Wiecie, że siła marzeń i pozytywnego myślenia, to moja główna siła napędowa? :D Gdyby nie ona, nie wstawałabym z uśmiechem na twarzy, ani nie działałabym we wszystkich dziedzinach życia z taką motywacją. Kto mnie zna ten wie, że bardzo wierzę w siłę przyciągania i ogromną wagę przywiązuję do notowania, oraz tworzenia różnych chciejlist. Dlatego też, gdy tylko o czymś marzę to w jakiś sposób utrwalam to z nadzieją, że się spełni. I wiecie co? Do tej pory spełniło się wszystko, o czym marzyłam w przeciągu kilku lat. Moje marzenia spełniały się w różny sposób, niezależnie od tego, czy to były rzeczy całkowicie materialne czy zupełnie odwrotnie. A że wierzę w siłę marzeń, to chciałabym Wam opowiedzieć o tych największych, które są moim motorem napędowym w codziennych działaniach i dodają mi mnóstwo siły każdego dnia. Są to marzenia podróżnicze i rozwojowe, rzeczy które totalnie mnie uszczęśliwią, a każde z nich, mniejsze bądź większe, jest dla mnie równie ważne i piękne! 

Ps. Wszystkie zdjęcia pochodzą z Pinteresta! 

Pierwszym, i moim największym, najistotniejszym na ten moment marzeniem, jest wyjazd do Londynu. I to nie na chwilę, nie dla obejrzenia objazdem… Co najmniej na 3 dni!:D Jest to stosunkowo tanie marzenie i do spełnienia, dlatego pomału chomikuję sobie budżet, żeby przeżyć jedną z najlepszych przygód. Jeszcze dwa lata temu miałam w nosie to miasto (tak samo jak cały świat), lecz wszystko zmieniło się, gdy w drodze do domu, pewnego, wrześniowego dnia, oglądałam z samolotu panoramę Londynu. Przywykłam do angielskiej rzeczywistości, języka słyszanego na ulicy, pięknych krajobrazów i tej specyficznej lekkości życia bez atakujących mnie codziennie absurdów. Dlatego też spoglądając na Londyn z góry powiedziałam sobie, że jeszcze tam wrócę! Marzę o tym, by zobaczyć Pałac Buckingham, Westminster Bridge, Big Ben, Oxford Street, Nothing Hill, dzielnicę Belgravia. Moim must have jest kawa i ciacho w Peggy Porshen Cakes, zakupy w Primarku i…


Nic dziwnego, że mam takie marzenie, wiecie? Wychowałam się w domku z ogródkiem i to naturalne, że tego samego pragnę w przyszłości. W swoim marzeniu widzę jednak pola i lasy za oknem zamiast ulic. A do tego białe ściany, kominek i choinkę migoczącą gdzieś w kącie na święta. Ciepłą herbatę, kolorową jesień obok i warzywa prosto z pola. Kurki biegające po trawie i pranie suszące się w ogrodzie. Dzieciaki biegające pod nogami i prawdziwe, rodzinne szczęście. Zapach świeżo upieczonego ciasta, własny gabinecik z widokiem na łąkę. Marzenie mocno rodzinnej osoby!

Już raz próbowałam i zajmowało mi to prawie cztery lata. Niestety coś było chyba nie tak z moimi włosami, bo dalej niż do talii nie chciały rosnąć. Teraz walczę mocnym kalibrem i nie dam się tak pokonać, bo marzę o tym, by mój atrybut kobiecości był taki, o jakim marzę! To doda mi jeszcze więcej pewności siebie!


 … czyli moje przed Londyńskie marzenie :D Kornwalię widziałam na zdjęciach już dawno temu, ale niespecjalnie mnie tam ciągnęło. Wolałam gorącą Grecję czy Włochy, ale męcząc się w naszych upałach powiem Wam, że temperatura między 20 a 25 stopni jest dla mnie najodpowiedniejsza :D No i te widoki, czysta woda i muszelki prosto z oceanu Atlantyckiego – odlot!

A zwłaszcza Hel, Trójmiasto i Zakopane. Marzą mi się spacery w kierunku Zakopanego z widokiem na góry, oscypki, zapach górskiej jesieni która zaczyna się w drugiej połowie sierpnia i dym drzewny z komina. Nasze morze, piękno nadmorskich lasów i molo w Sopocie. Oczywiście z rodziną. Nie ma nic piękniejszego :D