Rodzaje wkurzających sąsiadów z jakimi miałam do czynienia w życiu

19 lutego 2015


źródło zdjęcia : Skyscrapercity


Dzisiaj pozwolę sobie trochę pomarudzić. Ogólnie jestem osobą która większość rzeczy olewa ale nie dlatego, bo ma lekceważący stosunek do wszystkiego, ooo nie. Po prostu nie lubię zawracać sobie głowy pierdołami i rzeczami które mnie nie dotyczą. Mimo to niektóre jednak zahaczają o część mojego jestestwa więc myślę, że mogę sobie pozwolić na upust emocji. Gotowi?


Od kiedy pamiętam, zawsze był jakiś problem z sąsiadami. Potrafili być za głośno, czepiać się o głupoty lub po prostu w jakiś sposób uprzykrzać życie innym ludziom. Zawsze coś było nie tak a mnie samą potrafili doprowadzić do szewskiej pasji. Pomyślałam, że fajnie by było zebrać przykłady takich ludzi - ot co, żeby się wygadać i pomyśleć, że nie mi jednej tacy ludzie działają na nerwy. Na pierwszy ogień pójdą...


Imprezujący studenci.
W dzień cisza, w nocy totalny odlot. Ciągły huk, głośna muzyka i krzyki - oto podsumowanie imprezujących studentów! O ile nie mam nic przeciwko jakiejkolwiek zabawie to conocny harmider drażni mnie niemiłosiernie. Miałam z nim styczność mieszkając ze swoją mamą w centrum Warszawy, bo swego czasu 3/4 mieszkań w bloku wynajmowali właśnie młodzi ludzie którzy przyjechali na studia z daleka.
Lubię zabawę, serio. Ale mieszkając w bloku trzeba znać panujące tam zasady i zdawać sobie sprawę z tego, że obok mieszkają inni ludzie. Że cisza nocna zaczyna się o 22, trzeba przykręcić głośniki i rozmawiać ciszej a nie tak, żeby treści rozmów były słyszane piętro niżej ;)
Największy hardcore był gdy byłam przy końcówce ciąży - gorące lato, 7 piętro, okna pootwierane bo jest duszno. Impreza nade mną, impreza obok, krzyki do 4 rano, bardzo głośna muzyka, interwencja policji i dziwny zapach... marihuany którą palili imprezowicze obok! Dalej nie wiem co się działo bo trafiłam do szpitala z tachykardią płodu, a potem po prostu się wyprowadziłam;)


Brudasy.
Dosłownie brudasy! Smród wyczuwalny zza okien i drzwi mieszkania na kilometr, gniazdo wszelkiej maści robactwa które rozłazi się wszędzie, papierochy wyrzucane za okno na teren przed blokiem. Coś obrzydliwego... Najgorsze jest to, że wszelkie prośby administracji o dostosowanie się do innych nie pomagają, delikwent odmawia dezynsekcji w mieszkaniu (za którą nie musi płacić) i żyje w tym brudzie! Pamiętam, jak kilka lat temu pan z administracji powiedział, że podczas wizyty w jednym z mieszkań spadł mu na głowę ogromny karaluch :/ Nie wiem jak Wy, ale ja bym dostała zawału na miejscu. A najgorsze jest to jak takie robactwo roznosi się po bloku... Nijak to wytępić... A jak dla mnie wina nie stoi tylko po stronie lokatorów stroniących od czystości, ale także od śmietników w piwnicach bloków. Mimo to uważam, że robactwo w blokach mieszkalnych przebija wszystko nie tylko dlatego, że jest piekielnie uciążliwe. Prusaki, pluskwy czy karaluchy są po prostu niebezpieczne dla zdrowia i życia, roznoszą choroby a ich odchody powodują alergie. Jeśli jakiś lokator odmawia dezynsekcji, to walka z robactwem może trwać całe lata...


Awanturnicy...
... czyli typ podobny do imprezujących studentów, ale tylko pod względem hałasu. Jak chcą się kłócić, awanturować, ich sprawa. Jak się pozabijają to cóż - będzie większy problem.


