Podsumowanie kwietnia czyli mix zdjęć, trochę zwierzeń i ciekawe linki do obejrzenia

28 kwietnia 2017


Pamiętacie mój post o kwietniowych planach? Nie mogę uwierzyć, że czas od napisania tego wpisu minął tak szybko, a cały miesiąc zleciał jak z bicza strzelił! Spodziewałam się tego, że czas raczej wolniej minie a wychodzi na to, że wszystko poszło ekspresowo i niektórych rzeczy wręcz nie miałam czasu robić. Na dodatek postanowiłam, że koniecznie muszę zwrócić uwagę na swoje zdrowie co skutkowało tym, że z niektórych rzeczy rezygnowałam z pełną premedytacją.

Kwiecień był taki sobie. Serio. Często bolała mnie głowa, na cały miesiąc było kilka pogodnych dni, mała wkroczyła w kolejny, dziwny bunt a ludzie nie dotrzymywali słowa. Opowiadałam o tym na instastories i mówiłam, że wręcz przykro mi się robi jak widzę, gdy ktoś umawiając się ze mną na coś nie szanuje mojego czasu, podczas którego mogłabym zrobić milion innych rzeczy czy wykonać inne, ciekawe zlecenie. Stwierdziłam, że od tej pory będę współpracować w różnych kwestiach tylko ze zdecydowanymi osobami, które są konkretne i szanują cudzy czas. Koniec z niepewnymi rezerwacjami i dramami przez które więcej tracę niż, korzystam.

Wspomnę o kwietniowych planach które miałam do zrealizowania. Szczerze Wam wyznam, że dziwię się, że nie zrealizowałam wszystkich, skoro było ich tak mało. Specjalnie dałam sobie mniej punktów do odhaczenia bo byłam pewna, że uda mi się to wszystko spełnić.
Postanowiłam, że zrobię konkretne, wiosenne porządki. Była to rzecz, która udała mi się najlepiej ze wszystkich! Zrobiłam także pierwsze kroki w upiększaniu mieszkania, a także piekłam, odwalałam swoją robotę i myślałam pozytywnie. Na dodatek zasadziłam zioła i sałatę a także jeszcze bardziej dbałam o siebie. Jedyne co mi nie poszło, to punkt 5, bo denerwowałam się często, co jeszcze częściej mnie wykańczało. Może dlatego tak bolała mnie głowa.



Ale kwiecień nie obył się bez przyjemności. Miałam okazję uczestniczyć w fantastycznych warsztatach kaligraficznych połączonych z częścią florystyczną, które odbyły się w Her Eyes Studio na ul. Hożej w Warszawie. Choć robiłam to pierwszy raz i było to męczące, to przyznam, że podobało mi się i mam rękę do takich artystycznych rzeczy. Spacerowałam po najpiękniejszych uliczkach pod słońcem. Pichciłam, piekłam, miksowałam. Wróciłam do ulubionej książki i grillowałam. Krótko cieszyłam się słońcem, by przez resztę miesiąca wkurzać się na beznadziejną pogodę. Złościłam się, tęskniłam, śmiałam do rozpuku i cieszyłam ile się da!
Czas był spędzony w dechę!



Apropo pieczenia i słodkości... Przedstawiam czwórkę moich ulubieńców :))



Jeśli chodzi o bloga, kwiecień był całkiem lekki. Na dodatek dostałam przepiękny komentarz od nowej czytelniczki, który niesamowicie podbudował mnie na duchu :)



KILKA FAJNYCH LINKÓW NA KONIEC MIESIĄCA

• "Czy chodzić z dziećmi do restauracji, czyli czyjaś chwila spokoju kończy się tam, gdzie zaczyna się wrzask twojego dziecka" u Miss Ferreira

• "Oxford - Harry Potter i Muzeum Historii Naturalnej" u mojej kochanej Laury. Polecam Wam zobaczyć ten post zwłaszcza, jeśli macie świra na punkcie Anglii i Harrego Pottera. Zwłaszcza Harrego!

krótkienóżki.pl czyli przepiękny blog o kobiecości i macierzyństwie. Blog w którym się zakochałam i będę go polecać ile mi się chce :D

• wegańskie przepisy, czyli np. wegańskie jajka sadzone, wegańskie delicje, tarta czekoladowa, majonez, i cała reszta! A w dodatku wegański haul zakupowy, czyli mój ulubiony wegański blog WEGUJEMY

• "Krótka historia hejterki" czyli o tym, jak Super Stajlery poradzili sobie z... aż nie mam słów by nazwać tą osobę, ale nauczka się należała!

pomysł na reklamę, który rozbawił mnie do łez :D

• przyznam, że pierwszy raz, spotykam się z tak cudownymi zdjęciami. Zdjęcia tej fotografki są całkowicie w moim stylu - jasne, przejrzyste, piękne i subtelne... Ta dziewczyna robiła zdjęcia na warsztatach kaligraficznych, i dwa z tych zdjęć zdobią dzisiejszy post. Koniecznie wpadnijcie do Yaryna Pochtarenko Photography.

Wielki HAUL wiosenny • TK Maxx, Rossmann, Romwe, second hand, Tiger, Simply Shop...

25 kwietnia 2017

 
Mamy prawie koniec kwietnia, więc przyszła pora na prawdziwy, wiosenny haul. Haule należą do lekkiej i przyjemnej tematyki, a że kwiecień był takim miesiącem na blogu, to pora go zakończyć czymś, co odrywa i pozwala się skupić na innych rzeczach niż te, z którymi borykamy się na co dzień. Dlatego też pojawi się jeszcze aktualizacja włosowa i jeśli zdążę, ciekawe linki znalezione w sieci. Na mocniejsze wpisy przyjdzie czas w maju, a teraz… Cóż mówić dalej, rozluźnijcie się!

____________________

Pierwszymi łupami będą oczywiście ubrania i dodatki. 
Byłoby tego więcej, gdybym pokazała tu męską część garderoby, 
ale skoro to blog kobiecy, 
to pozostanę przy rzeczach które kupiłam tylko dla siebie.




Moim ulubionym, odzieżowym łupem jest piżamkowa bluzka, 
którą kupiłam w lumpeksie za grosze. Choć jestem typem romantycznym 
i w głowie mi koronki, to nie mogłam się oprzeć czemuś, co jest 
nadzwyczajnie słodkie. Wiecie jak to jest – czasami, po męczącym dniu 
nie macie ochoty zakładać koronek, satyn itp. i albo wybieracie samą 
kołdrę (czyt. śpicie bez niczego, a obok leży szlafrok), albo absolutnie słodką, 
przytulną piżamkę. Czuję, że dziś będzie ten wieczór, podczas którego 
wezmę gorącą kąpiel, założę najsłodszą piżamkę świata, zrobię pyszną 
herbatę i ukroję sobie kawałek ciasta. 
A potem najzwyczajniej w świecie położę się do łóżka. 
To lubię!




Kolejne łupy to koronkowe staniki z Simply Shop
Dosłownie przed chwilą mogłyście przeczytać, że w głowie mi koronki, 
więc ta część garderoby nie powinna nikogo dziwić. Dla mnie biustonosze 
to nie tylko bielizna, ale i taka część garderoby, 
poprzez którą mogę wyrazić siebie. Dlatego nie noszę sportowych biustonoszy, 
ponieważ w środku mnie nie drzemie duch sportu, 
a także zwykłych, materiałowych, bo czuję się w nich bez wyrazu. 
Poza tym mam tego farta, że moje piersi mają taki rozmiar, że mogę 
jeszcze założyć koronkowy biustonosz :) 
Ten z kokardkami jest moim faworytem, bo gdy puchnę, 
to potrzebuję biustonosza, który potrafi utrzymać więcej. 
A on taki jest!


