Od zawsze byłam osobą pełną wewnętrznego optymizmu. Z radością witałam kolejny, nowy dzień, w zieleni drzew i błękicie nieba widziałam niesamowite piękno. Gdy działo się coś gorszego, zawsze dawałam sobie chwilę na płacz i wylanie emocji, a potem stawałam na nogi i z uśmiechem szłam przed siebie. W porażkach dostrzegałam dobre ich strony wiedząc, że zawsze po burzy wychodzi słońce. No i że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Nie rozpamiętywałam tego co złe. Z najgorszych opresji wychodziłam dobrze dlatego, że byłam pozytywnie nastawiona i widziałam w nich znaki od losu. Wiedziałam to, że nic się nie dzieje bez powodu.

Jednak w ostatnich miesiącach nie działo się najlepiej. Nikt by tego nie dostrzegł, przecież co można dostrzec po wiecznie uśmiechniętej osobie która nie opowiada nikomu o swoich emocjach i przeżyciach?

Bywało różnie. Najpierw było spokojnie, potem raz lepiej, raz gorzej. W momencie gdy nieprzyjemne okoliczności osiągnęły punkt kulminacyjny, nie umiałam się ogarnąć.  I chociaż złe chwile przeplatały się ze szczęśliwymi, to ja miałam wrażenie, że życie rzuca mi kłody pod nogi. Prześladowało mnie wrażenie ciągłego pecha, raz nawet pomyślałam, że ktoś rzucił na mnie urok! Pomimo tego, że jakoś czerpałam radość z małych rzeczy to zastanawiałam się, co się stało z dziewczyną która każde niepowodzenie obracała w szczęście? Chwilowe ładowanie baterii z przyjemności nie wystarczało bo ponownie stawałam się osowiała. Szukałam rozwiązania problemów, jednak zdawałam sobie sprawę, że tym razem trzeba to przejść. Że raz jest na wozie, raz pod wozem, a kiedyś po prostu będzie lepiej. Nerwy sprawiły, że podupadłam lekko na zdrowiu i bardzo schudłam, wyglądałam marnie i niezdrowo. Cóż więc? Wiele mam za sobą, sporo rzeczy zaczynamy od nowa. Rodzina była obok, bardzo pomogła. Wiem, że nic nie dzieje się bez powodu. Teraz też tak było i pewnie za jakiś czas dowiemy się dlaczego. Jeśli dzieje się źle, to na pewno wyciągniemy z tego jakąś lekcję. Najważniejsze jest to, że ja i najbliżsi trzymamy się razem cały czas, jestem szczęśliwsza i znowu się uśmiecham!:)

Dziś kończę 22 lata, więc przede wszystkim życzę sobie więcej spokoju. I tak dużo pozytywnego nastawienia jak kiedyś – do życia i do ludzi. Dużo wewnętrznej motywacji. Wiary w innych. Puszczania niepowodzeń w niepamięć. Powrotu mega pozytywnej energii, obracania złego w dobre. Siły. Tego chcę najbardziej. Życie jest pełne wzlotów i upadków więc trzeba iść z podniesioną głową.