Starsi, samotni ludzie...
... czyli najgorszy typ ze wszystkich. Wciskający swój nos wszędzie, składający skargi o byle co. BARDZO GŁOŚNI LUDZIE, ale także najbardziej domagający się ciszy obok. Niemili, upierdliwi, dokuczliwi. Obecnie mamy właśnie taką sąsiadkę która wali nam w sufit od kiedy tylko tu mieszkamy! W nocy głośno chodzi (po złości), zaczyna sprzątanie o 5 rano... Muszę Wam powiedzieć, że tylko raz miała prawo się przyczepić a dlaczego? Damian któregoś dnia wrócił jak zwykle późno z pracy i musiał uprać sobie kitel bo w robocie były jakieś problemy z pralką. Kitel szybko się wyprał, pralka zaczęła wirować... i sąsiadka zaczęła się dobijać do drzwi. Oczywiście z krzykiem i agresją! Przeprosiliśmy grzecznie, zapewniliśmy, że to był tylko raz, ale to na nic. Zaczęła na nas wrzeszczeć, że codziennie jest tu jakaś impreza, od tygodnia robimy remont a dziecko się drze po nocach i jesteśmy patologią. No ręce opadają. W budynku są też inne rodziny, remontu nie robiliśmy, imprez nie urządzamy. Damian się wściekł, kazał jej sobie pójść i trzasnął drzwiami przed nosem. W Wigilijną noc gdy z Julią byłyśmy w szpitalu, sąsiadka zaczęła bardzo hałasować i tłuc się Damianowi nad głową. Wziął ogromną dechę z kuchni, walnął parę razy w sufit tak, że aż farba pękła ale baba przynajmniej siedziała cicho. Dopiero niedawno dostała szału na nowo bo robi w nocy sajgon ;))


Osiedlowy monitoring.
Niekoniecznie starzy, niekoniecznie młodzi, niekoniecznie w średnim wieku. Najczęściej tacy co przesiadują przed oknami albo na balkonach. Nic nie mówią ale się patrzą. Raczej nie zrobicie nic czego oni nie zobaczą. Mieliśmy taką sąsiadkę w centrum Otwocka. Całymi dniami przesiadywała na balkonie i po prostu się patrzyła. Krępujące...;)


Donosiciele.
Dopełenienie monitoringu osiedlowego - jak coś zobaczy, przekaże dalej. I najlepiej w tym złym tonie. Afera musi być!

_________________________________________________________________________________________________________________________


Gwoli ścisłości - gdzie byśmy nie mieszkali to zawsze się trafi ktoś kto będzie nam uprzykrzać życie. Sprawa jest wyjątkowo podła, ale raczej do wygrania. Polecam każdemu najpierw się trochę zdystansować i pomyśleć o wszystkim a potem walczyć o swój spokój ;) Myślę, że wszystko da się wyegzekwować, tylko trzeba wiedzieć jak... Studenciaków wystarczy poprosić o informowanie o jakichkolwiek imprezach (możliwość zorganizowania sobie wieczoru z daleka od hałasu), ludziom stroniącym od czystości wytłumaczyć prosto z mostu jakie zagrożenie tworzą, a starszych ludzi, monitoring i donosicieli poinformować, że cudze życie i sprawy nie powinny być w kręgu ich zainteresowań. Z awanturnikami jest inna sprawa bo czasem wystarczy wezwać policję i sprawdzić czy nikomu nie dzieje się krzywda.
Każdy powinien sobie zdawać sprawę z tego, że blok mieszkalny to nie domek rodzinny w którym można wszystko. Oczywiście wolnoć Tomku w swoim domku, ale w bloku to inna sprawa bo warto zwracać uwagę na to, jakie obok mieszkają osoby.


Zastanawiałam się czy znajdzie się więcej ciekawych osobliwości w kategorii sąsiadów, ale stwierdziłam, że styka tyle, ile jest. Chyba nie ma więcej.
Albo po prostu zapomniałam.
Ale myślę, że raczej to pierwsze.
A Wy macie/mieliście jakieś problemy z sąsiadami?


Ps. Zapraszam do dodania mnie do kręgów na platformie Google +
Będziecie na bieżąco z moimi wpisami. Buziaki!

