Lekka sałatka ze szparagami.

24 czerwca 2013

Hej wszystkim!:) Dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak robię lekką (jak dla mnie!) sałatkę ze szparagami. Ja wybrałam białe, zielonych na bazarku nie było więc pola do popisu nie miałam ale moim zdaniem zielone są smaczniejsze i ładnie wyglądają na talerzu. Video kręcone na spontanie - "aaa, nakręcę sobie, a co mi tam!" - więc może idealnie nie jest ale pokazuję co i jak robię.
Tak dla jasności - w butelce z napisem 'Soplicowa' nie ma wódki lecz ocet domowej roboty :) Mówię żeby zaraz nie było :P W notce zamieszczam zdjęcie, filmik i przepis.



SKŁADNIKI
Podstawowe • sałata / liście rzodkiewki
Dodatki warzywne • białe szparagi (dowolna ilość) / pomidor / cebulka dymka i szczypiorek (szczypiorek opcjonalnie)
Dodatek mięsny i węglowodanowy • pieczywo na grzanki / pierś z kurczaka
Marynata do mięsa • sól / olej / czosnek / majeranek
Sos do sałatki • ocet (dowolny) / musztarda / olej lub oliwa z oliwek / sos sojowy / koperek

PRZEPIS
1. Szparagi umyć, obrać delikatnie zostawiając w stanie nienaruszonym czubek. Gotować w osolonej wodzie około 15 minut. Jeśli nie macie garnka do gotowania szparagów możecie ugotować je w normalnym garnku dbając o to by nie zanurzyć czubków. Po ugotowaniu odcedzić i pozostawić do ostudzenia.
2. Mięso pokroić na mniejsze części, zamarynować w marynacie z soli, czosnku, majeranku i oleju, odstawić na około 10 - 15 minut i smażyć na patelni grillowej. Po usmażeniu zostawić do ostudzenia.
3. Pieczywo na grzanki - odkroić skórki, pokroić w kostkę i podpiekać na patelni grillowej aż będą miały złocisty kolor.
4. Zrobić sos - posiekać koperek a następnie w szklance połączyć nasz koperek, olej, sos sojowy, ocet i musztardę. Mieszać do całkowitego połączenia składników.
5. Ostudzonego kurczaka pokroić w plasterki.
6. Sałatę oraz liście rzodkiewki umyć, odsączyć z nadmiaru wody, porwać, wymieszać i wyporcjować.
7. Dodatki warzywne - pomidora pokroić na kawałki - mogą być plasterki, cebulkę dymkę pokroić również w plasterki, szczypiorek posiekać a schłodzone szparagi kroić pod skosem na kawałki dowolnej wielkości. Dodatki warzywne jak i kurczaka oraz grzanki położyć na sałatę.
8. Całość polać sosem.
9. Smacznego! :)

34 week

6 czerwca 2013

Dzień dobry kochani!:) Dziś pora na typowo ciążowy post pełen rozmyślań i tego co się działo u mnie od tej brzuszkowej strony w ostatnim i bardziej odległym czasie. Mam nadzieję że przeczytacie i że zaciekawię Was tym wszystkim :) Ostatni taki post był 7 kwietnia, w bodajże 25 tygodniu ciąży. Teraz jest 34 tydzień i mamy się nieźle!:)



Zacznę od tego że większy spokój i komfort psychiczny w ostatnich tygodniach ciąży to nie blef (a tak o tym myślałam!) któremu poświęca się strony w poradnikach dla przyszłych mam. Ja naprawdę się uspokoiłam! Już zapomniałam o szoku z początku ciąży, zapomniałam o tym jak mnie wszystko denerwowało, gdy wszyscy udzielali mi rad a ja miałam tego dosyć, po prostu o momentach kiedy byłam mega zduszona przez to co się działo. Pamiętacie jak w ciążowych postach ‘żaliłam się’ na to co mnie boli, na przykre słowa kierowane w moją stronę? Ochłonęłam, przemyślałam… i stwierdziłam, że to nie ja się zachowuję nieodpowiednio - przecież sama siebie nie cisnę. Zobojętniały mi przykre ludzkie zachowania, nie obchodzą mnie ich powody a także osoby które w ten sposób postępują. Czuję, że jestem ponad tym i macham na to ręką. Zresztą - większość ludzi jest w moim mniemaniu serdecznych i uprzejmych wobec mnie - jak widać, niemiłe jednostki to tylko jednostki. Myślę że nie muszę więcej tutaj dopowiadać ;)
Zauważam u siebie tylko rozchwianie emocjonalne, dokładnie takie same jak w momencie brania pigułek hormonalnych w wieku 18 lat, gdy miałam problemy ze zbyt dużą ilością androgenów. Pigułki hormonalne poprawiły mój wygląd, ale moje nastroje były bardzo zmienne - popadałam ze skrajności w skrajność. Pamiętam, że wtedy stwierdziłam, że będę przeżywać dokładnie to samo kiedy będę w ciąży - i miałam rację :D Jeśli chodzi o humory czuję się identycznie jak podczas brania pigułek.
Dobrze przynamniej że o wiele więcej się śmieję niż smucę! Bo zaciesz na twarzy to ja mam niemalże bez przerwy - poza momentami gdy chce mi się zjeść coś czego w lodówce nie ma ;D
Podsumowując - ostatnio wszystko się wyciszyło i zyskałam ten piękny, upragniony i wyczekiwany od dawna spokój, czuję się tak lekko i miło :)

