Z moją cerą było różnie. Najpierw brutalna, nastoletnia rzeczywistość, potem uspokojenie się hormonów i harmonia. Pozorna harmonia, bo wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa bo okazało się, że jestem posiadaczką skóry mieszanej ze skłonnościami do przesuszeń.
Przez ostatnie kilka lat moja cera zetknęła się z wieloma specyfikami do pielęgnacji. W ruch szły różne żele, kremy, punktowe wysuszacze do wyprysków,a nawet sam Clotrimazol. Pożegnanie z młodzieńczym trądzikiem nie oznaczało bowiem pokonania trudności, bo cera wymęczona nastoletnią burzą hormonalną wymagała szczególnej troski. Męczyłam się z bliznami potrądzikowymi i suchą, łuszczącą się cerą. Nie miałam sporych wyprysków, więc nie dochodziło do zakażeń, ale przesuszona cera szczególnie dała mi się we znaki. Poszukiwanie idealnych kosmetyków do pielęgnacji było drogą przez mękę, ale najodpowiedniejszymi okazały się te nawilżające.
Ale to nie koniec. 

Lata i kilogramy lecą, więc coraz gładsza cera miała coraz większe wymagania. Oprócz kosmetyków nawilżających w ruch poszły maski węglowe (nawracające zaskórniki w strefie T), kremy pod oczy, odżywcze sera do cery, specyfiki na bazie kwasu hialuronowego czy kolagenu... Brzmi to kosmicznie, ale pomyślcie sobie - z jednej strony młoda cera a z drugiej ślad po spadku wagi - taka cera wymaga szczególnej dbałości. Czy to oznacza, że otaczałam się ogromną ilością kosmetyków? Absolutnie... Moja miłość do minimalizmu nigdy nie pozwoliła mi na jakąkolwiek przesadę, więc zawsze używałam tylko jednego kremu czy maski, a twarz myłam mydłem lub delikatnym żelem. Wraz z rosnącymi wymaganiami mojej cery postanowiłam poszukać czegoś mocniejszego, ale bez żadnej przesady. Kilka miesięcy z zestawem 4 rzeczy uświadomiły mi, że moja cera KOCHA OLEJKI, nawilżacze i WITAMINĘ C.


______________________________





Gold Collagen Serum od GlySkin Care to serum, o którym mówiłam Wam 
jesienią w jesiennych ulubieńcach kosmetycznych. Serum zaczęłam używać 
dopiero jesienią ze względu na wymagającą porę roku i od tamtej pory widzę, jak 
moja cera zmieniła się na plus.  Dzięki intensywnie nawilżającym składnikom 
ekstraktom roślinnym skóra mojej twarzy fantastycznie utrzymuje nawilżenie i 
elastyczność, ponadto widać, że jest dobrze odżywiona i jędrna. Ponadto dzięki 
silnemu nawilżeniu nie mam problemów z trądzikiem, gdyż nawilżona skóra nie 
broni się sebum przed przesuszeniem. Serum używam w zależności od potrzeb na 
dzień lub na noc - koniecznie pod krem!


______________________________



Witamina C nakładana na skórę

Olejek arganowy to prawdziwa BOMBA ODŻYWCZA i wraz z olejem kokosowym 
oraz lnianym sprawdza się u mnie najlepiej. Nadaje się do pielęgnacji włosów, skóry 
i paznokci, i tak go stosuję! Nakładam go na włosy przed myciem, smaruję nim cerę 
na noc czy popękane dłonie po pracy. Sprawdza się cudownie! Włosy się błyszczą, 
cera zyskuje niesamowity blask, zdrowy wygląd a dłonie szybko dochodzą do siebie. 
Jednak dziś nie o włosach ani dłoniach, lecz o buzi - polecam olejek arganowy z całego 
serca tym bardziej, że skóra odżywiona olejkami również zyskuje nawilżenie i nie 
męczy się wydzielając sebum!

______________________________





Witamina C nakładana na skórę (w kropelkach dla dzieci) to moje odkrycie ostatnich miesięcy. 
Jeszcze niespełna rok temu szukałam sposobów na piękniejszą cerę i przeczytałam 
o cudownych, przeciwzmarszczkowych, przeciwtrądzikowych, przeciwzapalnych 
i ujędrniających właściwościach witaminy C. Jak witamina C sprawdza się u mnie? 
Przede wszystkim rozświetla cerę, wygładza, ujednolica jej koloryt i głęboko odżywia. 
Zauważyłam również, że zmniejszył się (!) problem z zaskórnikami na nosie. 
Witaminę C wklepuję w cerę a następnie nakładam na nią krem - rano buzia wygląda 
jak najedzona :)) Na ten moment używam jej na zmianę z serum kolagenowym (każde 
po 4 dni na noc). Ważne jest, by witaminy używać koniecznie pod krem, żeby się nie utleniła. 
Jeśli chcecie spróbować tego sposobu i smarować swoją cerę czystą witaminę C, to nie 
zrażajcie się tłustą konsystencją - skóra tego potrzebuje i wręcz “wypija” ją po nałożeniu.

______________________________





Masło Shea od Indigo to produkt, który jest pierwotnie przeznaczony do dłoni 
i paznokci, ale posłuchałam głosu intuicji i postanowiłam stosować go inaczej. 
Dzięki temu w kwietniu ubiegłego roku doprowadził moją suchą buzię do porządku. 
Od początku było widać, że ta dwójka naprawdę się ze sobą lubi. Masło Shea było 
w zasadzie pierwszym, oleistym produktem jaki nałożyłam na twarz i zobaczyłam, 
że moja cera najlepiej reaguje na olejki. To był moment w którym krem Nivea poszedł 
w odstawkę a moja buzia zaczęła JEŚĆ. Wyglądała pięknie i była niesamowicie odżywiona. 

______________________________



Wiecie co jest fajne? Nie dość, że te produkty świetnie działają na moją cerę, to na dodatek są bardzo wydajne. Każde z nich mam już długie miesiące i o ile masło shea oraz serum są na wykończeniu, to witaminy C i olejku arganowego jest tyle, że mam wrażenie, że długo się nie skończą. Polecam Wam te produkty, bo to są świetne nawilżacze a prawda jest taka, że KAŻDA CERA kocha serum nawilżające czy olejki, nawet ta tłusta! Nie będziecie zawiedzione.