Wakacyjny niezbędnik.

Tak jak w całym lutym dałam sobie przyzwolenie na narzekanie, tak samo nie mam pretensji do każdej narzekającej osoby. Wręcz mogłabym sobie usiąść z nią i z kubkiem ulubionej herbaty, po użalać się, popierdzielić jak mnie wkurza to, że jest zimno, że w sumie nie wiem, co chce mi się zjeść i co najgorsze – że mi naprawdę się NIC NIE CHCE i do wielu rzeczy się zmuszam. I choć od iluś dni strasznie się powtarzam i mówię, jak bardzo luty jest beznadziejny, to narzekanie jest świetnym sposobem na rozładowanie złej energii. Tym bardziej że od dwóch dni siedzę przeziębiona, a do tego mam stan zapalny zatok. Żyć nie umierać, to kwintesencja wszystkiego. Zajebiście.
Ale wczoraj stało się coś niesamowitego. Chodziłam sobie od pokoju do kuchni, sprzątając wszystko po drodze i moją głowę zaczęły zaprzątać myśli. Przez chwilę byłam nakręcona jak zegarek szwajcarski i gdybym miała długopis w ręku i czystą kartkę papieru, to zapisałabym bez problemu całą stronę. Poczułam się natchniona. Było po prostu cool!
Oczywiście nie powiem, że nade mną wybuchały kolorowe fajerwerki, bo z chorymi zatokami czułam się jak zmora. Ale było jakoś tak inaczej, pozytywniej, myśli malowały się kolorami. Długo czekałam na ten moment i ulżyło mi, gdy moje wnętrze wypełniał ocean tęczy (a nad nim latały alikorny – wiem, za dużo kreskówek, z pozycji mamy trudno tego nie pochłaniać;D).

Dzięki ostatniemu spotkaniu z bandą twórczych ludzi doznałam olśnienia i zdałam sobie sprawę z tego, że nie wykorzystałam potencjału i swojego bloga. Nie dlatego, że jestem ignorantką i mam w dupie to, co ludzie do mnie mówią. Ja po prostu zapomniałam. Od dawna nie miałam czasu, żeby w pełni zająć się takimi sprawami. Wierzcie mi, że bądź co bądź każdy ma swoje priorytety, a moim pierwszorzędnym jest rodzina. Dlatego sprawy związane z blogiem są na drugim planie.
Ostatnio usiadłam i zastanowiłam się, co zrobiłam nie tak, i zdałam sobie sprawę, że zaniedbałam jedną z najważniejszych rzeczy w prowadzeniu strony. Nie chodzi o tematykę, której nie poprowadziłam. Nie chodzi o to, że przestałam prowadzić bloga mocniej. Blogger jest dzieckiem Google, a ja zapomniałam o kluczowej rzeczy w prowadzeniu własnego bloga. Co to jest to szkoda mówić, bo chyba narobiłabym sobie więcej wstydu, niż myślę ;D Ale dało mi to motywację do ponaprawiania niektórych rzeczy, a resztę zrobi czas. Poza tym, na ten moment muszę też wykorzystać swój potencjał. Wy go macie i ja go mam. Każdy go ma. Ale trzeba wiedzieć jak się do tego zabrać. Warto też się porządnie przygotować do rzeczy które zamierzacie robić. Ćwiczenie czyni mistrza. Jest moc i motywacja!

Pokazać Wam drugą rzecz, która mnie tak bardzo motywuje?

https://goo.gl/C1Ul1d

TO.
Nie, nie moje ciało, które generalnie nadaje się do wzmocnienia, a skóra do uelastycznienia.

Zamierzam wziąć się za siebie tak samo, jak w ubiegłym roku, gdy ćwiczyłam z Ewką. Z tym że w ubiegłym roku był mały myk - ćwiczenia dały genialny efekt poza tym, że pomimo odpowiedniego wykonywania ćwiczeń, robiły mi się buły na udach. Wiecie, o co chodzi, robicie się smukłe, elastyczne, a waga idzie w górę, bo mięśni jest więcej. I ogólnie jest to fajne do momentu, w którym uda zamieniają się w zaokrąglone bochenki chleba. W tym roku tego uniknę, bo zbijam testosteron i w końcu mięśnie mogą mi przestać rosnąć w takim tempie:D Zależy mi tylko na elastycznej skórze i wzmocnieniu ciała. Dla tego stroju. Żeby pupa super wyglądała. Wierzę, że w tym stroju będę się czuła jak osioł po przemianie w białego rumaka – będę seksi!
Tak na marginesie, trochę bałam się zamawiania strojów z chińskiej strony. Raz udało mi się zamówić naprawdę fajny strój i w tym roku miałam małe obawy. Niesłusznie! Strój jest naprawdę genialny i już nie mogę się doczekać jak założę go na plażę! Możecie go obczaić właśnie tutaj.

https://goo.gl/TAwGrO

kurtka Zaful (link)
czapka Zaful (link)

Przy okazji chciałam Wam pokazać jak leży na mnie moja druga rzecz z tropikalnym printem. Ta kurtka jest świetna i bardzo podoba się mojemu lubemu. Przyjemnie jest widzieć, jak przygląda mi się TYM wzrokiem, zwłaszcza że to tylko kurtka! Komuś się wydaje, że facetom nic do tego, jak wyglądamy? Owszem, ma nam być wygodnie, ale czy to nie oznacza, że nie możemy się podobać naszym partnerom? Paniom patrzącym na takie jak ja i mężczyzn z odrazą (ponoć zwą je feminazistkami) od razu mówię – uwielbiam podobać się mojemu ukochanemu w różnych ubraniach. Obchodzi mnie to, i to jak cholera :


Dzisiaj motywuje mnie wszystko. Motywuje mnie przede wszystkim to cudowne słońce. I piękny dzień, nawet jeśli rano pod naszym oknem leżał śnieg. Motywuje mnie tropikalny print, marzec i nadchodząca wiosna. Bo po prostu nadchodzą. Motywuje mnie dzisiejsze, pyszne śniadanie i ciepła herbata, Motywuje mnie bajzel w garderobie, który trzeba posprzątać. Motywują mnie cudowne zdjęcia, które oglądam i siła przyciągania, którą praktykuję od dawna. Motywuje mnie moja wiara i życie. Motywuje mnie moje dziecko. Motywuje mnie miłość i możliwość rozładowania własnej kreatywności. Chociaż jestem przeziębiona, to czuję się rewelacyjnie i mało brakuje, bym mogła góry przenosić :D
Dziś pozostanę przy przenoszeniu mebli i zostawiam Was z małą dawką Pinterestowo Tumblrowych inspiracji. Cudownego weekendu!

Siła przyciągania.