Slider

Moja świąteczna wishlista... i nie tylko!

8 grudnia 2017

Gdybyśmy mieli teraz ze sobą rozmawiać i spytalibyście się mnie, co poleciłabym Wam, żebyście zdobyli to, czego chcecie, powiedziałabym Wam po prostu... zaufajcie sile przyciągania, własnych myśli i marzeń! Czy to oznacza, że jestem kimś, kto buja w obłokach i żyje w świecie marzeń? To drugie owszem, pierwsze - NIE. Dochodzenie do swojego własnymi siłami jest dla mnie tak naturalne jak oddychanie, ale nie mogę sobie odmówić pięknej umiejętności wykorzystywania pozytywnego nastawienia do własnych celów. TO MI ZAWSZE POMAGA. Ale dziś nie o tym, tylko o tej cudownej, świątecznej (i nie tylko!) wishliście! Nie mogłam się już doczekać jej opublikowania :D Umieściłam na niej wszystko, co jest piękne (a ja kocham piękne rzeczy), na co jestem chora, to, czego już używałam, próbowałam, wąchałam, jadłam... Tylko trzy rzeczy to totalne nowości, o których marzę i wierzę, że będę je mieć. A dlaczego chcę mieć to wszystko? O tym przeczytacie niżej.

Ps. Wiecie, że WSZYSTKIE, ale to absolutnie WSZYSTKIE wishlisty, spełniły mi się co do cna?


 

Pierwszą rzeczą są perfumy Euphoria od Calvina Kleina. Używałam ich już i cudownie pachną na mojej skórze. Zapach jest głęboki i kobiecy, absolutnie urzekający.

Woski i kominek od Yankee Candle to przerobiona dawno historia, ale do uaktualnienia. Niektóre z tych zapachów totalnie nie sprawdzają się w postaci świec gdyż są albo za mocne, albo za słabe. Z tymi wyróżnionymi właśnie tak jest, dlatego wolę je jako woski. A ta srebrna świeca? Z nią jest zupełnie inaczej. Silver Birch w postaci wosku jest za mocny... za to jako świeca jest idealny :)

MAC Kinda Sexy w macie to mój kolorystyczny must have! Idealnie ciepły, różowo brzoskwiniowy kolor przyda mi się na wiosnę i będzie stanowić piękne ożywienie w makijażu. To samo tyczy się tej cudownej paletki Burgundy Times Nine! Widziałam przepiękne makijaże wykonane z użyciem tych cieni i jestem zachwycona. Dla mnie to uzupełnienie cieni Urban Decay Naked 3, gdzie całość stanowią cienie w ciepłej tonacji, ale brakuje tam burgundów dla ożywienia... Chociaż sama UD Naked 3 i tak jest idealna.

Kto kocha słodycze od Cadbury, rozumie to, dlaczego na tej wishliście znalazł się karmelowy krem do smarowania pieczywa. Będąc w UK kupowałam sobie wersję z mlecznej czekolady i była przepyszna, więc bardzo chciałabym spróbować tej wersji kremu. Musi być niesamowity!

Rozświetlacze z paletki Sleek Cleopatra's Kiss to również mój must have! Nie używałam jej i marzy mi się bo kolory są piękne, a do tego to opakowanie... Ideał!

I na koniec największy HIT, czyli... MacBook Air! Nasz komputer nawalił nam po 6 latach użytkowania, na pożyczonym sprzęcie mamy dość (czego można się spodziewać po WIN XP), więc potrzebujemy nowego sprzętu. Potrzebujemy laptopa, którego bateria wytrzyma wiele godzin pracy, który będzie lekki a system będzie płynny i szybki. Trochę zmęczył nas Windows a dzięki mojemu iPhone mam ochotę na coś innego niż do tej pory. Wszak MacBook zbiera świetne opinie, więc czemu nie? :D A jeśli ktoś mi powie, że jestem płytka i lecę na jabłuszko, to ja powiem... żeby pomyślał nad sobą skoro ma problem z tym, co lubię ;D

A Wy co chcecie dostać na święta? :D

Pomysły na świąteczne upominki • dla fanów stylowych wnętrz • świecomaniaków • gadżetomaniaków • dla niej i dla niego

5 grudnia 2017

Każda osoba czytająca mojego bloga od lat wie, że nigdy, ale to nigdy nie odpuszczę sobie pomysłów na świąteczne prezenty dla Was. I tak jest tym razem! Miała być kosmetyczna wishlista i moje propozycje książek dla Was, ale listopad był tak ciężkim miesiącem, że nie mogłam się nawet podrapać po plecach. 

