Gładsza skóra w 10 minut! Jak wygładzić skórę na lato?

19 maja 2017



Kto śledzi moje wpisy, ten wie, że mam obsesję na punkcie stanu mojej skóry i ogromnie dbam o jej nawilżenie, a także elastyczność. Mam w nosie wagę, mam w nosie to, że tłuszczyku jakby więcej… Nie muszę być super szczupła. Wolę, żeby moja skóra była gładka, piękna i nawilżona. Wiecie dlaczego?

Bo nawet najszczuplejsza sylwetka nie wygląda ładnie, jeśli będzie się marszczyła od nadmiaru cellulitu.

Dlatego wklepuję w nią balsamy i regularnie peelinguję. W ubiegłym roku chętnie sięgałam po peelingi kawowe DIY, dlatego, gdy marka Body Boom zaproponowała mi przetestowanie ich produktów do pielęgnacji ciała, nie wahałam się i zgodziłam się od razu. Pakiet, jakim jest dużo ruchu, peeling kawowy, masło antycellulitowe i balsamy, zdziałały cuda, przybliżając moją skórę do takiego stanu, o jakim marzę. Ciekawi?


Mniej więcej 3-4 tygodnie temu rozpoczęłam przedwakacyjną kurację, 
bo stwierdziłam, że fajnie byłoby zniwelować efekty zimowego obżarstwa 
i fajnie wyglądać w krótkich ciuchach. Ze względu na ubiegłoroczne efekty 
peelingu DIY i bodywrappingu, byłam ciekawa tego, jaki skutek 
może dać mi pielęgnacja produktami od Body Boom, tym bardziej 
że skład peelingów robi naprawdę dobre wrażenie.

Tak jak powiedziałam, skład jest całkiem fajny. Obok samej kawy 
a dokładniej kawy robusta, w składzie znajdziemy brązowy cukier, 
olejek macadamia, arganowy, migdałowy, a dalej idąc czekoladę, 
witaminę E i sól himalajską, której działanie czułam naprawdę solidnie. 
Brzmi słodko, naturalnie i przyjemnie, prawda?




Aplikacja peelingu jest również całkiem przyjemna. Wystarczy zwilżyć skórę wodą, wmasować produkt w wilgotną skórę i pozostawić go na niej na czas od 5 do 10 minut. Ja oczywiście długo masowałam nim skórę i trzymałam go najdłużej, czyli 10 minut, bo chciałam, żeby efekty naprawdę były ok. Wiadomo, że taki produkt nieco się osypuje, ale nie odczułam zbytniej jego utraty. Ma specyficzną konsystencję, bo czekolada i olejki podgrzewają się na skórze i stają się kremowe, dzięki czemu wszystko się fajnie trzyma i nie ścieka podczas całego zabiegu. Peeling nieźle zdziera martwy naskórek, ponieważ kawa jest zmielona i zawiera twardsze drobinki. Dzięki temu, że nie była parzona, to kofeina jest cały czas na miejscu i zabieg daje lepsze efekty. Olejki i czekolada natłuszczają skórę, a sól himalajska stanowi odżywczy, zdzierający dodatek.


Na moje oko peeling jest mocny, dlatego masaż nim 
wspomaga krążenie limfy. Taki masaż wraz ze wspomnianą 
wcześniej kofeiną nie pozostaje bez wpływu na cellulit i przy regularnym 
stosowaniu przynosi przyjemne efekty w postaci gładszej, 
niepomarszczonej w specyficzny sposób skóry.




Antycellulitowy efekt to coś oczywistego, ale warto się skupić również na szybkim efekcie piękniejszej skóry, jaki można uzyskać po 10 minutach jednego zabiegu. Gładsza i natłuszczona skóra to jedno, bo zwróciłam uwagę na jedną, fajną rzecz. Mianowicie na to, że skóra nabrała pięknego, żywego i ciepłego koloru. Na dodatek wyglądała zdrowiej niż wcześniej i przyjemnie się błyszczała. Niby nic dziwnego, bo kawa sama w sobie ma właściwości barwiące, ale miło jest widzieć taką odmianę po wielu miesiącach bladości.


Peeling stosowałam mniej więcej co 2-4 dni i codziennie wcierałam w skórę ud, bioder i brzucha masło antycellulitowe. Do tego dużo się ruszałam (przy małym dziecku to oczywiste) i urozmaiciłam swoją dietę w owoce, które zawierają dużo wody. Zrobiłam to, ponieważ nie lubię dużo pić a woda z owoców i tak lepiej się wchłania. Poza tym zawierają one błonnik, który pomógł w oczyszczaniu układu pokarmowego. Nie będę kłamać, że nie grzeszyłam, bo miałam swoje zapotrzebowanie na słodkie, ale za to nie jadłam fast foodów i czipsów. Szczerze, to nie było dla mnie trudne, ponieważ nie lubię takiego jedzenia. Zdradzę Wam, że po tych kilku tygodniach mojego planu, skóra na udach i pośladkach zdecydowanie się wygładziła, stała się miła w dotyku i nabrała ładniejszego kolorytu.




Przyjemny, kawowy zapach jest super, ale doceniam go zaraz po działaniu. 
No ale jest super, tak dla jasności. 
Peeling zarówno, jak i masło do ciała posiadają cudowną, kawową woń, 
która długo zostaje na ciele i… w łazience :))

Zamierzam dalej pociągnąć tę kurację, lecz tym razem 
chcę robić peeling 2 razy w tygodniu i trzymać na skórze dłużej, 
i na dodatek z pomocą folii spożywczej. 
Chyba wiecie, co mam na myśli?




Z mojej strony leci polecenie, bo produkty są naprawdę fajne, 
ich stosowanie przynosi efekty i są bardzo wydajne. 
Niewielka ilość masła wystarczy do pokrycia skóry, 
a peeling jest naprawdę wydajny. 
Kieszonkowe peelingi oczywiście zostawiam sobie na podróż.


Z racji tego, że testowanie wyszło całkiem fajnie, mam dla Was kod rabatowy, dzięki któremu kupicie produkty polskiej marki Body Boom o 20% taniej.
Kod to kreuje_swoje_zycie i jest ważny do następnego piątku.


A Wy jakie macie sposoby na gładszą skórę w 10 minut?

Co robicie by pozbyć się cellulitu?
Stosujecie peelingi kawowe?

5 komentarzy

  1. ja szoruję newralgiczne miejsca gąbką z tesco za 3 zł, bo zwykle na nic więcej czasu nie mam i też daje radę :D miło było poznać na żywo! :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Musze koniecznie powiedziec dziewczynie, bo tez lubie dbac o skore.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tych pillingach, koniecznie muszę spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł. Ja robię sobie peeling z kawy z dodatkiem cukru i oliwy. Działa super wygładzająco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja robię peeling z kawy sama, jest rewelacyjny!

    OdpowiedzUsuń

Miłe, ciepłe słowa a także szczera, kulturalna, i przede wszystkim - konstruktywna krytyka - wszystko jest dozwolone. To motywuje mnie najbardziej w blogowaniu!:)

Chamstwo i obraźliwe teksty lądują w koszu od razu.

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.