Zostań bohaterem dzieci z Akademii Przyszłości! x BIZUU & TK Maxx

24 maja



Kto  mnie  zna  ten  wie, że nie jest mi obojętny los innych ludzi - a najbardziej tych mniejszych! 
Uważam, że dzieciaki to nasze największe dobro i powinno się w nie inwestować niezależnie od 
wszystkiego. W  tym  kontekście  na  szczególną  uwagę  zasługują  dzieciaki  z gorszym startem 
w  życiu, bo  jak  wiadomo, czym  skorupka  za  młodu  nasiąknie, tym  na starość trąci. A nawet 
jeśli  nie  na  starość, to  efekty  naszego wychowywania będą widoczne w dorosłym życiu. To od 
nas  dorosłych  zależy,  jaki  będzie  początek  dorosłości  naszych  milusińskich,  dlatego  każdy 
wysiłek jest na wagę złota. Do czego zmierzam?








Moi czytelnicy wiedzą, że od lat z chęcią wspominam o akcji charytatywnej na rzecz programu
Akademia Przyszłości
organizowanej  przez  TK Maxx. Akademia Przyszłości  to  program, który działając na terenie 
całej  Polski  wspiera  dzieci  ze  społeczności  lokalnych, które  znalazły  się  w trudnej sytuacji 
rodzinnej lub materialnej  i  w obliczu trudności życiowych straciły wiarę w siebie. Założeniem 
programu jest  wspieranie dzieciaków, dzięki  czemu  mogą  one  piąć się w górę i ze spokojem 
ruszyć w dorosłość. 
Tegoroczna    edycja    obejmuje   współpracę  z marką BIZUU,  której  projektantkami   są 
Zuzanna   Wachowiak     i    Blanka    Jordan.     Efektem    współpracy     jest     limitowana, 
charytatywna kolekcja bandanek oraz przypinek inspirowanych motywem bohaterskości. 
Jeśli   chcesz   wesprzeć  Akademię i przyczynić się do pomocy dzieciakom, zachęcam Cię 
do  kupna  tych  gadżetów, bowiem  dochód  z  ich sprzedaży zostanie właśnie przekazany 
na rzecz Akademii Przyszłości. 







Ja wybrałam bandankę z gwiazdami i gwiezdną przypinkę. To moje ulubione elementy z tej kolekcji. A Ty, co wybierzesz?



Musisz to przeczytać zanim kupisz swój pierwszy MacBook Air!

14 maja


Z myślą o zakupie MacBooka chodziliśmy już długo przed jego faktycznym kupnem. Od jesieni 2016 roku mieliśmy problemy z naprawdę fantastycznym, wysłużonym laptopem od Samsunga, który służył nam wiernie od 2010 roku, w międzyczasie zaliczając współpracę z XPekiem pożyczonym od mojej mamy. Ograniczało to naszą wygodę i moje vlogowo blogowe plany, a że ciągle nam było szkoda pieniędzy na coś nowego, to trwaliśmy wiernie przy obu złomkach. Ile jednak można wytrzymać i non stop się ograniczać? Z uwagi na trochę większą ilość czasu, zaczęłam się rozglądać za różnymi laptopami, trafiając na supertanie i te z dużo wyższej półki cenowej. Mając na uwadze pracę z systemem Windows na różnych komputerach, miałam ochotę na coś nowego. A gdyby tak spróbować z macOS? Czemu nie?

Nasz pierwszy MacBook trafił w nasze ręce jakoś w połowie grudnia 2017 roku i od tamtej pory budzi mieszane uczucia, choć już się do niego przyzwyczailiśmy. Używanie tego komputera sprawia mi niesamowitą przyjemność, ale ma też kilka wad, które uwierają mnie jak zbyt ciasne majtki na tyłku.

Pierwsze wrażenie było jak kubeł zimnej wody. Raz, że to nowe, a dwa, że coś zupełnie innego. Najpierw sam design, który zrobił piorunujące wrażenie. Mocna obudowa, schludny wygląd, zero plastikowej tandety, lekkość i to, że komputer jest cienki - jedno WIELKIE WOW! Akcesoria również były niczego sobie, ale system... No tu już było trochę gorzej. Niby wiedziałam jak tego używać, bo obejrzałam kilka tutoriali na Youtube na temat uruchamiania Mac Booka, przypisania go na siebie i synchronizacji z iPhone, ale... No ale jako wieloletnia użytkowniczka Windowsa denerwowałam się ciągle tym, że mylę skróty klawiszowe, zapominałam, że wszystkie programy mogę zobaczyć dopiero po kliknięciu ikonki Launchpad, irytowałam się, że żeby coś otworzyć czy w coś wejść, muszę naciskać gładzik i nie wystarczy lekkie muśnięcie, ale konkretny nacisk. Byłam przyzwyczajona do łatwości użytkowania Windowsa na Samsungu, przy jego jednoczesnym skomplikowaniu, a macOS sprawiał mi ogromny dyskomfort swoją prostotą. Dostawałam małpiego rozumu, kompletnie tracąc orientację w poruszaniu się po systemie. Nie umiałam, serio. JA - OSOBA, która bez problemu potrafiła wyegzekwować najskrzętniej ukryte informacje w komputerze. I na dodatek od samego początku nie mogłam i nie mogę wyczaić, który skrót klawiszowy kasuje cały tekst bez możliwości jego przywrócenia. Kurdę, no.



