źródło zdjęcia : Skyscrapercity


Dzisiaj pozwolę sobie trochę pomarudzić. Ogólnie jestem osobą która większość rzeczy olewa ale nie dlatego, bo ma lekceważący stosunek do wszystkiego, ooo nie. Po prostu nie lubię zawracać sobie głowy pierdołami i rzeczami które mnie nie dotyczą. Mimo to niektóre jednak zahaczają o część mojego jestestwa więc myślę, że mogę sobie pozwolić na upust emocji. Gotowi?


Od kiedy pamiętam, zawsze był jakiś problem z sąsiadami. Potrafili być za głośno, czepiać się o głupoty lub po prostu w jakiś sposób uprzykrzać życie innym ludziom. Zawsze coś było nie tak a mnie samą potrafili doprowadzić do szewskiej pasji. Pomyślałam, że fajnie by było zebrać przykłady takich ludzi - ot co, żeby się wygadać i pomyśleć, że nie mi jednej tacy ludzie działają na nerwy. Na pierwszy ogień pójdą...


Imprezujący studenci.
W dzień cisza, w nocy totalny odlot. Ciągły huk, głośna muzyka i krzyki - oto podsumowanie imprezujących studentów! O ile nie mam nic przeciwko jakiejkolwiek zabawie to conocny harmider drażni mnie niemiłosiernie. Miałam z nim styczność mieszkając ze swoją mamą w centrum Warszawy, bo swego czasu 3/4 mieszkań w bloku wynajmowali właśnie młodzi ludzie którzy przyjechali na studia z daleka.
Lubię zabawę, serio. Ale mieszkając w bloku trzeba znać panujące tam zasady i zdawać sobie sprawę z tego, że obok mieszkają inni ludzie. Że cisza nocna zaczyna się o 22, trzeba przykręcić głośniki i rozmawiać ciszej a nie tak, żeby treści rozmów były słyszane piętro niżej ;)
Największy hardcore był gdy byłam przy końcówce ciąży - gorące lato, 7 piętro, okna pootwierane bo jest duszno. Impreza nade mną, impreza obok, krzyki do 4 rano, bardzo głośna muzyka, interwencja policji i dziwny zapach... marihuany którą palili imprezowicze obok! Dalej nie wiem co się działo bo trafiłam do szpitala z tachykardią płodu, a potem po prostu się wyprowadziłam;)


Brudasy.
Dosłownie brudasy! Smród wyczuwalny zza okien i drzwi mieszkania na kilometr, gniazdo wszelkiej maści robactwa które rozłazi się wszędzie, papierochy wyrzucane za okno na teren przed blokiem. Coś obrzydliwego... Najgorsze jest to, że wszelkie prośby administracji o dostosowanie się do innych nie pomagają, delikwent odmawia dezynsekcji w mieszkaniu (za którą nie musi płacić) i żyje w tym brudzie! Pamiętam, jak kilka lat temu pan z administracji powiedział, że podczas wizyty w jednym z mieszkań spadł mu na głowę ogromny karaluch :/ Nie wiem jak Wy, ale ja bym dostała zawału na miejscu. A najgorsze jest to jak takie robactwo roznosi się po bloku... Nijak to wytępić... A jak dla mnie wina nie stoi tylko po stronie lokatorów stroniących od czystości, ale także od śmietników w piwnicach bloków. Mimo to uważam, że robactwo w blokach mieszkalnych przebija wszystko nie tylko dlatego, że jest piekielnie uciążliwe. Prusaki, pluskwy czy karaluchy są po prostu niebezpieczne dla zdrowia i życia, roznoszą choroby a ich odchody powodują alergie. Jeśli jakiś lokator odmawia dezynsekcji, to walka z robactwem może trwać całe lata...


Awanturnicy...
... czyli typ podobny do imprezujących studentów, ale tylko pod względem hałasu. Jak chcą się kłócić, awanturować, ich sprawa. Jak się pozabijają to cóż - będzie większy problem.