Tym razem odwracam kolejność postów, więc dziś przyszedł czas na prezentowe inspiracje z TK Maxx –  miejsca, w którymi znajdziemy idealny upominek dla każdego! W TK Maxx znajdziemy aż 6 działów tematycznych: ubrania damskie, męskie, dziecięce, obuwie, akcesoria i produkty dla domu – nic więc dziwnego, że jest to wprost idealnie miejsce do poszukiwania świątecznych skarbów!

Kto czyta mojego bloga ten wie, że bardzo lubię ten sklep i gdy tylko się tam pojawię, spędzam godziny pośród półek ze świecami zapachowymi i kolorowymi, pięknymi zeszytami, gdzie buszuję trafiając na produkty znanych marek i projektantów i to do 60% taniej od regularnych cen sprzedaży w Polsce i na świecie.  

Do TK Maxx, po świece i tysiące innych perełek, warto wpadać często, bo do TK Maxx dostawy  trafiają nawet kilka razy w tygodniu – zawsze znajduję więc nowy, unikatowy zapach! W okresie przedświątecznym swoje kroki do TK Maxx warto kierować jeszcze częściej, bo nigdzie nie znajdziemy tak wielu unikatowych pomysłów na prezent dla każdego – ok miłośnika kulinariów po zapalonego kolekcjonera butów.

Mam dla Was kilka fajnych propozycji – myślę, że dzisiejsze zestawy przydadzą się Wam podczas zakupów i zainspirują do poszukiwań idealnych drobiazgów pod choinkę dla Waszych bliskich! Pamiętajcie też, że w TK Maxx zawsze można dostać karty upominkowe gdyby okazało się, że bliska osoba woli od prezentów formę pieniężną by samemu buszować wśród półek pełnych gadżetów czy kosmetyków :D Jeśli jesteście ciekawi gdzie można znaleźć najbliższy sklep, to zajrzyjcie do wyszukiwarki, ja już wiem gdzie jechać :D

marmurowa taca ze złotymi uchwytami • złota szkatułka z kamiennym uchwytem
designerska maszyna do pisania • lampion o geometrycznym kształcie • dywan z owczej skóry
talerz ze złotym brzegiem • lampa ze złotym kloszem





case dla iPhone z printem przekroju kamienia szlachetnego • dziewczęce plannery
zestaw do planowania • USB w breloku flaminga • karta upominkowa

skórzana teczka • czarny elegancki portfel • skórzany pasek • złoty zegarek z ciemną tarczą • słuchawki



elegancki granatowy szlafrok • czarna elegancka sukienka • szkatułka w stylu glamour 
złoty zegarek • kaszmirowy zestaw na zimę

Dzień Świątecznych skarpet • AKCJA CHARYTATYWNA

27 listopada 2017



Pamiętacie zeszłoroczną akcję charytatywną TK Maxx pod hasłem DZIEŃ ŚWIĄTECZNYCH SKARPET? 
W tym roku Mikołajki już po raz drugi zostały ogłoszone finałem tej wyjątkowej akcji! 
W zeszłym roku, podczas pierwszej edycji, również wzięłam w niej udział, 
więc wielu z Was może pamiętać na czym polega. 
Dla przypomnienia: AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI, 
program prowadzony przez Stowarzyszenie WIOSNA, 
pomaga dzieciakom w trudnej sytuacji materialnej i życiowej, 
które straciły wiarę w siebie i swoje możliwości. 
Dzięki współpracy TK Maxx i Akademii dzieci mają szansę 
zbudować swoją pewność siebie by lepiej radzić sobie najpierw w szkole, a później w życiu. 
Lepiej się uczą i zdobywają lepsze wyniki w szkole, są bardziej otwarte i kreatywne.