Różowa koszula w wiosenny wzór


koszula tutaj

Idąc dalej przez część odzieżową, jednym z moich łupów 
jest absolutnie przepiękna koszula z Romwe
Widzieliście ją w kwietniowej stylizacji i powiem Wam, 
że po ilości wejść widzę, że zrobiła furorę! Nie dziwię się, 
bo jest cudowna i w zasadzie to dołączyła do VIPowskiej 
części mojej garderoby. Miałam ją na sobie w niedzielę 
i nie mogę się doczekać, jak założę ją kolejny raz! :)


Granatowa sukienka w stylizacji


sukienka tutaj

Następna rzecz to ubranie zamówione z myślą o naprawdę ciepłych dniach. 
Mam nadzieję, że i one nadejdą bo to, co ostatnio dzieje się 
z naszą pogodą (nawet nie ostatnio, bo paskudna aura trwa 
od ośmiu miesięcy z małymi przerwami) to jakiś paskudny żart. 
Sukienka jest przepiękna, bardzo minimalistyczna
i co najważniejsze – nie za krótka, nie za długa. 
Przekonałam się niestety, że sukienki i spódnice sięgające
 ledwo za połowę uda, nie są dla mnie. Sukienki przed 
kolano lub do kolana są dla mnie najbezpieczniejsze 
i zakładając je wiem, że nie będę miała żadnej wpadki, 
dlatego ta ze zdjęcia jest ideałem.


buty na lato BLOG

____________________

W części kosmetycznej chciałabym Wam pokazać moje łupy z Rossmanna
które zakupiłam w czasie trwającej promocji. 
Tym razem jest niesamowicie skromnie, ponieważ jedynie uzupełniłam to, 
czego mi brakowało.


Zakupy Rossmann blog


Moim priorytetowym zakupem podczas tej promocji był tusz marki Maybelline
Do tej pory miałam mnóstwo tuszy i powiem szczerze – to jest mój faworyt! 
Pamiętam moje niezadowolenie, gdy po raz pierwszy użyłam go dwa lata temu 
i zaskoczenie po dwóch miesiącach, kiedy okazało się, że jest rewelacyjny. 
Potem były inne marki ale… nie było lepszego tuszu od Lash Sensational
Nawet Sexy Pulp od Yves Rocher nie przebił efektu, 
jaki dała mi maskara od Maybelline. 
Tusz kupiłam za około 17 zł.


W mojej kosmetyczce po raz pierwszy pojawił się normalny 
korektor pod oczy. Kiedyś miałam taki kosmetyk (bodajże z Wibo), 
ale pamiętam, że produkt szybko się zepsuł i nie nadawał się do niczego. 
Poza tym nie miałam potrzeby stosowania takich rzeczy, ale ostatnio 
stwierdziłam, że raczej przyda mi się normalny korektor. 
Postawiłam na serię Hypoalergenic, bo choć do samej marki Bell 
sympatii nie żywię, a trwałość mnie nie zachwyca, to podkład 
z serii hypoalergicznej był rewelacyjny i pomyślałam, 
że warto kupić korektor pod oczy. 
Przyznam, że produkt jest naprawdę niezły, i mam nadzieję, 
że zostanie ze mną na dłużej. 


Ostatnim łupem z Rossmanna jest kredka do brwi marki Eveline,
która jest absolutną nowością. Od dawna nie miałam kredki do brwi, 
ponieważ podkreślam je głównie cieniami z paletki Naked 
oraz żelem NARS, ale chciałam zobaczyć, czy podkreślanie brwi kredką 
będzie szło mi lepiej niż cieniami. Szczerze powiedziawszy wcale nie jest łatwiej, 
ale przynajmniej produkt długo trzyma się na miejscu. 
Jest ok.


VIANEK recenzja

____________________

Kosmetyki i ubrania to nie wszystko, bo nie mogłam się oprzeć, 
żeby nie kupić czegoś do domu. Mimo wszystko w tej kwestii jest naprawdę skromnie 
i ograniczyłam się do kilku rzeczy. 
Co najlepsze, tutaj nie mam faworytów 
bo podoba mi się naprawdę wszystko!




Świeczka to coś, co wpada mi w ręce zawsze i wszędzie. 
Oczywiście jeśli pięknie pachnie ;) Tą kupiłam w TK Maxx
nie tylko dlatego, że ma cudowny, kwiatowy zapach 
ale także dlatego, że świetnie wygląda. 
Po prostu lubię piękne rzeczy!


Produkty z Anglii
Zakupy z Tigera


Klaps z Tigera to bardzo szybki zakup za  10 zł. 
Zawsze gdy zobaczę coś w sklepie i zakocham się w tym 
od pierwszego wejrzenia, to dopóki nie będę miała tego w dłoniach, 
będę odczuwała swoistego rodzaju niepokój :D Klaps chyba 
na mnie czekał, bo zostało kilka ostatnich sztuk, 
a gdy przyszłam po niego, to była już naprawdę końcówka :) 
Przyda mi się nie tylko do dekoracji domu ale także jako gadżet do zdjęć.


Ceramika TK Maxx


Na sam koniec chciałabym Wam powiedzieć coś o miseczkach,
które widzicie na zdjęciach. Tak jak kilka poprzednich rzeczy,
je też kupiłam w TK Maxx i wzięłam po dwie sztuki każdego rodzaju.
Powiem Wam szczerze, że jestem zachwycona nimi na maksa!
Są prześliczne i niesamowicie stylowe :) Prawdę mówiąc,
różowe chyba bardziej przydadzą mi się do jako akcesoria do
wystroju wnętrza aniżeli do posiłków. Jeśli o posiłkach mowa,
to w złoto białych będę chętnie jadała płatki. Każdy ma swoje
dziwactwa a moje jest takie, że lubię jedzenie w pięknych naczyniach.
Samo jedzenie jest pyszne, ale wyobraźcie sobie,
jak pięknie musi wyglądać w takich miseczkach… Cudo!


Zrelaksowani? A może zainspirowaliście się czymś?
Życzę Wam pięknego dnia i ściskam mocno!
Marta

 

Jak zamierzam dbać o siebie na wiosnę? Dieta, aktywność i kosmetyki.

20 kwietnia 2017

Bikinii neopren pianka

Święta, święta i po świętach. Brzuchy zostały napełnione do granic możliwości, motywacja spadła maksymalnie. Nie wiem jak Wy, ale ja mam w tym momencie tą okropną chwilę słabości. Zmiana pogody i niskie ciśnienie strasznie mnie zmęczyły oraz sprowadziły moją efektywność do zera. Poranne wstawanie stało się męką i nieprzyjemnym obowiązkiem, którego nie chce mi się wypełniać. Słyszałam, że obecnie sporo osób tak ma, więc może nie jest ze mną tak źle? Mimo wszystko, gdzieś tam w środku moja motywacja kiełkuje i wiem, że pora wziąć się za siebie. Jeśli chodzi o aktywności przygotowujące nas do lata to kojarzycie, że mówi się, że ze wszystkim najlepiej jest zacząć już zimą? To oczywiście prawda.

W moim przypadku jednak jest tak, że zdawałam sobie sprawę z nawału zajęć i obowiązków przez które będzie na tyle ciężko, że nie będę miała siły na żadną dodatkową aktywność. Dlatego przez ostatnie 3 miesiące nie robiłam nic w kierunku lepszej sylwetki, bo nie miałabym sił zwłaszcza, że za nami długi i nieprzyjemny jesienno - zimowy okres.

