Listopadowa aktualizacja włosowa.

30 listopada 2013

Witam Was wszystkich pięknie :) Zapewne zauważyłyście, że nie dodaję aktualizacji włosowych co miesiąc, lecz co jakiś dłuższy czas. Główny wpływ ma na to moja obecna, idealna pielęgnacja. Idealna dlatego, że odnalazłam swój sposób na zadbane włosy i jestem w stanie trzymać się tego mocno. Produkty jakich używam, w 100% odpowiadają moim włosom, więc rzadko wprowadzam coś nowego do pielęgnacji. Poza tym uważam, że nie powinnam zasypywać Was ciągle tymi samymi postami, lepiej napisać, gdy są jakieś zmiany lub odkryję coś równie ciekawego jak np. ubiegłoroczne rozjaśnianie włosów rabarbarem które zaciekawiło mnóstwo dziewczyn (tak na marginesie, bardzo się cieszę, że ta metoda zyskała taki rozgłos i że tyle piękności próbowało działać z korzeniem rzewienia:) ). Tak więc rozumiecie :) Dzisiaj pora na listopadową aktualizację włosową - pokażę Wam jak wyglądają moje włosy obecnie no i pociągnę za tym temat pielęgnacji - wprowadziłam niedawno trzy nowości do niej - niby nic ciekawego ale myślę że produkty te zasługują na uwagę.

 
Na początek powiem że przez obecne trzy miesiące wiele się nie zmieniło - raz są takie dni kiedy włosy są w świetnym stanie, a raz mam totalny bad hair day. Jest tak, ponieważ nie układają mi się one tak jakbym chciała, wywijają, skręcają, czasem zdarzy mi się, że położę się spać z wilgotnymi włosami, no a czasem za długo stosuję tą samą odżywkę i mam obciążone pasma.
Muszę Wam powiedzieć, że nie mam problemów to suszenie włosów suszarką z ciepłym nawiewem. Przez te dwa lata wypielęgnowałam je na tyle, że suszarka ich porostu nie rusza:D

 
Tak obecnie wyglądają moje końcówki :) Sprawiają wrażenie rzadkich ale to dlatego, że moje włosy nie są jeszcze równej długości, i pewnie miną dwa lata kiedy wszystkie będą całkowicie równe, więc ich wygląd będzie się ciągle zmieniać, ale teraz już na lepsze:D:) Z końcówkami jest różnie - większość na szczęście nie jest rozdwojona czy połamana więc nie mam z tym takiego problemu. Jedyna negatywna rzecz jaką mogę o nich powiedzieć to to, że bywają (!) suche. Bywają, bo poza tym są dni kiedy są one błyszczące i mięsiste.
Przyznam się Wam jednak do tego, że mam ochotę podciąć włosy o jakieś 5 cm w celu wyrównania. Z tym, że udało mi się zapuścić je prawie do talii.. i to mnie całkowicie blokuje przed podcinaniem:P Nigdy nie miałam tak długich włosów i mam ochotę ten stan zachować jak najdłużej :D
Od końca sierpnia urosły mi 3 cm czyli norma - brałam suplementy, ale dzidziuś wyciągnął ze mnie dużo pijąc mleczko więc tym razem nie zyskałam za wiele, ale co tam;D
Powiem Wam jeszcze jak wyglądało u mnie podcinanie włosów w tym roku ~ w styczniu podcięłam włosy o te 3-4 cm więc znowu ich długość sięgała jakoś za łopatki, a potem się zaparłam, postanowiłam nie obcinać i pielęgnować jak najlepiej potrafię. W kwietniu ciachnęłam sobie pół cm na warkoczu, a w maju włosy miały już 54 cm. Do sierpnia urosły 4 cm, a we wrześniu poprosiłam mamę by podcięła mi również pół centymetra i potem już nie ruszałam. Tak więc obecnie moje włosy mają 60 cm długości i jestem baaaardzo zadowolona :)


Obecnie używane produkty.

Barwa Ziołowa ~ Szampon Czarna Rzepa - stosowany profilaktycznie. Włosy myję tylko i wyłącznie szamponem Barwy ponieważ po innych są one przeciążone i matowe. Szampony Barwy są jedynymi szamponami które moje włosy tolerują całkowicie.