Jeśli chodzi o typowo fizyczne doznania (mhm, jak to inaczej nazwać?) to jestem zmęczona, momentami wręcz wyczerpana. Końcówka drugiego trymestru była jeszcze w miarę w porządku, nie czułam się przeładowana nadmiarem kilogramów (w skład którego notabene wchodzi nie tylko dzidziuś ale i wszystkie płyny w organizmie a także macica, łożysko,  tłuszczyk i cała reszta!), ale teraz jest po prostu naprawdę ciężko! Czasem nie ma opcji żebym nie chodziła lekko zgięta albo żeby ktoś mnie nie podtrzymywał bo nie mam siły iść dalej. Kiedy chodzę za dużo, twardnieje mi brzuch i muszę odpoczywać. Nie mogę sobie pozwolić na szybsze tempo gdy gdzieś idę, więc po prostu wychodzę wcześniej z domu. Trzygodzinne sprzątanie jest dla mnie jak dwanaście godzin pracy w hotelu. Totalnie wykańczające.
Troszkę zabawniej jest wtedy, kiedy nie mogę sama wstać rano :D Uwierzcie mi - podnieść się samej z takim brzucholem jest naprawdę ciężko! Najczęściej z opresji ratują mnie mama i mój ukochany, za to kiedy jestem sama to po prostu muszę się ‘turlać’ do brzegu łóżka ;D
Kiedy stoję to nie widzę już swoich stóp. Nawet ciężko mi zawiązać sznurówki!
Co do włosów i cery to sytuacja jest w normie. Jeśli nie nawilżam jednego i drugiego, nie pielęgnuję, to wiadomo że tworzy się susz - ale to są sytuacje ekstremalne gdy nie ruszam się przez kilka dni z domu, wiecznie w piżamie, cały czas śpię… Tak poza tym to jest dobrze, wypadanie włosów w normie, minimalizacja środków stosowanych do pielęgnacji włosów przyniosła dobre skutki, ogólnie nie ma problemów :)

Mała wierci się niemiłosiernie, wypycha stópki (najczęściej w kierunku żeber) i kopie niczym Kung Fu Panda - do tego stopnia że pewnego ranka po prostu wystraszyła swojego tatuśka! Ale on zawsze wybaczy, pogłaszcze i nie pozwoli się nikomu dotknąć do brzuszka :) Julka reaguje na głosy całej rodziny, kopie kiedy któreś z nas dotyka brzucha, nieruchomieje za to kiedy ma do czynienia z moimi znajomymi. Pamiętam jak był taki okres kiedy każdy chciał dotknąć brzuszka - dotknąć przez chwilę - ok (no i zależy kto dotyka:P), ale jak dana osoba dorwała mi się do brzucha i nie chciała przestać to dostawałam dosłownego za przeproszeniem, pie*dolca, bo czułam się jakby ktoś naruszył moją prywatność. A córa najwyraźniej też to czuła bo nieruchomiała do momentu w którym ‘odklejano’ się ode mnie :P
Najfajniej jest kiedy wypycha rączki i stópki - zawsze można wyczuć piętki albo paluszki, czasem jak się przekręci na boczek to kładąc na brzuchu ręce wyczuwam pupkę :) Kto by pomyślał że to taki pulpecik?;D Jula chyba obecnie przygotowuje się do wyjścia na świat ponieważ momentami strasznie bolą mnie okolice miednicy a mnie samą (nie bulwersujcie się jakkolwiek zabrzmi to co tu przeczytacie bo to prawdziwe choć brzmi brutalnie) boli krocze. Po prostu jakby chciała wyjść i mocno napierała główką - prócz napierania, czuję kłucie i rozciąganie. Ciężko jest także kiedy wychodzę na spacer czy np. zakupy do Carefoura - cały ciężar spada na szyjkę macicy i mam wrażenie że wszystko mi pęka. Istna masakra… Ale wg lekarza mam się nie martwić bo to ponoć norma - przecież zostało mało czasu a mała przybiera na wadze.
Na dodatek bardzo często ma czkawkę. Pare razy dziennie czuję pulsowanie z dołu brzucha - niezależnie od tego co zjem - widocznie mała pije wody płodowe tak łapczywie że po prostu ma nauczkę ;D (hihiih;D).
Co jeszcze? Puchną mi stopy, dłonie, twarz, ogólnie to chyba cała puchnę. Trochę swędzi mnie skóra na brzuchu, boli charakterystycznie w jednym miejscu, i przytyłam już 11,5 kg. W obwodzie brzuszka mam już 97 cm :D Siara która pojawiła się w okolicach 18 tygodnia, wypływa mi co noc tworząc ‘piękne’ zacieki na piżamce i pościeli… Oczywiście mogłabym zakładać na noc stanik i wkładki laktacyjne, ale być ściśniętą 24h przez 7 dni w tygodniu? Nigdy!

