jest przypisane do konkretnych, poszczególnych rzeczy. Wybierzesz zwykły szampon i swędzenie wywołane przesuszeniem, czy żel do higieny intymnej albo do mycia twarzy i niesamowicie cudowne włosy? Warto spróbować!



Ps.  Pewnie  jesteś  ciekawa, jak  żel sprawdza się  w  swojej  pierwotnej  roli? Otóż zdradzę
Ci, że  rewelacyjnie!  Tak  jak  po  spłukaniu włosów  ma  się  uczucie  tępości w dotyku, tak
w przypadku cery ma się wrażenie, że na twarzy jest lekka, ochronna warstewka chroniąca
przed przesuszeniem.  Skóra  po  umyciu  nie  jest  ściągnięta, czuć  miękkość i nawilżenie.
Jak widać, żel w każdej roli sprawdzi się rewelacyjnie!




4 produkty które POKOCHAŁA MOJA CERA i cudowna moc czystej Witaminy C

05 kwietnia

Z moją cerą było różnie. Najpierw brutalna, nastoletnia rzeczywistość, potem uspokojenie się hormonów i harmonia. Pozorna harmonia, bo wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa bo okazało się, że jestem posiadaczką skóry mieszanej ze skłonnościami do przesuszeń.
Przez ostatnie kilka lat moja cera zetknęła się z wieloma specyfikami do pielęgnacji. W ruch szły różne żele, kremy, punktowe wysuszacze do wyprysków,a nawet sam Clotrimazol. Pożegnanie z młodzieńczym trądzikiem nie oznaczało bowiem pokonania trudności, bo cera wymęczona nastoletnią burzą hormonalną wymagała szczególnej troski. Męczyłam się z bliznami potrądzikowymi i suchą, łuszczącą się cerą. Nie miałam sporych wyprysków, więc nie dochodziło do zakażeń, ale przesuszona cera szczególnie dała mi się we znaki. Poszukiwanie idealnych kosmetyków do pielęgnacji było drogą przez mękę, ale najodpowiedniejszymi okazały się te nawilżające.
Ale to nie koniec. 

Lata i kilogramy lecą, więc coraz gładsza cera miała coraz większe wymagania. Oprócz kosmetyków nawilżających w ruch poszły maski węglowe (nawracające zaskórniki w strefie T), kremy pod oczy, odżywcze sera do cery, specyfiki na bazie kwasu hialuronowego czy kolagenu... Brzmi to kosmicznie, ale pomyślcie sobie - z jednej strony młoda cera a z drugiej ślad po spadku wagi - taka cera wymaga szczególnej dbałości. Czy to oznacza, że otaczałam się ogromną ilością kosmetyków? Absolutnie... Moja miłość do minimalizmu nigdy nie pozwoliła mi na jakąkolwiek przesadę, więc zawsze używałam tylko jednego kremu czy maski, a twarz myłam mydłem lub delikatnym żelem. Wraz z rosnącymi wymaganiami mojej cery postanowiłam poszukać czegoś mocniejszego, ale bez żadnej przesady. Kilka miesięcy z zestawem 4 rzeczy uświadomiły mi, że moja cera KOCHA OLEJKI, nawilżacze i WITAMINĘ C.


______________________________





Gold Collagen Serum od GlySkin Care to serum, o którym mówiłam Wam 
jesienią w jesiennych ulubieńcach kosmetycznych. Serum zaczęłam używać 
dopiero jesienią ze względu na wymagającą porę roku i od tamtej pory widzę, jak 
moja cera zmieniła się na plus.  Dzięki intensywnie nawilżającym składnikom 
ekstraktom roślinnym skóra mojej twarzy fantastycznie utrzymuje nawilżenie i 
elastyczność, ponadto widać, że jest dobrze odżywiona i jędrna. Ponadto dzięki 
silnemu nawilżeniu nie mam problemów z trądzikiem, gdyż nawilżona skóra nie 
broni się sebum przed przesuszeniem. Serum używam w zależności od potrzeb na 
dzień lub na noc - koniecznie pod krem!