Starsi, samotni ludzie...
... czyli najgorszy typ ze wszystkich. Wciskający swój nos wszędzie, składający skargi o byle co. BARDZO GŁOŚNI LUDZIE, ale także najbardziej domagający się ciszy obok. Niemili, upierdliwi, dokuczliwi. Obecnie mamy właśnie taką sąsiadkę która wali nam w sufit od kiedy tylko tu mieszkamy! W nocy głośno chodzi (po złości), zaczyna sprzątanie o 5 rano... Muszę Wam powiedzieć, że tylko raz miała prawo się przyczepić a dlaczego? Damian któregoś dnia wrócił jak zwykle późno z pracy i musiał uprać sobie kitel bo w robocie były jakieś problemy z pralką. Kitel szybko się wyprał, pralka zaczęła wirować... i sąsiadka zaczęła się dobijać do drzwi. Oczywiście z krzykiem i agresją! Przeprosiliśmy grzecznie, zapewniliśmy, że to był tylko raz, ale to na nic. Zaczęła na nas wrzeszczeć, że codziennie jest tu jakaś impreza, od tygodnia robimy remont a dziecko się drze po nocach i jesteśmy patologią. No ręce opadają. W budynku są też inne rodziny, remontu nie robiliśmy, imprez nie urządzamy. Damian się wściekł, kazał jej sobie pójść i trzasnął drzwiami przed nosem. W Wigilijną noc gdy z Julią byłyśmy w szpitalu, sąsiadka zaczęła bardzo hałasować i tłuc się Damianowi nad głową. Wziął ogromną dechę z kuchni, walnął parę razy w sufit tak, że aż farba pękła ale baba przynajmniej siedziała cicho. Dopiero niedawno dostała szału na nowo bo robi w nocy sajgon ;))


Osiedlowy monitoring.
Niekoniecznie starzy, niekoniecznie młodzi, niekoniecznie w średnim wieku. Najczęściej tacy co przesiadują przed oknami albo na balkonach. Nic nie mówią ale się patrzą. Raczej nie zrobicie nic czego oni nie zobaczą. Mieliśmy taką sąsiadkę w centrum Otwocka. Całymi dniami przesiadywała na balkonie i po prostu się patrzyła. Krępujące...;)


Donosiciele.
Dopełenienie monitoringu osiedlowego - jak coś zobaczy, przekaże dalej. I najlepiej w tym złym tonie. Afera musi być!

_________________________________________________________________________________________________________________________


Gwoli ścisłości - gdzie byśmy nie mieszkali to zawsze się trafi ktoś kto będzie nam uprzykrzać życie. Sprawa jest wyjątkowo podła, ale raczej do wygrania. Polecam każdemu najpierw się trochę zdystansować i pomyśleć o wszystkim a potem walczyć o swój spokój ;) Myślę, że wszystko da się wyegzekwować, tylko trzeba wiedzieć jak... Studenciaków wystarczy poprosić o informowanie o jakichkolwiek imprezach (możliwość zorganizowania sobie wieczoru z daleka od hałasu), ludziom stroniącym od czystości wytłumaczyć prosto z mostu jakie zagrożenie tworzą, a starszych ludzi, monitoring i donosicieli poinformować, że cudze życie i sprawy nie powinny być w kręgu ich zainteresowań. Z awanturnikami jest inna sprawa bo czasem wystarczy wezwać policję i sprawdzić czy nikomu nie dzieje się krzywda.
Każdy powinien sobie zdawać sprawę z tego, że blok mieszkalny to nie domek rodzinny w którym można wszystko. Oczywiście wolnoć Tomku w swoim domku, ale w bloku to inna sprawa bo warto zwracać uwagę na to, jakie obok mieszkają osoby.


Zastanawiałam się czy znajdzie się więcej ciekawych osobliwości w kategorii sąsiadów, ale stwierdziłam, że styka tyle, ile jest. Chyba nie ma więcej.
Albo po prostu zapomniałam.
Ale myślę, że raczej to pierwsze.
A Wy macie/mieliście jakieś problemy z sąsiadami?


Ps. Zapraszam do dodania mnie do kręgów na platformie Google +
Będziecie na bieżąco z moimi wpisami. Buziaki!