Jak pomóc? Nic prostszego! 
Wystarczy kupić charytatywne, świąteczne skarpetki TK Maxx, 
które niebawem trafią do sklepów lub inny produkt charytatywny, 
a dochód z ich sprzedaży przekazany zostanie na rzecz Akademii. 
Dodatkowo, przy kasach stoją specjalne puszki, 
do których możecie wrzucać datki na rzecz programu.


To jednak nie wszystko! 
Do 6 grudnia (do finału akcji w Mikołajki!) każdy może wstawiać zdjęcie 
w dowolnych skarpetkach ze świątecznym wzorem na Instagram,
 lub w formie komentarza pod postem na fanpage TK Maxx na Facebooku (link). 
Za każde takie zdjęcie TK Maxx przekaże na rzecz programu  5zł. 
Pamiętajcie jednak o oznaczeniach: #dzienswiatecznychskarpet, @TKMaxx i @AkademiaPrzyszłości. Serdecznie zachęcam Was do wzięcia udziału w akcji, a wystarczy tak niewiele by pomóc! :)




Jesienni ulubieńcy kosmetyczni

7 listopada 2017


Mamy już pełnię jesieni, która idealnie pokazuje swój charakter. Raz, że deszczami, mgłami i lodowatym powietrzem, dwa, że przynosi choróbska, które dopadają mnie (i nie tylko) jedno za drugim. Na moje nieszczęście, nie mogę sobie z tym poradzić i nic mi nie pomaga! Ten stan sprawił, że mocniejsze leki na odporność na stałe zagościły w mojej kosmetyczce... obok tych cudów, o których dzisiaj możecie poczytać. Niestety przez ciągłe przeziębienia tracę dużo wody ze skóry, a włosy mają skłonność do przesuszenia... Te kosmetyki zdecydowanie pomagają mi się z tym rozprawić!


Pierwszą rzeczą jest dwufazowa mgiełka do włosów marki Douglas. Produkt ten zawiera proteiny i jest bogaty w cenne olejki. Wystarczy mocno wstrząsnąć i spryskać wilgotne włosy - reszta dzieje się sama! Włosy bez pomocy suszarki czy prostownicy wyglądają pięknie i błyszczą. Mam tego farta, że moje włosy są niskoporowate, bo dzięki temu składniki mgiełki wnikają pod łuski włosa, gdy te od ciepła są jeszcze rozchylone i zostają w nim po zamknięciu łusek. Po tej mgiełce włosy są przecudowne!


Drugą rzeczą jest świeczka, która pojawia się bardzo często na zdjęciach na blogu i insta. Jest to mój drugi ulubieniec bo cudownie pachnie kwiatami i niesamowicie koi moje zmysły. To zdecydowanie mój faworyt! Świecę kupiłam w TK Maxx.


Trzecim ulubieńcem jest kolagenowe serum marki GlySkinCare. Serum zaczęłam stosować dopiero jesienią i widzę, jak dobrze jest bo poczekałam z nim do chłodniejszych miesięcy. Jesienią i zimą skóra wymaga większej pielęgnacji i uzupełniania w składniki aktywne, dlatego jest to mój mocniejszy produkt, który sprawia, że cera wygląda rano piękniej i witalniej. Jest elastyczniejsza i nie ma na niej oznak suchości. Po miesiącu stosowania widzę, że ten kosmetyk jest bardzo wydajny i wspaniale rozprowadza się po skórze. Niestety nie powiem Wam, gdzie go kupić ponieważ dostałam go po konferencji Meet Beauty.


