Czy karmienie piersią jest tak cudowne, jak o tym piszą? Czy jest w tym magia? Czy jest przyjemne? Czy może jednak bolesne? Czy te wszystkie przesłodzone opinie na ten temat nie są przypadkiem na wyrost?

Jeszcze będąc w ciąży myślałam dużo o karmieniu piersią. Od początku wiedziałam, że chcę karmić dziecko naturalnie, ale brałam pod uwagę to, że różnie może być i byłam przygotowana na sytuację w której Julce trzeba by było podać mleko modyfikowane. Na szczęście okazało się jednak, że Julia jest cycoholiczką i ohoczo rozpoczęłyśmy karmienie. Jak więc minęło te półtora roku pod tym względem? Jakie jest moje podejście do karmienia piersią w wielu aspektach?

Muszę Wam szczerze powiedzieć, że początki karmienia piersią były naprawdę koszmarne. Wspominając słowa położnej o mlekotoku wiedziałam, że może nie być kolorowo, ale nie myślałam, że karmienie może się stać drogą przez mękę. Już po dwóch dobach po porodzie miałam poranione, bolesne sutki. Leciała mi krew bo byłam po prostu pokąsana! Było tak dopóki Julka nie nauczyła się dobrze ssać. Kolejnym problemem był wspomniany wcześniej mlekotok... Moje piersi były ogromne, nie mieściły się w żadnym moim biustonoszu (musiałam pożyczać o wiele większe od mamy) i przez cały czas ciekło z nich mleko. Swoje ubrania zaczęłam nosić tylko gdy musiałam wyjść czy przyjąć kogoś w domu bo noszenie wkładek laktacyjnych miało mały sens gdyż wszystko było po chwili mokre. Przez miesiąc nosiłam po domu stare koszulki Damiana bo szkoda mi było zakładać normalne ubrania które byłyby zaraz całe w mlecznych plamach, a w nocy podkładałam sobie ręczniki by cieknące mleko nie brudziło pościeli. Na dodatek ciągle zatykały mi się kanaliki mleczne przez co piersi bolały mnie do tego stopnia, że nie mogłam ich dotknąć a podczas karmienia czułam się tak jakby wbijano mi w nie dziesiątki kłujących szpilek. Największy hardcore był w momencie, w którym dostałam zapalenia piersi - nie dość że było strasznie gorąco a ja miałam wysoką temperaturę, to na dodatek nie miałam pomocy przy dziecku (Damian miał bardzo absorbującą pracę, rodzina daleko) i musiałam wszystko robić sama - po jakimś czasie czułam się jak skopany worek - czyli człowiek totalnie bez sił. Po opanowaniu mlekotoku przyszedł kolejny problem który totalnie zbił mnie z tropu - zaczęło mi brakować mleka... Jula ciągle ssała pierś i płakała... Wiedziam, że nie może się najeść i robiłam wszystko by mleko się mogło wytworzyć w normalnej ilości... Ale było go jak na lekarstwo! Moje dziecko z nerwów gryzło sutki i koło się zamykało - problemy z laktacją i poranionymi piersiami były na porządku dziennym.
Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po dwóch miesiącach od porodu. Laktacja się normowała, dzieciątko było najedzone i spokojniejsze, sutki się goiły a ja czułam się o wiele lepiej. W międzyczasie zaczynałam się przyglądać mojej wadze która od tygodnia po porodzie nie spadała (ważyłam około 55 kg) i czasem wręcz miałam wrażenie, że jest mnie więcej! Ten czas był pełen emocji i nerwów co niestety nie pomagało mi. Pomimo nadprogramowych kilogramów czułam się jednak lepiej dzięki czemu na rok zażegnałam wszelkie laktacyjne kryzysy. Kolejny kryzys miał miejsce jesienią ubiegłego roku ponieważ silny stres spowodował, że mleko nie chciało się produkować. W końcu udało mi się uratować karmienie i mogłam normalnie przystawiać Julkę do piersi... Niestety kosztem swojego zdrowia. A do czego zmierzam? Kiedyś czytałam, że ogranizm kobiety podczas karmienia "nie pozwala" jej schudnąć (zostaje około 3kg tłuszczu na karmienie - nie pytajcie mnie o więcej, ekspertem nie jestem) i w zasadzie chudnie się dopiero po odstawieniu dziecka od piersi. A nie dość, że schudłam przez stres to nie mogłam przytyć bo reszta energii była zużywana przez organizm nie tylko do podstawowych procesów ale i do karmienia. Tym samym mój organizm od tamtego czasu jest na wiecznym głodzie, a ja nie mogę przytyć chociaż bardzo chcę tego i codziennie się o to staram. Pomimo wszystko te półtora roku karmienia (no dobra, poza dwoma pierwszymi miesiącami) oceniam bardzo dobrze i jestem w stanie stwierdzić że bardzo mnie to satysfakcjonuje.

