W rok 2017 rok weszłam z cudownym, pozytywnym nastawieniem, a boom energetyczny, jaki mi dopisał był tak ogromny, że ruszyłam z kopyta z od razu i ten stan utrzymał się, ALE psychicznie. Fizycznie jestem zmęczona, choć mam ochotę zrobić wiele. Z tego też powodu pierwsze dwa tygodnie stycznia (plus jeden dzień!) były jednak spokojne i mogłam cieszyć się zewnętrzną ciszą oraz wsłuchać się we własne wnętrze. Oczywiście powiem szczerze, że z mniejszym skutkiem, bo tak duża ilość energii trochę w tym przeszkadza i zaburza odbieranie jakichkolwiek myśli płynących ze środka. Całe szczęście, że wewnętrzne „to coś” działa i dzięki temu nie straciłam orientacji, a słuchanie intuicji było bezproblemowe. Kto zna swoje wnętrze i umie odczytywać intuicję, wie, o co chodzi ;) A teraz zapraszam do przeczytania dwutygodnika, przy którym narobiłam się, jak nie wiem co. Love!

Nie wiem jak Wy, ale ja zauważyłam OGROMNĄ SENNOŚĆ podczas mrozów. Poważnie. Ogólnie, gdy zrobiło się bardzo zimno, to nie było dnia, podczas którego nie chciało mi się spać. Rano nie chciało mi się wstawać, wieczorem... I tu jest myk. Bo chciało mi się spać, ale nie mogłam zasnąć. Wiecie, jak to wygląda, wstajecie około 7 czy 8 i zabieracie się do tego, co macie zrobić. Kładziecie się między 23 a północą i NIC. Nie mogłam zasnąć, nie pomagały żadne metody, nawet słuchanie muzyki, które zazwyczaj mnie usypia. Ale rano wstawałam bez problemu. Okej.
Fizycznie mnie to zmęczyło i doprowadziło do tego, że moja cera zrobiła się ziemista i straciła nieco na jędrności. Na dodatek pomimo pozytywnego nastawienia i masy energii, fizycznie nie chciało mi się nic robić i zmuszałam się do robienia wielu prozaicznych rzeczy. Odnoszę wrażenie, że pomijając szarość za oknem, to niskie temperatury obniżają moją efektywność na dłuższą metę. Mam nadzieję, że jak temperatura trochę podskoczy, to będzie mi się łatwiej usypiało, a rano bez problemu wyjdę z łóżka.
A jedynym problemem ze wstaniem będzie to, że po prostu będzie mi zimno i zanim wyjdę z centrum relaksu, owinę się kocykiem. Jestę ciepłolubę.


zimowy czas - zima może być fajna!

Jeśli chodzi o branie suplementów, to kilka razy pominęłam CP. Często przez zapominalstwo i brak koncentracji. Jantar za to wcieram, bo bardzo zależy mi na przyroście.

Czas wykorzystywałam również na ćwiczenia z pozytywnego myślenia i wdzięczności. Często sobie powtarzałam, za co jestem wdzięczna i co jak co, ale jest to jeden z najprostszych sposobów do wprawienia się w dobry nastrój. Zaczęłam również okazywać moją radość i wykorzystywać do tego więcej ekspresji, która wcześniej cechowała wyrażanie mojego niezadowolenia. Moi znajomi z pewnością wiedzą, o czym mówię (hehehe:D), ale Wam też powiem - sprawa ma się tak, że gdy mówię o czymś, co mnie wkurza, to ilość energii, jaką poświęcam na wyrażenie tego, jest ogromna. To właśnie w tym tkwi cały myk, jestem ekspresywna nie wtedy, kiedy trzeba. Oczywiście wiem, że to w sumie dobre, bo pozbywam się nadmiaru gniewu, jednak powiedzmy sobie szczerze - czy nie lepsze będzie wykorzystanie tej energii do prawienia o czymś, co mnie cieszy? Zwłaszcza że ja po prostu KOCHAM ŻYCIE i cieszy mnie ono mimo wszystko :)))


ulubiona kawa i trufle domowej roboty / uśmiech / ulubieńcy kosmetyczni / inspo z pinteresta


Poza tym wkręciłam się w słodkości. Już dawno dostałam kopa, że mam to zrobić, ale dopiero niedawno naprawdę mogłam zacząć. Jedyne co mi przeszkadza to oczekiwanie na miliony monet, które chcę zainwestować w pudełka, podkładki, barwniki, akcesoria do mas plastycznych i tak dalej, i tak dalej.
Btw. Na razie pozostanę przy tortach klasycznych, z kremami. Masa cukrowa mnie przeraża :D