Po minionych świętach Wielkanocnych jest łatwiej, bo wiosna oznacza ciepło, więcej słońca i dłuższy dzień, a co za tym idzie – łatwiej jest się zmotywować do każdej aktywności którą mamy w planach. Łatwiej jest też wcisnąć ćwiczenia w plan dnia bo przyjemniej jest ćwiczyć gdy DZIEŃ TRWA ;) Odchodzi także chęć na wszystko co jadamy zimą więc i z ciałem jest lepiej - spożywamy lekkostrawne, mniej kaloryczne posiłki, dużo warzyw i owoców, pijemy orzeźwiające napoje.  Dzięki odpowiedniej diecie i aktywności fizycznej pozbywamy się nadmiaru wody z organizmu, ciało staje się lekkie i czyste. Warto również dbać o ciało z zewnątrz i odpowiednią suplementację. Jesteście ciekawi jak zamierzam dbać o siebie na wiosnę, jak zamierzam się przygotować do lata i jakie są moje cele?


 


W tym roku wprowadzenie nowych nawyków rozpoczęłam nieco wcześniej niż w ubiegłym, więc będę mieć więcej czasu na doprowadzenia się do względnego porządku. Dla mnie to nawet lepiej, bo moje ciało bardzo szybko reaguje na nowe rzeczy i myślę, że po dłuższej pracy nad sobą, efekty będą lepsze niż w 2016 roku. Cieszę się z tego, bo zawsze gdy brałam się za siebie, to widziałam w ekspresowym tempie efekty brania suplementów diety oraz stosowania zabiegów, które mają poprawić wygląd mojej skóry.
Z racji tego, że z pewnych względów mam problem z suchością buzi i skóry na całym ciele, musiałam zadbać o większe nawilżenie i natłuszczenie. Dlatego też ponownie wprowadziłam do diety drób, spożywam tłuszcze i owoce (woda w owocach zdecydowanie lepiej się wchłania niż zwykła), a także złuszczam skórę oraz stosuję odpowiednie kosmetyki. Tym razem testuję mleczko od Garniera i antycellulitowe masełko do ciała, a także olej kokosowy od BodyBoom. W przypadku mleczka Garnier myślę o mocno wysuszonej skórze na całym ciele, a jeśli mowa o masełku do ciała od BodyBoom, to najzwyczajniej w świecie chcę sprawdzić, czy przy jego stosowaniu powiem części cellulitu „Precz!” ;) Oczywiście masełko antycellulitowe nie będzie stosowane solo, bo stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie robienie sobie takiego zabiegu jak bodywrapping. Robiłam to w ubiegłym roku, tyle że z użyciem zaparzonych fusów kawy. Te z BodyBoom parzone nie są, więc jestem bardzo ciekawa efektu, a pierwszy zabieg dzisiaj, więc trzymajcie kciukasy! Pora rozprawić się z pomarańczową skórką.


https://goo.gl/rT5Wua

Ten strój znalazłam TUTAJ



Skoro mam problem z suchością buzi, to pewnie zastanawiacie się jak zamierzam sobie z nią poradzić? Póki co używam zwykłego kremu Nivea ale w planach mam zakup TEGO cudeńka. Krem różany od MIYA to mój absolutny must have tej wiosny. Poleciła mi go Ania i nie mogę się doczekać momentu w którym go zamówię. Podobno jest świetny, idealnie nadaje się pod makijaż i nie zapycha porów i pięknie pachnie… A mnie kusi, bo to w 100% krajowy produkt stworzony przez dwie piękne Polki. Na razie nie mam swojego zdjęcia, więc pożyczam od Miya. Chyba mi to wybaczycie, co? :)


Blog motywacyjny


Wcześniej wspominałam o mojej diecie. Wiecie, że jeśli chodzi o nią, to tak naprawdę nie mogę sobie nic zarzucić? Ona wymaga po prostu ponownego wprowadzenia niektórych produktów, zwłaszcza jeśli myślę o pięknej cerze. Ostatnio mam wręcz obsesję na punkcie mojej cery i suchości z którą się borykam, więc równie obsesyjnie wybieram w sklepie produkty które zamierzam spożyć. Zwracam szczególną uwagę na owoce które zawierają sporo wody (m.in. truskawki, winogrona czy arbuzy) ale i na ten jeden jedyny, tłusty – prościej mówiąc, awokado. Do dań i przekąsek dodaję olej rzepakowy, dzięki czemu w mojej diecie nie brakuje tłuszczy. Na dodatek zaczęłam znowu jeść kurczaka którego przestałam spożywać kilka miesięcy temu przez najzwyczajniejsze obrzydzenie. Widzę, że moja cera choć sucha, to i tak różni się stanem od tego sprzed trzech tygodni. Mimo wszystko zamierzam o nią dbać jak najbardziej się da bo sucha cera to nie tylko dyskomfort ale i ból.

Czuję, że czeka mnie niemała walka, nie mniej jednak wierzę w to, że mi się uda. Muszę ją podjąć głównie dla zdrowia, bo sucha skóra czy cellulit niekoniecznie dobrze świadczą o stanie zdrowia. A Wy jakie macie cele?



Bunny cake czyli domowy torcik na Wielkanoc

14 kwietnia 2017

#bunnycake

Pamiętacie ciasto Oreo, które pokazałam na moim instagramie i stronie Klasyczne torty i ciasta? W ostatnim czasie miałam kilka chętnych osób na przepis na nie i nie dziwo, bo wyglądało przepysznie i tak samo smakowało! Tym razem postanowiłam wykorzystać jego wnętrze i zrobić go w zupełnie innym, wielkanocnym wydaniu. Kojarzycie Bunny cake? Jakiś czas temu przeglądałam instagram i pinterest w poszukiwaniu #unicorncake i przy okazji znalazłam króliczą, przeuroczą wersję! Motyw tak bardzo mi się spodobał, że postanowiłam wykorzystać go w okresie wielkanocnym. Nie dość, że kojarzy się ze świętami, to na dodatek jest po prostu słodki i motywuje mnie do zrobienia własnego #unicorncake. Ciasto jest pyszne, ale cieszę się, że to ciacho domowe, bo nie wykończyłam go tak idealnie, jak bym chciała. W mojej ocenie brak mu perfekcji o którą dbam, a winę ponosi pośpiech. Mankamentami są tu krzywizna (nie obkroiłam całości po przełożeniu) i za szybko nałożony krem. Jest to w 100% domowy wypiek więc nie przejmuję się aż tak i bez skrępowania podzielę się krótką recepturą.


SKŁADNIKI, WSKAZÓWKI I SPOSÓB WYKONANIA

Okrągła forma 15 x 6, wysmarowana cienko masłem

Biszkopt
3 jaja
125g mąki
100g cukru
opcjonalnie łyżeczka proszku do pieczenia
2 1/2 łyżki kakao

Przełożenie
Krem oreo: 4 ciastka oreo, 2x śmietanka 36%
Maliny
Mocna herbata do nasączenia biszkoptu

Obłożenie
Masa maślana (by ew. soki wypływające z malin nie zabarwiły kremu):
100g miękkiego masła
50g cukru pudru

śmietana 36% + śmietanfix + dowolna ilość cukru pudru

Dekoracja
garść białych pianek marshmallow
łyżeczka wody
cukier puder (1/2 szklanki, potem dodawać do uzyskania plastycznej konsystencji)
różowy barwnik spożywczy
złoty barwnik spożywczy

Uwaga! Masy plastyczne rozpuszczają się w śmietanie, więc jeśli tort ma poczekać na daną okazję to warto go obłożyć masą maślaną.