No ale nie było tak źle, jak mogłoby się wydawać. Minął tydzień, może dwa a ja dopiero zaczęłam dostrzegać zalety tego systemu. Ciekawi?



Przede wszystkim BRAK POTRZEBY INSTALOWANIA ANTYWIRUSA i kasa w kieszeni. Weźmy to na logikę - system operacyjny Windows jest tworzony pod komputery wielu marek i na chłopski rozum nie da się wystarczająco zabezpieczyć tak wielu różnych wersji systemu. To tak dużo pracy, że nie sztuką jest za tym nadążyć, więc wiele firm stworzyło antywirusy i ekspresowe cleanery. Za to Apple ma pod sobą systemy na wyłącznie swoje komputery i jest w stanie zadbać o to perfekcyjnie. Do tego dodajemy nasz zdrowy rozsądek i nie potrzeba nic więcej. Jeśli nie wchodzicie na podejrzane strony, nie ściągacie niesprawdzonych apek i nie wierzycie we wszystko, co Wam ktoś powie, to nie ma się czego bać.


Szybki i niezacinający się system. Oczywiście, jeśli otworzę 20 kart w Safari, to musi się chwilę namyślić, ale szybko się ogarnia. W końcu mi też się zdarzają sytuacje, że potrzebuję 5 sekund na uruchomienie logicznego myślenia :D Btw. nie trzeba wyłączać komputera, bo wystarczy, że zamkniecie klapkę, a on przejdzie w stan DOSŁOWNEGO czuwania. Wystarczy otwarcie laptopa, by system momentalnie się wybudził.


Idealna synchronizacja z iPhone - począwszy od pęku kluczy, po możliwość przepinania kart z Safari z Iphone na Mac Booka (gdy np. wolicie kontynuować oglądanie jakiejś strony na komputerze), a także dzwonienia z komputera na telefon drugiej osoby. Komputer po prostu łączy się wtedy z Iphone, ale rozmawiacie normalnie na komputerze. Nie mogę zapominać o ukochanym i niezawodnym AIR DROP, dzięki któremu nie bawię się w przesyłanie plików na pocztę i nie dokładam sobie roboty. Air Drop rządzi!





Mac Book, tak samo jak iPhone jest przypisany na Was. Jest i koniec - a przekonać się o tym możecie na swoim koncie na stronie Apple i podczas pierwszego uruchamiania komputera.


Coś, co po przestawieniu się może sprawiać trochę problemów to okrutnie prosty system operacyjny i brak zawiłości jak w Windowsie. Wydaje mi się że przy macOS, Widows jest dla komputerowych freaków, lubiących się tym bawić, a Mac Book mógłby świetnie służyć jako komputer dla osoby, która serio nie zna się na sprzętach. Więcej zagadnień rodzi kwestia prywatności, bo jest ona w takim zakresie, że sprzęt jest po prostu Wasz, ale wiecie, jeśli chcecie coś schować a nie będziecie wiedzieć jak to ukryć, to w Mac Booku Air tego nie zrobicie. Wszystko jest na wierzchu (chyba, że zrobicie dwa oddzielne konta użytkowników, ale to i tak mało da), mimo to zawsze można coś schować w folderach, których przeciętny użytkownik nie będzie otwierał, ale po co? Tak poza tym ustawienia są banalnie proste, menu jest na dole pulpitu, a opcje w różnych programach pojawiają się po ich włączeniu, na samej górze ekranu w minimalistycznym menu. Po kliknięciu w jabłuszko w lewym górnym rogu znajdziecie informacje o swoim laptopie, systemie, uaktualnieniach, oraz o pamięci - wszystkie można notabene otworzyć w nowym oknie i sprawdzić szczegóły. Po prawej stronie znajduje się kilka ikonek, m.in. Bluetooth, WiFi, dźwięk, stan baterii, data i godzina, wyszuiwanie i ikonka paska bocznego w którym możecie umieścić różne, przydatne dla Was widżety. Mi np. przydał się kalkulator i pogoda, więc... tak :D System jest MEGA prosty, serio.