37 komentarzy

  1. Ja póki co nie mam co na sąsiadów narzekać. Ale zauważyłam, że mieszkając całe życie w swoim domu, po przeprowadzce do mieszkania ciężko się wyzbyć niektórych zachować, które mogą być dla innych za głośne. Większość studentów, którzy wjechali na studia pewnie tak ma:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo:D Ale niektórzy po prostu niestety nie potrafią się nauczyć zasad mieszkania w takim miejscu jak blok mieszkalny :/

      Usuń
    2. Przez 20 lat mieszkałam w domu 3 piętrowym, wiec moglam krzyczec ns parterze na na pietrze nikt mnie nir slyszal. Odkad poszlam do studia do Lublina i zamieszkalam w bloku ( nowym, nie z okresu PRL) spie i sie ucze w zatyczkach. Sciany w mieszkaniu mam chyba z papieru, ptaktyxznie kazde slowo z pokoju wspollokatorow słychać, a jak sasiad na gorze kichs to spokojnie moge mu odkrzyknac " na zdrowie " 😊 prawda jest taka, ze do zycia w bloku po prostu trzeba sie przzywyczaic. Wychodze z zalozenie, ze wszystko co miesci sie w normie jest dopuszczalne. Jak sasiedzi na gorze robia impreze i o 2 w nocy tupia w podloge to nie dzwonie od razu na policje,to tez ludzie i sa u siebie, ja przeciez tez raz na jakia czas robie imoreze i chce, aby sasiedzi to zaakceptowali. Wszytko jest dla ludzi, byle w malych ilościach 😊

      Usuń
    3. Masz racje że to co miesci sie w normie jest dopuszczalne. Myśle jednak, że takie tupanie w podłogę o 2 w nocy nie jest jednak dobrym pomysłem, zwłaszcza, że nizej śpią ludzie. Ale też zależy na kogo się trafi - jak trafisz na zgryźliwego, starego babola to masz przekichane, jak na resztę, to po prostu warto uprzedzić, że piętro wyżej odbędzie się fajny melanż i może być głośniej. Ja np. wolałabym wiedzieć bo moją Julkę potrafi obudzić w nocy naprawdę byle co. Mieszkając w centrum Otwocka mieliśmy całkiem fajnych sąsiadów na górze bo zachowywali się w porządku a jak urządzili w mieszkaniu przyjęcie to powiesili na klatce informację, że będzie głośniej w nocy bo będzie impreza. Co innego jest teraz - nasza upierdliwa sąsiadka urządza o 1-2 w nocy maraton, tupie, wali czymś w podłogę i zachowuje się poniżej krytyki. Czasem się zastanawiam czy po prostu nie lepiej by było kupić Julce zatyczek do uszu;p

      Usuń
    4. TutTutsj rzeczywiaxie masz racje, male dziedziexko to jednak male dziecko, zwraxaliscie kiedykolwiek tej kobiecie uwagę ze Julka w nocy po prostu śpi?

      Ps. Rok temy mieliśmy sasiadow pod nami, którzy hmm.... Bardzo glosno i intensywnie sie kochali. Nie przesadzam, bylo ich słychać na calej klatxe schodowej, a u mnie w mieszkaniu do doslownie slyszalam na jakim etapie sa. Rozumiem - dorosli ludzi, raz ich ponioslo, ok. Ale co 2 dzien? Bylo to straszne, dosloenie nie dalo sie wysiedziec. Jakos glupio bylo mi tak zapukac do drzwi przerywajac im zabawe i zwrocic uwage😊 kilks razy znaczaco tupnelismy im w podloge a za 50 razem po prostu zaczęliśmy ich naśladować. Niestety, nie podzialalo, zatyczki niezbedne.... Na szczescir jak wrocilam po wakacjach to juz ixh nie bylo :p

      Usuń
    5. Pewnie. Jak nam wyleciała z tekstem że dziecko się w nocy drze to jej wyleciałam, że jak ma się nie drzeć, przecież to małe dziecko, obudzi się to płacze. Ale sąsiadka z mieszkania obok powiedziała mi że ta baba jest dla wszystkich wredna i nic się jej nie podoba więc najlepiej jakbym się nią nie przejmowała. To jest całkiem dobra opcja.