Joanna ~ Z APTECZKI BABUNI ~ Odżywka do włosów wzmacniająca - do włosów cienkich, delikatnych, ze skłonnością do wypadania (jak na złość po filmiku włosy zaczęły mi wypadać w większej ilości, ale nie tragicznej:D) - używam jej kilka dni więc nie jestem w stanie wyrazić o niej opinii.

PilomWax ~ Henna WAX - co tydzień robię około godzinny zabieg z użyciem WAXu który pobudza moje włosy do wzrostu, odżywia i wzmacnia je.


Olejki: Dabur Vatika (na całą  długość), Łopianowy (na skalp), Rycynowy i Arganowy (na końcówki, oraz jako dodatek do odżywczych maseczek)


Ostatnio używam ponownie Seboradin Lotion Niger - płyn do wcierania w skórę głowy przeznaczony do włosów skłonnych do wypadania i osłabionych - kiedyś używałam go gdy chciałam zagęścić czuprynę i przyspieszyć porost włosów. Przynosił naprawdę fajne efekty i byłam z niego bardzo zadowolona. Obecnie mam po ciąży dużo baby hair, ucieszyłabym się gdyby ich liczba się zwiększyła:)


Oprócz tego stosuję żel lniany oraz maseczkę jajeczną z dodatkiem olejku rycynowego oraz arganowego. Po tych maseczkach włosy są w doskonałym stanie, bardzo odżywione, miłe w dotyku i wizualnie mięsiste.


Jak widać wiele się nie zmieniło, ale to chyba dobrze, bo obecny stan włosów jest dla mnie zadowalający. Mam nadzieję że większość z Was jest zadowolona stanem swoich włosów :) Życzę Wam miłego wieczoru bo muszę już wracać do mojej najwspanialszej :D Ściskam!!:)

Pędzle w moim makijażu.

23 listopada 2013

Witam Was serdecznie!:) Pogoda ostatnio nie zachęca do wyjścia z domu więc jeśli gdzieś z rodzinką wychodzimy to szybko wracamy, a naszą ulubioną miejscówką ostatnimi czasy jest salon ;) Ja i mój ukochany siadamy popołudniami na kanapie żeby obejrzeć jakiś ciekawy film, niunia ma matę edukacyjną rozłożoną, tak więc każdy ma jakieś zajęcie.


Dzisiaj przychodzę do Was z postem dt. moich pędzli do makijażu:) Od kiedy wyrzuciłam wszystkie gąbeczki do nakładania podkładu, puszek do pudru czy pacynki do cieni, pozostaję tylko przy pędzlach. Są wygodniejsze i bardziej poręczne. Jedyną rzeczą którą chcę mieć w przyszłości poza pędzlami, jest Beauty Blender. Od tak - warto testować różne nowości:)

Przez długi czas wystarczały mi dwa pędzle - pędzelek E.l.f do nakładania cieni oraz pędzel do pudru z Rossmanna. Nie posiadałam jednak szczoteczki do brwi czy pędzelka do robienia kresek, do tego stwierdziłam, że potrzebuję pędzla do pudru bo nie mogę jednego używać do robienia dwóch rzeczy (poza tym używanie jednego pędzla pudru i różu/bronzera sprowadza się do tego, że po jakimś czasie mam skórę jak różowy prosiaczek).

Postawiłam na pędzle Eco Tools. Marzyły mi się one już od jakiegoś czasu a kiedy przyszła potrzeba to pomyślałam, że nie ma co czekać i zamówiłam je. Służą mi dobrze już jakiż czas i złego słowa na nie nie mogę powiedzieć.


Wyznam Wam jednak że nie wszystkich używam zgodnie z przeznaczeniem - ot co, taka fanaberia. Np. pędzelek do korektora używam czasem do rozprowadzenia podkładu - pomimo, że jest taki mały idzie mi bardzo szybko i co najlepsze - podkład jest rozprowadzony dokładnie. Pędzelek do eye linera służy mi za to do robienia kresek z ciemniejszych cieni. 


Dzięki większej ilości akcesoriów makijaż oka i jego okolic jest bardziej precyzyjny i ładniejszy. Z jednym pędzelkiem było trudno - nie dało rady zrobić np. smokey eyes ponieważ wszystko po ukończeniu zlewało się w jedną plamę, powieka wyglądała na brudną a nie pomalowaną.


