Wrzuć na luz. To TYLKO święta!

23 grudnia 2018



Jest już późno gdy to czytacie i pewnie jesteście już w fazie końcowej wszystkiego co robicie, by jutro radośnie klapnąć na fotel i odpocząć. Albo już odpoczywacie. Ale część z Was pewnie przypłaciła to zdrowiem i nawet nie macie siły kiwnąć palcem. Czy było warto? Nie odpowiem, bo to w Was ta odpowiedź tkwi. Za to opowiem Wam, jak było u mnie, jak się wyrobiłam ze wszystkim i jak udało mi się dojść do tego, że jest to dla mnie normalny dzień z odrobiną wyjątkowości. Ostrzegę Was jednak, że możecie sobie pomyśleć, że chyba trochę się spóźniłam... Nic bardziej mylnego, przecież musiałam go napisać na podstawie CZEGOŚ. Ten post przyda się Wam w przyszłym roku.

Mój okres przygotowań do świąt Bożego Narodzenia zawsze rozpoczyna się po 11 listopada.  Zawsze po tym dniu widzę, że mam za sobą cykl urodzin, Halloween, Święto Zmarłych, Dzień Niepodległości i czuję, że mogę w końcu poświęcić myśli ulubionej okazji w roku. Dla mnie Święta Bożego Narodzenia to nie tylko religia ale i RODZINA i MIŁOŚĆ. To moje święto RODZINY I MIŁOŚCI, więc chcę poświęcić temu całą swoją uwagę i sprawić, by było takie, JAK SOBIE WYMARZYŁAM. 

Nie owijajmy w bawełnę i powiedzmy sobie prosto - oprócz miłości i spraw ducha, przygotowania do świąt rozbijają się głównie o kwestie materialne. Okres świąteczny to czas w którym kasa leci jak woda w wodospadzie Niagara. Upominki, dzień dla rodziny, a na dodatek życie codzienne to ogromna bomba z opóźnionym zapłonem. Rolę wybuchu pełni debet przed dziesiątym i oczywiście wiem, że równie dobrze na debet można wejść przed nieoczekiwane wydatki, ale brak dobrego planu w tak specyficznym miesiącu również potrafi wycisnąć Wasz portfel do dna.




Prezenty

Już jesienią możecie badać nastroje najbliższych. Dam sobie rękę uciąć, że lubicie gdy Wasi bliscy są zadowoleni z upominków jakie im dajecie, więc podpytujcie, co chcieliby otrzymać i rozglądajcie się wcześniej, bo możecie dostać dany produkt o wiele szybciej i taniej, niż w czasie promocji świątecznych. I choć promocje ogólnie bywają straszne (ludzie tracą kontakt z rzeczywistością), to można kupić coś o wiele, wiele taniej i zaoszczędzić. W ten sposób moje koleżanki zrobiły zakupy świąteczne w Black Friday. Ja moje zakupy zrobiłam głównie przez internet bo moje zdrowie jak co roku siadło, ale dzięki doświadczeniu z ostatnich lat udało mi się rozplanować wszystko wcześniej. 
Robicie prezenty DIY? Nalewki, dżemy, czy swetry... Zasada jest taka sama - badacie nastroje i działacie!


Zdrowy rozsądek

Wielu z nas zapomina o tym, że po świętach oprócz Sylwestra również toczy się zwykłe życie i łatwo jest przesadzić. Jest również i inna strona medalu - skupiamy się na świątecznych priorytetach, a zapominamy o rzeczach, których może zabraknąć. Czasami z głowy wypadają nam najgłupsze rzeczy typu płyn do mycia naczyń czy papier toaletowy, albo te istotniejsze. Często może się okazać, że nie macie w domu leków przeciwzapalnych na nagłą infekcję czy syropu na gardło, albo Wasza apteka jest dość daleko. Ostatnio machnęłam ręką na przeziębienie które rozwijało się kilka dni, a potem okazało się, że nabawiłam się zapalenia oskrzeli. Lepiej nie ryzykować zwłaszcza, jeśli macie dzieci! 
W temacie jedzenia i świąt macie zapewne przed oczyma obraz robienia zapasów na jak na wojnę, ale czy to oznacza, że właśnie tak musi być? Dla rodziny nie musicie robić żadnych popisowych dań. Kasza jęczmienna ze schabem pieczonym i burakami, zrobi robotę. Zwykły makowiec albo piernik będzie pysznym deserem. A Wy musicie owszem zrobić większe zakupy, ale TYLKO NA 3 DNI, bo poza rodzinnym obiadem też musicie jeść, więc składniki śniadanie czy kolację są naprawdę mile widziane. Luz!

Dla komfortu psychicznego przygotujcie sobie mały opis tego, co chcecie przygotować, jakich składników Wam potrzeba a potem sprawdźcie co macie, i co musicie dokupić.




Przyjemność z mieszkania w normalnym domu. NIE W MUZEUM.