      O jaaaa:D Ja teraz jak przyjeżdżam z Julką do mojej mamy na weekend to jest ta sama sytuacja, robią to tak głośno i tak jęczą że Jula się budzi:P A ja czuję się zażenowana XD

      Usuń
  2. Nigdy nie miałam złych doświadczeń z sąsiadami. Do czasu. Dorastałam na pustkowiu, ot, trzy domy, siedem rodzin, wszystko było w porządku, można było wyjść, pogadać, mimo różnic wiekowych, to świetnie się rozmawiało z rówieśnikami mojej babci. Ale tak jak pisałam - do czasu. Najbliżsi sąsiedzi wyprowadzili się, zostawiając mieszkanie synowi. A że, to był typ mieszkania wielorodzinnego, stały kontakt był konieczny. Najbliższy sąsiad stał się ekstra mieszanką tych typów, które obsadziłaś w notce! Imprezy do późna (na dobrą sprawę nam to nie przeszkadzało, latem imprezowali na dużym podwórku, głos się rozchodził, niech się bawią), ale by zrobić nam na złość, po skończonej imprezie o czwartej nad ranem robili pod naszymi drzwiami na trzy, cztery kukuryku! Jak sprzątali (co zdarzało się dosyć rzadko) wspólną część klatki schodowej to sprzątali tylko koło siebie, wysypując śmieci na "naszą" część. Uwagi im się zbytnio nie zwracało, ale gdy raz się tak złożyło... To od razu przyszła matka naszego sąsiada i zaczęła się awantura "wszystko na złość jej Przemciowi"... I niekoniecznie starsi samotni ludzie robią sajgon - żonce sąsiada przeszkadzało jak pies nasiusiał pod "jej" dzewem (jakim jej, przecież ono rośnie sobie samopas od lat), wszystko jej przeszkadzało, ogólnie to język w stosunku do wszystkich oczywiście nie do cytowania. Tacy dobrzy, tacy kochani.... Jakie szczęście, że się wyprowadzaliśmy! Teraz jest wszystko jak najlepiej, nie mogę znowu narzekać. A takich sąsiadów jakich miałam nie życzę najgorszemu wrogowi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana współczuję :/ Ale całe szczęście już nie macie z tym problemu. Ja się skrupulatnie trzymam wyznaczonych zasad, nie lamię ich. Śmiać mi się jednak chce że dorosła kobieta nad nami zachowuje się jak dziecko z fochem :P

      Usuń
  3. ja mieszkam na wsi i co prawda nie mam problemu ze studentami, ale wiejski monitoring to porażka!! każdy o każdym wszystkie wie, plotkuje, a wychodzą z tego różne dziwactwa.. masakra! ludzie przy ulicy, przed swoimi domami stawiają ławki (w mojej miejscowości akurat jest takich max 2-3, ale w sąsiedniej przy każdej działce!) i po prostu siedzą zgromadzeniami i obserwują co kto robi, gdzie, z kim itd.. mieszkam prawie na przeciwko sklepu, a w sklepie pełno pijaczysków z piwem, w zimie co chwila wychodzących przed sklep na papierosy i kiedy np. chłopak do mnie przyjeżdża, jego tato zatrzymuje się na naszym podjeździe, a ludzie ze sklepu- czy to ze środka przez okno czy ze schodów- wprost po prostu się lampią, bo nie wiedzą kto to i do kogo. normalnie aż czasami mi się nóż w kieszeni otwiera, jak moja babcia mi mówi, że jakaś starsza pani spytała ją z kim to ja się spotykam, jeżdżę itd.. normalnie, ugh. co za naród!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam okazję zasmakować przez jakiś czas tego o czym mówisz. podzielam Twoje zdanie - nóż się w kieszeni otwiera...

      Usuń
    2. Serio obchodzi Was co, kto mówi jeśli nie ma o czymś pojęcia? Takie podejście do tematu dla mnie osobiście znaczy tylko jedno - same jesteście dość podobne do tych, którzy się interesują. Mam różnych sąsiadów, sama pewnie też nie jestem idealnym lokatorem, ale... Zamiast oceniać innych i upadac do niskiego poziomu wolę zamienić kilka słów w windzie, utrzymywać przyjazne stosunki. Uprzejmosc i uśmiech dają więcej niż wydzieranie sie, że "moja racja jest ważniejsza bo dziecko płacze bo jest dzieckiem"... Ale to moje zdanie

      Usuń
    3. Anonimowa wierz mi, ja utrzymuje dobre stosunki z kim mogę - fajnie się dogaduje z mama dwóch synów z 3 piętra, z miłośniczka psów z 5 czy dwiema starszymi paniami obok. Jednak jeśli jest taka sytuacja ze ktoś zaczyna w jakiś sposób ingerować w Twoje życie - nie przejelabys się tym? Ja przestrzegam zasad mieszkania w bloku i nie chciałbym żeby ktoś uprzykrzal życie mi i mojej rodzinie tylko dlatego ze Julka się obudziła z płaczem w nocy.