Pędzelek do korektora jest owszem, bardzo poręczny, ale nie unikam nakładania podkładu palcami. Niemniej jednak pędzelek przydaje się bardzo często. Dzięki pędzlowi do różu mam okazję nie tylko uniknąć efektu różowej skóry o którym pisałam wcześniej, ale dzięki temu, że jest mniejszy niż ten do pudru, mogę dokładniej rozprowadzić róż.

Uważam że cały zestaw pędzli jest bardzo przydatny i może nam naprawdę ułatwić robienie makijażu. Poza tym sprawi radość nam, kobietom - istotom które jak sroka lubią zbierać ciekawe i przydatne gadżety :) Myślę jednak, że takie pędzle to postawa. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?:) Używacie pędzli czy wolicie gąbeczki, puszki i inne akcesoria?:)

Swoje pędzle zamówiłam w internetowym sklepie Lady MakeUp.


Ostatnie podrygi jesieni.

20 listopada 2013

Ilekroć wychodzę na dwór odczuwam coraz większy chłód. Czasem założę płaszcz lub parkę, czasem bezrękawnik i... coś jeszcze. Bo po prostu jest mi zimno. Nie raz, nie dwa widziałam dziewczyny poubierane 'na cebulkę'. Teraz przyszła pora na mnie ;) Dziś jeszcze chciałabym Wam się pokazać w bezrękawniku bo następny raz będzie pewnie wczesną wiosną;) 
Tak więc, oto prosty set - klasyczne jeansy, emu, bluza i bezrękawnik. Do tego czapka która jest moją pierwszą od tylu lat. Nigdy nie lubiłam nosić czapek a potem chorowałam na zapalenie uszu... Tym razem mi to nie grozi i powiem Wam, że czuję się w niej całkiem fajnie!:)

bezrękawnik SHEINSIDE / bluza CHOIES / jeansy Aupie 
czapka Frontrowshop / zegarek Wellington / buty EMU


Ogrom miłości

16 listopada 2013

Moja maleńka rośnie jak na drożdżach! Nie mogę uwierzyć, że jeszcze niedawno była małym, bezbronnym robaczkiem – dziś jest miłym i kontaktowym bobasem który potrafi postawić cały dom na nogi:) Nie mogę się na nią napatrzeć, z każdym spojrzeniem czuję nieopisane szczęście :) Jest tak śliczna i kochana, że za każdym razem kiedy biorę ją w ramiona mięknie mi serducho, a pomimo zmęczenia jestem w stanie obdarzyć ją ogromem miłości :D

Od porodu minęły już dokładnie cztery miesiące. To wystarczająco dużo czasu abym mogła dojść do siebie i czuć się dobrze, ale nie do końca jest tak, jakbym chciała. Wciąż mam w myślach poród, pamiętam jak mnie bolało i jak się z tym czułam. Zastanawiam się ile jeszcze minie aż zapomnę choć trochę…;) Jedyną pozytywną w tym rzeczą jest to, jak wspominam powitanie mojej córci – myśląc właśnie o tym, jestem najszczęśliwsza na świecie i czuję że mogłabym góry przenosić :D Dzięki temu rozpamiętywany przeze mnie ból odchodzi gdzieś hen daleko a mi jest o wiele lżej:)

Julka obecnie waży 7 kg i ma około 62 cm wzrostu. Często uśmiecha się do mnie, gada po swojemu i jest strasznym przytulaskiem :D Na szczęście umie już się zająć sama sobą czego dowodem jest to, że ostatnio bawiła się sama na macie edukacyjnej prawie dwie godziny – tym samym odciążyła moje wymęczone ramiona a ja mogłam trochę odetchnąć :) Bardzo lubi kiedy podaję jej do rączki różne przedmioty – podobają jej się wszystkie zabawki jakie ma, ale najbardziej chyba polubiła komplet KALAMATI oraz mój telefon :D Intryguje ją jego biel, a w komplecie KALAMATI wzorki rozsiane dosłownie wszędzie. Do łóżeczka przyczepiliśmy jej karuzelę z kaczuszkami, jednak nie wydaje się nimi wystarczająco zainteresowana. Uwielbia kąpiele, a od około tygodnia może już leżeć w wanience sama i pluskać się do woli:) Często się uśmiecha, ale jeszcze nie śmieje się w głos. Potrafi za to piszczeć kiedy coś jej nie pasuje i wymuszać noszenie na rączkach :)