______________________________



Witamina C nakładana na skórę

Olejek arganowy to prawdziwa BOMBA ODŻYWCZA i wraz z olejem kokosowym 
oraz lnianym sprawdza się u mnie najlepiej. Nadaje się do pielęgnacji włosów, skóry 
i paznokci, i tak go stosuję! Nakładam go na włosy przed myciem, smaruję nim cerę 
na noc czy popękane dłonie po pracy. Sprawdza się cudownie! Włosy się błyszczą, 
cera zyskuje niesamowity blask, zdrowy wygląd a dłonie szybko dochodzą do siebie. 
Jednak dziś nie o włosach ani dłoniach, lecz o buzi - polecam olejek arganowy z całego 
serca tym bardziej, że skóra odżywiona olejkami również zyskuje nawilżenie i nie 
męczy się wydzielając sebum!

______________________________





Witamina C nakładana na skórę (w kropelkach dla dzieci) to moje odkrycie ostatnich miesięcy. 
Jeszcze niespełna rok temu szukałam sposobów na piękniejszą cerę i przeczytałam 
o cudownych, przeciwzmarszczkowych, przeciwtrądzikowych, przeciwzapalnych 
i ujędrniających właściwościach witaminy C. Jak witamina C sprawdza się u mnie? 
Przede wszystkim rozświetla cerę, wygładza, ujednolica jej koloryt i głęboko odżywia. 
Zauważyłam również, że zmniejszył się (!) problem z zaskórnikami na nosie. 
Witaminę C wklepuję w cerę a następnie nakładam na nią krem - rano buzia wygląda 
jak najedzona :)) Na ten moment używam jej na zmianę z serum kolagenowym (każde 
po 4 dni na noc). Ważne jest, by witaminy używać koniecznie pod krem, żeby się nie utleniła. 
Jeśli chcecie spróbować tego sposobu i smarować swoją cerę czystą witaminę C, to nie 
zrażajcie się tłustą konsystencją - skóra tego potrzebuje i wręcz “wypija” ją po nałożeniu.

______________________________





Masło Shea od Indigo to produkt, który jest pierwotnie przeznaczony do dłoni 
i paznokci, ale posłuchałam głosu intuicji i postanowiłam stosować go inaczej. 
Dzięki temu w kwietniu ubiegłego roku doprowadził moją suchą buzię do porządku. 
Od początku było widać, że ta dwójka naprawdę się ze sobą lubi. Masło Shea było 
w zasadzie pierwszym, oleistym produktem jaki nałożyłam na twarz i zobaczyłam, 
że moja cera najlepiej reaguje na olejki. To był moment w którym krem Nivea poszedł 
w odstawkę a moja buzia zaczęła JEŚĆ. Wyglądała pięknie i była niesamowicie odżywiona. 

______________________________



Wiecie co jest fajne? Nie dość, że te produkty świetnie działają na moją cerę, to na dodatek są bardzo wydajne. Każde z nich mam już długie miesiące i o ile masło shea oraz serum są na wykończeniu, to witaminy C i olejku arganowego jest tyle, że mam wrażenie, że długo się nie skończą. Polecam Wam te produkty, bo to są świetne nawilżacze a prawda jest taka, że KAŻDA CERA kocha serum nawilżające czy olejki, nawet ta tłusta! Nie będziecie zawiedzione.

Siła jest kobietą • MOJE NAJWAŻNIEJSZE, ŻYCIOWE MOTTO I MOTYWACJA

25 marca

Przez całe lata byłam osobą stroniącą od wszelakich zdobień na ciele. Kolczyki czy tatuaże były dla mnie niepotrzebnym dodatkiem (i wydatkiem) i uważałam, że podejmowanie takich decyzji to głupota. Z czasem wyluzowałam i się zaczęło.
W wieku 18 lat przekułam sobie uszy. Bardzo pragnęłam nosić taką biżuterię podkreślając tym samym długą szyję i kości policzkowe. Choć bolało, to nie miałam żadnych zastrzeżeń. Biżuteria w uszach rzeczywiście spełniała swoje zadanie i moje założenia. Na kilka lat nastąpił spokój, aż do pewnego wieczoru, bo wtedy zdecydowałam się na tatuaż. Jak to się stało?