Za system płacicie raz - jest już w cenie laptopa. I potem tylko aktualizujesz za free.


Bardzo dobra i wytrzymała bateria, która wytrzymuje w zależności od wykonywanych zajęć od około 8 godzin (przy ciągłej, intensywnej pracy i kilku cięższych aplikacjach np. iMovie) do kilku dni - mój rekord to 5! Dziś będę ładować Mac Booka po dwóch dniach. Dla mnie super.



Jeszcze raz wspomniana super jakość wykonania - metalowy, precyzyjnie i solidnie wykonany, cienki, mały i lekki. Ten sprzęt to genialne rozwiązanie, dla często wyjeżdżających osób lub takich, które po prostu mają po dziurki w nosie dźwigania ogromnego lapka w torbie, i nie chcą się przejmować stanem baterii - ta po prostu nie padnie po 1,5 godzinie używania. Pod ekranem jest ukryta bardzo dyskretna klimatyzacja i małe logo tekstowe marki. Obudowę zdobi śliczne, przeurocze, świecące jabłuszko. Jak już się zatrzymuję przy jabłuszku, to przychodzi mi do głowy jedna rzecz - jak ludzie mogą mieć problem z tym logiem, skoro inne komputery również zdobią loga producentów, a mimo wszystko tylko na Apple jest hejt, bo to Apple :D




Żeby nie było tak słodko i tęczowo, przejdźmy do wad.

Jedną z nich jest zaleta wspomniana przeze mnie wcześniej, czyli prostota. Dzieci Windowsa mogą się wkurzyć. Jeszcze wcześniej zastanawiałam się, co ja do cholery zrobiłam?!


macOS w pewien sposób ogranicza użytkowników przyzwyczajonych do pracy na systemie Windows. Przede wszystkim, kto używał Windowsa przez wiele lat, wie, że można na niego ściągnąć multum programów i często ich starsze, wygodniejsze wersje. W macOS tego nie ma. Ponadto na Windows można ściągnąć darmowe wersje programów, które tutaj trzeba kupić na legalu. Oczywiście nie twierdzę, że to jest dziwne, bo każdy za swoją pracę powinien otrzymać pieniądze, ale są takie programy, które zostały udostępnione w internecie za darmo, a mimo wszystko nie mogę ich wgrać. Ponadto, jeśli ściągacie coś poza Apple Store, to musicie to instalować, dając na to pozwolenie. Ja tam już zapomniałam, jak się to robi.


Dokument Writter Pro ssie. Nawet się nie umywa do Microsoft Word, a szkoda. Tęsknię za starym, dobrym Office... Widzicie, dalej jestem uprzedzona, chociaż mam Mac Booka od sześciu miesięcy. Brak mi też zwykłego notatnika, który nie zmienia czcionki w tekście na bieżącą.


Przeglądanie zdjęć na Mac Booku jest inne niż na komputerze z Windowsem, nie działa z automatu. Albo klikniecie dwukrotnie w jedno zdjęcie, albo zaznaczycie całą grupę zdjęć i otworzycie w innym oknie dwoma kliknięciami. Przewijacie strzałkami w górę i w dół. Wkurzające, ale idzie się przyzwyczaić.


Pamięć - pozornie jest duża i w sumie nie mam na co narzekać, ale wiecie, jak robię nagrywki w 4k czy nagrywam vloga, który z 40 minut schodzi do 20, to jednak mi to miejsce jest potrzebne. Niestety pliki video, zamiast siedzieć w źródle, importują się do biblioteki iMovie i zajmują niepotrzebnie miejsce. Ogólnie jest ok, choć mogłoby być lepiej, ale godzinnego vloga nie mogłabym chyba skleić :P Chociaż nie przesadzajmy - na naszym starym kompie też by nie poszło :D


No i na koniec - akcesoria do niego są drogie, a jeśli rozwalicie ładowarkę to macie 200 zł w plecy. No mnie to potencjalnie boli.


Podsumowując... Mac Book Air jest świetnym laptopem dla osób, które ciągle gdzieś jeżdżą i potrzebują lekkiego i małego sprzętu do pracy i obróbki zdjęć, z dobrą baterią. Ładowarka jest tak samo mobilna, bo jest mała i w zestawie dostaniecie dodatkowy, mniejszy kabel do zasilacza. MacBook Air
 jest wytrzymały, bezpieczny, stabilny, intuicyjny, szybki, idealnie synchronizuje się z iPhone i nie zawiesza się. Mimo to nie nadaje się do grania. Poza tym jest śliczny i elegancki. Mimo tych wszystkich zalet i fantastycznej wygody czasem tęsknię za Windowsem i wieloma możliwościami, choć ten system niósł ze sobą trudności, problemy i dozę ryzyka (wirusy i takie tam). 