Wybór nowego telefonu zapoczątkował finisz pierwszych dwóch tygodni stycznia. Wybór był spowodowany kilkoma czynnikami, jednak najważniejsze z nich to potrzeba posiadania lepszego aparatu w telefonie i systemu, który się nie zacina. Od 1,5 roku używam Huawei Ascend g520s i o ile na początku było super, to po dłuższym czasie użytkowanie tego telefonu stało się uciążliwe. Prawda jest taka, że głównie chodzi o aparat. Zależy mi na tym, by zdjęcia były dokładne (jak na telefon) oraz na tym by były jasne (również jak na telefon), a to jest mi trudno osiągnąć nie tylko przez pogodę, ale i to, że w mieszkaniu wszystkie ściany są szare. No i widzę różnicę w jakości zdjęć, widząc, jak wspaniałe zdjęcia można robić telefonami, które pojawiają się od niedawna (i nie tylko) na rynku. Kiedyś moje 8mpx było spoko, teraz oczekuję czegoś więcej. Idąc dalej - system. Android po jakimś czasie zaczyna szaleć. Obecnie często zdarza się sytuacja, że wywala mi aplikacje, zacina się messenger, a snapa w ogóle nie używam i to w sumie nie dlatego, że mi się nie chce, ale ta aplikacja po prostu nie chodzi mi na telefonie. Ilekroć próbowałam coś obejrzeć, to nie dało rady. Jestem wymagająca, jeśli chodzi o social media, dlatego stwierdziłam, że zainwestuję w nowy model, a Huaweia odstąpię mojemu ukochanemu, którego nie interesują social media, nie wymaga tego, by aparat był cool i jedyne, z czego korzysta to Youtube oraz poczta meilowa. Oczywiście nie będę świnią (:D) i zainstaluję mu aplikację Aparat, bo patrząc na Huaweiowy aparat pod kątem telefonów obecnych na rynku, to mój sprzęt jest żałosny :D I tu przejdę dalej - do wyboru potencjalnego modelu telefonu, czyli co mi się podoba i czego się obawiam. W dokonaniu tego wyboru pomogli mi moi przyjaciele oraz obserwatorzy na instagramie. Oczywiście jeszcze go nie dokonałam, ale mam czterech kandydatów.


1. Honor 8, czyli podmarka Huaweia. W pierwszej kolejności biorę pod uwagę jakość zdjęć. W tym pomogły mi zdjęcia wykonane tym telefonem (można sobie zobaczyć w internecie) i powiem Wam, że jakość wygląda na, cóż mówić... perfekcyjną, mówiąc zarówno o zdjęciach z aparatu głównego, jak i frontowego. Jestem zachwycona, bo są naprawdę dokładne i szczegółowe a kolory powalają. Drugą sprawą jest design - prosty, minimalistyczny, luksusowy. Szalenie mi się podoba. Jakie widzę wady? Smartfon jest po prostu duży, większy od mojego obecnego telefonu. Wiem, że nie dam rady nim operować jedną ręką, a co idzie dalej, boję się, że go rozwalę, bo... obie strony pokrywa szkło i co idzie za tym jest śliski, a ja mam po prostu specyficznego farta i rozwalam takie rzeczy :D I wiecie co jeszcze? Android. Wszystko fajnie, ale gorzej, jak zacznie mi siadać :/

2. iPhone SE, czyli model o rozmiarach i wyglądzie iP5s i środku 6s. Aparat główny ma taki sam jak 6s, a z tego, co widzę, iPhony robią fajne fotki, ale kamera frontowa mogłaby być lepsza. Cechuje ją 1,2 mpx. Nawet mój Huawei ma 2mpx, więc hmm, bez jaj. Poza tym jestem ciekawa systemu od Apple. Nigdy nie miałam nic, co wyprodukowała ta marka i bardzo mnie ciekawi, jaki jest iPhone i czy iOS faktycznie jest tak prosty i płynny. W sumie to, że jest płynny wiem (moje lepkie rączki na spotkaniach zbadają każdy fajny telefon;D), a o reszcie chciałabym się przekonać. Idąc dalej, ten iPhone jest mały, bo ma nieco ponad 12 cm wysokości (mój Huawei ma 14 z małym haczykiem), i po prostu śliczny.