Czy karmienie jest magiczne, przyjemne, czy słodkie opinie internautek nie są na wyrost?
Myślę, że to zależy od każdej z nas, przede wszystkim w kwestii "magii". Jeśli mowa jest o tworzeniu się więzi między mamą a dzieckiem to powiem Wam, że to jest jak najbardziej magiczne! Podczas karmienia zazwyczaj patrzymy sobie w oczy, Julia mówi do mnie po swojemu, wyciąga rączki i uśmiecha się;) Kwestia komfortu zależy od punktu widzenia - uważam, że karmienie naturalne jest wygodne bo nie męczę się z tym wszystkim co wiąże się z karmieniem mlekiem modyfikowanym, w nocy przystawiam dziecko do piersi i mogę dalej spać. Kłopot pojawia się tylko w miejscach publicznych (gdy dzieć po prostu musi a nie ma jak!) ale nie jest to specjalnie dokuczliwe. Poza tym podczas karmienia nic nie czuję chyba, że Julka mnie dotkliwie ugryzie bo coś odwróci uwagę od piersi ;) Tak więc uważam, że karmienie jest całkiem fajną sprawą!
Muszę Wam powiedzieć, że miałam chwilę zwątpienia podczas zapalenia piersi i gdy moje sutki były poranione i non stop robiły mi się strupki a Jula mimo wszystko piła mleko. Bardzo mnie bolało... Ale stwierdziłam że się nie poddam. I udało się!

Czy karmienie to dobry sposób na odchudzanie?
Znowu mogę powiedzieć, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) Jedne chudną, inne nie, dla mnie jest pół na pół bujda na resorach bo waga spadała mi najbardziej w czasie intensywnej opieki nad maluchem i w silnym stresie. Natomiast od karmienia... sama nie wiem. Mało. Może wtedy jak brakowało "surowca" do produkcji mleka ;)

Co mnie drażni w kwestii karmienia piersią?
Muszę Wam wyznać, że najbardziej z tego wszystkiego denerwują mnie ludzie którzy patrzą na karmienie piersią w miejscach publicznych jak na coś obrzydliwego. Oczywiście nigdy nie zrozumiem wywalania całej piersi na widok publiczny bo to faktycznie nie jest zbyt estetczne i eleganckie, ale na Miłość Boską, co jest paskudnego w karmieniu dziecka? Każda kulturalna karmiąca nakarmi maleństwo dyskretnie albo zasłoni się pieluszką tetrową, a mimo to potrafi spotkać się z hejtami lecącymi w swoją stronę. Do tej pory zauważyłam, że karmiące spotykają się najczęściej z hejtami od młodych ludzi, kobiet które jeszcze w ciążę nie zaszły lub od seniorów którzy zapomnieli jak to było gdy wół cielęciem był.
Aha, i wspomnę o czymś co mnie potrafi mocno zdenerwować. Ludzie potrafią powiedzieć, że karmienie nie jak "sranie i sikanie". Oczywiście te wszystkie czynności są normalne i ludzkie czynności ale stawianie ich na równi ze sobą jest dla mnie conajmniej... niestosowne. Karmienie to karmienie, maluszek wtedy je tak samo jak my wszyscy siedząc przy stole. Czy osoby traktujące karmienie piersią na równi z wydalaniem nieczystości, podchodzą tak samo do swojego spożywania pokarmów? Nie sądzę.

Rezygnacja z karmienia na rzecz własnego wyglądu.
No dobra, to czy mama rezygnuje z KP to jej sprawa, różnie może być, różne są tego przyczyny. Ale nigdy nie zrozumiem dlaczego kobiety rezygnują z kp pomimo tego, że mają możliwości, że mleka jest pod dostatkiem (i przede wszystkim mleko kobiece jest dla maluszka NAJLEPSZE!), a to wszystko na rzecz swojego wyglądu. Zazwyczaj mam ochotę zapytać się takich kobiet, po co decydowały się na dziecko? Piersi nie obwisną jak się o nie dba, a jeśli nawet... to jest tysiąc sposobów na przywrócenie im jędrności + odpowiedni biustonosz. To naprawdę wiele daje, wierzcie mi. Możecie mi powiedzieć, że zachowuję się jak typowa Matka Polka, ale mam to gdzieś! Pomimo tego, że na moich piersiach pojawiły się rozstępy to chciałam karmić swoje dziecko piersią. Wygląd jest dla mnie ważny, ale zdrowie i odporność jaką daję mojej małej dzięki karmieniu są o wiele istotniejsze.

Hejt w stronę matek karmiących mlekiem modyfikowanym.
Jak to bywa, po każdej stronie zdarzają się odchyły - zarówno u mam od MM, jak u mam od KP. Wiecie, nie rozumiem jak można rzucać różne, obraźliwe teksty w mamy które nie mogły karmić piersią? Uwierzcie mi, że większość mam od MM czuje się bardzo źle z powodu braku możliwości karmienia naturalnego. Czują się zawiedzione, czują, że nie spełniły swojego obowiązku. To jest naprawdę kiepska sytuacja... Ale dobrze, że jest coś takiego jak mleko modyfikowane bo gdyby nie ono, to byłoby naprawdę wiele nieszczęść. Choć jest składowo uboższe niż mleko kobiece, to spełnia swoją rolę doskonale. A mamy od MM wcale nie są gorsze od mam od KP.

Do karmienia piersią jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiona! Julia przy piersi jest spokojniejsza, znosi choroby łagodniej, a jeśli wszyscy w rodzinie są przeziębieni to wszystko co najgorsze omija ją szerokim łukiem. Pomimo tego, że moje karmienie nie było usłane różami to myślę, że to najlepsze co mogłam dać mojemu dziecku i może wyda się Wam to dziwne, ale zamierzam karmić ją do samoodstawienia. Wszystkie przyszłe mamy zachęcam do karmienia swojego maleństwa piersią a gdy pojawią się kłopoty to nie rezygnujcie z tego, walczcie o to, bo udane karmienie piersią to inwestycja w zdrowie dziecka i to na lata!:)