Do makijażu mojej cery staram się wybierać takie kosmetyki, które nie wpłyną znacząco na jej stan. Takim kosmetykiem jest podkład nawilżający od marki Bell Hypoalergenic, który kupiłam w Rossmannie na promocji 55%. Mam obsesję na punkcie nawilżania mojej cery więc w mojej kosmetyczce ląduje wszystko, co może mi w tym pomóc (zagalopowałam się ;D nie mogę powiedzieć, że wszystko!). Podkład ma fajną konsystencję i świetnie rozprowadza się na skórze. Jest średnio kryjący, więc dopiero druga warstwa pozwala na ukrycie niedoskonałości. Mimo to nie przeszkadza mi to, bo to fajny zamiennik kremu BB, tylko taki na jesień :)


Wydaje mi się, że o Waxie od marki Pilomax, nie muszę wiele mówić. Pojawiło się o niej już kilka postów na blogu, dlatego odsyłam Was do nich - wystarczy, że w pole wyszukiwania w pasku bocznym wpiszecie "WAX" i od razu pojawią się Wam wpisy z tekstami na temat tego kosmetyku. Myślę, że tutaj mogę Wam powiedzieć jedno - jeśli zapuszczacie włosy, to jest to kosmetyk dla Was. Wzmacnia i przyspiesza porost... Czego chcieć więcej?


Olejek który widzicie na zdjęciu jest z Douglasa i pochodzi z serii "Harmony of Ayuwerda". Z olejkami zaprzyjaźniłam się kilka miesięcy temu i używam ich regularnie, ponieważ lepiej od balsamów wchłaniają się w moją skórę i nie zostawiają obrzydliwej, lepkiej warstwy przez którą bałabym się na czymkolwiek siadać, lub leżeć. Ten olejek uwielbiam za cudowną skórę po zastosowaniu i za zapach!


O olejku arganowym nie muszę pisać tak samo jak o masce WAX, bo każdy wie, że to najlepszy olejek na świecie i na dodatek pojawiało się trochę o nim na moim blogu. Olejek stosuję od dłuższego czasu na noc. Smaruję nim cerę i włosy. Cudownie nawilża i odżywia. Polecam!


Ostatnim ulubieńcem jest serum witaminowe od marki Lirene. Jest to mój pierwszy (od lat!) kosmetyk tej marki i muszę przyznać, że robi wrażenie. Fajnie energetyzuje cerę i... działa u mnie złuszczająco. Stosuję go, gdy widzę, że na mojej skórze pojawiły się suche skórki a klasyczny peeling nie zawsze wystarcza. Ten produkt działa u mnie jak peeling enzymatyczny i w ciągu jednej nocy doprowadza skórę do względnej gładkości. Dlaczego stosuję go tylko na takie okazje? Bo przy dłuższym stosowaniu niestety jest za mocne. Jeśli macie wrażliwą skórę a takie serum trafi w Wasze ręce, to nie wyrzucajcie go od razu. Może się Wam przydać!

Zostaję przy swoim

13 października 2017



Im mniej czasu mam na blogowanie i wpisy, tym więcej czasu mam na przemyślenia na temat prowadzenia bloga i innych dziedzin życia. Nie jest tajemnicą to, że blogowanie stało się pracą a blogi branżą, taką jak każda inna. Ma to swoje plusy, czyli np. możliwość pracy w domu i względny spokój... Ale nie można zapominać o minusach. Opóźnienia w wypłatach, praca 24h przez 7 dni w tygodniu, wyścig szczurów. Prawdziwy WYŚCIG SZCZURÓW.