      Usuń
    4. Czyli jesteś ponad innymi? Tobie może przeszkadzać chodzenie sąsiadki w nocy, ale sasiadce płacz Twojej córki juz absolutnie przeszkadzać nie może. Nie bo nie. Za bardzo emocjonalnie reagujemy, młoda jeszcze jesteś. Pewnie kiedyś zobaczysz to z innej strony. Tak jak Tobie należy się spokój, tsk należy się on starszej osobie, zwłaszcza jej. A ingerencja w życie? Sorry Winnetou, zwrócenie komuś uwagi słusznie lub nie - kiepska to ingerencja. IMO

      Usuń
    5. "Tobie może przeszkadzać chodzenie sąsiadki w nocy, ale sasiadce płacz Twojej córki juz absolutnie przeszkadzać nie może." - dla Twojej wiadomości w moim sąsiedztwie gdziekolwiek mieszkałam są rodziny z maleńkimi dziećmi. I tak jak mi ich płacz nie przeszkadzał gdy miałam 13, 16, 19, 21 lat tak nie przeszkadza mi teraz. Ja po prostu zdaję sobie sprawę z tego na co nie mam wpływu i czego nie da się zmienić, czego KTOŚ nie może zmienić... I jeszcze Ci coś powiem - sąsiadka (starsza pani!!) z mieszkania obok powiedziała że kobieta mieszkająca nad nami czepia się wszystkich i wszystkiego, nic jej się nie podoba, ma pretensje o wszystko i do wszystkich. I że normalny człowiek zrozumie że tak małe dziecko po prostu płacze z różnych powodów i tego się zmienić nie da. Ja usypiam Julkę w między 20-21, więc o 22 Julka już smacznie śpi a w nocy budzi się jedynie na pierś - oczywiście krótkim płaczem, przecież jak ma zasygnalizować że chce pierś skoro jeszcze nie umie mówić???? Nad sąsiadką z góry mieszka jeszcze jedna rodzina z dziećmi więc może to tam jest większy hałas niż u nas skoro dzieci jest dwójka i są to dzieciaki w wieku przedszkolnym??? My w nocy nie puszczamy głośnej muzyki, nie krzyczymy, rozmawiamy cicho, tv również chodzi ciuchutko jeśli coś oglądamy. Na złośliwości tej kobiety nic nie poradzę. I z tego co widzę i co słyszałam o niej, to raczej ona uważa że jest ponad innymi i skoro jesteśmy młodzi to może nam walić ile jej się podoba.
      A to, że jestem młoda nie oznacza tego, że reaguję na to emocjonalnie. Na wszystko patrzę z rozsądkiem, i o każdej sprawie myślę na spokojnie.

      Usuń
    6. hopeandfaaith@gmail.com30 kwi 2015, 19:16:00

      Jak na blog o modzie i kosmetykach to mie wiem po co takie posty dodajesz? Po to aby Tobie współczuć? Każdy z nas mieszka z ludźmi i takie rzeczy jakie opisałaś to dla mieszkańców bloków i może wsi to normalność i nikt z tego nie robi problemów.

      Hopeandfaaith
      www.hopeandfaaith.blogspot.com

      Usuń
    7. Czy Ty robisz sobie jakieś jaja? Nikt nie robi z tego problemów?:P To są problemy dlatego ludzie o tym mówią więc daruj sobie prawienie mi morałów. Poza tym to, jakie treści dodaję na SWOJEGO bloga, to moja sprawa.

      Usuń
    8. Nie prawię Ci morałów, tylko mówię jaka jest bolesna prawda. Tylko TAKIE treści na TWOIM blogu tworzą opinię o CAŁYM blogu. Plus od dłuższego czasu obserwuje Twojego bloga, ale jak wchodziłam to tylko mogłam zobaczyć że lecisz na współpracę z różnymi firmami i chwalisz się gdzie Cię nie zaproszono.

