Czy jest pomadka która oczarowała mnie na równi z Color Boost od Bourjois? Oczywiście. To MAC Creme Cup Cremesheen - pomadka o najpyszniejszym zapachu świata.


Pomadka MAC była na mojej liście życzeń od dawna - w planach miałam zakup jednego z wymienionych odcieni - Hue, Angel bądź właśnie Creme Cup. Nawet stwierdziłam, że mogłabym wybrać sobie prezent od ukochanego na urodziny... I bach - wygrałam Creme Cup w konkursie! Chyba wisiały nade mną kosmiczne energie bo ja nigdy, ale to nigdy nie wygrywam nic w konkursach. Dziękuję kosmosie! Dzięki Tobie mogę się cieszyć pięknym kolorem na ustach i świetną jakością.


MAC Creme Cup zamknięta jest w solidnym i mocnym opakowaniu. Wykręca się ją bez problemu, nie skrzypi, nie wysuwa się opornie, mechanika (!) genialna jakby to głupio nie brzmiało. Zamknięcie jest bardzo dobre, nie ma szans żeby Macuś otworzył nam się w torebce. Jeśli macie bałagan w torbie to nie musicie się bać bo pomadka nie ulegnie zniszczeniu.


Kolor jest mocno napigmentowany a pomadka na ustach trzyma się jak dla mnie dość długo. Zjadłam ją z ust po 4 godzinach. To już jest sukces! Odcień jest ciepły, ale nie przesadzony. Pomadka jest kolorystycznie dość neutralna i pod tym kątem będzie zdecydowanie bezpieczna dla każdych ust. Wykończenie kremowe, nie jest to mat choć na pierwszy rzut oka tak wygląda.
Zapach cudowny bo słodki. Ale nie mdli od niego. Jest pyszny!
Jest tylko jeden myk. Musicie mieć wypielęgnowane usta bo w przeciwnym wypadku pomadka podkreśli Wam skórki.
W każdym razie polecam!



Kolor możecie zobaczyć jeszcze na tym zdjęciu... Jak widać, wszystko zależy od światła!