Kto czyta moje wpisy ten wie, że Julia przeżywa właśnie bunt dwulatka. Moja mała Jula, mój mały high need child właśnie się buntuje! Codziennie histeryzuje i niesamowicie się złości. Teraz jest chyba apogeum wszystkiego bo mam wrażenie, że ktoś podmienił mi dziecko. Nawet jeśli od urodzenia była z niej straszna maruda wymuszająca wszystko płaczem, to teraz mamy totalny odjazd. Albo dosłownie - hardcore. Czy jest coś jeszcze? Oczywiście! Pchające się od miesięcy trójki - no żyć nie umierać! Od jakiegoś miesiąca nie potrafię normalnie odpocząć.
Po prostu nie potrafię, bo przez cały czas chodzę bardzo spięta - najbardziej na spacerach lub w sklepie gdy jestem pewna tego, że z jakiegoś powodu wybuchnie. Wszystkie mamy pewnie wiedzą co się po tym dzieje? Ryk na całego, mała jest głośniejsza niż syrena strażacka. Wstępują we mnie różne emocje, i choć to całkiem naturalne, to bardzo często duszę to w sobie. Złość siedzi w mojej głowie bo nie mogę stracić cierpliwości przy małej. A do tego gniew i bezradność, bo czasem po prostu nie umiem uspokoić swojego dziecka. Starsze osoby i mamy z dziećmi rozumieją mnie, zdecydowanie. Resztę mam w nosie. Ale mimo wszystko mam cholerne wyrzuty sumienia i czasem mam ochotę płakać od emocji, choć wiem, że to część naszego życia i wychowania maleństwa. I że trzeba to przejść. I jakoś mi lepiej, jak o tym pomyślę. Bo wiem, że ona nie potrafi jeszcze wyrażać emocji w inny sposób. Wiem, że jest naprawdę mądra! Choć jeszcze nie mówi płynnie (no błagam, nie wymagajmy tego od niespełna dwulatki jak zrobiła to pewna pani doktor) to świetnie umiemy się ze sobą dogadać. W nocy nie woła mnie już płaczem. Ona po prostu krzyczy ze swojego pokoju "Mamo!". Gdy zdarza się, że wstaje wcześniej ode mnie to budzi mnie, prowadzi do kuchni i pokazuje palcem, że chce usiąść na blacie. Tak pokazuje, że jest głodna i chce jeść. Gdy chce na spacer, przynosi buty. Gdy chce, żebym zmieniła jej pieluchę to idzie do łazienki i opiera się o wannę bo trzeba umyć jej pupę ;) Nasze dziecko potrafi nam przekazać naprawdę wiele. I już nie mogę się doczekać tego, jak będzie lepiej mówić (bo bebla po swojemu) bo wiem, że będzie nam 100 razy łatwiej!:)) Choć wiem, że będzie marudzić, stękać... Ale będzie więcej cudownych chwil które zniwelują wszystko to, co złe :))

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie kilka dni poza ścianami naszego małego mieszkanka, było totalnym wybawieniem! Pomimo dostępu do internetu w jakiś sposób się wyłączyłam i cieszyłam się tym, co jest wokół. Choć nie do końca odpoczęłam (bo jakby nie patrzeć, to od jakiegoś miesiąca nawet nie potrafię odpocząć tak jak bym chciała) to nawet trochę mi się udało i w pewnej części wróciłam zrelaksowana. Myślę, że to właśnie moja ukochana przyroda, dużo jedzenia i chwilowa zmiana otoczenia pozwoliła mi na chwilę relaxu. Teraz przydałby się tylko mały resecik!