      Usuń
    9. To ma być bolesna prawda?:P A jaka to jest prawda?:P Sprawdziłaś w ogóle jakie kategorie są na moim blogu? Bo nie wydaje mi się żeby królowały wyłącznie moda i uroda... I nie TYLKO TAKIE TREŚCI tworzą opinię o moim blogu. Na opinię składa się całokszałt i o tym powinnaś dobrze wiedzieć. I skoro to jest mój blog to znaczy, że mogę bez problemu publikować opinie na różne tematy i to co tylko mi do głowy wpadnie. Jeśli Ci się to nie podoba to przecież nie musisz tutaj być, możesz wcisnąć krzyżyk. Co do współprac... Bloguję już tyle czasu, że jestem w stanie stwierdzić, że nie jest to nic rażącego ale widzę że ewidentnie masz z tym problem. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Oj znam to życie w blokach :/ U mnie właśnie najgorsi byli jak to napisałaś starsi samotni ludzie, może nawet nie samotni ale starsi:) Potrafili się czepiać w ciągu dnia dzieci że biegają pod ich oknem no masakra. Czepiali się że jeden chłopak podjeżdżał pod dom z głośną muzyką w aucie i to również w ciągu dnia:)
    Teraz nie mieszkam w bloku ale za płotem mam sąsiadów, na szczęście z nimi problemów nie mam :) Jedynie co nie umiem znieść to może wydać się śmieszne ale w domu obok naszego mieszka męża wujek który jest rzeźnikiem i kiedy słyszę jak przywożą mu świnię to łzy od razu mi się cisną do oczu:( Za chwilę wiem że będzie słychać straszny ryk, zawsze robię wszystko żeby tego nie usłyszeć:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, aż nie wiem co powiedzieć :/ W sumie Ci współczuję bo serducho by mnie ścisnęło... Pamiętam jak byłam u cioci na wsi mając 9 lat i widziałam jak zarzynają świnię na podwórku. Kazali mi nie patrzeć ale patrzyłam, i w sumie mnie to nie ruszyło :P (O.o) Gorszy był widok tego co z niej wyjmowali -_-

      Usuń
    2. Na szczęście zarzynania jej nie widziałam :) Ostatnio się zaśmiałam do męża że jeszcze kilka takich sytuacji i chyba zostanę wegetarianką :)
      A swoją drogą to śmiesznie tak mieszkać na wsi koguty mi tu pieją, świnie kwiczą:) Sąsiadów za ścianą nie ma ale zwierząt kilka się znajdzie :)

      Usuń
    3. nie no u mnie aż tak nie jest, może dlatego, że po prostu lubię schabowe:D a tak szczerze mówiąc staram się nie myśleć po prostu o takich rzeczach bo na samych warzywach, kaszach itp. bym nie wytrzymała:)
      i to jest fajna strona wsi. też lubię jak coś mi gęga pod oknem, choć na wsi nie mieszkam:D ale jakieś 300 m od mojego bloku jest osiedle domków i ktoś sobie chyba kupił koguta bo codziennie rano słyszę jak dziad pieje ;P

      Usuń
  5. Też nie lubię tego typu sąsiadów :D Życie w bloku jest ciężkie ehh, ale nie można mieć wszystkiego... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też sobie czasem tak wszystko tłumaczę:D

      Usuń
  6. Ja dodam jeszcze jedno - starsi ludzie bez opieki. Mam właśnie taką sąsiadkę, ponad 80 lat, ledwo chodzi. Przyszła do mnie raz, drugi trzeci - a bo się telewizor popsuł, a bo coś tam, z może bym jej kawy naparzyła. Najgorsze - ma toaletę na korytarzu i śmierdzi z niej bardzo często. Do tego kobiecina ledwo chodzi i często gdy akurat mnie napotka to prosi o pomoc w dostaniu sie ponownym do miekszania (wychodzi tylko do toalety). Jest absolutnie niesamodzielnia, nie wiem jak się dogrzewa, niby przychodzi do niej jakaś opiekunk ale rzadko ją widuję. W kńcu zgłosiłam sprawę do miasta (mieszkanie komunalne) i do MOPSu - sytuacja na chwilę się porpawiła. Kulminacyjnym momentem było jednak, gdy slyszałam stukanie i krzyk, wpadłam do jej mieszkania a ta leży na podłodze i się podnieść nie może. I co tu robić? Z jednej strony serce boli jak się widzi taką osobę, z drugiej strony to mam swoje życie i nie mam obowiązku zajmować się starą ssiadką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu u mojej mamy była taka sama sytuacja - skończyło się tak, że zabrano tą kobietę do domu opieki bo nie była w stanie się sama sobą zająć a w jej mieszkaniu była masa robali...