Jak zrobić biszkopt • ZOBACZ TUTAJ


Jak zrobić krem do przełożenia?
Śmietankę mocno schłodzić i ubić na sztywno. Ciastka Oreo pokruszyć i miksować ze śmietaną aż masa nabierze szarego koloru i będzie w niej widać małe kawałeczki ciastek.


Kolejność:
1. Upiec biszkopt.
2. Zrobić mocną herbatę, krem Oreo.
3. Biszkopt poprzekrajać na blaty (mi wyszły 4), nasączyć herbatą, przełożyć kremem i malinami, złożyć, schłodzić.
4. Masło ubić z cukrem pudrem, obłożyć nim całość. Cienka warstwa wystarczy. Schłodzić.
5. Ubić bitą śmietanę, schłodzić, obłożyć nią tort. Tort wstawić do lodówki.
6. Przygotować dekorację z masy marshmallow i udekorować nią całość.


Jak wykonać dekorację?

Pianki rozpuścić w kąpieli wodnej z odrobiną wody. Gdy się rozpuszczą, dodać cukier puder i mieszać. Jeśli masa będzie klejąca, dosypywać cukier puder i ugniatać do momentu, gdy całość osiągnie plastyczną konsystencję. Przy wyrabianiu masy plastycznej warto mieć czyste, lekko wilgotne ręce.
Z połowy wyrobionej masy ukształtować wałeczek. Rozwałkować nie za cienko i wyciąć kształt króliczych uszu. Z resztek białej masy uformować przymknięte powieki i rzęsy (pomalować złotym barwnikiem gdy przeschnie, można to zrobić również gdy oczy są przyklejone do tortu).
Resztę masy zabarwić różowym barwnikiem. Z kawałka uformować nosek, małżowiny uszne formować tak samo jak uszy.
Aby ustawić uszy na torcie, należy je formować na wykałaczkach lub przepołowionych patyczkach do szaszłyków. Małżowiny przykleić lukrem do uszu. Wszystkie elementy suszyć kilka godzin (im więcej tym lepiej).

Powodzenia!



Wielkanocny mazurek Oreo

12 kwietnia 2017

Mazurek wielkanocny przepis blog

Jeszcze kilka dni temu zastanawiałam się nad pomysłem na mazurek wielkanocny. Nie chciałam czegoś z kajmakiem czy deseru rodem ze sklepowej półki. Postawiłam na ulubione smaki  i stwierdziłam, że prostota sprawdzi się najlepiej. Postanowiłam zrobić Oreową tartę z dwiema masami – ze serowo śmietanową i taką samą z dodatkiem ciasteczek oreo. Deser nie jest zbyt słodki a dodatkowej słodyczy dodają mu czekoladowe jajeczka które pięknie nadały wielkanocnego charakteru. Ten mazurek (właśnie dzięki jajeczkom!) jest banalnie prosty i diabelnie pyszny. Czas wykonania jest krótki, bo jak się uprzecie, to zrobicie go w jeden wieczór. Tarta musi jedynie postać troszkę w lodówce ale opłaca się, bo smak jest rewelacyjny!


Ciasto
150 + 50g mąki (do ciasta i do obsypania blatu do wałkowania ciasta)
80-100g masła
Jajko
Łyżka cukru pudru
8 ciastek oreo
3 łyżki kakao

Forma 18 cm
Papier do pieczenia
Rękaw do pieczenia + dowolna kasza do obciążenia ciasta w formie

Krem
Śmietanka 36%
Śmietanfix
Łyżka cukru pudru
4 ciastka oreo
Twaróg kremowy President 350g

Dodatki
Ciasteczka oreo
Czekoladowe jajka (ja wybrałam Milka i Galaxy)
Kwiaty do dekoracji


Ciastka pokruszyć drobno, wymieszać z mąką, kakao i cukrem. Całość posiekać z masłem a następnie z jajkiem. Ciasto zagnieść i gdyby było za rzadkie, dodać jeszcze mąkę, lub dla miękkości – masła (uprzedzam, bo miarka miarce nierówna). Następnie zawinąć je w folię spożywczą i wstawić do lodówki na około 30-60 minut. Po tym czasie ciasto wyjąć, blat posypać mąką i rozwałkować. Wyciąć kształt dna formy i paski na jej ścianki.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia (wyciąć kształt koła na wymiar) a następnie ciastem. Całość wstawić do zamrażarki na godzinę i po tym czasie dno formy z ciastem wyłożyć rękawem do pieczenia i wsypać dowolną kaszę, żeby ciasto nie spłynęło.
Piec w 200 stopniach przez około 20 minut. Po tym czasie wyjąć pakunek z kaszą i piec jeszcze około 10 minut.

Bitą śmietanę ubić ze śmietanfixem (śmietanfix + cukier puder) wg instrukcji na opakowaniu. Dodać twaróg i miksować aż masa będzie idealnie kremowa. Niecałą połowę tej masy przełożyć do innej miseczki, pokruszyć drobno ciastka Oreo i miksować aż krem nabierze szarego koloru i a okruchy będą nieliczne.

Gotową tartę Oreo wyłożyć kremem Oreo a następnie masą serowo śmietanową. Schłodzić i pod sam koniec udekorować ciastkami, jajeczkami i kwiatami.
Moja wskazówka -  pomiędzy dwie masy możecie położyć ulubione owoce. Proponuję maliny lub borówki albo truskawki.

Smacznego!

 

Różowa koszula w wiosenny wzór • ulica Próżna

7 kwietnia 2017

Koszula w japoński wzór

Nareszcie piątek! Miniony czas był bardzo intensywny, dlatego długo czekałam na ten dzień symbolicznie rozpoczynający weekend. Nareszcie jestem już na swoim miejscu, więc w końcu porządnie się wyspałam i weekend mogę przeznaczyć na działania o których myślałam. Mam całą listę rzeczy do zrobienia i modlę się o to, żeby się ze wszystkim wyrobić! Na szczęście pogoda nie będzie dopisywać (mówię to ja, wielbicielka słońca!) i będę mogła skupić się na tym, co mam do zrobienia, a planów trochę jest! M.in. będę przygotowywać jeden ważny projekt, i zamierzam opracować dwa przepisy na nowy tydzień. Do tego oczywiście dochodzą dwa teksty na bloga które zamierzałam opublikować w najbliższych tygodniach a także dom i rodzina :) Dlatego dzisiaj zostawiam Was ze wpisem z kategorii „Mój styl”, a że kilka osób wysłało mi do szufladki zapytania o tą bluzkę, to w opisie stylizacji zostawiam Wam link do niej.

bluzka TUTAJ
spodnie no name
torebka H&M
zegarek Daniel Wellington
buty Franco Sarto

Jeśli chodzi o samą stylizację to chętnie odpuszczę sobie długi monolog i powiem tylko, że razem z mamą i Julią wybrałyśmy się na zdjęcia na jedną z najpiękniejszych ulic w Warszawie. Oczywiście mowa o Próżnej i cudownej, wyremontowanej kamienicy którą widzicie w tle. Podoba mi się tam wszystko, na bruku kończąc. Poza tym, że ta ulica ma swój charakterystyczny, romantyczny charakter, to na Próżnej można znaleźć ślady historii. Jeśli podejdziecie bliżej do kamienicy naprzeciwko (tej nie wyremontowanej) i przyjrzycie się murom, to dostrzeżecie ślady po pociskach. To smutne, ale warto to zobaczyć.
W chwili obecnej jest po prostu przepięknie, i mam taką myśl, że… Jak dla mnie to właśnie tak powinna wyglądać Warszawa i wierzcie mi – gdyby tak było, to Warszawa byłaby jednym z najpiękniejszych miast Europy. A Wy jak myślicie?

