paletki od Urban Decay recenzja

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją moich dwóch, ukochanych paletek, które towarzyszą mi w codziennym makijażu. Zacznę jednak nietypowo, ale myślę, że taki wstęp jest potrzebny.

Czy kiedyś kupowałam i zbierałam kosmetyki ponad miarę? Pewnie.
Czy miałam mnóstwo różnych cieni? Tak.
Czy wybierałam tanie kosmetyki? Oczywiście, bo nie byłam w stanie odłożyć na te lepszej jakości.
Czy kiedyś stawiałam na ilość? Zdecydowanie.

Jaki był efekt? Przepełniona kosmetyczka, prawie niezużyte i przeterminowane cienie. Niektóre z nich popękane i pokruszone, co skutkowało bajzlem w miejscu dla kosmetyków. Efekty na powiekach marne. Jakość kiepska, a co za tym szło, osypywanie się przy malowaniu. Użytkowanie było uciążliwe i miarka przebrała się, gdy po makijażu cieniami pewnej marki dostałam mocnego uczulenia. Do tego wielokrotnie wydane pieniądze po zebraniu w całość, dawały całkiem niezłą sumkę.

Choć jeszcze wtedy było mi szkoda, postanowiłam wyrzucić wszystko, czego nie używam, bądź mnie uczula albo jest zniszczone. Nie wahałam się ani chwili i był to bardzo przyjemny początek mojej przygody z minimalizmem kosmetycznym. Wydawałam więcej na jedną rzecz lepszej jakości, dzięki czemu moja kosmetyczka zachwycała porządkiem, a ja mogłam się przekonać, że mniej znaczy więcej. A potem w moich rękach znalazła się paletka Naked3 i oszalałam. To najlepsza paletka na świecie!

Minimalizm kosmetyczny BLOG

Paletka zawiera 12 cieni w ciepłej tonacji. Są to odcienie z gamy nude, róże, brązy, mocny fiolet i ciepły, brzoskwiniowo złoty. Wszystkie mają w sobie trochę różu. Trzy z nich to maty a reszta to cienie o fakturze satynowej, opalizującej. Najciemniejszy zawiera mieniące się drobinki. Przy okazji mojego opisu, pozwolę sobie zacytować opis z polskiej strony Sephory:


„Naked 3 składa się 12 wyjątkowych odcieni oscylujących wokół różu: pastelowe, pudrowe, satynowe, brzoskwiniowe do bardzo intensywnie śliwkowych o teksturach matowych, opalizujących i migotliwych.

Tworząc tę paletę różowo-złocistych odcieni, Wende Zormir - współzałożycielka i dyrektor kreatywna Urban Decay - zainspirowała się widokiem fal w promieniach zachodzącego słońca, w porze, gdy światło sprawia, że wszystkie kobiety wyglądają przepięknie.

Zawartość palety:
- 12 wyjątkowych odcieni: strange, dust, burnout, limit, buzz, trick, nooner, liar, factory, mugshot, dark side, blackheart,
- Pędzelek z podwójną końcówką do nanoszenia i stopniowania cieni do powiek.”


Paletki używam mniej więcej od dwóch lat. W międzyczasie prawie wykończyłam jeden z cieni (Strange), który służy mi za cień bazowy i dopóki w mojej kosmetyczce nie pojawiła się Naked Basics, używałam go praktycznie codziennie. Drugim kolorem, jakim maluję często powieki, jest Limit, czyli ciepły, matowy róż. Jest idealny do codziennego makijażu. Trzecim cieniem, którym maluję powiekę najczęściej, jest Burnout, idealnie nadający się na słoneczne dni. Z racji tego, że paletka jest w ciepłej tonacji, Burnout dodatkowo podkreśla ciepło mojej cery. Reszty używam w zależności od humoru, ale jednego prawie nie tykam. Jest nim Blackheart. Choć jest śliczny, to nie potrafię się nim malować, bo jest tak mocno napigmentowany, że z łatwością mogę sobie zrobić nim krzywdę. Do tej pory używałam go tylko na wieczorne wyjścia lub do robienia kresek.

Co do pigmentacji cieni, to jest bardzo dobra, ale błyszczące Dust i Trick mogą się osypywać, dlatego powieki maluję nimi na mokro, dzięki czemu są pokryte idealnie i makijaż trzyma się długo. Trwałość cieni jest rewelacyjna i cienie trzymają się cały dzień na powiekach. Nigdy mnie nie zawiodły, a malowanie się nimi jest prawdziwą przyjemnością. Są BARDZO WYDAJNE, jeśli myślę o ich zużyciu w okresie około 2 lat. Jednak jeśli chodzi o podróże, paletka jest dość duża i nie mieści się w małej kosmetyczce więc…

Minimalizm kosmetyczny BLOG


Dołączyła do niej przyjaciółka, którą wszyscy znają :)

Mając idealną opinię o Naked3, w pełni zaufałam Basicowej wersji. Potrzebowałam czegoś z myślą o dłuższych i krótszych wyjazdach, a rozmiary tej paletki są idealne. Cienie wystarczą do wykonania dziennego makijażu. Najczęściej używam Venus, Foxy i Walk of Shame, a Naked2 to opcjonalny dodatek, gdy chcę wzmocnić efekt. Cieniem Faint podkreślam brwi, a dzięki Crave mogę zrobić kreski na powiekach. Maluję je na mokro, ponieważ nie mam pędzelka do kresek i muszę sobie radzić innym – cienkim, ale lekko puchatym. Paletka jest szalenie uniwersalna i razem z Naked3 uzupełniają się idealnie.

MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ

Moim zdaniem warto kupić paletki od Urban Decay, i to bez wahania. Jeśli Wasza cera ma chłodne tony, sięgnijcie po Naked Basics 2 i Naked2. Samą Naked2 widziałam u siostry mojego lubego i choć paletka jest piękna, to kolory nie są dla mnie. Druga wersja Basics jest dla mnie za ciemna i za zimna, ale wybór, jaki daje marka Urban Decay, jest naprawdę spory. Jakiś czas temu w sprzedaży pojawiła się również paleta o nazwie Naked Ultimate Basics i choć ma piękne kolory, to raczej bym jej nie wybrała. Wolę pozostać przy moich bezpiecznych kolorystycznie paletkach. Mimo wszystko polecam, bo jakość tych cieni bije wszystko na głowę. Love!
Gdybym miała jeszcze coś pochwalić, to zdecydowanie pochwalę pędzelek w paletce Naked3. Jest rewelacyjny i często zastępuje mi inne pędzelki.

Paletki mogą wydawać się drogie, ale jeśli patrzycie na ich wydajność, to koszt jest naprawdę niski.
Obie paletki możecie znaleźć w drogeriach, m.in. w Sephorze. Ich ceny to 239 zł i 145 zł. Polecam!