      Usuń
    2. niestety u nas to niemożliwe - babcia się na to nie zgadza, córki udają że się nie opiekują, wynajęły jakaś starszą babkę, która jej tam czasem posprząta czy jeść przyniesie. Ale ile razy byłam u sąsiadki jej pomóc to miała chłodno, brudno i...przykro! Cholera ma trzy córki, wnuczki. Córki pracują na wysoko postawionych stanowiskach i mają głęboko w d.u.p.i.e. matkę! Nawet jeżeli jej nie kochają, nie chcą wziąć jej do siebie to mogłyby się nie zainteresować inaczej. Oddać do DPS albo wynająć etatową pielęgnirkę... przecież jakby zrzuciły się trzy + emerytura babci (z tego co wiem nie taka mała) to by spokojnie starczyło! Złość mnie bierze....Sąsiedzi mówią, że najczęściej zawsze się pojawiąją jak babcia emeryture dostane....A na 100% będą tutaj bardzo często jak babcia umrze i będą mogły wykupić jej mieszkanie z bezcen. Samo centrum, ok 65m2 - atrakcja!

      Usuń
    3. Dokładnie, zawsze da się z tym coś zrobić... Ale Ty też nie jesteś od tego, żeby jej nie wiadomo ile pomagać. Od tego są instytucje i dzieci. Swoją drogą czasem się zastanawiam, że może taka samotność jest uzasadniona? W naszej rodzinie jest przypadek taki, że dzieci nie odzywają się do rodzica bo puścił ich kantem, rodzic został na starość sam a nikt z nim kontaktów trzymać nie chce. W sumie się nie dziwię...

      Usuń
  7. ja jakoś nigdy nie mialam problemów z sąsiadami, ale to dlatego, że całe życie mieszkałam na wsi, cisza, spokój, najbliżsi sąsiedzi byli oddaleni o jakieś 150 m od domu :) ale za to trzeba było uważać co się gdzie na dworze zostawia bo rano już mogło tego nie być ;/
    teraz częściowo mieszkam w mieście i niektórzy sąsiedzi są okropni...nie jestem przyzwyczajona do hałasu, do łażenia w szpilakch ok 3 w nocy w tą i z powrotem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko kochana to gdzie Ty mieszkasz, w sąsiedztwie Carrie Bradshaw?:D
      Żarcik kosmonaucik:D

      Usuń
  8. Znam ten problem! Kiedy piszę te słowa, właśnie nade mną trwa impreza, niby jest dopiero po 21, ale nauczona doświadczeniem wiem, że będzie trwała do 3 albo 4. Chodziłam, prosiłam nic nie pomaga, za to o 3 nad ranem często budzi mnie... gitara elektryczna.
    Wydaje mi się, ze problem jest w tym, że ludzie, którzy mieszkali wcześniej w domu i nie musieli myśleć o sąsiadach, nagle mieszkają w bloku, gdzie ściany są praktycznie z papieru... no cóż, ale troche szacunku do innych ludzi by nie zaszkodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo zdanie kochana! A gdy tylko okazuje się że takie imprezy są codziennie, to jest dopiero hardcore. Poważnie, nikomu nie życzę, szczególnie jeśli ma nadpobudliwe dziecko/dzieci...

      Usuń
  9. Chyba mam wyjątkowe szczęście. Nigdy, nie miałam żadnych problemów z sąsiadami, a i mi się wydaję, że nie jestem uciążliwa dla sąsiadów. Tylko raz w życiu słyszałam muzykę do 5 nad ranem i nie mogłam przez to spać, ale nie wiem od kogo była ta muzyka, więc nawet nie miałam jak zwrócić uwagi.

    U mnie nikt nie plotkuje, nie imprezuje, nie ma starszych, samotnych sąsiadek. Jedyne co mnie wkurza to czasem smród papierosów na klatce schodowej, wrrr, ale jakoś mogę to znieść ostatecznie, bo nie spędzam tam aż tyle czasu.