Po tych czterech miesiącach poznaliśmy ją na tyle, że wiemy co nam chce przekazać i jest ją nam łatwiej ‘uregulować’:) Dzięki temu jej plan dnia wygląda mniej więcej tak…:)
(Oczywiście nie robimy wszystkiego jak w zegarku, godziny podane orientacyjnie:D)

6:30 - 7:00 Pierwsze karmienie oraz przewijanie
7:00 - 8:00 Sen
8:00 - 8:15 Zabawa
8:15 - 12:00 Spanie, karmienie
12:00 - 12:10 Przebieranie w ciuszki dzienne
12:10 - 16:00 Zabawa, noszenie na rączkach przez mamę, spacer, towarzyszenie mamie w czasie robienia obiadu, karmienie ;)
16:00 - 16:30 Drzemka
16:30 - 19:45 Zabawa na macie, karmienie, słuchanie muzyki (:D), ewentualna drzemka
19:45 - 20:15 Kąpiel, przebieranie w śpioszki
20:15 - 20:30 Karmienie
20:30 - 1:30 Sen
1:30 - 1:45 Karmienie, nocne przewijanie
1:45 - 6:30 Sen

Mój plan dnia wygląda natomiast tak!:)

6:30 - 7:00 Pierwsze karmienie oraz przewijanie
7:00 - 8:00 Drzemka
8:00 - 8:15 Zabawa z niunią
8:15 - 12:00 Karmienie niuni, moje śniadanie, kąpiel, ogarnianie skrzynki e-mailowej, przygotowanie obiadu
12:00 - 12:10 Ubieranie niuni na dzień
12:10 - 19:45 Zabawa z niunią, pokazywanie świata zza maminych ramion, spacer, obiad, karmienie, domowe obowiązki, kolacja ;)
19:45 - 20:15 Przygotowanie Julki do snu
20:15 - 20:30 Karmienie
20:30 - 1:30 Kąpiel, relaks, film, ewentualnie sałatka na drugą kolację (:D), czas dla mamy i taty
1:30 - 1:45 Karmienie, nocne przewijanie niuni
1:45 - 6:30 Sen

Czasem zdarzają się jakieś odchyły od takiego rozkładu dnia ale to w takich sytuacjach gdy gdzieś wychodzimy i wracamy do domu wieczorem lub kiedy maleńka ma kolkę i źle się czuje. Cały czas karmię na żądanie więc nie mogę jej odmówić cycusia :D



Bycie mamusią jest super (:D) ale nie będę owijać w bawełnę że nie wszystko idzie jak po maśle. Muszę przyznać, że najgorsze były pierwsze trzy miesiące kiedy działałam na najwyższych obrotach –  to odbiło się na moim samopoczuciu ponieważ bywałam rozdrażniona i złośliwa dla innych, doskwierało mi chroniczne zmęczenie. Któregoś dnia postanowiłam się po prostu wyspać na całego i czułam się o wiele lepiej :)
Obecnie bywam przemęczona kiedy malutka ma zły dzień, albo kolkę. Staram się nawet drzemać kiedy ona bo dzięki temu jestem w lepszej formie i mam więcej siły:) Czasem, kiedy Jula bardzo płacze i nic jej nie pomaga, nawet kolki nie ma a ja nie wiem jak jej pomóc, to czuję się totalnie bezsilna. I choć nie czuję się już tak zniecierpliwiona jak wcześniej, to muszę przyznać że bywają takie momenty kiedy potrzebuję oddechu. Są również chwile kiedy rwę sobie włosy z głowy, i to całkiem niepotrzebnie! Ostatnio kiedy Juleńka dostała mocnego kataru i przeszła swoje pierwsze przeziębienie to ja zamartwiałam się jak diabli bo miałam w głowie same najgorsze myśli :( Gnałam z nią do lekarza jak najprędzej się dało, i odetchnęłam dopiero gdy dowiedziałam się że to zwykły katar i mam podawać jej witaminę C. Poza takimi sytuacjami są momenty kiedy bardzo się o nią boję i zdaję sobie sprawę z tego, że nigdy nie pozwolę jej zrobić nic złego, ochronię ją jak najlepiej się da…



Kocham ją najbardziej na świecie!!:) Mówię Wam poważnie, dziecko to największy cud :) Nie ma nic piękniejszego…:D

Jeśli chcecie być z nami na bieżąco, zapraszam na mój INSTAGRAM :)

Tym samym życzę Wam miłego wieczoru:D!
Pozdrawiam:)

Czerwona sukienka.

