• DABUR VATIKA • mój ulubiony olejek do włosów

21 listopada 2012

Hej myszki :):* Nie było mnie tu dobre trzy dni ale nie miałam ani siły ani ochoty, czułam się zbyt wyczerpana. Taka aura chyba ostatnio że wszyscy się tak czujemy... Na komentarze odpiszę na dniach, tymczasem chciałam zrezenzować dla Was olejek Dabur Vatika bo używam go już dobry miesiąc i mam parę słów do opowiedzenia :)

Dabur Vatika - olej kokosowy z dodatkiem agrestu indyjskiego (amli) i cytryny.

Jak wiecie Dabur Vatika jest bardzo dobrze dostępny w internecie - na allegro, w aptekach internetowych - ale i stacjonarnie. Ja ostatnio widziałam go na wystawie sklepu organicznego przy Zachęcie (blisko hotelu Sofitel Victoria Warszawa) i sądzę że gdy mi go zabraknie to na pewno wybiorę się po zapas :)
A wybiorę się bo Vatika sprawdziła się u mnie wyśmienicie, nawet lepiej niż olej słonecznikowy którego używałam sobie we wrześniu :)

Konsystencja : na zimno stała, olej jest twardy i ciężki do rozsmarowania, w temperaturze 23 stopni Celsjusza topnieje i przechodzi do postaci płynnej.

Zapach : zapachem przypomina mi słodkie ciasteczka z dodatkiem cynamonu, jego woń kojarzy mi się ze świętami Bożego Narodzenia.

Moje włosy są niskoporowate od nasady do połowy długości a od połowy długości do końcówek średnio porowate. Dowiedziałam się o tym stosunkowo niedawno obserwując swoje włosie i postanowiłam natychmiast zamówić Vatikę. Olejek nakładałam na same włosy omijając skórę głowy która za olejami nie przepada.

Mogę powiedzieć że już po pierwszym użyciu zauważyłam oszałamiające efekty - włosy były znacznie milsze w dotyku i wygładzone, szczególnie zauważyłam to po fakcie wysuszającej, kremowej odżywki Isana. A że Isana z wit. B3 wysuszyła moje kosmyki, to już inna bajka:P
W każdym razie Vatika sprawia że moje włosie jest bardzo odżywione, błyszczące i pięknie pachnie :)

Jestem w 100% zadowolona, powiem Wam że jest to olej który sprawdza się u mnie najlepiej i zagości na stałe w mojej łazience :)

• Khadi Cassia • recenzja •

13 listopada 2012

Cześć Maleństwa :) Postanowiłam opublikować moją krótką recenzję Khadi Cassia, bez jakiegokolwiek zwlekania. Nie ma co opóźniać czy przekładać. Zapraszam do przeczytania tekstu i obejrzenia zdjęć :)

Jakiś tydzień temu kupiłam na allegro Khadi Cassię/Sennę. Zainteresowała mnie ona ponieważ wg zapewnień producenta miała odżywić dogłębnie moje włosy, dodać im wigoru, sprawić aby były mocniejsze. Miałam nadzieję na pogrubienie włosów o którym pisało dużo bloggerek lecz nawet na pudełku nie było takiej obietnicy. Za to było info o nadaniu włosom miodowego, złotawego koloru, co burzyło odnalezioną wcześniej przeze mnie informację o braku jakiejkolwiek zmiany odcienia. Wniosek? Nie sugerujcie się wyłącznie informacjami z internetu:P Tak więc postanowiłam położyć na moje włoski Cassię i poczekać na efekty :) Na początku dodam że dwie notki wcześniej możecie zobaczyć moje włosy w świetle dziennym, idealnie odzwierciedlone :)

W pudełku znajdziemy:
• paczuszkę z Senną
• instrukcję i parę słów po niemiecku (dużo mi to mówi:P)
• rękawiczki
• czepek foliowy

A tu jak widać Cassia w czystej postaci... Zielonkawy, bardzo drobno zmielony proszek.

