Top Social

Image Slider

Summer vibes • BOHO STYLE

28 lipca 2016


Czy jest coś fajniejszego od minimalizmu? Chyba nie.
sukienka H&M   /   torebka Bonprix   /   buty z wiązaniami TUTAJ

Ps. Ten obiektyw robi u mnie furorę. Absolutnie go uwielbiam.


Oczyszczenie

26 lipca 2016


Każdy z nas w pewnym momencie życia, może znaleźć się w sytuacji bez wyjścia.
Okres ten może trwać długo, może być męczący i uciążliwy.
I wcale nie musi chodzić o związki, rodzinę, czy aspekty życia przychodzące na myśl w pierwszej chwili.
Można mieszkać w miejscu pięknym i wygodnym, dającym jakieś poczucie bezpieczeństwa i spokój.
Spokój ten bywa jednak pozorny, zwłaszcza jeśli się okazuje, że na głowę zaczyna spadać tysiąc zmartwień. Człowiek czuje się tak, jak by był zamknięty w klatce bez wyjścia.
Stres przynosi nocne koszmary, zmęczenie. Problemy nawarstwiają się jeden na drugim, ich rozwiązanie jest mozolne. I nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że nęka go pech. W tym miejscu i żadnym innym.
Czasem coś w tym jest. Pewne miejsca mają swoją energię, nie zawsze pozytywną. Jedni trafiają tam, gdzie szczęścia jest po sam sufit, i człowiek czuje się dobrze. Inni trafiają w miejsca, które mają w sobie coś nieprzyjemnego, ciężkiego i smutnego.
I są tam, do pewnego momentu, gdy los daje znaki pozwalające na wyrwanie się z takiej matni. Jak myślicie, co zrobi człowiek z taką szansą? Oczywiście, SKORZYSTA.


Korzystanie z takiej szansy to nie jedno. Ważne jest to, aby poszukać w trudnej sytuacji mocnych pozytywów. A takie są.
Na przykład nauka dysponowania pieniędzmi, poprzez zmierzenie się z ich wartością. Dobra lekcja dla ludzi lubiących je wydawać.
Nabycie umiejętności wypoczywania. To trudna sztuka w czasach, gdy ciężko jest odpocząć.
Mierzenie się z własnym stresem. Po to, by go inaczej odczuwać. By się tak z tym nie męczyć.
Sztuka przetrwania ekstremalnych nastrojów drugiego człowieka. Zmienia słabiaka w ninja.
Zwiększenie zasobów cierpliwości i troski.
Poznanie siebie od wewnątrz, zwłaszcza od tej emocjonalnej strony. Sprzyja temu opieka nad bliskimi.
Umacnianie miłości w rodzinie.


Po przejściach na naszych barkach znajduje się emocjonalny bagaż, którego warto się go pozbyć.
Warto się odciąć od tego, co już przeminęło i nie wróci. Warto się odciąć od tego, co straciło na znaczeniu. Dla własnego spokoju warto porzucić gniew i pozbyć się negatywnych emocji.
Warto też wybaczyć tym, którzy zrobili nam jakąś przykrość. Czasem niektórzy ludzie nie są warci naszej dobrej woli. Są też tacy, co często nas wykorzystują, a nawet tacy, co podcierają sobie nami tyłek w kłopotach. Do czego zmierzam? Prawda jest taka, że to też ich czegoś uczy. Zmiany postępowania, wyzbycia się negatywnych cech. Warto im wybaczyć, głównie dla własnego spokoju.


W trudnych sytuacjach niektórym ludziom pomaga jedzenie. Innym spacery, a jeszcze innym pisanie lub praca. Mnie zawsze pomaga wiara, która jest jedną z najważniejszych kwestii w moim życiu. Wierzę w to, że Bóg czuwa nade mną, abym mogła przejść dzielnie przez trudności i wynieść z nich cenną naukę.


W momencie, gdy dotykają mnie trudności, myślę o tym, co jest dla mnie najcudowniejsze. Rodzina i przyjaciele. Hobby. Ulubiona muzyka, śnieg. Ludzie, nawet gdy lubi się własną samotnię. Wspomnienia z cudownych miejsc, zapach polnych kwiatów, czy bożonarodzeniowej choinki. Tulenie maleńkiej główki otoczonej bujnymi lokami. Najwspanialsze męskie ramiona. Jestem za to wszystko bardzo wdzięczna.