Siła jest kobietą tatuaż

Myśl o tatuażu chodziła mi po głowie od dawna. Skoro przekułam sobie uszy, to co może być złego w tatuażu? Z przyjemnością oglądałam Pinterestowe inspiracje z napisami na ciele czy delikatne symbole, kwiaty, liście, mandale... No ale zaraz, tatuaż to poważna decyzja, zwłaszcza napis czy symbol. Taki coś reprezentuje i symbolizuje, więc najlepiej tego nie robić. 

Ah tak.
Do czasu. 

Przełom starego i nowego roku. Na dworzu zimno a w domu przytulna, 
ciepła atmosfera, choinka, herbata. Leżę i delektuję się chwilą, 
bo następnego dnia idę do pracy. 
CISZA. 




________________________________________


Moje nastoletnie życie nie było idealne, ale do wyprowadzki z domu byłam świetnie chroniona przez rodziców. Dorosłe życie to inna sprawa. Wy, moi czytelnicy znacie mnie tylko z bloga i social media, prywatnie AŻ CZTERY OSOBY. Nie wiecie o mnie więcej, niż Wam powiem, za to ta czwórka ludzi mogłaby o mnie książkę napisać. Nigdy nie mówiłam Wam o zawiłych, rodzinnych sprawach, rzadko o znajomościach, które dały mi porządną szkołę. Pisałam Wam często o mojej drodze do niezależności, ciąży i rzeczach umilających żywot. 
Niejedna z Was myślała pewnie, że mam idealne życie, gdy ja podnosiłam kolejne kłody spod nóg. Fizycznie urosłyby mi bicepsy, ale dźwigając psychiczne ciężary, z wysiłku gotowała mi się dusza. Czułam się tak zmęczona, jakbym wchodziła przez cały dzień bez żadnej przerwy pod górę. Z czasem było lepiej. Wytrenowana dusza lepiej znosiła trudności, a bariera jaką stworzyłam stała się mocna, wręcz nie do zniszczenia. Byłam w stanie poradzić sobie ze wszystkim sama, co było moim wielkim sukcesem. I wtedy dostrzegłam coś, co miałam przed oczyma przez te wszystkie lata, ale nie brałam tego do siebie.
Wokół mnie było mnóstwo kobiet. Jedne były całkowicie samotne, inne miały wokół siebie wianuszek najbliższych osób. Każda z nich żyła inaczej, ale wszystkie miały jedną, wspaniałą cechę - ogromną siłę, z którą nic nie mogło się równać. Siła ta była skutkiem wielu doświadczeń - m.in. kłopotów zdrowotnych swoich i bliskich, bolesnych rozstań (i nie tylko bo i szczęśliwe życie wymaga wysiłku) czy konieczności zmierzenia się z samotnym macierzyństwem i problemami finansowymi. Wszystkie były tak pięknie przezorne i niezależne, a przy tym delikatne i subtelne jak ptasie piórko. To mi imponowało i nagle przyszła mi do głowy myśl, że już przecież należę do ich grona! Poczułam się niesamowicie uskrzydlona i szczęśliwa, nawet jeśli droga do tego była kręta i wyboista. 

Na fali szczęścia i radości z bycia jedną z nich przyszło mi do głowy jeszcze coś. Co z facetami? Czy jakikolwiek mężczyzna którego znam, jest w stanie przekuć doświadczenia w siłę, tak jak kobieta? Chyba nie. Nie rozmyślają i idą dalej. Są silni, ale to nie to samo. Każda z Was wie, że nie ma porównania. 


________________________________________


Moment ulgi przyniósł mi pewną, cudowną myśl, która krążyła w mojej głowie od
lat, ale nigdy nie brałam jej do siebie. Teraz pasowała jak ulał i czułam to w 100%.


SIŁA JEST KOBIETĄ. 


Decyzja o wytatuowaniu sobie tego była jedną z najlepszych, najpewniejszych i 
najszybciej podjętych w moim życiu. Po chwili byłam już umówiona na zabieg. 



31  stycznia 2018  roku   był  dobrym  dniem.  Świeciło  słońce 
i  jak na  koniec  stycznia  było  bardzo  ciepło.  Wcześnie  rano 
zjawiłam   się  w  77ink  i  chociaż  miałam   tremę,  to   poszłam 
pod    igły   bez   żadnych  wątpliwości.  Trochę   bolało,  ale   w 
porównaniu do  porodu  było  to  zaledwie  drapanie  po  karku. 
W    zaledwie    10     minut     na    mojej    skórze    znalazło    się 
MOJE  NAJWAŻNIEJSZE,   ŻYCIOWE MOTTO I MOTYWACJA .