13 listopada 2013

Deszcz i niebo zasnute chmurami dobijają mnie maksymalnie. Co prawda jutro ma być już pięknie, ale wystarczy spojrzenie w górę, by humor osiągnął najniższy poziom.. Dobrze, że dzień już się kończy bo chcę z zadowoleniem wyjrzeć za okno i zobaczyć słońce.
Dzisiaj mam Wam do pokazania sukienkę którą (uwaga!) z wielką przyjemnością założę na Wigilię. Kolor będzie odpowiedni do okazji (bo jaki kolor bardziej pasuje do okresu około Bożonarodzeniowego?:D), sukienka nie jest wyzywająca ale kobieca i elegancka. Idealnie pasuje do czarnych rajstop i szpilek - tak zamierzam ją zestawić gdy będę siadać z rodziną do Wigilijnego stołu.
Na początek powiem, że oczywiście miałam płaszczyk i ciepłe buty, a temperatura do pozowania była caaałkiem znośna :) Do sukienki nie dobierałam więcej dodatków ponieważ uważam, że jest na tyle wyrazista, że świetnie obroni się sama.

sukienka SHEINSIDE / torebka H&M / bransoletka Nene Design


Granatowy bezrękawnik.

10 listopada 2013

Pierwszy raz z nowym aparatem raczej nie był udany. Dzień był pochmurny, było ciemno, buro i ponuro. Oczywiście mogę rzec, że na koniec wszystko wyszło ładnie, ale jak zwykle jest jedno ale... Szumy. Nienawidzę szumów na zdjęciach! Doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Razem z moim chłopakiem nie znamy się jeszcze na takim sprzęcie więc ustawiliśmy go tak jak umiemy - większa jasność, wyższe ISO, tryb pochmurnego dnia i do tego zabawa z przysłoną. A potem jeszcze kombinowanie w programie graficznym. Jaki jest wniosek?
A taki, że w przyszłości koniecznie MUSIMY zainwestować w jaśniejszy obiektyw, bo dostanę szału. No chyba, że w porę poznam możliwości naszego KIT-u, przyzwyczaję się i polubię go tak jak moje poprzednie cyfrówki. To tyle w tym temacie.

Kilka słów o stylizacji - po raz pierwszy od wielu lat mam na sobie bezrękawnik i muszę stwierdzić, że jak na tak chłodny dzień, było mi w nim naprawdę przyjemnie. Oczywiście kurtka schowana w wózku Juleńki okazała się niezbędna na wieczór, ale cóż poradzić kiedy takie są uroki listopadowej pogody. Do tego wygodna, bawełniana koszula w kratę oraz boyfriendy - cały set określony przez mojego chłopaka mianem "luzackiego na maksa". 
Jak Wam się podoba?

koszula Frontrowshop / bezrękawnik SHEINSIDE / spodnie Frontrowshop / torba Persunmall / trampki Converse / zegarek Wellington


Nowy sprzęt, nowa jakość.

7 listopada 2013

Prowadzę bloga już jakiś czas i wiem, że tekst to nie wszystko. Główną rolę grają tu zdjęcia które stanowią połowę (jak nie więcej!) sukcesu. Wiem to, bo gdy wchodzę do kogoś na stronę to zwracam uwagę przede wszystkim na fotografie, i jeśli są one naprawdę przyjemne dla oka to zapisuję adres i wracam ponownie.

Kiedy założyłam bloga, korzystałam głównie z bardzo kiepskiej jakości sprzętu – pożyczony stary model Olympusa µ 1040 i aparat w telefonie komórkowym – musiało mi to wtedy wystarczyć, a sama z zazdrością oglądałam idealnie wyraźne zdjęcia innych osób. Potem w miarę swoich możliwości finansowych szukałam czegoś lepszego… Nie minęło dużo czasu bo swój pierwszy aparat cyfrowy Olympus D-715 dostałam pod choinkę od chłopaka. I tutaj zaczęła się cała zabawa – bo zanim ujęcia zaczęły być naprawdę sensowne, musiałam wyczuć nowy sprzęt. Było trochę irytacji, ale poszło lepiej niż się spodziewałam! Moment jego największej świetności przypadł na pierwsze wakacje z moim ukochanym… i wtedy także aparat się zepsuł. Naprawa była droższa niż koszt nowego kompaktu, także dałam sobie z tym spokój i powróciłam do aparatu cyfrowego którego używałam na początku blogowania.