Mówiłam Wam ostatnio, że wierzę w to, że nic się nie dzieje bez powodu. Wierzę w to bardzo mocno i za każdym razem widzę, że to ma naprawdę duży sens. Wiem, że nie bez powodu moje życie potoczyło się tak, a nie inaczej, wiem, że nie bez powodu spotykam pewne osoby na swojej drodze. Czasem po to, bym mogła się czegoś nauczyć. Czasem po to, by poznać charaktery, osobowości. Żeby wiedzieć, czego się wystrzegać, z kim nie trzymać, komu nie ufać. Czasem po to, bym mogła dostać porządnie w dupę, ocknąć się i przekonać, że to, co robię, ma naprawdę sens. Że potrafię działać i dać sobie radę ze wszystkim. Czasem po to, bym mogła się przekonać, że to, co uważałam i uważam za najważniejsze, naprawdę takie jest! Tak dla upewnienia się, bym po prostu o tym nie zapomniała.



Zmiany są potrzebne

20 lipca 2016


Zakładając tego bloga, nie sądziłam, że konsekwencja zaprowadzi mnie tak daleko. Jestem tutaj prawie 5,5 roku, nie rezygnując z tego, co sobie założyłam na samym początku. Ostatnio pewna osoba mnie za to pochwaliła, dzięki czemu urosłam o 100%. To było tak budujące, że stwierdziłam, że nie ma co się poddawać i w chwilach zwątpienia rezygnować z włożonego w coś czasu, serca, pasji i jakby nie patrzeć, pieniędzy. Warto inwestować w swoje hobby. Faceci lubią lepić modele pojazdów albo kupować ich miniaturki. Kobiety lubią kolekcjonować buty albo kapelusze. Wszyscy uwielbiamy gotować, malować, rysować i nawet zbierać znaczki. Do tego wszystkiego potrzebne są czynniki, które wymieniłam wyżej… Więc dlaczego miałabym nie postępować tak z blogiem, skoro jest moją pasją? Gdybym przekształciła go w biznes, to wierzcie mi, że nie pozwoliłabym sobie na to, żeby zapomnieć, jakie były moje założenia. Rebrandingu raczej tu nie uświadczycie.

Dokładam tutaj cegiełka po cegiełce. Co prawda nie robię tego z hukiem, bo niestety nie wszystko przychodzi mi łatwo. Do tej pory nie miałam warunków na prawdziwy BOOM, musiałam czekać i czasem dawać z siebie jeszcze więcej, niż byłam w stanie. Czasem byłam sfrustrowana i wkurzona, że wszystko szło tak wolno. Jednak zawsze, ale to ZAWSZE, powolne dochodzenie do celu bardzo mnie wzmacnia i sprawia, że bardzo szanuję to, co udało mi się osiągnąć. Doceniam to, co mam i dbam własne dzieło jeszcze bardziej.




Blog założyłam w 2011 roku. Dwa lata później w końcu udało mi się kupić wymarzony aparat. W ubiegłym tygodniu kupiłam obiektyw ,który był moim must have od dawna, ale wciąż rozważałam swój wybór. Postanowiłam również stworzyć grafikę, z którą będę się utożsamiała. Okazał się nią mój najprostszy na świecie portret, który stworzyłam sama, rano po nieprzespanej nocy! Rysunek poszedł do skanowania, potem dodałam mu charakteru w programie graficznym, a na końcu poprosiłam koleżankę o przerzucenie go przez PRISMĘ. Efekt powalił mnie na łopatki! Logo jest w 100% moje i jestem z tego naprawdę dumna:) Zazwyczaj tak jest, że najfajniejsze pomysły powstają ot, tak, z przypadku. Moim przypadkiem był napływ weny twórczej przy kubku gorącej kawy. Kobiety ;)
Postanowiłam odświeżyć takie zakładki jak WSPÓŁPRACA i O BLOGU. Tak bardzo o nich zapomniałam, że gdyby to było możliwe, zarosłyby pajęczynami. Ostatnio też zainwestowałam w nową skórkę bloga, bo miałam dość ciągłego grzebania i poprawek w html. Po prostu nie mam na to aż tyle czasu, a po nocach też nie chcę siedzieć. Teraz wszystko jest tak, jak chciałam, szablon jest prosty, minimalistyczny i jednocześnie fajnie zorganizowany. Uwielbiam slidery i prosty design. Warto było w to zainwestować, bo wszystko mi pasuje, jest wręcz idealnie. Ale wiecie, co jest najważniejsze? W tym miejscu jest nadal dużo mojego serca.