3. Samsung Galaxy S6 ma świetny aparat, bo w sumie co tu mówić więcej, wszystkie Samsungi takie mają :D Zbadane, obcykane. Ma jeden z najlepszych ekranów na rynku, ale cóż, to Samsung. Spodziewałam się tego, bo czego można się spodziewać po wyświetlaczu Super Amoled? Tak BTW, iPhone 8 ma taki mieć. Nie zdradza skąd, ale tego można się domyślić. Łapiecie?:D
Aparat i wyświetlacz - okej. To połączenie zwiastuje piękne, nasycone kolorami zdjęcia. Lepiej być nie może. Tylko co, jeśli telefon jest po prostu ogromny? Ma wymiary mojego Huaweia, więc będzie mi trudno operować jedną ręką. Na dodatek aparat wystaje i boję się, że najzwyczajniej w świecie go porysuję. A jeśli go porysuję, to zdjęcia będą się nadawały do kosza, a pieniądze okażą się wywalonymi w błoto.

4. Huawei P9 Lite, czyli jeden z moich pierwszych (i teraz) ostatnich wyborów. Huawei jest spoko. Naprawdę jest spoko. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie przeszukała internetu pod kątem zdjęć wykonanych tym telefonem i wiecie co? Przejrzałam sieć, przejrzałam instagram i mam wrażenie, że Huawei tworzy telefony z aparatami na jedną manierę - zdjęcia nie łapią szczegółów. Są jak obraz namalowany akwarelami i po powiększeniu (a nawet bez niego) nie jestem w stanie dostrzec szczegółów. Elementy zlewają się ze sobą i gdybym chciała dostrzec liść, nie dostrzegę tego. Rejestracje samochodowe? Mogę pomarzyć. Zdjęcia ratuje dobre światło i robienie fotek instagramem. Serio laski, jeśli macie Huaweia, róbcie zdjęcia instagramem. Będzie żyleta.
Idąc dalej, wadą jest wielkość. Czasem zastanawiam się, dla kogo marki robią telefony, bo na pewno nie dla takich krasnoludków jak ja.

Wybór jest bardzo trudny, bo każdy z telefonów ma ogromne zalety, które chwyciły moje serce i wady, które napawają niepewnością. Ostatecznie wszystko przesądzi wyjście do Saturna i do iSpota w celu zobaczenia tych telefonów na żywo. Sprzęt raczej zakupię na Allegro, bo dostanę go taniej, a zakupy w internecie są przyjemniejsze.



Dwa tygodnie stycznia (i jeden dzień dłużej) zakończył cudowny, 25 finał WOŚP, który nakręcił mnie niesamowicie pozytywnie. Jestem bardzo szczęśliwa, że orkiestra zebrała tak ogromną sumę pomimo przeciwności losu i hejtów, a działo się naprawdę wiele. Mówi się o przeszłości Jurka Owsiaka... I prawdę mówiąc, mam to w dupie. Naprawdę. I tak jak pisałam na instagramie, nie obrażę się, jeśli Pan Owsiak zarobi coś na pracy w fundacji. Od 25 lat działa tak mocno z fundacją, że należy mu się to jak psu karma. Prowadzenie fundacji wymaga ciężkiej pracy i poświęcania się. Ten człowiek ma 63 lata i działa z taką werwą od tylu lat w pięknym celu... Aż rzucono mu kłody pod nogi.
Znacie ten cytat?

Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Później wygrywasz. – Mahatma Gandhi.

Jakie to prawdziwe.
Widząc jakie numery robią WOŚPowi dotychczasowi partnerzy, postanowiłam, że wesprę fundację jeszcze bardziej i wrzucę do puszki dwa razy więcej niż w ubiegłym roku. My obywatele dorzucamy się do zbiórki, bo to pieniądze na sprzęt dla naszych pociech i rodziców. Mieliście kiedyś do czynienia ze sprzętem zakupionym przez WOŚP? Bo ja tak, będę za to wdzięczna zawsze. Ciekawa jestem, czy w szpitalach mielibyśmy taki sprzęt, gdyby nie było Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I wiecie co? Wątpię. Dlatego powtórzę - jestem bardzo szczęśliwa, że Orkiestra zebrała taką kupę kasy dla dzieciaków i seniorów, a tym samym dla nas - przecież chcemy, żeby nasi najbliżsi otrzymali w razie czego dobrą pomoc :) Tak dobre cele będę wspierać zawsze. Do końca świata i jeden dzień dłużej! :D

Ściskam!



jedno ze wspólnie znalezionych ostatnio miejsc / herbata we dwoje :)) / mój planner / natura jest piękna :))