Pisząc Wam o tym, czuję się nie logicznie, bo mogłabym to przyrównać do tęsknoty za byłym facetem, którego się świetnie znało, ale zostawiło, bo pomimo swoich zalet i wielu przeżytych, wspólnych lat miał również wady, z którymi ciężko Wam się żyło. Po nim przyszedł ten idealny, przejrzysty do granic możliwości, idealnie rozumiejący Wasze potrzeby, nierobiący bałaganu, myślący nad własnym wnętrzem, nowoczesny. Ma coś w sobie, ale nie podejmie cięższych wyzwań i nie uniesie wszystkiego. Nie pójdzie z Wami na paintballa i wybierze lżejsze rozrywki, ale da radę w biurowej roli. Taki grzeczny i ułożony facet. Jest super, ale to zupełnie coś innego od tego, co było wcześniej.
Dobrze, ŻE TO TYLKO LAPTOP. Ufff...

Dla wielu osób sprzęt od Apple to część niekończącej się hipsteriady i obciach na kółkach. Bo logo, bo za drogi... A ja Wam powiem, że jest to normalny laptop, jakich tysiące, tylko że... pracuje dokładnie tak, jak można od niego tego oczekiwać. Jeżeli tańsze laptopy z Windows i podobną specyfikacją mają się siadać po kilku miesiącach używania, to moim zdaniem warto dołożyć ten tysiąc i cieszyć się stabilnym sprzętem tyle samo albo dłużej. Myślę, że Mac Book air nie dołoży Wam takich nerwów jak laptopy z Windowsowej rodzinki.


Czy poleciłabym Wam ten sprzęt? Jeśli jest dla Was ważna prostota, perfekcyjna jakość wykonania, szybkość, stabilność i mobilność, to jest to sprzęt dla Was. Dbajcie o niego i nie pracujcie za dużo na podłączonej baterii, a na pewno Wam długo posłuży.


Charlotte Oreo Tiramisu na bazie kawy Inka

08 maja
Oreo tiramisu


Gdybym miała  powiedzieć, które z moich  ciast  wyglądało  najbardziej uroczo, to bez wahania wskazałabym właśnie TO. 
Przeuroczą, Charlotte Tiramisu Oreo. Jest jednak jeden myk - nie użyłam normalnej kawy i wybrałam bezkofeinową Inkę.
Wybrałam taki wariant nie tylko ze względu na moje dziecko, ale także dlatego, że choć jestem w stanie wypić normalnie 
kawę, to deserów z klasyczna kawą nienawidzę. Za to Inka... palce lizać. Sami spróbujcie!


Oreo Tiramisu

Piekarnik  nastawić  na  170  stopni.  Suche  składniki  wymieszać.  Postępować  jak  w   przypadku 
bezy - białka oddzielić od żółtek  i  ubić  na  sztywno z  cukrem,  a  następnie  z  sokiem  z  cytryny. 
Do ubitych białek dodać żółtka i ubijać do momentu  aż  białka  połączą  się  z  żółtkami a jaja będą 
puszyste.  Do   ubitych   jaj   dodawać   po   łyżce   suchych   składników  i  wymieszać  (szybko  ale 
ostrożnie). Pilnować tego, by nie zostały grudki - należy robić to bardzo dokladnie! Piec od  40  do 
50 minut. Po  upieczeniu  i  ostudzeniu  biszkopt  podzielić  na  trzy  blaty  i nasączyć je naparem z 
trzech łyżek Inki.


•••

Bitą  śmietanę  ubić  z  mascarpone  i  cukrem pudrem  (jeśli boisz się opadnięcia, dodaj śmietanfix).
Krem Oreo • 12 ciastek oreo zmiksować z łyżką ubitego kremu a następnie dodać 3 łyżki i delikatnie 
wymieszać. Pamiętaj  by do kremów dodać powoli i delikatnie po połowie żelatyny rozpuszczonej w 
wodzie!

•••


Formę  wyłożyć  biszkoptem  (odkroić  mniej  więcej 1,5 - 2  cm brzegu)  i  Lady  fingersami. 
Blaty  przekładać kremami (śmietanowy + oreo, czekolada - z TEGO PRZEPISU)  uważając 
na  to,  by  najwięcej białego kremu chroniło biszkopty  od  boku.  Ostatnią  warstwę kremu  
przykryć   kremem   czekoladowym   i  chłodzić   całą   noc   w   lodówce.   Przed  podaniem 
udekorować watą  cukrową, i ciastkami i różową wstążką.