Cudownego weekendu piękni ludzie!

Stylizacja biel róż pomysły
Stylizacja róż biel
Biało różowa stylizacja pomysły

8 najważniejszych rzeczy do zrobienia w kwietniu

5 kwietnia 2017


Dzień idzie za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem… I znów mamy kwiecień ;) Wszystko kręci się w swoim pięknym, ustalonym rytmie. Wystarczyły dwa ciepłe dni by listki wyrosły w koronach drzew a kwiaty zakwitły. W kwiecień weszłam z fajnym, marcowym nastawieniem, ale nie było żadnego boomu bo postanowiłam, że skoro mogę, to zacznę go spokojnie. Oczywiście 1 kwietnia nie był przyjemnym dniem dla osoby bez poczucia humoru. Miało to swoje skutki- częściej miałam focha aniżeli byłam miła w obyciu ;) Potem już było ok i razem z rodziną korzystaliśmy z przyjemności jakie dawało nam to wspaniałe słońce.
Po przepięknym weekendzie dałam sobie czas na wypisanie wszystkiego co chciałabym zrobić w kwietniu i niestety (!) zapisałam całe dwie strony miesięcznego plannera. Mam nadzieję jednak, że uda mi się ogarnąć wszystko co chciałam, bo choć jest tego wiele, to kilka rzeczy jest naprawdę priorytetowych. Część jest związana z ćwiczeniami własnego ja. Zachęcam do inspirowania się, bo może coś z tej listy Wam się przyda i dopiszecie to do must have miesiąca.


8 najważniejszych rzeczy do zrobienia w kwietniu:

1.    Zrobić konkretne, wiosenne porządki. Przejrzeć ubrania, bo może coś pofrunie do kogoś innego. Sprawdzić kosmetyki, bo może okaże się, że czegoś nie używam? Ogarnąć górę prania która urosła na komodzie w drugim pokoju bo nikt nie miał czasu tego złożyć. Posegregować naczynia w szafkach.

2.    Zrobić coś, żeby mieszkanie nabrało charakteru. Zdradzę Wam, że w tym temacie mój zmysł estetyki uległ znacznemu wyciszeniu kilka lat temu i kompletnie nie mam pomysłu co zrobić. Lepiej idzie mi dobieranie ubrań i dodatków w codziennym stroju, komponowanie smaków jakiegoś dania, dekorowanie ciast czy składanie pięknych moodboardów... W kwietniu stawiam na ramki ze zdjęciami, dodatki i świece. Może odniesie to jakiś skutek.

3.    Zlecenia. Po prostu zlecenia. Powiem Wam, że kiedyś myślałam, że praca i dbanie o dom to nic takiego, i w dalszym ciągu jestem w stanie stwierdzić, że to da się pogodzić. Ale dla mamy jest to naprawdę hardcorowe i jeśli druga osoba nie może pomóc Wam w takim samym stopniu jak Wy to robicie, to nie ma co się przemęczać. Zamierzam trochę odpuścić, zwłaszcza dla dziecka.

4.    Słodkości – torty, mini tarty, beza i prawdziwa, domowa szarlotka. Kocham piec i chociaż nie spamuję ciągle zdjęciami w tej tematyce to piekę. I to będę robić!

5.    Chciałabym mniej się złościć i uszczęśliwiać siebie małymi rzeczami. Niestety nawet krótki gniew potrafi wszystko zepsuć, a ja nie chcę się denerwować bzdurami nawet, jeśli czasem są bardzo potrzebne.

6.    W kwietniu zamierzam wykonywać ćwiczenie wdzięczności, myśleć pozytywnie, dbać o świeżość w głowie.  To naprawdę się przydaje w każdej dziedzinie życia i pomaga przetrwać w różnych chwilach zwłaszcza, jeśli czujemy, że zaraz nas coś trafi. Poza tym pozytywne myślenie można wykorzystać w wizualizowaniu własnych marzeń – pamiętajcie tylko by o swoich marzeniach myśleć w czasie teraźniejszym i bardzo namacalnie. Nie możecie wątpić!

7.    To czas na suplementowanie się od środka, i dbanie o włosy. Zadbam również o ciało i postaram się o zmniejszenie się cellulitu, tj. muszę biegać i chciałabym dodatkowo ćwiczyć zgodnie z jakimś programem ćwiczeniowym.

8.    Zasadzę zioła doniczkowe. Spróbuję posadzić sałatę.

A Wy macie swoje plany i zamierzenia na ten miesiąc?



Jak marzec stał się pięknym miesiącem, linki i polecenia / Moja nowa strona na FB

31 marca 2017



Uff! No i kolejny miesiąc za nami. Nadszedł koniec marca, więc przyszła pora na podsumowanie, czyli moje refleksje, ciekawe linki i polecenia. Zaczynamy!

Marzec był niezwykłym i bardzo energetycznym miesiącem. Rozpoczęłam go z ogromną werwą i przez całe 31 dni (a dziś jest ostatni, szalony dzień!) działałam na wysokich obrotach. Samo działanie na wysokich obrotach to nic takiego, bo najważniejsze jest odpowiednie samopoczucie i nastawienie. Jaką przyjemnością jest przeżywanie każdego dnia z werwą, jeśli mamy zły humor? Właśnie.

Mój humor był krótko mówiąc – rewelacyjny :D Czasem miałam gorsze momenty, ale szybko z nich wychodziłam. Siłą sprawczą były oczywiście pozytywne myśli, o których istnienie dbam zawsze w najmniejszym calu. Pomagała mi też moja intuicja, która zawsze jest niezawodna. Plus ulubiona muzyka, ulubione książki, które mogę czytać nawet 100 razy i mi się nie znudzą oraz filmy, które mogą być kilkukrotnie powtarzane przez stacje telewizyjne, a dalej będą wzbudzać we mnie mnóstwo emocji. Poza tym obserwowałam budzącą się do życia przyrodę, odwiesiłam zimowe kurtki na następny sezon, wygrzewałam buzię w słońcu i objadałam się przepysznymi Kaktusami. Marzec był w dechę!

Pierwszy wiosenny miesiąc był dla mnie także miesiącem przemyśleń i refleksji. W marcu jest coś specyficznego i jednocześnie magicznego, różne rzeczy można zacząć od nowa lub całkowicie zmienić punkt widzenia. To właśnie w minionym miesiącu przyszedł moment, w którym zdałam sobie sprawę, że nic nie będzie warte więcej niż moja rodzina. Robienie czegoś kosztem wolnego czasu z nimi jest po prostu słabe. Dążyć do spełnienia marzeń mogę z moimi najbliższymi, w których mam po prostu oparcie. Ale o tym innym razem, bo jestem tak przepełniona miłością, że pragnę to bardziej rozwinąć :)




Mamy przepiękny dzień i piątek. To doskonały moment na odpoczynek po aktywnym tygodniu. Zrelaksujcie się i odwiedźcie linki z mojego polecenia! :)

Zacznę od piosenki, którą usłyszałam w reklamie jednego z kanałów o tematyce domowej/wnętrzarskiej (?), i przepadłam. Te słowa idealnie oddają moje wszystkie uczucia. Zawsze, gdy ją tylko słyszę, gula staje mi w gardle, a oczy się pocą. Ale ze mnie wrażliwiec!



