Wiecie że kocham przyrodę. W jej otoczeniu czuję się odprężona i naprawdę zapominam o wszystkich problemach. Szum drzew kołyszących się na wietrze zdecydowanie mnie uspokaja a do domu wracam jako zupełnie inna osoba. Tak się dzieje wtedy... gdy las nie jest zaśmiecony na maksa. O ile w koronach drzew nikt nie naśmieci, to sprawa gorzej ma się na samym dole. Zaśmiecona ściółka leśna mrozi mi krew w żyłach i sprawia, że czuję się poirytowana. Moja okolica to praktycznie lasy. O ile strona południowo wschodnia jest we wspaniałym stanie, nie unoszą się nieprzyjemne zapaszki a przyroda ma pełne pole do popisu, to po drugiej stronie sytuacja zmienia się diametralnie. Ludzie nie znają umiaru i robią z lasu wysypisko śmieci. Tłuką butelki na ziemi, wywalają worki ze śmieciami na środku lasu, opakowania po batonikach lądują przy ścieżkach... Nic mnie tak nie wkurza, naprawdę. Nie tylko dlatego, że razi to moje oczy. Nie tylko dlatego, że to po prostu nieprzyjemne. To po prostu niebezpieczne dla mojego dziecka. Nie daj Boże ucieknie mi z rąk, pobiegnie przez ścieżkę a szkło wbije się w podeszwę małego bucika i zrani jej stópkę. Albo Julka potknie się i upadnie nań... Nie chcę myśleć, co by było dalej. Albo samo podnoszenie śmieci ze ściółki... Nie tak powinno wyglądać odkrywanie lasu, zdecydowanie nie tak.


Wiecie, czasem zastanawiam się jakim trzeba być człowiekiem, żeby robić takie rzeczy. Naprawdę. Już mniej denerwuje mnie widok pijanej laski sikającej pod sklepem w Sylwestra, niż zaśmiecony las. W mieście służby sprzątają codziennie, w lesie nie. I myślę sobie - jeśli człowiek jest zdolny do tego żeby krzywdzić nasz wspaniały, zielony ekosystem - to do czego jest jeszcze zdolny? To nie jest mała rzecz, to nie jest najmniejsze zło. A czuję, że zaśmiecanie przyrody to tylko mały krok do robienia gorszych rzeczy od wandalizmu począwszy. Choć nie zapominajmy, że robienie śmietnika z lasu też jest wandalizmem.


Nigdy w życiu nie wyrzuciłam ani jednego śmiecia na łono naszej wspaniałej przyrody. Opakowania po jedzeniu czy zużyte chusteczki zawsze wrzucałam do swojej siatki którą potem wrzucałam do śmietnika. Z pampersami jest tak samo - zawsze, ale to zawsze chowam je do foliowego woreczka i wyrzucam do śmietnika, co przepraszam bardzo ale nie jest żadnym wielkim wyczynem i tak trzeba robić. A mówię o tym tylko dlatego, że pampersowe kwiatki na ściółce też nie raz widziałam. Wyrzucanie pieluch to dopiero świństwo, serio.


Myślę, że w tym wszystkim nie muszę nawet wspominać o tym, jakie konsekwencje niesie robienie syfu gdzie popadnie, bo każdy o tym wie. I o ile ludzie wciąż walczą się o to, by nasze życie miało jak najmniejszy wpływ na naturę, to jest to walka z wiatrakami. Zawsze znajdzie się jakiś (nie będę się hamować) idiota i cham który w d... będzie miał to, że inni dbają o przyrodę i będzie niszczył efekty starań tych, którzy naturę chcą chronić.




Bajzel jaki napotkałam idąc przez 100 m leśnej ścieżki w kierunku Karczewa. Nic dodać, nic ująć...


Co mogę więcej powiedzieć...? Mogę tylko APELOWAĆ do tych nieszczęsnych bałaganiarzy, żeby się opamiętali chyba, że chcą żyć w smrodzie i brudzie do końca życia. My uciekniemy, bo z takich miejsc jak widzicie na powyższych zdjęciach, można tylko uciekać. I będziemy uczyć Julkę prawidłowych zachowań i nawyków.