sweter TUTAJ
piękna piżamka TUTAJ
kubek TK Maxx





Ten czas w którym mniej udzielałam się na blogu i w social media sprawił, że nabrałam do wszystkiego dystansu i przejrzałam na oczy. O tym, że w branży blogowej panuje wielki wyścig wiem od dawna. Zauważyłam to wiele miesięcy temu i przestałam za tym nadążać. Nie żebym próbowała, ale nie mam takiej przebojowości, która pomagałaby mi się przebić, a pomogła wielu blogerom. Nie mam talentu do tworzenia tekstu pod Google, trików związanych z pozycjonowaniem nauczyłam się po 6 latach blogowania, nie potrafię tworzyć clickbajtowych tytułów i na tle wielu blogerek jestem po prostu przeciętna. Na dodatek  jestem na swój sposób zamknięta w sobie i niewiele zdradzam, a jeśli się na to decyduję, to musi być naprawdę wielka rzecz. Jest jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa - niezależnie od tego w jakim stopniu znam drugą osobę, nie staje się ona tematem moich działań. Nigdy nie podłożę komuś nogi i nie będę starała się wygryźć drugiej osoby tylko dlatego, że może stanowić dla mnie konkurencję. Takie rzeczy wolę załatwiać z klasą i godnością, najlepiej nie odzywając się wcale. A że niezdrowa rywalizacja wykańcza mnie i zabiera mi cenną energię, to nawet nie zamierzam brać w tym udziału. 

Nie zamierzam ścigać się w pisaniu postów z 1000 radami na zrobienie czegoś, zanim zrobi to koleżanka. Nie będę wymyślać przepisów na super ekstra smoothie tylko dlatego, by zwiększyć ruch z Gugli i Wam zaimponować tym, czego nie wymyślili inni. Wystarczy mi wspaniały i całkiem naturalnie napisany wpis o korzeniu rzewienia. Nie zamierzam walczyć z inną blogerką o współpracę bo jest to dla mnie żałosne. Nie zamierzam doradzać matkom w tym, jak dobrze wychować swoje dziecko bo złotych rad nie da Wam nikt, nawet najpopularniejsza blogerka parentingowa.




A jeśli chodzi mi o całkowicie osobną stronę relacji międzyludzkich, nie będę się starać na siłę by ktoś mnie lubił. Choć blogowanie obecnie, przymusowo stało się moim hobby, to cały czas pozostaję w tym gronie i traktuję je tak samo jak pracę do której przychodzę. I tu i tu pojawiam się z uśmiechem i choćby nie wiem jaka sytuacja mnie spotkała czy ktoś by mi soczyście obrobił dupę, zakończę dzień roboczy tak samo zadowolona, jak go rozpoczęłam. Jestem w stanie sobie szczerze powiedzieć, że uwielbiam siebie (tak!) za swój sposób bycia, za to, że jestem pozytywna, wesoła i szczera, że potrafię szczerze przeklnąć, zamiast ubierać coś w słowa, które prawdy nie opiszą. Lubię swoją ekspresję i czuję się z nią świetnie. Lubię w sobie to, że nie podążam za innymi i nie poddaję się wpływom. Zdradzę Wam, że nie każdemu taki sposób bycia się podoba i to całkowicie zrozumiałe. W końcu jesteśmy różni, prawda? Problem się pojawia, gdy cudza ekspresja i postępowanie staje się bodźcem do oceniania ludzi. I mnie tak oceniono, choć nawet nie pochylono się nad tym, by poznać mnie głębiej. A to strasznie dziecinne, wiecie? I na dodatek płytkie, a ja się do takiego poziomu nie zniżę. Jeśli ktoś ma z kimś problem, to powinien zacząć od siebie i zastanowić się, dlaczego go ma. Bo wyimaginowany problem z kimś najczęściej siedzi w nas samych.




Choć lubię ludzi, to czasem mam wrażenie, że mam dość. Nie ich samych, ale ich postępowania wobec innych, gburowatości, lizusostwa, kłamstwa i fałszu. Mam zajebiście dość negatywnej energii z jaką się spotykam. To mnie męczy, niezależnie od tego jakiej dziedziny życia to dotyczy.
A blog? Nie zapomniałam o tym, z jakiego powodu zaczęłam go prowadzić i utwierdziłam się w tym, że droga którą podążam jest słuszna. Spokojne blogowanie bez parcia na statystyki i ściganie się, jest drogą do czerpania najczystszej przyjemności z własnego hobby. A skoro blog to część mojego życia to zrobię wszystko, by sprawiało mi największą przyjemność. Bo spokojne życie to jest jedną z rzeczy na których najbardziej mi zależy.

