Kto mnie obserwuje ten wie, że tegoroczny luty nie jest miesiącem, który jest dla mnie szczególnie udany. Czuję się taka rozlazła i na nic nie mam siły, a wczoraj doszło do tego przeziębienie. Wszystko mnie boli, mięśnie, kości, głowa pęka… Czuję się jak przeziębiony facet :D Po raz drugi w życiu przeziębienie tak bardzo zwaliło mnie z nóg. MA – SA – KRA. Beznadziejny luty wpłynął kiepsko na wszystko, w tym na aktywność blogową i różne zlecenia. Dlatego zapominałam o wszystkim. Tak samo zapomniałam o aktualizacji włosowej, a potem nie miałam na nią czasu bo wszystko robiłam dłużej niż powinnam. Marudzę! Wiem :D Ale taka jest specyfika lutego. Pora przejść do aktualizacji. Let’s go!

To, co zauważyłam w lutym, to z pewnością spory przyrost włosów. Przyjemnie mi się patrzy na różnicę między tym, co było wcześniej a co jest teraz. Co najdziwniejsze, nie jestem w stanie stwierdzić, co najbardziej na ten przyrost wpłynęło. Nie stawiam na nic. Może to zakończenie karmienia piersią przed Sylwestrem, może suplementacja CP, a może wcieranie Jantaru (zresztą nieregularne) i olejowanie. Takie KOMBO, ale efekt jest. Ostatnio doszło do tego laminowanie włosów produktem marki Marion, także trenuję włosy na maksa.
Ich długość na tą chwilę (mamy prawie marzec) to 45 cm. Jestem trochę w szoku zwłaszcza, że na początku stycznia było to wdzięczne 42 cm. Jest całkiem ok!



Jak wyglądała moja pielęgnacja w lutym?
Mycie • Timotei, Jantar
Odżywki • Jantar, Pantene
Wcierki • Jantar
MASKI • nic
Olejowanie • Rzepak
Suplemetacja • CP
Czego mi brak?
Suszarki! :D Suszarka to słowo kluczowe i robi naprawdę wiele. Wystarczy spojrzeć na te zdjęcia by zobaczyć różnicę…


Włosy myte przed snem, suszone naturalnie, sen bez związanych włosów (gumki niszczą mi włosy). Efekt – dzikie fale i przyklap.


Włosy wysuszone suszarką, ładnie ułożone, proste, łuski domknięte.

Moja suszarka zepsuła się jakiś czas temu. W sumie czemu się dziwić skoro tak często używałam jej w ciągu ponad 5 lat. Jej brak ma jednak jedną zaletę – nie katuję włosów wysoką temperaturą dzięki czemu na pewno lepiej wpłynę na ich stan. Gdybym miała wymienić wadę, to jest nią to, że łatwiej się przeziębiam. Gdy włosy suszą się naturalnie, mój skalp wychładza się a ja mam skłonność do stanów zapalnych zatok, więc czuję się gorzej. Niedługo skuszę się na suszarkę, bo nie idzie wytrzymać. Zdrowie jest chyba ważniejsze, hmm?

Podsumowując, jest na pewno lepiej niż podczas ostatniego podsumowania. Odstawienie dziecka od piersi i dodatkowa suplementacja sprawiły, że wszystkie składniki odżywcze zostają dla mnie, a ich braki są uzupełniane. Olejowanie i stosowanie odżywek nawilża włosy oraz zmiękcza je, i w jakimś stopniu domyka łuski. Wcierka wzmacnia cebulki i dostarcza do nich z zewnątrz to, czego potrzebują. Sądzę, że suplementację i wcieranie muszę kontynuować przez następne miesiące, bo karmienie wyciągnęło ze mnie naprawdę dużo i potrzebuję wzmocnienia. Mimo to włosy są w coraz lepszym stanie a ja cieszę się, że w końcu im się poprawia :)