    OdpowiedzUsuń
  10. O kochana znam ten bol.. Tez mieszkam w bloku, 6 mieszkan z czego 3 zajmuje moja rodzina, 1 stoi puste. Ktos by pomyslal- warunki idealne, ale nie. W dwoch pozostalych mieszkaniach sasiedzi sa okropni! Drzwi na przeciw mnie mieszka mowiac wprost alkoholik. Nie dba o czystosc, lubi czesto imprezowac, a w dodatku sprowadza same nieciekawe osoby. Kiedys zerkalam przez wizjer jak wlasnie kilka osob od niego wychodzilo, patrze a pewna pani po prostu zabiera buty, ktore staly przed drzwiami! Pomijam juz fakt, ze jak otworzy drzwi to na calej klatce pachnie jak w gorzelni.. Druga sasiadka- starsza osoba, z nia nie ma problemu. Gorzej, ze od zeszlego roku mieszka u niej corka ze swoja 17 letnia corka. Od tej pory nie mamy spokoju. Albo chodza w szpilkach po mieszkaniu, albo mloda pisze z kims na fb i ma wlaczony na full dzwiek powiadomien co slychac nawet przez zamkniete okno, juz nie mowiac o tym, ze jak mloda chce posluchac muzyki to razem z nia musi jej sluchac caly blok. Mama tej nastolatki kreuje sie na mega czyscioszka ot perfekcyjna pani domu i kazdego nazywa balaganiarzem, a sama podczas wymieniania drzwi w swoim mieszkaniu pozamiatala gruz i caly ten balagan po czym podrzucila to na wycieraczke mojej cioci. Sasiedzi tez bardzo lubia palic papierochy na klatce- jak otworze drzwi to w mieszkaniu czuc tylko fajki a nienawidze ich zapachu.. naprawde niektore osoby powinny zyc na bezludnej wyspie. Rozpisalam sie troche ale odrazu mi lzej :) pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma sprawy, trzeba sie czasem wygadac:D podziwiam Cie za to, że dajesz radę :D

      Usuń
  11. Ja najpierw miałam za ścianą upierdliwego Cygana, który o 24:00 uaktywniał się i albo grał na akordeonie rzewne piosenki, albo - dla odmiany - bił swoją konkubinę. Kiedy w końcu się przeprowadziliśmy, zadowoleni, że wreszcie jest cisza i spokój okazało się, że pod nami mieszka psychicznie chory babsztyl, dla którego głośne kaszlnięcie jest hałasem nie do zniesienia, a w ramach rozrywki - tak raz na pół roku - biega narąbana po korytarzu i grozi, że się zabije. Nad nami natomiast mieszka rodzinka z dwójką małych dzieci. Jedno bez przerwy płacze (co nam ogólnie nie przeszkadza, bo taka dziecięca natura), a zarówno matka jak i ojciec uznają, że zachowywanie się jak wyjce jest najlepszym lekiem na kolki syna. Próbują go przekrzyczeć MEGA donośnym "o o o o o", tłukąc się przy tym po domu. Drugi syn biega po meblach i skacze z tapczanu, względnie stołu/krzesła czy co oni tam mają. Jakby tego było mało raz w miesiącu babka za ścianą sprasza znajomych w środku tygodnia i robi imprezę pod tytułem "oto jest noc, bawmy się i radujmy się w niej". Taka sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak mieszkaliśmy wcześniej na innym osiedlu, mieliśmy złotych sąsiadów! Sami starsi ludzie - pomocni i bardzo życzliwi. Nie jacyś upierdliwce, którzy bardzo interesują się życiem. A tutaj? 50/50 i jestem w szoku, w pierwszym tygodniu, po wystawieniu wózka z piwnicy - ktoś zajumał Nam mały kocyk pod dupkę Nikolci.. wózek stał może jakieś 10 min, bo żesmy się wtedy ubierali. -.- Ale jedna sąsiadka działa mi już na nerwy, młoda i nie słyszy "dzień dobry" a jak Mateusz powiedział to od razu odpowiedziała, phi :D

    OdpowiedzUsuń

Miłe, ciepłe słowa a także szczera, kulturalna, i przede wszystkim - konstruktywna krytyka - wszystko jest dozwolone. To motywuje mnie najbardziej w blogowaniu!:)

Chamstwo i obraźliwe teksty lądują w koszu od razu.

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.