Ściskam,
Marta


Remington Keratin Protect • Warsztaty i efekty na włosach po użyciu serii #keratinprotect

2 października 2017

Remington Keratin Protect efekty

Kto czyta od lat o moim włosomaniactwie, ten wie, że stronię od wszystkiego poza suszarką do włosów. Nie używam prostownic czy lokówek, a włosy traktuję z największym namaszczeniem. Każdy zabieg stylizacyjny robię z największą delikatnością, by tylko nie zniszczyć włosów. Tylko... ile można? Prawda jest taka, że nawet najbardziej zakręcona włosomaniaczka ma ochotę na jakieś szaleństwo albo opanowanie puszenia się kosmyków. Poza tym na zdrowy rozum - zadbanym włosom nic nie zaszkodzi - skoro moim nie zaszkodziło suszenie, to co może zrobić mi prostownica czy lokówka? JEST OK.


Dwa ostatnie tygodnie minęły mi jak jazda na rollercoasterze - były intensywne, ciężkie i zakończone równie mocno. To właśnie w tym czasie miałam okazję pojawić się na warsztatach Remington organizowanych przez Burda Digital Lab w jeden z fantastycznych sal siedziby Burda Media w Warszawie.. Razem z obecnymi tam dziewczynami spędziłyśmy czas na wykładzie o nowych urządzeniach do stylizacji włosów od marki Remington, gdzie dowiedziałyśmy się o tym, jak bezpiecznie korzystać z prostownic czy lokówek.


Ten dzień zwieńczyło testowanie keratynowych nowości i sesja zdjęciowa podsumowująca całe spotkanie. Gdy tylko warsztaty się zakończyły, wyruszyłam w drogę powrotną z nowościami od Remingtona do testowania.


Jednak nie o samych warsztatach mowa, a o keratynowych urządzeniach do prostowania czy kręcenia włosów, które zaraz po warsztatach pojechały ze mną do domu. Mowa o produktach wzbogaconych w keratynę i olejek migdałowy - o prostownicy, lokówce automatycznej, a także szczotce prostującej, którą jestem zachwycona od pierwszego użycia.


Powiem Wam szczerze, że nie ma się co dziwić temu, że z tą szczotką polubiłam się od pierwszego wejrzenia. Produkt ten posiada ceramiczną powłokę wzbogaconą w keratynę i olejek migdałowy, funkcję jonizacji włosów, a także funkcję trzystopniowej regulacji temperatury. Cudownie wygładza włosy i sprawia, że po zastosowaniu nie elektryzują się. Jest bardzo wygodna w użyciu, a całą stylizację wykonuje się nią bardzo szybko - raz a porządnie, dzięki czemu nie męczymy włosów temperaturą. Mimo tego, że ten produkt jest bezpieczniejszy od standardowej prostownicy, to warto pomyśleć o kosmetyku termoochronnym, który da nam 100 procent bezpieczeństwa stylizacji.


Szczerze? Efekt jest ZACHWYCAJĄCY. I tak jak prostownicę zostawiam sobie na szczególne okazje a lokówkę na zmianę fryzury (ta lokówka najlepiej się sprawdza przy fryzurach takich jak long bob), tak ze szczotki prostującej będę korzystać wtedy, gdy będę chciała ujarzmić moje pasma - czyli częściej niż myślę, że będę (zwłaszcza że idzie zima). Przy odpowiedniej pielęgnacji i zaangażowaniu nie pojawi się żaden problem.

Na sam koniec chciałabym Wam powiedzieć, że na warsztatach nauczyłam się tego, jak robić loki przy pomocy prostownicy! Zawsze myślałam, że to jest okrutnie trudne, a okazało się, że to jest jeszcze prostsze niż użycie normalnej lokówki. Na dodatek loki są delikatniejsze i wyglądają naturalniej, co możecie zobaczyć na zdjęciu tytułowym posta. Jestem zachwycona i pewna tego, że zrobię to sama bez niczyjej pomocy, a na dodatek bezpieczniej (!) dzięki keratynowej ochronie :)


Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.