Aktualizacja miała być majowa, a spóźniłam się z nią 7 dni! Bez zbędnego gadania zabieram się za podsumowanie stanu moich włosów w czasie większym niż miesiąc :)

Maj był włosowo kiepskim miesiącem. Miałam z moimi włosami trochę problemów z którymi nie mogłam sobie poradzić i ciężko mi było to ogarnąć. Po pierwsze cały czas zapominam o kupnie filtra do wody, a jak już mam to w głowie, to wjeżdża mi tam skąpstwo i najzwyczajniej wolę wydać pieniądze na coś innego.
Jeśli pomyślałaś, że chodzi o jedzenie, to masz sporo racji :D

Praktycznie nieustannie zmagałam się z elektryzowaniem się włosów i parogodzinnym dochodzeniem ich do względnie dobrego stanu. Zrobiło się trochę lepiej wtedy, gdy zaczęłam myć włosy w nocy a nie rano. Przez te kilka godzin domykały się łuski i rano budziłam się z całkiem przyjemnie wyglądającą taflą. Wiele z Was może to dziwić, bo dużo dziewczyn narzeka na niszczenie się włosów przez pocieranie o pościel, a co dopiero może być z mokrymi włosami! Na moje to jednak nie działa i jak się okazuje, to rozwiązanie jest dla mnie naprawdę ok. Dziwne są te moje niskopory.

Maj był także przełomowy, bo po 10 miesiącach stanęłam przed lustrem i obcięłam sobie końcówki. Zrobiłam to całkiem nieoczekiwanie, użyłam nieodpowiednich nożyczek i po prostu ciachnęłam to co odstawało wśród wykruszonych końców. Pamiętam, że gdzieś wtedy wychodziłam i koniecznie chciałam, by wszystko wyglądało po prostu ładnie :D I tak jak zawsze jest mi przykro, gdy muszę obciąż włosy, tak teraz nie miałam żalu bo nie zaszalałam jak wszystkie fryzjerki które przewinęły się w moim życiu.
Tak na marginesie obawiam się, że byłabym kiepską fryzjerką, bo obcinałabym naprawdę zniszczone partie włosów. Chyba byście mnie odlubiły :D

Szampony szamponami – miały czyścić, więc czyściły, odżywki tylko w sprayu, maski nie istniały, o Jantarze zapomniałam, a jedyna rzecz więcej jaką robiłam, to olejowanie. Tym razem kokosem od Body Boom i niczym więcej!




Koniec maja zaznaczył się w moim plannerze bardzo dobrze, bo rozpoczęłam miesięczną pielęgnację z marką Halier. O tych kosmetykach słyszałam już jakiś czas temu, a kapsułki Hairvity przewijały się w propozycjach na moim instagramowym wallu, robiąc mi niesamowitego smaka na nie. Świetne efekty u innych dziewczyn dają mi dużą nadzieję na niezły przyrost. Liczę na to, że moje włosy będą jeszcze lepsze po tej kuracji i że moja recenzja nieźle mnie podbuduje, więc trzymajcie kciuki!


Na koniec podsumowanie stanu moich włosów w maju i pierwszym tygodniu czerwca.

• prawie roczny odrost po rozjaśnianiu Loreal Sunkiss
• rozdwojone końcówki których nie ruszam, bo pomimo pozbycia się wystających piórek nie jestem gotowa na WIĘKSZE CIĘCIE
• włosy rosnące w różnym tempie
• baby hair
• praktycznie codzienny, majowy bad hair day i m.in. elektryzujące się włosy
• mięsiste włosy po rozpoczęciu nowej pielęgnacji