Mój zachwyt nad miasteczkiem Hel, nie ma końca. Cały czas myślę o wspaniałości tego miejsca. Uwielbiam Hel nie tylko dlatego, że jest zalesiony, otacza go czysta woda i jest pełen militarnych zagadek których nie zdążyliśmy odkryć. Ma także piękny i bardzo klimatyczny port który jest w 100% morski. Dziwnie to brzmi? Nie szkodzi! Taka jest prawda. Pachnie nie tylko świeżo złowionymi rybami - w powietrzu unosi się specyficzna woń - każdy kto był kiedyś na kutrze, statku czy promie, wie o co mi chodzi. No i zapach morza... To wszystko miesza się i tworzy niesamowite wspomnienie. Bo i woń jest wspomnieniem. Moim na pewno!




Jeśli chcecie smacznie zjeść to polecam Wam sieć restauracji Kutter, a dokładniej smażalnię która znajduje się przy porcie rybackim. Trafiliśmy tam drugiego dnia po ogromnym rozczarowaniu kebabem który znajdował się na końcu mariny... I okazał się po prostu paskudny. Strata pieniędzy, nie polecam! Jeśli już mówić o smażalni Kutter, to za obiad dla dwóch osób faktycznie zapłacimy dużo. Ale naprawdę warto! Ryby są smaczne, surówek jest dużo, pieczonych ziemniaków czy frytek sieci nie szkoda a dodatki są tanie. Kucharze nie skąpią, jedzenie jest naprawdę warte swojej ceny. Byliśmy tak zadowoleni z obiadów w Kuttrze, że wracaliśmy tam do końca wyjazdu. Smażalnia oferuje także wędzone na miejscu ryby, które są naprawdę pyszne. Ze swojej strony polecam Wam turbota - był naprawdę wyśmienity! Miejsce w którym jedliśmy będzie mi się kojarzyć nie tylko ze smacznym jedzeniem, ale także zapachem wędzonek - od czasu do czasu kucharze otwierają komorę wędzarniczą z której wydobywa się aromatyczny dym. Niektórzy tego nie lubią, ale mi na myśl o samym zapachu ślinka ciekła :))