Siedzę przed laptopem, klepię ten tekst i naprawdę czuję. Czuję się odmieniona, podbudowana, pewniejsza siebie, mam w sobie masę energii. Konsekwencja we wszystkim popłaca. Jest we mnie ekscytacja, ciekawość i chęć poznawania świata. Od dawna tego nie czułam i gdybym miała skrzydła, to z rozpędzenia walnęłabym z całej siły w sufit ;) Oczywiście nie zapominam, że trzeba stąpać twardo po ziemi, ale bez wątpienia warto się uśmiechnąć szeroko, i cieszyć z tego, co się ma.



Shein LOOK • Lemon power

18 lipca 2016


Dzisiaj tylko zdjęcia, nic nie będę mówić, ani pisać. Rozkoszuję się ciszą, nic więcej mi nie trzeba. To wieczór na przemyślenia.

bluzka TUTAJ   /   spodnie bezmarkowe   /   torba TUTAJ   /   buty Franco Sarto   /   kurtka TUTAJ



Co to znaczy mieć klasę?

14 lipca 2016


bluzka Bonprix   /   spodnie Never Denim   /   buty bezmarkowe   /   torba TUTAJ   /   zegarek DW


Jak pojmujecie pojęcie „mieć klasę”?
Czy jest to umiejętność kulturalnego zachowywania się wśród ludzi?
Czy jest to odpowiedni i przede wszystkim adekwatny do sytuacji ubiór?
Czy są to pewne wzorce zachowań?
Nie tylko.

Bo to, co wymieniłam wyżej, to strasznie prozaiczne sprawy. Normalne. Takie, które powinny dotyczyć każdej osoby, bez znaczenia jakiej jest płci czy wyznania, albo jakie posiada poglądy.
Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że spotkanie osoby z klasą jest dobrą lekcją. Osobnicy z klasą są niezwykle cenni, bije od nich specyficzna energia i wiem, że nie zrobią mi wstydu wśród innych ludzi swoim zachowaniem.
Dla mnie osoba z klasą to przede wszystkim człowiek opanowany. Taki, który nie daje sobą manipulować. Ale to nie wszystko.
To ktoś, kto godnie przełknie porażkę. To ktoś, kto nie będzie bał się konwersacji, dyskusji i przede wszystkim, nie będzie się bał rozmawiać. Będzie przy tym bardzo wyważony i samym sobą pokaże, że jest inteligentny. To ktoś, kto machnie ręką i nie zniży się do pewnego poziomu. Jeśli się odpłaci, zrobi to z godnością. To ktoś, kto nikogo nie urazi. Osoba z klasą będzie godnie rozwiązywać swoje problemy. Nie będzie plotkować, zajmować się bzdurami. Ma szacunek do innych, wszelkie uwagi zachowa dla siebie.
Mieć klasę znaczy być eleganckim, w każdej sytuacji.



Dla mnie klasa jest bardzo ważna i podchodzę do tego tematu bardzo serio. Jestem osobą poważną i opanowaną. Bez problemu potrafię rozpocząć lub wkręcić się w fajną konwersację, nie boję się trudniejszych tematów i jeśli rozmowa wchodzi na burzliwe tory, to zachowuję przy tym stoicki spokój. Gdy ktoś prosi mnie o radę, to zawsze staram się wczuć w sytuację i ocenić ją właściwie, ale wstrzymuję się od pewnej oceny zachowań po to, by nie urazić drugiej osoby. Zajmuję się swoim życiem, nie innych. Szanuję ludzką odmienność w każdym aspekcie. Nie zadaję ciosów poniżej pasa. Jeśli ktoś sprawi przykrość mi, moim bliskim lub komuś, kogo lubię, nie obawiam się riposty, ale to musi to być riposta na poziomie. Jeśli sprawę mogę odpuścić, zostawiam ją daleko za sobą. Jestem ponad tym. W swojej lub czyjejś obronie zawsze jestem opanowana. W towarzystwie przykładam wagę do zachowywania się na poziomie. Nie jestem głośna, chamska, ani wulgarna. Do towarzyszy odnoszę się zawsze z szacunkiem. I teraz uwaga – mam szacunek do samej siebie! Nie pozwalam nikomu na traktowanie mnie z góry, nie daję się wykorzystywać i robić siebie w balona. Gdy ktoś próbuje mnie wykorzystać, żegnam go. Tak siebie oceniam. Mam jednak mały mankament, który nieco oddala mnie od „ideału” kobiety z klasą… Przeklinam. Może obecnie nie za często, ale jednak. Mimo wszystko czuję, że kobieta z klasą we mnie siedzi, ale… potrzebuje dopracowania.