Ten tatuaż był najlepszą z życiowych decyzji. Motto jest prawdziwe, uniwersalne dla każdej z nas i ponadczasowe
Nie  ma dla mnie większej  motywacji  niż  to. Wiedząc, że SIŁA JEST KOBIETĄ  nie  mogę się  poddać  i  kiedy  będę  się
znowu    z   czymś   mierzyć,   z   serdecznością  przypomnę  sobie  to,  co  mówiła  mi  tatuażystka, gdy syknęłam z bólu...


“Marta nie pękaj, siła jest kobietą! :)”


Siła jest kobietą tatuaż

Classy

22 marca


Dzień dobry! Dziś na blogu pojawiło się coś, czego dawno nie było - stylizacja!
Przyznam, że bardzo tęskniłam za tym (wszak modę lubię, ale we własnym
wydaniu) i z utęsknieniem czekałam na dni, w których robienie zdjęć będzie 
bardziej komfortowe. Prawdą też jest to, że po tak długim okresie bez stylizacji
dopiero teraz znalazłam na to czas i w pełni go wykorzystałam. U mnie jak 
zwykle całkiem klasycznie i bez dramaturgii - chociaż barwy, które miałam
na sobie generalnie powinny wtopić mnie w tłum, to tak się nie stało. 
Może to dzięki elegancji, a może to sprawka koloru swetra, który miałam na sobie?


płaszcz ZARA
sweter NA-KD
top ZARA
szal NA-KD
spodnie bezmarkowe
kozaki Stili
torebka Alie





Skutek uboczny doświadczeń • Proste i czyste życie, gdzie wszystko ma swoje miejsce

13 marca


Jeśli myślicie, że są ludzie, którzy nie mają problemów 
i nie doświadczyli niczego przykrego, 
to jesteście w ogromnym błędzie. 
Jeżeli zastanawiacie się, dlaczego ktoś nie dopuszcza do 
siebie innych, odpowiedź jest prosta.
Każdy z nas prędzej czy później stanie na drodze z rozczarowaniem. 
Życie nie daje taryfy ulgowej.


Dawno temu jeden z moich znajomych powiedział mi, że pomimo ogólnego, pozytywnego nastawienia i optymizmu, bije ode mnie głębiej ukryty chód i poczucie samotności. Jestem dość specyficzną osobą i nie życzę sobie takich uwag od nikogo poza najbliższymi, ale przyznam, że to jedna z najtrafniejszych rzeczy jakie usłyszałam w życiu. Totalnie nie pasuje do tamtego okresu, ale jeśli chodzi o ten, świetnie wpisuje się w rzeczywistość mojego otoczenia.



Nie wiem jak to powiedzieć, ale albo jestem odludkiem, albo jak każdy dorosły mam swoje sprawy.
Chociaż nie. Ja chyba jestem odludkiem. Ciekawe dlaczego?

Ilekroć spotykam kolejne osoby na swojej drodze i patrzę na tych, którzy z niej zeszli, widzę, że chyba nic mnie już nie zdziwi. 
Tak samo jest z ludźmi, z którymi nic mnie nie łączy i są częścią innego świata. 
Pomimo młodego wieku - bo mam 25 lat, przez ostatnie kilka lat napatrzyłam się na wiele. Kłamstwa, oszustwa, jad, brak lojalności, wyścig szczurów, gonitwa po trupach, kradzież cudzych pomysłów, wykorzystywanie spraw innych dla własnej korzyści, bezczelność, brak pokory. Najobrzydliwsze zachowania u pozornie wspaniałomyślnych ludzi, zupełnie tak, jakby zdjęli z twarzy maski. Niby oryginalni, kreatywni, obyci a rewelacji nie ma. Niby tolerancja, niby każdy może żyć jak chce, a jak się rozkręcą, to nie trzymają ich żadne hamulce. 
To nie mój styl. 
Zasłaniam oczy, bo za dużo tego. Brzydzę się tym. 
Z dezaprobatą patrzę na ludzką naiwność i brak ostrożności w życiu. 
Jestem roz - cza - ro - wa - na.