Przeczytajcie to i wróćcie myślami do świąt w domu rodzinnym. Czy któreś z rodziców miało hopla na punkcie perfekcyjnie posprzątanego domu? Czy Waszych rodziców irytowały nie przetarte szafki, kurz na telewizorze, czy multum brudnych, porozkładanych garnków, które osiadły tam w imię idealnych, czystych świąt? Czy pod sufitem wisiała ciemna chmura zwiastująca nerwówkę? Ja widziałam to u mnie, i u innych... a dziś uważam, że szkoda było nerwów na te kilka dni. 
Dla moich rodziców i ich pokolenia bardzo ważne są tradycje. Jest to dla mnie ważne i też zwracam na to uwagę, ale zdecydowanie odcinam się od tego, że coś trzeba zrobić, że coś być musi. Pamiętam takie święta, na które moja mama się bardzo starała. Przygotowywała te wszystkie pyszne rzeczy po nocy, chciała, by było perfekcyjnie. Jak nie wychodziło to złościła się, a frustrację było czuć z 10 metrów.
Gdybym mogła cofnąć się w przeszłość to powiedziałabym jej, że wcale nie musi tego wszystkiego robić, by nas uszczęśliwić. Że wolałabym, żeby usiadła i odpoczęła, bo dla mnie nie musi być śledzi w oleju na wigilijnym stole, czy dwóch zup albo gara ziemniaków. Półmisek z karpiem też mi nie jest potrzebny, sałatki jarzynowej nie wcisnę do tego, a co dopiero ciast, na które ciężko znaleźć miejsce w brzuchu po takiej uczcie. W domu też nie musi być sterylnie czysto, bo nie trzeba się aż tak przemęczać z okazji specjalnych świąt. 

Jak ja bym to zrobiła dziś? Odłożyłabym perfekcjonizm na bok. Perfekcyjna wolę być w innych dziedzinach, tu tego nie potrzebuję. Gdybym miała wyprawiać Wigilię, to nie podjęłabym się tego sama. Wyprawiając obiad świąteczny, postawiłabym na prosty posiłek i dobry deser. Przetarłabym kurze, odkurzyłabym podłogę i tyle. Dżinsy walnęłabym do szafy bez zastanowienia, a torebkę rzuciła na komodę i miałabym to gdzieś. Uprałabym to co trzeba, jeśli chciałabym zrobić coś wyjątkowo, to bym zrobiła. Nie brałabym się za to co by mnie denerwowało, bo chciałabym uniknąć narastającej we mnie frustracji. Odkurzyłabym tu i tam, po podłodze przeleciałabym mopem... Bez spiny. Dom nie musi być perfekcyjny.



Spokój ducha

W poprzednich akapitach ujęłam najprościej jak się da, wszystko to, dzięki czemu wyrobicie się i nie będziecie mieli ryzyka wzięcia zbyt wielu spraw na własne barki. Teraz wróćmy do tego, dlaczego warto wyczilować.

Od kiedy pamiętam, zawsze byłam nauczona tego, by przed świętami wszystko było na tip top. Wszystko uprane i wysuszone, brak brudnych naczyń w zlewie, okna umyte tak, że nie widać najmniejszej smużki a podłoga tak czysta, że szkoda iść dalej. Do tego ubrana choinka, kolędy, wiele potraw na stole, odświętne ubranie... Tylko jest jedna sprawa - jak na zdrowy rozum ogarnąć to wszystko na tip top zwłaszcza, jeśli dwie osoby pracują, albo mąż jest od rana do wieczora w pracy? Jak to zrobić mając małe dziecko w domu? W jaki sposób zrobić to wszystko, żeby się nie wkurzyć? Nie ma szans. 
Kto mnie zna ten wie, że choć jestem bardzo spokojną i wyważoną osobą, to zdarzają się sytuacje, że byle pierdoła potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Wyobraźmy sobie, że robię coś super ważnego na czym muszę się skupić, a nagle kilka osób próbuje mnie naraz zaczepić. Łatwo się zdenerwować, prawda? A teraz pomyślmy, że właśnie tak wyglądają Bożonarodzeniowe przygotowania, gdy bierze się na głowę wszystko i ma być bez skazy. Choć taki stres należy do krótkotrwałych, to jest na tyle silny, by zepsuć najlepsze samopoczucie na resztę dnia. 

Czy nie lepiej sobie odpuścić i cieszyć się wolnym czasem? Nie wolisz zastąpić szorowania okien, czasem z ukochaną osobą? Nie wolisz pobawić się z dzieckiem, poleżeć pod choinką i pogapić się na bombki? Nie wolisz zrobić sobie talerza kanapek i objeść się nimi, skoro nie masz nigdy na to czasu? Fajnie jest zadbać o bliskich i o to, by było fajnie, ale dobrze jest się przy tym nie zmęczyć. Łatwo jest wrócić do pracy jeszcze bardziej zmęczonym, niż się z niej wróciło. Pomyśl o sobie i zadbaj o własne wnętrze, wrzuć na luz i odpocznij. Zrób to dla swojego zdrowia. Zasługujesz na to!

1 komentarz

  1. Jeeeej! Kiedyś czytałam Twoje wpisy, remont pokoju, za który sama się zabrałaś, pudrowe dodatki dekoracyjne, wpisy pisane z "lekkością", poinformiwanie nas - czytelników o ciąży, a nawet vlogi :-) i wtedy jakoś przestałam do Ciebie zaglądać, ogrom moich obowiązków i zapomniałam nazwę bloga. I teraz, po miesiącu przypominania sobie Twojej "nazwy", zasypiając, w myśli powiedziałam "kreujeswojezycie", nadrabiam czytanie, a Ciebie szczerze pozdrawiam, Paulina

    OdpowiedzUsuń

Miłe, ciepłe słowa a także szczera, kulturalna, i przede wszystkim - konstruktywna krytyka - wszystko jest dozwolone. To motywuje mnie najbardziej w blogowaniu!:)

Chamstwo i obraźliwe teksty lądują w koszu od razu.

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka strona lifestyle'u młodej mamy. Design by FCD.