Muszę Wam powiedzieć, że razem z moim ukochanym mieliśmy ostatnio sposobność odwiedzić jego rodzinę na wsi! Byłam tam już dwa razy ale nie znałam tam nikogo i czułam się bardzo niepewnie - poza tym podczas odwiedzin w stanie błogosławionym w moim umysłem rządziły hormony i byłam przez to bardzo rozstrojona emocjonalnie, a co za tym idzie każda inność malowała mi się przed oczyma w czarnych barwach. Teraz jestem całkiem spokojna i patrzę na to zupełnie inaczej! Dostrzegłam ten spokój i ciszę ale dojście do tego zajęło mi dobry tydzień który i tak był pełen przemyśleń. A wczoraj byłam w Warszawie... I wiecie co?
Teraz gdy porównuję sobie wieś i miasto, zdecydowanie lepiej się czuję myśląc o wsi. Oczywiście miasto jest piękne, ma swój klimat... Do tego wszędzie jest blisko a środki komunikacji miejskiej są pod nosem. Ale w wielkim mieście brak tej szczególnej życzliwości... Na dodatek każdy każdemu wchodzi w drogę a wszędzie jest brudno, szaro i co najdziwniejsze... śmierdzi! Naprawdę dziwię się sobie, że podczas kilkugodzinnego spaceru po centrum Warszawy zauważyłam to wszystko, czego nie zauważałam przez te kilka lat mieszkając tam.
 
Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować miejską stylizację w której główną rolę grają ogrodniczki. Mam je już jakiś czas i podchodziłam do nich kilka razy - są na maksa uniwersalne i pasują do wszystkiego! Ale najlepiej czuję się w nich mając na sobie seksowny top albo koszulę w kratę. Tym razem wybrałam wersję z delikatnym, bieliźnianym topem i trampkami slip on które dorwałam w realu za.. 30zł!

trencz @ / top Marks&Spencer / ogrodniczki 6ks (tutaj) / torebka H&M / tenisówki bezmarkowe