Standardowo chcę polecić posty u innych blogerów, więc zacznę od Marii z Ubierajsięklasycznie. Jest to jedyny blog o tematyce modowej, na który zaglądam regularnie. Ubierajsięklasycznie jest obecnie (moim zdaniem) bardzo rozpoznawalnym blogiem, ale wiem, że są jednak na tym świecie osoby, które nie widziały nawet takich blogów, więc chętnie się dzielę linkami, zwłaszcza że jest to wartościowa strona. Tym razem na tapecie jest wpis z mojej ulubionej serii (analiza kolorystyczna), czyli „Typy urody jak obrazy cz.3”. Polecam!

W marcu kilka razy miałam przyjemność odnaleźć różne, piękne blogi, jednak ten urzekł mnie najbardziej. Co jest zabawne, jego autorka pamięta mnie od czasów Smallrosie, więc tym bardziej jestem pod wrażeniem :D Wpadajcie na Krótkie Nóżki – gwarantuję Wam, że się nie zawiedziecie, a co więcej – zakochacie!

Tak jak odwiedzam regularnie Marię, tak systematycznie wpadam do Julki. Jula wrzuciła ostatnio dwa mega fajne wpisy – pierwszy o braku akceptacji naszych pasji przez najbliższych, a drugi z instrukcją na woreczki na żywność. Po co te woreczki? Chodzi o to, by ograniczyć produkowanie śmieci. Jeśli chcecie poczytać o tym, czyli o Zero Waste, to obczajcie jeszcze TEN post. Daje do myślenia!

Organizacja i porządek dnia to temat bardzo mi bliski, ale w tym poście na blog.Stabrawa zachwyciły mnie przepiękne zdjęcia. Zobaczcie!

I na koniec chciałam Wam polecić post u Riennahera, jednej z moich ulubionych blogerek mieszkających w UK. Czy pierścionek zaręczynowy ma znaczenie? Zanim ocenicie, koniecznie przeczytajcie!


Inspirujące Instagramy które chcę Wam polecić:

Moon__concept – za przepiękne zdjęcia i spójny profil
Lucky Dots – za cudowne suknie. Ta dziewczyna ma niesamowity talent! Koniecznie zobaczcie, może przyda Wam się sukienka na studniówkę, wesele a może nawet własny ślub?
Anicja – za piękne wnętrza, ciepło i cudowną estetykę.
Miss_Peonies – po prostu ją uwielbiam. No i jest Londyn ♥
Juso.Cakes – to moja inspiracja. Uwielbiam konta z normalnymi, klasycznymi tortami. Oczywiście nie mam problemu z tortami w stylu angielskim, ale dla mnie klasyka jest najpiękniejsza.
Womanatwindow – za cudowne, estetyczne zdjęcia. To jeden z moich ukochanych Instagramów!


Chciałabym Wam także polecić rewelacyjny przepis znaleziony u jednej z osób które obserwuję. Mowa o deserze/cieście Maxi King inspirowanym właśnie batonami Maxi King. Prawda, że wygląda przepysznie?:) Wpadajcie na profil COLAINSTA, bo tam właśnie go znalazłam. Colainsta, dziękuję za możliwość podzielenia się nim z moimi czytelnikami :)



A na koniec wpisu chciałabym się z Wami podzielić tym, z czego jestem dumna, czyli moim ciastem oreo, oraz linkami do moich artykułów, które moim zdaniem warto przeczytać, bo mogą się Wam przydać.

Tak więc przypominam o:

recenzji iPhone SE z kobiecego punktu widzenia
dlaczego warto zainwestować w paletki od Urban Decay?
dlaczego tak bardzo wierzę w siłę przyciągania?

Poza tym zapraszam do polubienia mojej nowej strony na facebooku czyli Klasyczne torty i ciasta :))


Pięknego weekendu cudowni ludzie!

Ps. Chcecie przepis na ciasto Oreo?:D

Włosowe podsumowanie marca

29 marca 2017


Nie wiem jak u Was, ale u mnie marzec pod względem włosowym nie był taki, jakbym chciała. Odstawiłam na jakiś czas CP i nie wcierałam Jantaru, bo chciałam zobaczyć, jak zachowają się włosy bez dodatkowego wspomagania. Nie mierzyłam ich też, bo zobaczyłam, że przeszły magiczną linię łopatek, a to mi całkowicie wystarczy. Moja pielęgnacja zewnętrzna również była prosta i nawet dodałam jeden produkt. O tym, czy się sprawdza, przeczytacie niżej.


Dlaczego włosowo marzec nie był taki, jakbym chciała?

Niestety dlatego, że dotkliwiej odczułam działanie twardej wody, jaką mamy w kranach. Tak jak kiedyś pielęgnacja i włosomaniactwo sprawiały mi niesamowitą radość (myłam je pod miększą wodą), tak teraz wkurzam się i nawet trochę męczę, bo włosy po spłukaniu twardą wodą zachowują się jak szczota. Odżywki pomagają, ale nie jest to efekt, jakiego bym oczekiwała. Spróbuję jeszcze zakwaszenia włosów przegotowaną wodą z sokiem z cytryny i zobaczymy, jaki to da efekt, bo poprzednie o próby z płukanką octową guzik pomagały.

Odkryłam także, że włosy zachowują się zupełnie inaczej w przypadku aplikacji tego samego kosmetyku przy użyciu miękkiej i twardej wody. Mowa o odżywce Pantene, która często sprawiała mi problemy – włosy się po niej strączkowały, chociaż dobrze ją spłukałam i miałam wrażenie, że w jakiś dziwny sposób wpływa na ich przetłuszczenie, choć nie nakładam jej na skalp. Żebyście wiedziały, jakie było moje zdziwienie, gdy użyłam tej samej odżywki przy użyciu miękkiej wody! Włosy były miękkie i sypkie, a ja miałam najpiękniejszy good hair day w moim życiu.
I teraz jest pytanie – jak mam zapuścić włosy, jeśli twarda woda robi mi z nimi takie „cuda”? To walka z wiatrakami, a zaszłam już naprawdę daleko. Ciągłe zakwaszanie wody też się mija z celem, bo co za dużo, to niezdrowo…


Czy zdarzyło się coś pozytywnego w kwestii włosomaniactwa?

Zdarzyła się jedna rzecz i mogłabym mówić o przyroście, ale to dla mnie pikuś, w tym przypadku nic nieznaczący. Dlaczego więc piszę o przyroście, ale umniejszam jego rangę? Bo jest on tak mały, że aż chce mi się śmiać. Zmierzę długość przed następną aktualizacją i zobaczymy, jak bardzo urosły ;)

Rzecz, o której mówię, to wydłużenie świeżości włosów. Dziwnie to powiedziałam, ale chodzi mi o to, że dzięki leczeniu hormonalnemu czas bez mycia wydłużył się z około 22 godzin, do 36, a czasem nawet do 40. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo choć włosy na drugi dzień nie są już tak rewelacyjne, to przynajmniej nie muszę ich myć na hej, bo po prostu nie są przetłuszczone. Przełom następuje właśnie po czasie około 1,5 doby i dopiero wtedy włosy zaczynają się charakterystycznie strączkować. To dla mnie znak, że leczenie hormonalne działa i udaje się zbić androgeny. Co prawda w tym miesiącu troszkę spuchłam, ale więcej ruchu i ciało wróci do normy.