Jakiś wzorzec do naśladowania? Jasne.
Beata Tyszkiewicz, prawdziwa kobieta z klasą.




Rozjaśnianie włosów z L'oreal Sunkiss

11 lipca 2016


Rozjaśnienie włosów to jedna z tych rzeczy, które chciałam zrobić już dawno temu, ale nie miałam odwagi. Gdy ta przyszła, nie żałowałam. Chciałam uczynić moje włosy jaśniejszymi, chciałam, by miały naprawdę fajny wygląd na lato. Zaszalałam ryzykując odrosty, bo żelu nie nakładałam na pasma i pasemka, tylko na całe włosy.




Moją przygodę z rozjaśnianiem rozpoczęłam bodajże 26 kwietnia. Pierwsze 5 aplikacji powtarzałam co tydzień, dopiero po 5 przyspieszyłam tempo i nakładałam żel co 3-4 dni. Do zabiegów rozjaśniania podchodziłam 10 razy, nie dokumentując wszystkiego, ale dzięki zrobionym zdjęciom widać różnicę. Zwłaszcza, że pojawił się u mnie pierwszy od 7 lat odrost. Mimo to nie jest to rzecz irytująca, bo włosy dalej wyglądają zdrowo i co najważniejsze - naturalnie.

Rozjaśniacz aplikowałam na wilgotne włosy, a następnie suszyłam je suszarką. Między aplikacjami dogłębnie nawilżałam i odżywiałam włosy. Brałam pod uwagę to, że Sunkiss jest jednak rozjaśniaczem i coś może mi z tymi włosami zrobić. Od czasu do czasu miałam wrażenie, że włosy są nieco przesuszone, ale tak się dzieje, gdy się z nimi coś takiego robi. Trzeba się z tym liczyć. Dobry stan włosów jaki utrzymałam, to przede wszystkim zasługa pielęgnacji, ale także tego, że Sunkiss jest bardzo delikatnym produktem. Nie wpłynął na wypadanie włosów, ponieważ wypadanie się nie zwiększyło, gęstość kucyka nie uległa zmianie. Kolor jaki uzyskałam to średni, miodowy blond, więc obietnica producenta spełniła się :)
Na dodatek powalił mnie wydajnością. Moje włosy są cienkie, więc nie potrzebowałam nakładać go w większej ilości. Starczył mi na 10 APLIKACJI, co jest naprawdę sukcesem w porównaniu do ilości użyć przedstawionych przez większość osób.
Sunkiss ma jedną, małą wadę jeśli chodzi o cienkie włosy. Jest produktem który zostaje na włosach po nałożeniu, więc po wysuszeniu ich suszarką miałam wrażenie, że włosy są oblepione i lekko matowe, tak jak po źle zmytej z włosów odżywce. Problem znikał po kolejnym myciu włosów.
Cena? Kupiłam go na allegro, więc zapłaciłam 17 zł.




ZALETY
• delikatne, stopniowe rozjaśnienie
• subtelny efekt włosów rozjaśnionych słońcem, miodowe tony
• piękny zapach
• brak wpływu na stan włosów poza chwilowym przesuszeniem
• wydajność - 10 aplikacji!

WADY
• efekt włosów po źle spłukanej odżywce

Muszę Wam powiedzieć, że jestem naprawdę zadowolona z tego produktu. Jedna z obserwatorek na instagramie zdradziła mi, że producent wycofał go i jeśli to prawda, to strzelił sobie w stopę. I TO NA MAKSA.


