po powrocie!

16 sierpnia 2011

Przyznam szczerze, że z wielką niechęcią wróciłam do Warszawy ;) Sopot jest niesamowity - piękne domy, spokojna okolica aczkolwiek tętniąca radością. Nocne życie na ul. Monte Casino przyciągało całą swą okazałością, muzyka, rytm i dobre jedzenie bardzo kusiły!:) Mimo wiatru i częstej mżawki szalenie mi się podobało, szczególnie że dwa ostatnie dni (dnia powrotu nie liczę!) przyniosły sporo słońca które dało mi wiele radości :) Chętnie bym tam została, zamieszkała, cokolwiek! Pokochałam to miasto za wszystko :)
A teraz fotorelacja z podróży! Zdjęcia robiłam telefonem komórkowym, wstawiam tylko niektóre z całej setki, te które urzekły mnie najbardziej. UPRZEDZAM - ZDJĘĆ JEST TROSZECZKĘ DUŻO JAK NA BLOG, jednak zachęcam do oglądania :)


^ Podróż zaczęła się oczywiście od dobrej lektury ;) W ruch poszły gazetki modowo urodowe i mój ulubiony "Zmierzch" ;)  Razem z moim ukochanym zatrzymaliśmy się w jednym z sopockich pensjonatów.


^ Pierwsze dni nie grzeszyły słońcem czy dużymi temperaturami. Panowała raczej mżawka i chłód a niebo zasłaniały złowrogie, szare chmurzyska. Nie przeszkodziło to jednak w noszeniu japonek czy spacerach po plaży, a nawet wyjściu do kina - każdy dzień musiał zostać wykorzystany naprawdę aktywnie - na marnowanie czasu nie było mowy. W wolnych, bezdeszczowych chwilach gdy słońce wychodziło zza chmur warto było rozłożyć się z kocykiem na plaży, albo wypłynąć w rejs statkiem.



^ Przyszedł jednak czas w którym słońce naprawdę zaczęło grzać i można było wskoczyć w krótsze i lżejsze ciuchy. Ochoczo wystawiałam twarz do słoneczka i delektowałam się cudownym zapachem morskiej bryzy. Jednak to nie wszystko. Sobota i niedziela zaskoczyły najbardziej - było wręcz gorąco i z radością wskoczyłam w bikinii oraz moje body. Cudownie było delektować się upałem!


^ Oczywiście odważyłam się wejść do wody, jakże inaczej! Woda była w miarę ciepła i przyjemna, można było spokojnie wejść do 3/4 własnej wysokości i siedzieć nawet dziesięć minut bez obawy o przemarznięcie ;)

 

^ Sopot pożegnał nas przecudną aurą - takiej przyjemności z odpoczynku nad morzem nie czerpałam chyba nigdy. Tego się nie da opisać, trzeba samemu to przeżyć! Wiecie dlaczego to mówię? Bo każdy to odczuwa inaczej, dla mnie to było, zachwycające i odprężające, to miasto daje tyle energii! Ostatnią noc  i dzień z moim ukochanym spędziliśmy bardzo aktywnie - począwszy od wycieczki do Gdyni, poprzez plażowanie, potem spacer, obiad i gokarty, skończywszy na oglądaniu New Moon na molo i późnym powrocie do pensjonatu ;) Ta noc była cudowna - bezchmurne niebo, lampiony, światło księżyca odbijające się od wody. Coś nieziemskiego!

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.