Przez całe lata byłam osobą stroniącą od wszelakich zdobień na ciele. Kolczyki czy tatuaże były dla mnie niepotrzebnym dodatkiem (i wydatkiem) i uważałam, że podejmowanie takich decyzji to głupota. Z czasem wyluzowałam i się zaczęło.
W wieku 18 lat przekułam sobie uszy. Bardzo pragnęłam nosić taką biżuterię podkreślając tym samym długą szyję i kości policzkowe. Choć bolało, to nie miałam żadnych zastrzeżeń. Biżuteria w uszach rzeczywiście spełniała swoje zadanie i moje założenia. Na kilka lat nastąpił spokój, aż do pewnego wieczoru, bo wtedy zdecydowałam się na tatuaż. Jak to się stało?



Siła jest kobietą tatuaż

Myśl o tatuażu chodziła mi po głowie od dawna. Skoro przekułam sobie uszy, to co może być złego w tatuażu? Z przyjemnością oglądałam Pinterestowe inspiracje z napisami na ciele czy delikatne symbole, kwiaty, liście, mandale... No ale zaraz, tatuaż to poważna decyzja, zwłaszcza napis czy symbol. Taki coś reprezentuje i symbolizuje, więc najlepiej tego nie robić. 

Ah tak.
Do czasu. 

Przełom starego i nowego roku. Na dworzu zimno a w domu przytulna, 
ciepła atmosfera, choinka, herbata. Leżę i delektuję się chwilą, 
bo następnego dnia idę do pracy. 
CISZA. 




________________________________________


Moje nastoletnie życie nie było idealne, ale do wyprowadzki z domu byłam świetnie chroniona przez rodziców. Dorosłe życie to inna sprawa. Wy, moi czytelnicy znacie mnie tylko z bloga i social media, prywatnie AŻ CZTERY OSOBY. Nie wiecie o mnie więcej, niż Wam powiem, za to ta czwórka ludzi mogłaby o mnie książkę napisać. Nigdy nie mówiłam Wam o zawiłych, rodzinnych sprawach, rzadko o znajomościach, które dały mi porządną szkołę. Pisałam Wam często o mojej drodze do niezależności, ciąży i rzeczach umilających żywot. 
Niejedna z Was myślała pewnie, że mam idealne życie, gdy ja podnosiłam kolejne kłody spod nóg. Fizycznie urosłyby mi bicepsy, ale dźwigając psychiczne ciężary, z wysiłku gotowała mi się dusza. Czułam się tak zmęczona, jakbym wchodziła przez cały dzień bez żadnej przerwy pod górę. Z czasem było lepiej. Wytrenowana dusza lepiej znosiła trudności, a bariera jaką stworzyłam stała się mocna, wręcz nie do zniszczenia. Byłam w stanie poradzić sobie ze wszystkim sama, co było moim wielkim sukcesem. I wtedy dostrzegłam coś, co miałam przed oczyma przez te wszystkie lata, ale nie brałam tego do siebie.
Wokół mnie było mnóstwo kobiet. Jedne były całkowicie samotne, inne miały wokół siebie wianuszek najbliższych osób. Każda z nich żyła inaczej, ale wszystkie miały jedną, wspaniałą cechę - ogromną siłę, z którą nic nie mogło się równać. Siła ta była skutkiem wielu doświadczeń - m.in. kłopotów zdrowotnych swoich i bliskich, bolesnych rozstań (i nie tylko bo i szczęśliwe życie wymaga wysiłku) czy konieczności zmierzenia się z samotnym macierzyństwem i problemami finansowymi. Wszystkie były tak pięknie przezorne i niezależne, a przy tym delikatne i subtelne jak ptasie piórko. To mi imponowało i nagle przyszła mi do głowy myśl, że już przecież należę do ich grona! Poczułam się niesamowicie uskrzydlona i szczęśliwa, nawet jeśli droga do tego była kręta i wyboista. 

Na fali szczęścia i radości z bycia jedną z nich przyszło mi do głowy jeszcze coś. Co z facetami? Czy jakikolwiek mężczyzna którego znam, jest w stanie przekuć doświadczenia w siłę, tak jak kobieta? Chyba nie. Nie rozmyślają i idą dalej. Są silni, ale to nie to samo. Każda z Was wie, że nie ma porównania. 


________________________________________


Moment ulgi przyniósł mi pewną, cudowną myśl, która krążyła w mojej głowie od
lat, ale nigdy nie brałam jej do siebie. Teraz pasowała jak ulał i czułam to w 100%.


SIŁA JEST KOBIETĄ. 


Decyzja o wytatuowaniu sobie tego była jedną z najlepszych, najpewniejszych i 
najszybciej podjętych w moim życiu. Po chwili byłam już umówiona na zabieg. 



31  stycznia 2018  roku   był  dobrym  dniem.  Świeciło  słońce 
i  jak na  koniec  stycznia  było  bardzo  ciepło.  Wcześnie  rano 
zjawiłam   się  w  77ink  i  chociaż  miałam   tremę,  to   poszłam 
pod    igły   bez   żadnych  wątpliwości.  Trochę   bolało,  ale   w 
porównaniu do  porodu  było  to  zaledwie  drapanie  po  karku. 
W    zaledwie    10     minut     na    mojej    skórze    znalazło    się 
MOJE  NAJWAŻNIEJSZE,   ŻYCIOWE MOTTO I MOTYWACJA .



Ten tatuaż był najlepszą z życiowych decyzji. Motto jest prawdziwe, uniwersalne dla każdej z nas i ponadczasowe
Nie  ma dla mnie większej  motywacji  niż  to. Wiedząc, że SIŁA JEST KOBIETĄ  nie  mogę się  poddać  i  kiedy  będę  się
znowu    z   czymś   mierzyć,   z   serdecznością  przypomnę  sobie  to,  co  mówiła  mi  tatuażystka, gdy syknęłam z bólu...


“Marta nie pękaj, siła jest kobietą! :)”


Siła jest kobietą tatuaż