Jak ją przygotowałam?
Wg zaleceń producenta przesypałam Cassię do szklanej miski i dodałam sok z cytryny. Najgorsze że mimo tego że użyłam trzech cytryn to masa była za gęsta. W tym wypadku nie pozostało mi nic innego jak dodać odrobinę przegotowanej wody. Wyszło idealnie! Taką oto pastę z Cassi pozostawiłam na 12 h w ciepłym pomieszczeniu aby wszystkie składniki się ze sobą przegryzły;D
A to gotowa Cassia o pięknym zapachu najprawdziwszej herbaty :)

Przejdźmy do rzeczy... Przed nałożeniem Senny umyłam głowę i ciut wysuszyłam włosy suszarką bo zależało mi na czasie, pozostawiając włosy lekko wilgotne. Cassię nakładała mi moja mama używając pędzla do farbowania, również wsmarowywała ją w skórę głowy. Aplikacja była bardzo łatwa i po dziesięciu minutach mogłam zakładać czepek jaki został dołączony do opakowania.

Podobno Sennę można trzymać nawet do 6 godzin (różne żródła), na opakowaniu było napisane że od 30 minut do 2 godzin. Ale co mi tam, chciałam zaszaleć :) Z racji tego że byłam bardzo zmęczona po pracy, po prostu położyłam się z Cassią na głowie i usnęłam.
Obudziłam się po 3 godzinach i poszłam splukać zieloną paćkę z głowy :)
A oto efekty!

Pierwszy dzień (po lewej) - na mojej głowie panował lekki przesusz bo przecież Cassia to produkt ziołowy który może wysuszać. Z racji tego postanowiłam poczekać :) Jednak widać blask co oznaczało że wszystko było ok :) Jednakże tego dnia w świetle dziennym można było bardzo zauważyć zmianę koloru a skutkiem tego były pytania o to dlaczego zrobiłam sobie na głowie masakrę i przefarbowałam się na rudo :P Witać jednak to ciepełko we włosach, obiecany miód!:)

Drugi dzień (po prawej) - wszystko już było w porządku :) Włosy o wiele lepiej reagowały. Możecie nawet zauważyć lekki busz dorosłych baby hair:D:D:D A jest ich jeszcze więcej!!:D

A to zdjęcia z dzisiaj po wczorajszym olejowaniu Vatiką kokosową. Włosy są w naprawdę super kondycji!:D Mają swój kolorek, ciepły ton i w ogóle są w porządku. Pierwsze zdjęcie pokazuje ich stan a drugie.... Specjalnie splotłam ręce żeby pokazać Wam ile zostało mi do talii!!:D
A poza tym spójrzcie na te krótsze włoski po bokach na poziomie ramion i łopatek.
Te sięgające do ramienia to odrośnięta grzywka, a te leżące na łopatkach to włosie skrócone z konieczności ostatecznego powrotu do naturalsów. Jak mi urosną te dwa poziomy włosow to fryzura będzie wyglądać super gęsto!;D Jestem taaaaaka szczęśliwa ;D

Podsumowanie. 
Zgodnie z obietnicami producenta Khadi Cassia odżywiła moje włosy i dodała im obiecanego wigoru co strasznie mnie cieszy :) Co prawda wyglądają jak wcześniej jednak w moich odczuciach mają to coś - są mocne i takie jakieś... żywe, mięsiste :D Lubi ciepłe odcienie więc nie obraziłam się za początkowe rudości które wypłukały się do miodu :) Z czystym sumieniem polecam i mam nadzieję że spodoba Wam się tak jak mi :)
Czy powtórzę zabieg?:) Może kiedyś bo równie dobre efekty uzyskuję domowymi maseczkami, ale hinduskie sposoby są naprawdę ekstra!;D

Polecam :)


Maska z siemienia lnianego.

2 listopada 2012

Hej dziewczyny!;D Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować super efekty po masce z siemienia lnianego. Na początek Wam powiem że samo siemię lniane solo nie daje na włosach takich efektów jak w duecie z WAXem. To moje drugie "siemieniowanie" i jestem zachwycona :):):)

Siemię lniane przygotowałam wg przepisu Czarnej Orchidei (2 łyżki siemienia na szklankę wody) i zmieszałam z łyżeczką WAXu :) Mieszankę nałożyłam na włosy i trzymałam około 40 minut.
Efekty?

Jestem zachwycona bo nigdy nie miałam tak idealnej lejącej się fali:D:D:D
I love siemię lniane! :)

A teraz życzę Wam miłego wieczoru bo idę do kina i przypominam o KONKURSIE (góra strony) :):):) Buziaki!!:D:*

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.