Przez ostatnie kilka tygodni bacznie przyglądałam się moim włosom. Wiedziałam już, że szkodzi im twarda woda która leci z naszego kranu. Niedawno doszłam też do wniosku, że przydałoby się ponownie liznąć tematu olejowania - przecież robiłam to kiedyś przez tak długi czas, i służyło to moim włosom! Oczywiście na dobry początek unikałabym olejowania u nasady, ale cała reszta, czemu nie? Przetestowałam wszystkie możliwe szampony i znalazłam idealny dla mnie na ten czas - zielony Natei z Biedronki. Ponadto zrezygnowałam z maski z żółtka jaja ponieważ moje włosy miały po niej jakieś jazdy.

Jedno mnie jednak zastanawiało - dlaczego od kiedy zapuszczam włosy, nigdy nie udało mi się ich zapuścić do talii, i za talię? Od początków mojego włosomaniactwa (od czasu do czasu) mam styczność z różnymi suplementami diety, które mają przyspieszyć porost i pomóc mi zapuścić włosy do takiej długości, o której marzę. Stosowałam również wcierki - Jantar i ulubiony Seboradin Lotion Niger. Seboradin oczywiście pomagał mi najbardziej, bo przyrost był spektakularny i pojawiały się nowe baby hair.
Ale nigdy, przenigdy, nie przekroczyłam magicznej linii zwanej TALIĄ!



(na zdjęciu włosy na przestrzeni około 2-3 lat - włosy nigdy nie były dłuższe i zawsze zatrzymywały się w tym samym miejscu)


Na dodatek w lutym zauważyłam, że włosy zaczęły mi bardzo wypadać. Miesiąc temu okazało się, że Julia wysysa z moim mlekiem całe żelazo i nic mi nie zostaje, dlatego nie rosną mi włosy i zwiększyło się ich wypadanie. Doktor poleciła branie silnych suplementów z żelazem dzięki którym zauważyłam przyrost.
Ale nie na włosach.
I nie na paznokciach palców u dłoni bo je obgryzam. (Boże, dopomóż w walce z takim paskudnym nałogiem!)


Przyrost okazał się widoczny na paznokciach u stóp! Postanowiłam nie zmywać czerwonego lakieru przez miesiąc i zobaczyć, jak mi pomoże kuracja żelazem. Okazało się, że mam 2 mm przyrostu, więc całkiem nieźle. Tylko po włosach nic nie widać...:(


Na co dzień borykam się z częściową suchością włosów (po myciu przez kilka godzin są suche i trochę szorstkie, stają się gładkie po kilku godzinach). Nie jest źle ale czasem odżywka nie daje rady. Maski są spoko ale bez szaleństwa - raz na dwa tygodnie. Po prostu od kiedy porowatość moich włosów uległa zmianie na niską, to takie środki zaczęły mi przeciążać włosy. Płukanka octowa dobrze sobie radzi, ale nie mogę jej stosować zbyt często. bo tak samo mogę przesuszyć moje kosmyki.


Wczoraj miałam całkiem fajne włosy. Umyłam je tylko szamponem i na całą długość nałożyłam odżywkę z Seboradinu, a po 5 minutach spłukałam ją silnym strumieniem wody z głową skierowaną w dół. Ale co będzie po dzisiejszym myciu włosów? Pewnie po wyschnięciu będą szorstkie, suchawe i niemiłe w dotyku a ładne zrobią się dopiero wieczorem... gdy skóra włosy zacznie wydzielać sebum :)) A przez noc mi się przetłuszczą. Tak to wygląda.




Jeśli by dalej mówić o długości, to przestałam mierzyć długość centymetrem krawieckim i postawiłam na dokumentowanie długości zdjęciami. Przyrostu nie ma i jestem tym bardzo rozczarowana...:( Bardzo marzyłam o długości do pasa, jednak nie spełniające się marzenie po prostu męczy.


Dlatego po prawie pięciu latach włosomaniactwa pomyślałam o ścięciu włosów. Skoro od jakiegoś czasu są dla mnie problematyczne, plączą się, twarda woda je przesusza (a pielęgnacja to szukanie złotego środka który ma łagodzić skutki używania twardej wody), gdy śpię lub leżę z rodzinką i oglądam coś w tv to zawsze ktoś położy mi się na włosach i mi je wyrywa. Na dodatek nie mogę ich zapuścić i bardzo się z tym męczę ponieważ nic się nie zmienia. Potrzebuję trochę włosowego oddechu i stwierdziłam, że zmiana fryzury będzie dobrą decyzją. Dzięki obcięciu włosy trochę odpoczną i myślę, że wyjdzie im to na zdrowie. Pomyślałam o fryzurze zwanej long bobem która jest baaardzo uniwersalna i pasuje prawie każdemu :)) Nawet jakieś dwa tygodnie temu zaczęłam pokazywać moim Fejsbukowym obserwatorom inspiracje z Pinteresta!

Zważywszy też na to, że posiadam całkowicie naturalne, niskoporowate włosy, pomyślałam o tym by po ścięciu oddać je fundacji Rak'n'Roll, która darowane włosy przeznacza na wyrób peruk dla kobiet, które walczą z rakiem. Jednak minimalna długość włosów jakie można oddać to 25 cm, więc fryzjerka po wybadaniu sytuacji powie mi, czy łapię się w kryteria. Jeśli odpowiedź będzie pozytywna to będę bardzo szczęśliwa ponieważ moje włosy przydadzą się komuś kto swoje utracił i nie sprzeda ich żadna chytra na kasę fryzjereczka :))
Poza tym darowane dobro kiedyś wróci... więc czemu nie?:))




Tym małym podsumowaniem kończę dzisiejszy wpis i szykuję się do następnego :) Życzę Wam kochani miłego dnia:) Ściskam!