Praca wre, a ja ćwiczę coraz więcej. Oczywiście nie bez powodu, bo jest teraz sporo okazji! Urodziny mojego taty, walentynki, dzień kobiet, i tak dalej, i tak dalej... Wiem, że muszę się dużo uczyć i choć nie działam tak książkowo, jak Hermiona Granger, to przyjemnie jest widzieć, jak trening umiejętności przynosi coraz lepsze efekty. Przez te wszystkie lata piekłam sobie, ile wlezie. Szarlotki, serniki i bezy były na porządku dziennym, a od czasu do czasu zmajstrowałam jakiś tort. Wszyscy mi mówili - idź dalej, ale ja nie czułam się na to gotowa. Nie czułam się też gotowa na to, by dzielić się z ludźmi każdym moim wypiekiem. Oczywiście mam tu na myśli zdjęcia, bo jeśli chodzi o ciasta, to bez wątpienia mogę powiedzieć, że miał kto je jeść ;) Do tego nie czułam gotowości. Po prostu nie czułam się pewnie i uważałam, że to nie jest jeszcze TO. Ale dzięki motywacji wspaniałych ludzi działam i myślę, że nadszedł moment, w którym robię coś, co lubię na takim poziomie, że mogę się tym pochwalić bez skrępowania :))
Dziś na tablicy tort urodzinowy dla mojego taty. Siedziałam nad nim (łącznie ze wszystkim) około 8-9 godzin, a pomysł powstał w zasadzie przed początkiem ozdabiania. Początkowo górę tortu miała zdobić tylko czekolada i zielony biszkopt (mech) oraz grzyby z masy plastycznej. Pomysł uległ transformacji, gdy zobaczyłam, ile wyszło mi ciemnobrązowej oraz białej masy marshmallow. Pomyślałam - może by zrobić koronę i schować w niej grzyby oraz mech? W końcu człowiek, który non stop chodzi po lesie, jest jego królem :)) BINGO! Do tego ulepiłam małe pniaki, żółte, niejadalne grzyby, które zawsze na nich rosną i całość ozdobiłam perełkami.

Bez szczegółowego przepisu, z czego składa się całość?
• biszkopt kakaowy
• krem oreo
• frużelina malinowa
• czekolada
• zielony biszkopt
• elementy z masy plastycznej
• ozdobne perełki

Tortu będziemy próbować jutro... Jeśli światło dopisze, to z pewnością zaktualizuję wpis i pokażę, jak wygląda w środku. Co sądzicie o całości? :)