Tak jak jesteśmy dziećmi, nasi rodzice nas chronią przed tym co złe. Ukrywają przed nami niektóre sprawy i stopują nas przed zbytnim wchodzeniem w cudze buty, byśmy nie patrzyli na nieszczęścia, na to, jakie świństwa ludzie robią sobie nawzajem. Nie pozwalają wracać nam zbyt późno i każą wracać bezpiecznymi drogami, żeby nikt nie zrobił nam krzywdy. Dzieje się tak, bo chcą nas chronić i sprawić, by wczesna młodość była lekka i kolorowa. 
Moim rodzicom udało się mnie ochronić, bo gdy wpadłam w pierwsze bagno i doznałam pierwszych dramatów, ogarnęłam się i wyciągnęłam naukę z tego. To oni pokazali mi dobrą drogę, i to, jakimi zasadami powinien kierować się dobry człowiek. 


Dzięki nim mam mocny kręgosłup moralny i zasady. 
Trzymam się tego, nawet jeśli widzę, że ktoś kogo lubiłam i komu pomogłam, ukąsił moją dłoń a gra nie była warta świeczki. 
Mogłabym się odegrać każdej osobie która mnie skrzywdziła, 
ale w ostateczności uznaję, że nie zachowam się na takim samym poziomie
albo gorzej, niż ten ktoś. 

Bez zbędnej naiwności muszę stwierdzić, że mam wrażenie bycia w takim momencie swojego życia, że gdy widzę przed sobą kogoś chłodnego i zgorzkniałego, to nie myślę, że coś jest z nim nie tak. Zastanawiam się tylko, co musiał zobaczyć ten ktoś, że jego oblicze przypomina chłodny głaz. Wiecie, z reguły jestem miła i pogodna, ale to moje normalne usposobienie - całkiem prosta sprawa. Często widzę oczy zaskoczone moim zachowaniem, jakby to było dziwne, że ktoś jest sympatyczny i szczerze powiem - nie dziwię się. Miałam taki okres w życiu, ze byłam jak kamień. Byłam wkurzona, chłodna, nieprzystępna, zgorzkniała i miałam wrażenie, że moje wszystkie dobre cechy trafił szlag. Gdy sprawy wróciły do normy, została we mnie nieprzystępność i alergia na zło. Reaguję smutkiem lub gniewem, gdy tylko usłyszę, że ktoś coś komuś zrobił. 


Jeszcze w ubiegłym roku moje wnętrze było przeorane jak pole przed siewem. Dziś na tym polu kiełkuje lepsza jakościowo, ostrożniejsza i odporniejsza odmiana roślin
I tak jest pewnie z tymi wszystkimi, zdziwionymi ludźmi. 
Są odporni, ale i ostrożni, bo pewnie nie raz się nacięli. 

Ja jestem tak samo ostrożna jak oni. I przede wszystkim silna.



Jestem drobną, pozornie słabą kobietą. I to właśnie pozory mylą. Kobiety potrafią wiele znieść. Pomimo mojego rozczarowania i obrzydzenia ludzkimi zachowaniami idę dalej przed siebie. Racja, w tej chwili jestem samotniejsza niż wcześniej i świetnie sobie z tego zdaję sprawę, ale wcale nie jest trudno, jest wręcz łatwiej. Jestem ostrożna i cwana. Nie motam się, nie męczę z myślami, bo ufam właściwym osobom i choć nie mam nic przeciwko poznawaniu nowym, to z ostrożności nie robię tego na siłę i z radością dbam o znajomości, które po prostu są! Potrafię tupnąć nogą, postawić na swoim, skupić energię na konkrecie... 


Moje życie jest teraz jak małe, czyste jeziorko wypełnione gromadką kolorowych rybek. Właściciel gromadki dba o jeziorko i wie jak stworzyć ową gromadkę, więc te stworzonka się znają, nie walczą między sobą, nie zatruwają wody. Dobrze karmione rybki są zdrowe i szczęśliwe, żadnej nic nie brakuje. Ponadto nie ma wielkich ryb, które mogłyby zjeść te mniejsze, bo nikt ich tam nie wpuszcza. I tak wygląda moje życie - proste i czyste, gdzie wszystko ma swoje miejsce jak w tym jeziorku.
Jakościowo jest lepsze!