Drogi L'oreal, nie rób sobie tego, i zostaw ten produkt w spokoju na drogeryjnych półkach :)

Bo co jak co ale Sunkiss to jeden, jedyny produkt do rozjaśniania, którego się nie bałam i który nie zrobił mi krzywdy. Efekt jest świetny, nie uzyskałam kaczego blondu tylko taki, jaki miałam będąc małą dziewczynką.
Czy użyłabym go jeszcze raz?
Zdecydowanie.



Najsłodsze na świecie łupy wyprzedażowe... i nie tylko

9 lipca 2016


W tym roku obiecałam sobie, że nie wpadnę w wir wyprzedaży. Uległam, skorzystałam, przepadłam, ale nie są to zapasy zrobione bez powodu. I są to najfajniejsze łupy od kilku miesięcy, bowiem mają w sobie coś specyficznego i świeżego. Zwłaszcza zestaw od VS i bluzeczka w cytryny. Ciekawi? Koniecznie zobaczcie więcej!




Nie wiem jak Wy, ale ja postanowiłam przetestować coś nowego. Z błyszczykami od lat byłam na bakier więc zaczęłam od Golden Rose, mimo to, nie korzystam z niego. Od czasu do czasu podkreślam usta błyszczykiem w tubce od Catrice, który dorwałam z czerwcowym Glamour, i jestem zachwycona! Pachnie przepięknie, smakuje przepysznie, i na dodatek ma idealny, nudziakowy kolor, który tonuje odcień ust. Uwielbiam ten efekt. Jeśli chodzi o cenę regularną, to nie mam pojęcia.




Ostatnio instagwiazdy reklamowały namiętnie ten tusz. Lubię produkty Maybelline za jakość, więc postanowiłam kupić ten zwłaszcza, że był w promocji i zapłaciłam za niego tylko 25 zł. Mimo to chyba musi przeschnąć tak samo jak Lash Sensational, bo póki co jest okrutnie mokry i ciężko mi się nim rozczesuje rzęsy. Nakłada się go za dużo, nie jestem w stanie zdjąć nadmiaru... póki co, szkoda gadać. Poczekam dwa miesiące aż przeschnie i wydam ostateczną opinię :)




Zestaw PURE SEDUCTION od Victoria's Secret, to jeden z moich najlepszych zakupów ostatnich miesięcy. Psujące się szybko mgiełki od Avon już przetrawiłam, za Oriflame średnio przepadam, Yves Rocher znam i lubię, a VS nie miałam nigdy... W internecie ceny są owszem niskie - bo od 35 do około 50 zł, ale w sklepie stacjonarnym trwa właśnie wyprzedaż, więc nie byłabym sobą gdybym nie skorzystała! Za mgiełkę zapłaciłam 35 zł, za balsam tyle samo... i ani złotówki więcej! Cieszę się, że przeszłam się do sklepu i powąchałam, bo teraz wiem, że przeżyłabym małe rozczarowanie zamawiając w ciemno Sheer Love :)) Zapach jest rewelacyjny i bardzo nietuzinkowy. Póki co, nie mam żadnych perfum, a mgiełki świetnie sprawdzają się latem, więc jest to bardzo dobre rozwiązanie.




Róż od Essence dorwałam dzięki fartowi. Tydzień temu szłam obok drogerii Kontigo i zauważyłam przez szybę szafę Essence... Coś mnie tknęło i spytałam się obsługi, czy mają róż z dwóch kolorów przechodzących w gradient. Oczywiście był :)) Ostatnia sztuka została w szufladzie! Nie pamiętam ceny co do grosza, ale kosztował około 14 zł. Muszę Wam powiedzieć, że jest świetny, i trzyma się bardzo długo. Nie używam różu na co dzień, od czasu do czasu podkreślam nim policzki i używam go do sesji. Kolor idealny na lato i wczesną jesień :)




Sukienka nie była moim must have, ale wypatrzyłam ją na Vinted i... Wyobraziłam sobie siebie nad morzem, właśnie w niej :) Wyczuwam stylizacje w stylu boho. Lubię to! / H&M