W marcu zdałam sobie także sprawę z tego, że nie ścinałam włosów od… lipca!! Chcę jeszcze poczekać, bo jakby nie patrzeć, cały czas noszę czapkę i czasem chowam włosy pod szalikiem, więc ścinanie wydaje mi się bez sensu ;) Poza tym miałam okazję zobaczyć naprawdę zniszczone końcówki, więc moje to przy tym pikuś.


W macu używałam:
• szampony - Jantar, Timotei
• odżywki - Jantar w sprayu, Pantene
• olejowanie - olej rzepakowy



Na zdjęciach widzicie stan włosów w marcu. Podsumowując – jest ok, ale mogłoby być lepiej. Nie zadowala mnie taki ich stan. Nie sugerujcie się też ich kolorem, bo robiąc zdjęcia stałam w dwóch różnych miejscach, poza tym nasyciłam zdjęcia i dodałam kontrast, żeby zdjęcia nie były byle jakie (niestety surowe zdjęcia są praktycznie zawsze do poprawienia).

Muszę Wam powiedzieć, że ostatnio mam naprawdę niezłą zagwozdkę – zastanawiam się, jak zachowywałyby się włosy, gdybym jadła drób. Od paru miesięcy go nie jadłam, ale gdy mój Damian zrobił kurczaka, to próbując go, poczułam się tak jak w momencie, gdy mam jakieś niedobory i uzupełniam braki. Poza tym zauważyłam, że od jakiegoś czasu dokucza mi suchość cery, więc zastanawiam się, czy problem nie tkwi właśnie w tym… Dieta bezmięsna jest bardzo interesująca, ale z przyczyn zdrowotnych nie mogę z niej korzystać w pełni. Niestety wchłanianie żelaza roślinnego u mnie nie idzie, natomiast bardzo dobrze wchłaniam żelazo hemowe np. po zjedzeniu wołowiny. Co w związku z tym? Jestem osobą anemiczną, której bez żelaza jest po prostu słabo. Poza tym, jeśli chodzi o włosy, to widzę różnicę między tym, jak rosły kiedyś, a jak rosną teraz. Oczywiście dodajmy, że długo karmiłam piersią, i siłą rzeczy rosły wolniej, ale jestem już 4 miesiące po zakończeniu karmienia i wszystko zdążyło się już unormować, więc jeszcze poobserwuję i zobaczymy co dalej.

Na dzisiaj kończę, bo wpis napisałam wcześnie rano, a muszę lecieć do codziennych obowiązków.
Ściskam mocno!

iPhone SE. Recenzja kobiecym okiem.

26 marca 2017

Recenzja iPhone wg kobiety


Niektóre wybory są naprawdę hardkorowe. Choć jestem kobietą i pierwszej lepszej osobie wydaje się, że laski mają każdorazowo problem z wybraniem czegoś, to tak nie jest. Ale prawda jest jedna – czasem ciężko jest się na coś zdecydować.

W moim przypadku było tak z wyborem nowego telefonu. Nigdy nie byłam zaprzyjaźniona z technologią i ciężko mi było cokolwiek wybrać. Miałam mnóstwo możliwości i kilka fajnych opcji, które miałam do rozpracowania. To dobre słowo, bo w przypadku wyborów rozpracowanie problemu jest całkiem okej.

Dlaczego zdecydowałam się na iPhone?

Miałam dość spacerowania z lustrzanką, która, choć robi piękne zdjęcia, jest ciężka i niezbyt komfortowa, gdy trzeba pilnować maluszka. Łapanie momentów wymaga pewnej szybkości, na co z lustrzanką nie mogłam sobie pozwolić. Potrzebowałam dobrego jakościowo, mobilnego rozwiązania.
Po 1,5 roku używania Huawei Ascend G620s, powiedziałam sobie – dość.

Miałam dość aparatu w moim smartfonie. Może i na początku używania był ok, ale z czasem jakość zdjęć zmieniała się na gorsze. Zdjęcia były niewyraźne, a po powiększeniu wyglądały tak, jakbym namalowała je akwarelą. Sprawy nie ułatwiał rozmiar, który jednak ma znaczenie. 14,5 cm smartfon lubił wypadać mi z ręki, a nie wszystko mogłam robić dwiema rękoma. Skutkiem jest stłuczona szybka. No bywa!
Mała pamięć telefonu (niby 8 GB, z czego zostało mi 4, a po odjęciu ¾ danych, zostawało raptem 200 MB) zmuszała mnie do rezygnacji z posiadania aplikacji, do których jednak lubiłam zaglądać, oraz do szybkiego przesyłania zdjęć na komputer i kasowania ich z poziomu telefonu. Nie przepadam za zbyt częstym wykonywaniem podobnych operacji, więc było to dla mnie uciążliwe. Byłam odcięta od aplikacji Snapchat, a co najgorsze, z instastories też miałam problemy! Logowanie się do bankowości elektronicznej było utrudnione przez wolny system. Nie korzystałam z aplikacji z poziomu telefonu takich jak poczta, Play itp. ponieważ system mnie z nich wyrzucał. Apek ściągniętych na mój własny użytek było zaledwie 5, a mimo wszystko korzystanie z nich było mozolne. Ograniczona pamięć telefonu nie pozwalała mi na swobodny użytek.

I na koniec, co nieco o Androidzie. Zawieszanie się telefonu jest kwestią pamięci, ale i systemu, a to chyba było za dużo jak dla mojego Huawei’a. Miałam dość wiecznie wieszającego się systemu, samoistnie wyłączającego się telefonu i wyłączających się aplikacji. Denerwowało mnie to, bo nie raz skasowało mi się zdjęcie na Instagramie, lub traciłam różne dane. Kilka razy telefon zresetował się przez jakiś błąd krytyczny i bałam się, że nie ruszy ponownie. Najgorzej było chyba wtedy, jak zacinał się przy połączeniach przychodzących i nie mogłam odebrać telefonu. Wrrr!
Gdy napotykałam poważniejsze problemy, kartę sim przekładałam do zastępczego UMI, którego pożyczył mi mój tata. W tym telefonie również zawieszał mi się Android, choć w przeciwieństwie do mojego Huawei Ascend, miał sporo pamięci wewnętrznej. Miałam tego dosyć i coraz poważniej zastanawiałam się nad zmianą telefonu, którego potrzebowałam nie tylko do normalnego używania apek społecznościowych, ale również do robienia przyzwoitych zdjęć w momentach, gdy zabieranie ze sobą lustrzanki mijało się z celem.

Po kilkukrotnym przemyśleniu sprawy zdecydowałam się na to, by spróbować czegoś od Apple. Nigdy nie miałam nic, co produkowała ta marka, a wokół słyszałam same pozytywy, więc pomyślałam – czemu nie? Od razu wiedziałam, że jak iPhone, to tylko SE – świetnie wygląda, dzięki fajnym wymiarom będzie trzymał się w mojej dłoni, zrobię nim fajne zdjęcia, a system może śmigać naprawdę nieźle. Kusiło mnie to, że iPhone SE posiadał wygląd iP5 i wnętrze iP6S. Zanim dokonałam ostatecznego wyboru, zastanowiłam się nad zakupem Samsunga Galaxy lub flagowca od Huawei, mimo to ciekawość wzięła górę i finalnie zdecydowałam się na iPhone.

Od zakupu minęły ponad dwa miesiące, a więc…


Jak sprawuje się mój iPhone SE?