Kiedy nadeszła gwiazdka, w moje ręce znowu trafiła cyfrówka, tym razem Olympus D-750. Było lepiej – wyczułam go od razu, wiedziałam czego się spodziewać, co w nim używać, a czego nie. Z czasem robiłam nim coraz lepsze fotki, stylizacje wreszcie wychodziły porządnie a ja byłam usatysfakcjonowana. Można powiedzieć, że naprawdę zakumplowałam się z tym aparatem! Jednak był pewien haczyk.. Aby zdjęcia były naprawdę dobre (jak na takie gabaryty), ja oraz osoba która uwieczniała mnie na nich, musieliśmy się nieźle nagimnastykować. Do tego dochodziła obróbka zdjęć w programie graficznym która niestety trwała długo. Powoli zaczęło mnie to męczyć, a ja sama zaczęłam odczuwać potrzebę posiadania sprzętu który spełni moje oczekiwania, znacznie ułatwi przygotowanie zdjęć na komputerze oraz sprawi, że uwiecznianie wszystkiego na fotografiach wciągnie mnie jeszcze bardziej:)

I oto jest – Canon 600D – moja nowa miłość. Razem z moim ukochanym postanowiliśmy zakupić właśnie w Canona bo stwierdziliśmy, że to będzie dobry wybór i inwestycja. Mamy go dopiero (!) jeden dzień, ale oboje stwierdziliśmy że jest cudowny! Wszystko co nasz Canon uwieczni, jest idealnie odwzorowane – np. moje włosy których kolor zawsze był przekłamywany przez poprzednie aparaty… Nareszcie..! I chociaż jeszcze nie umiemy w pełni obsługiwać takiego aparatu jak lustrzanka, to wierzę, że niedługo będzie to szło naprawdę fajnie.

Podsumowując, chciałabym Wam opowiedzieć kilka słów o poprzednikach Canona.

Olympus µ 1040 Crystal jest chyba tak stary, że nie widuję go w sklepach ;D A tak poważnie myślę, że nie jest to sprzęt godny uwagi chyba, że chcecie się totalnie zirytować. Moim zdaniem nie robi dobrych zdjęć i jest bardzo męczący. Dobrze że ten aparat nie jest już w sprzedaży bo mnóstwo osób miałoby nerwicę:P

Olympus D-715
Uważam, że to sprzęt dobry dla początkujących :) Jest w stanie spełnić wszelkie wymagania, jest prosty w obsłudze i jeśli go wyczujemy to możemy wyczarować nim małe cuda. Nie sprawdza się jednak zbytnio przy fotografowaniu całej osoby – jeśli chcecie by wszystko było idealnie ostre to nie polecam, bo tutaj możecie się naciąć. Przydatne są w nim różne tryby, warto z nich korzystać. Lekki, dobry na wycieczki.


Olympus D-750
Kompakt prosty w obsłudze. Przy odpowiednich ustawieniach potrafi robić naprawdę ładne fotki. „Pomocne” tryby nie sprawdzają się w ogóle. Lepiej włączyć program Auto bo cała reszta zaproponowana przez producenta nie nadaje się do niczego. Polecam wyłączenie lampy błyskowej i ustawienie jasności odpowiedniej do danego ujęcia. Muszę szczerze powiedzieć że z tego aparatu jestem zadowolona i nie pozbędę się go bo może się przydać. Jeśli robi piękne zdjęcia w trybie makro, a ja zrobiłam nim nawet zdjęcie księżyca w pełni, wykorzystując odbicie w szybie, no to chyba nie muszę nic więcej mówić;) Bardzo fajnie nagrywa filmy ale uważam że nie jest to dostatecznie dobre nagrywanie.

Oczywiście ocena tych trzech kompaktów to tylko i wyłącznie moje zdanie, ponieważ uważam, że sprzęt który się posiada powinno się naprawdę wyczuć, odkryć to co najlepsze i zaprzyjaźnić się z nim. Nawet cyfrówką można stworzyć prawdziwe cuda, trzeba tylko mieć chęci i poznać dobrze swój sprzęt;)

Na zakończenie chciałabym Wam pokazać efekty testowania Canona z podstawowym obiektywem:) I choć prawdą jest, że chyba będzie trzeba kupić jaśniejszy obiektyw, to pomimo tego jestem zadowolona!:)


Miłego dnia!:D



Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.