Różowy t-shirt z dużym dekoltem w serek to łup z wyprzedaży. Kupiłam go, bo uwielbiam bawełniane rzeczy. Dzięki nim skóra nie cierpi, a ja może jeszcze poszukam czegoś w tym stylu. / H&M




Bluzeczka w cytryny to mój HIT! Jest wykonana ze świetnego materiału, kolory są po prostu idealne, jest urocza i ma w sobie to coś! Patrzę na nią i czuję, że się uśmiecham :) Jest kapitalna!

bluzeczka w cytryny TUTAJ




Sukienkę miałam zamiar nosić przez całe lato gdyby nie to, że.... Jest na mnie po prostu za duża i za szeroka. Noszę rozmiar S, taką też zamówiłam, ale jestem po prostu za drobna do niej.

sukienka TUTAJ




Białe, dżinsowe spodenki to łup za grosze z sh. Już od dawna polowałam na białe szorty, ale nie mogłam znaleźć idealnych. Te są perfekcyjne, materiał jest mocny i solidny.




Kosmetyczki kupione z myślą o podróży. Absolutnie fantastyczne, czekały na mnie w TK Maxx przez całe 5 dni. Pamiętajcie, jak pójdziecie do TK Maxx, coś wpadnie Wam w oko ale nie weźmiecie tego, i zobaczycie to po jakimś czasie, to znaczy, że ta rzecz na Was czekała!


 

Kołozeszyt TK Maxx




Akcesoria papiernicze pochodzą ze sklepu, który w całości skradł moje serducho. Śmiem twierdzić, że 50x bardziej, niż IKEA! Teczka, naklejki, cienki piórnik i mini zestaw biurowy to kapitalne łupy w niskiej cenie, idealne dla osób które mają za mało miejsca na domowe biuro. / TIGER

Jest środek lata więc... pora na domowe lody!

7 lipca 2016


Miałam dodać ten wpis grubo ponad miesiąc temu. Moja wina, totalnie o nim zapomniałam. A jest totalnie pyszny!


SKŁADNIKI

• 200 ml mleka
• 3 jajka
• szczypta soli
• cukier (dowolna ilość! potrzebujemy ich do ubicia żółtek i białek, jeśli nie lubicie zbyt słodkiego smaku,    możecie użyć tak jak ja mniej cukru, np. 100-150 g) 
• 200 g śmietanki kremówki
• laska wanilii lub esencja waniliowa

W zależności od upodobań dodatki w dowolnej ilości / owoce, bakalie, czekolada.


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA

Przygotowujemy dodatki. Owoce przecieramy, jeśli wolicie lody bakaliowe, składniki siekamy. Przygotowane dodatki zostawiamy na później. 

Białka oddzielamy od żółtek.
Żółtka ubijamy z połową cukru na gładką masę. Dodajemy do nich wanilię.
Śmietankę kremówkę ubijamy na gładki krem. Uważajcie, żeby jej nie przebić!
Białka ubijamy najpierw ze szczyptą soli, a potem z cukrem do powstania gęstej, gładkiej piany. Ubite białka mają podchodzić pod surową bezę.

Mleko podgrzewamy w garnku delikatnie, tak aby było ciepłe. Nie może być gorące.
I teraz uwaga, może być trudniej! Bierzemy mikser w dłoń i do ciepłego mleka powoli dodajemy ubite żółtka. Cały czas miksujemy. Musicie bardzo pilnować, żeby masa nie podgrzała się Wam za bardzo. Chcemy uzyskać lody, a nie jajecznicę :))
Garnek zdejmujemy z palnika i powoli dodajemy ubitą kremówkę. Miksujemy dalej, gdy masa będzie miała letnią temperaturę, powoli dodajemy ubite białka, kontynuując miksowanie. Na koniec dodajemy przygotowane dodatki, przelewamy płyn do pojemnika i wstawiamy do zamrażarki.
Lody trzeba przemieszać co jakiś czas (pierwszy raz może być po godzinie, potem już trzeba co pół godziny), do uzyskania puszystości.

Gdy lody będą gotowe, zaproście znajomych. Najlepiej zjeść je szybko, bo potem mogą się zrobić twarde i nie będziecie się mogli dziwić, jak się okaże, że pojawią się kryształki lodu. Tak więc smacznego!