System

System pracuje płynnie i nie zawiesza się. Interfejs jest banalnie prosty. Ekran główny również cechuje prostota – możemy tylko zmienić tapetę lub ustawić ikony według własnych upodobań. Nie ma również możliwości zmiany wielkości ikon czy dodawania niestandardowych gadżetów, co nie koniecznie może się spodobać gadżeciarzom i osobom lubiącym niestandardowe rozwiązania. Nie sprawia mi to jednak problemów, bo nie mam wielkiego widzimisię. Po dwóch miesiącach używania zdecydowanie mogłabym go polecić osobom starszym oraz takim, które szukają czegoś prostego w obsłudze i nie mają wymagań.

Design

O tym, że wygląd jest oryginalny i charakterystyczny jedynie dla Apple, chyba nie muszę mówić. O tym, że SE wygląda jak piątka, również! Telefon jest po prostu śliczny i bardzo kobiecy. Wybrałam wersję RoseGold, ponieważ kocham ten kolor. Telefon nie jest za cienki ani za gruby. Jest wystarczająco duży do trzymania w mojej małej dłoni i bez problemu zmieści się w małej torebce.


Personalizacja

Bardzo zaskoczyło mnie to, że telefon można zarejestrować na siebie. Na początku wydawało mi się to dziwne, ale biorąc pod uwagę różne rzeczy, myślę, że to naprawdę dobry pomysł. Konfigurując telefon w Apple, otrzymujecie pewne zabezpieczenia, konfigurujecie swój unikalny Touch ID i kod dostępu, który znacie tylko Wy. Można również skonfigurować funkcję głosową Siri, która rozpoznaje głos i wykonuje polecenia właściciela telefonu. Oczywiście na ten moment nie korzystam z tej funkcji, ale za to bardzo podoba mi się Touch ID, dzięki któremu tylko ja mogę włączyć mojego iPhone. Dzięki takiej konfiguracji telefon jest spersonalizowany i bezpieczny.


iPhone SE


Aparat główny i zdjęcia

Najwięcej oczekiwałam od aparatu i te wymagania zostały w 100% spełnione! iPhone SE został wyposażony w aparat o rozdzielczości 12 mpx, który idealnie odwzorowuje kolory i podkreśla szczegóły. Zdjęcia są ostre, nasycone i mają naturalnie ciepłą barwę, którą tak lubię. Gdy chcę zrobić zdjęcie, czas reakcji jest bardzo szybki i obraz wyostrza się ekspresowo. Bez problemu mogę zrobić zdjęcie przedmiotu z bliska, gdyż obiektyw pięknie rozmazuje tło. Aparat w iPhone SE posiada takie funkcje jak wideo, film poklatkowy, film zwolniony, panorama, zdjęcie i kwadrat, dzięki czemu możemy od razu kadrować obraz pod kątem Instagrama. Możemy także użyć samowyzwalacza, różnych filtrów, lampy błyskowej, trybu HDR i Live. Najfajniejsze jest w tym wszystkim to, że filmy możemy nagrywać w jakości 4K! Na razie nie korzystam z tego, bo nie mam gdzie zgrywać materiałów (zepsuł nam się laptop z Win10 i korzystamy z XP) a zdjęcia przesyłam za pośrednictwem poczty elektronicznej w przeglądarce.


iPhone SE Rose Gold recenzja


Aplikacje

Jeśli mowa o aplikacjach, to telefon zawiera wszystkie, które są potrzebne mobilnemu użytkownikowi – m.in. kompas, zdrowie, dom, wallet, notatki, przypomnienia… Ja korzystam jedynie z kalendarza, map, poczty, App Store, kontaktów i kalkulatora, a na wszelki wypadek zostawiłam sobie Znajdź oraz dyktafon. Apki, których nie używam, przeniosłam do dodatków, bo nie mogę ich usunąć (systemowe), a nie chcę, by robiły mi bałagan na ekranie. Ściągniętych aplikacji mam jedynie 10, a części i tak używam sporadycznie. Nie posiadam gier, bo grać nie lubię. No dobra, czasem sobie pyknę w pasjansa, ale szaleństwa nie ma.


iPhone SE Rose Gold recenzja


Dodatki

Do zestawu była dołączona ładowarka (wtyczka + kabel usb), narzędzie do wyjmowania kart sim oraz słuchawki. Apropo tego narzędzia – samo umieszczenie karty sim jest banalnie proste, ale musicie pamiętać, że do iPhone SE będzie Wam potrzebna karta mikro sim.
Jeśli chodzi o dodatki, to chętnie odniosę się do słuchawek, które były w zestawie. Przyznam szczerze, że na początku używanie ich było nieprzyjemne, ponieważ są duże, twarde i bolały mnie od nich uszy. Z czasem przyzwyczaiłam się i uważam, że są całkiem ok. Dźwięk jest czysty, mimo to chciałabym, żeby jednak przy słuchaniu dało się odczuć większy bass, którego jednak trochę im brakuje.


Minusy

Pierwszym minusem jest bateria, która przy ciągłym używaniu telefonu leci na łeb, na szyję. Dla mnie ciągłym używaniem jest kilkugodzinne siedzenie w social mediach, moderowanie komentarzy na blogu i słuchanie muzyki, tak więc zdarza się, że telefon muszę ładować dwa, a w hardkorowych sytuacjach nawet trzy razy dziennie. Przy normalnym użytkowaniu (jak nie mam czasu na instagramy, fejsy i inne tym podobne) telefon wytrzymuje mi dobę, czasem więcej. Mimo to uważam, że zakup power banka jest wręcz konieczny.
Drugim minusem jest przedni, słaby aparat do robienia selfie. Szczerze Wam powiem, że prawie go nie używam, bo czego można oczekiwać od 1,2 mpx? W Huawei miałam aparat przedni o rozdzielczości 2 mpx i szczerze Wam powiem, że nie widzę żadnej różnicy. Da się zrobić znośne zdjęcie w dobrym świetle, ale jeśli chodzi o gorsze warunki czy też noc, to nie ma mowy. Myślę, że zarówno w kwestii baterii, jak i aparatu przedniego Apple mógł się postarać. Szkoda.


iPhone Rose Gold


Podsumowanie

Po dwóch miesiącach użytkowania iPhone powiem Wam, że jestem naprawdę bardzo zadowolona z tego telefonu. Urzekła mnie prostota i minimalizm rozumiany poprzez brak zbędnych dodatków. Kocham go za piękny, kobiecy design i za BARDZO PŁYNNY, niezacinający się system. Jest to telefon idealny dla osób z małymi dłońmi (serio!) i ludzi, którzy stale korzystają z social mediów. Nie zawiedziecie się, jeśli oczekujecie naprawdę świetnych zdjęć. Tak jak wspomniałam, minusami są bateria i beznadziejny aparat do selfiaków, ale reszta naprawdę to wynagradza. Jeśli już długo korzystacie z telefonów z Androidem i jesteście ciekawi, jak zachowuje się iOS, to warto spróbować.
Nie tęsknię za Androidem, który, chociaż ładnie wygląda i daje możliwość personalizacji ekranu głównego, to mimo wszystko będzie sprawiać problemy. Jest to kwestia tego, że jest opracowywany pod różne telefony i logicznie rzecz biorąc – nie da się zapanować nad kilkoma wersjami naraz.

Nauczona doświadczeniami z poprzednimi urządzeniami, do telefonu zakupiłam żelowy case Mercury od Goospery, szkło hartowane 9h, i naklejany ring. Co najważniejsze – dla bezpieczeństwa nie daję telefonu nikomu do ręki, ale to raczej zrozumiałe;)

Kończąc, POLECAM :)

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.