Jeśli chodzi o zachcianki to nie mam jakiś specjalnych kaprysów. Jedyne czego się domagam (i zapewne nie tylko ja…:P) to owoce! Truskawki, banany, borówki, kiwi, pomarańcze, winogrona itp. - to wszystko pomaga osiągnąć mi spełnienie, i to dosłownie! Tak poza tym to odżywiam się normalnie, trzy lub pięć małych posiłków na cały dzień spokojnie wystarczy i nie potrzeba mi więcej (obecnie nie jestem w stanie zbyt dużo zjeść, więc przeraża mnie tak szybki przyrost wagi:P). Czasem mam ochotę na jakieś kulinarne grzeszki - chipsami nie pogardzę…:) Mam w planach zakupienie dużej paczki Milky Way Magic Stars ( ♥ ) oraz przecudownej pizzy Margherita - to moje dwa życzenia i do końca ciąży po prostu muszę je spełnić :)
Poza tym często mam refluks, ale da się znieść.

Muszę Wam powiedzieć że ciąża prócz swoich plusów ma też minusy. Takim minusem jest zmęczenie stanem błogosławionym - w pewnym momencie po prostu można złapać doła, bo jest ciężko, bo kobieta czuje się gruba i nieatrakcyjna, bo chce odzyskać dawną figurę i siły - ja tak miałam, ale przeszło mi kiedy zdałam sobie sprawę że jestem bliżej rozwiązania niż dalej ;)

W wyprawce dla małej brakuje kilku rzeczy. Środkami medycznymi i pielęgnacyjnymi się nie martwię ponieważ mamy już całe mnóstwo wszystkiego co służy pielęgnacji, a ja sama pewnie coś dokupię, do tej pory nabyłam mnóstwo bodziaków, czapeczek, spodenek, bluzeczek, a śpiochy? Po przeglądzie okazało się że mam tylko dwie sztuki! Masakra! Do tego czeka mnie odkładana od jakiegoś czasu wyprawa do Ikei po ręczniczki z kapturkiem, ręczniczki flanelowe, do H&M po czteropaki malutkich skarpetek - 15 zł za opakowanie (nie widziałam nigdzie indziej tańszych - może któraś z Was widziała?:) ) i coś o czym myślę, ale nie mogę sobie przypomnieć co to jest! Do tego jeszcze potrzeba mi typowych pieluszek tetrowych i zwykłych paczek pampersów. Muszę iść na zakupy!

Na koniec taka krótka refleksja - pomimo wszystkich niedogodności lubię być w ciąży :D Sama nie mogę się już doczekać małej i tego, jak weźmiemy ją na rączki i będziemy razem we trójkę :) Nie zapominając też o babciach i dziadkach…;D

Na koniec notki chciałam Wam również zapowiedzieć filmik który ukaże się za jakiś czas i opowiem tam o swoich wrażeniach z II trymestru ciąży - wszystko co odczuwałam, jak się zachowywałam, opowiem o zmianach w ciele, itp. :)
Na koniec życzę Wam przemiłego wieczoru :D:) Ściskam!:)

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.