Jest nowy rok, jest zapuszczanie, jest CP i jest Jantar. A do tego pod sam koniec roku karmienie piersią miało swój finisz. Wszystkie witaminy i składniki mineralne zostają już w moim organizmie, do tego suplementuję się i dzisiaj zaczynam wcieranie Jantaru... Wiecie, co to oznacza? Akcję pobudzania przyrostu włosów! Dzisiejsza aktualizacja pojawiła się w zasadzie po trzech tygodniach od ostatniej aktualizacji i grudniowego mierzenia włosów (41 cm), a już zanotowałam przyrost do 42 cm. To bardzo mnie motywuje, zwłaszcza że od końcówki sierpnia zanotowałam przyrost 7 cm, co daje około 1,4 cm na miesiąc, a do włosy mierzyłam pod koniec sierpnia, w połowie grudnia i na początku stycznia tak więc... zasuwają, oj zasuwają! ;) Wyobrażacie sobie, co będzie, teraz gdy już nie karmię małej piersią? :D Sama się zastanawiam, no ale zobaczymy!


Aktualnie stwierdzam, że moje włosy wyglądają po prostu przeciętnie :D Nie są jakieś zjawiskowe, a końcówki wymagają podcięcia, którego za nic w świecie nie chcę popełnić (ile można podcinać na miłość boską). Końcówki mogą się wykruszać same, póki co nie przyłożę ręki do pocięcia bo chcę zobaczyć, jaki efekt przyniesie zaprzestanie pocinania. Może nie będzie tak źle?
Moje włosy ponadto wymagają pilnego olejowania i maseczek więc w planach mam kupno oleju lnianego i mojej ukochanej maski WAX. Dlaczego akurat olej lniany? Skoro len występuje u nas naturalnie (pomińmy ilość gatunków:D), a sam olej cudownie wpływa na organizm, to dlaczego ma nie wpłynąć zewnętrznie w tak cudowny sposób na włosy? Do tego kuracja Jantarem (chyba dokupię jeszcze jedną butelkę odżywki, bo jest w Biedronce za 8 zł) i CP - myślę, że to da pozytywne skutki.


Muszę Wam powiedzieć, że ich przeciętny wygląd jest jak dla mnie efektem niestosowania regularnej i skutecznej pielęgnacji. Przez ostatnie dwa lata coś tam łykałam, coś tam wcierałam, używałam różnych maseczek, ale koniec końców zapominałam o tym i kończyło się na myciu i stosowaniu odżywek zewnętrznych. Latem 2016 roku zaczęłam brać Vigantoletten i tak naprawdę jest to pierwsza wewnętrzna pielęgnacja, do której się naprawdę przyłożyłam. Wiecie, co jest pocieszające? Baby hair które pojawiły się jakiś czas temu i pojawiają się nadal :) Muszę Wam powiedzieć, że dam z siebie wszystko, żeby je zapuścić. To taka moja deklaracja przed Wami, więc traktuję ją bardzo poważnie, a margines błędów jaki dopuszczam, jest minimalny. Trzymajcie za mnie kciukasy! :D
Ściskam!