Ulubieńcy kosmetyczni ostatnich miesięcy!

21 marca 2019




Ostatnio rozmyślałam sobie trochę o blogowaniu i powiem Wam, że gdybym miała być blogerką kosmetyczną, to by mi to po prostu nie wyszło. Nie mogłabym być tak monotematyczna, a poza tym nie lubię mieć w kosmetyczce za dużo. Zużycie czegokolwiek poza pudrem, podkładem i pomadkami nawilżającymi jest dla mnie dość ciężkie - skutki tego odczułam niedawno, sprzątając z niechęcią szufladę pełną kosmetycznych różności. Poza starymi szminkami wywaliłam m.in. lakiery, bo przecież nie maluję paznokci, nawet nie potrafię... Były stare, a ja walczę z nawykiem obgryzania pazurków. Bez sensu, prawda?
Choć wyrzucanie lakierów do kosza brzmi kosmicznie, to nie dajcie się temu zwieść. Jeśli czytacie mojego bloga od lat, to wiecie, że lubię minimalizm w szafie i kosmetyczce... Bardzo selekcjonuję rzeczy które używam, każdy wybór jest naprawdę przemyślany, no ale dopuszczam tą możliwość, że nie wszystko idzie po mojej myśli. Pomimo tego, że znajduję takie rodzynki (jak te lakiery), to mam swoje sprawdzone produkty, które naprawdę uwielbiam i uważam, że są warte wydanych pieniędzy. Przeczytajcie dalej, a może coś Wam się spodoba i postanowicie to przetestować!:)




Rozświetlacz od Make Up Revolution,
który kupiłam niecałe dwa lata temu w Kontigo, nadal mi świetnie służy i jest bardzo wydajny. Mix kolorów daje fajny efekt rozświetlenia, a i nad efektem możemy popracować, odpowiednio wybierając dowolny odcień z serduszkowej palety barw, lub je mieszając. Produkt fantastycznie trzyma się na buzi i KONKRETNIE dodaje blasku ;)


Korektor AA Wings of colors 
sprawdził mi się najlepiej ze wszystkich korektorów jakie używałam do tej pory. Bardzo dobrze kryje cienie pod oczami i inne niedoskonałości, dobrze się trzyma na skórze przez wiele godzin i co najważniejsze - nie szczypie mnie po nim skóra! Zawsze biorę go ze sobą w razie niespodziewanej awarii i mnie nie zawodzi ;)


Peeling do ust Dior
to najbardziej poręczny i praktyczny peeling jaki miałam do tej pory. Może i jest drogi jak diabli, ale robi z moimi ustami prawdziwe CUDA. Nie dość, że ZŁUSZCZA je i KONKRETNIE NAWILŻA, to na dodatek po nałożeniu czuć efekt chłodzenia, który uwielbiam. Ostatnią rzeczą jaką mogę na jego temat powiedzieć jest to, że cudownie smakuje i rewelacyjnie pachnie. Ten dostałam w prezencie ale gdybym miała sama kupić to nie żałowałabym pieniędzy - jest naprawdę super i dzięki komfortowi noszenia często jest dla mnie zamiennikiem szminki.


Tusz do rzęs Eveline Volume Celebrities
jest moim ulubionym tuszem zaraz po Lash Sensational od Maybelline. Choć nie jest wodoodporny, to ma wydłużać rzęsy i w tej kwestii sprawdza się świetnie. Ma genialną szczoteczkę, która naprawdę dobrze rozczesuje rzęsy.




Podkład Liquid Control od Eveline *baby face effect*
to najlepszy podkład spośród podkładów używanych w ciągu ostatnich dwóch lat. Razem z pudrem matującym dobrze radzi sobie z mocną klimą i nie waży się na buzi. Ponadto nie zapycha porów i dobrze się go rozprowadza na skórze. Jest tak świetny, że do tej pory kolejna nowość od Eveline nie jest w stanie go przebić!




Płynny róż  O. TWO. O 
zakupiony na Alie, był totalnym, ale za to bardzo pozytywnym zaskoczeniem! Można by sobie pomyśleć, że jestem durna, zamawiając kosmetyki których nie znam, ale... moje podejście do kosmetyków z Aliexpress jest całkowicie obojętne i myślę, że jeśli czytacie opinie pod aukcjami to raczej nie natniecie się na kompletny bullshit. Marka O. TWO. O ma swoją stronę internetową i normalny sklep na Alie, więc się nie bałam tym bardziej, że te kosmetyki wyglądają naprawdę bardzo kusząco. Tak było z tym różem, którego kolor bardzo przypomina mi Orgasm od NARS. Szata graficzna i opakowanie to jedno, ale jakość... Ten róż nie dość, że może być różem, pomadką czy cieniami do powiek, to na dodatek siedzi na skórze cały dzień. Jest obrzydliwie wydajny a pigment to najmocniejsza z jego stron. Szczerze powiedziawszy nie miałam fajniejszego różu!




Roż do policzków AA Wings 
to mój kompan w krótszych i dłuższych podróżach. Kupiłam go awaryjnie w Rossmannie bo szybko potrzebowałam czegoś do akcentowania policzków. Lubię go, bo jest przyjemny, bardzo aksamitny, nie spływa wraz ze smalcem, który uwalnia się w ciągu dnia :D Daje delikatny efekt lekko rozgrzanych (!) policzków i wizualnie dodaje zdrowia, gdy go nie ma ;)





I najlepszy smaczek na koniec, a jest nim...
Paleta cieni Natural Matte od Too Faced
Mam już ją ze sobą ponad rok i uważam, że to jedna z najlepszych paletek jakie miałam. Cienie są niesamowicie napigmentowane, wydajne i na dodatek bardzo długo utrzymują się na powiekach. Na dodatek kolor Sexspresso z przyjemnością wykorzystuję do podkreślenia brwi, a Lace Teddy awaryjnie jako... róż! Te cienie są idealne do makijażu dziennego i myślę, że posłużą mi jeszcze długo :)
Polecam, bo cena jest odpowiednia do jakości.

Pączki idealne - nie tylko na Tłusty Czwartek!

1 marca 2019



Gdybym kiedyś usłyszała, że stanę się w kuchni kimś jak typowa babcia gotująca na oko, bez receptur,  to wyśmiałabym autora tych słów od stóp do głów. Było to dla mnie coś tak niesamowicie nieprawdopodobnego, że nawet nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Perfekcjonistka, ha! Gromadziłam przepisy jak matematyk wzory i przestrzegałam ich bardzo skrupulatnie. Żadna z moich potraw nie powstała bez dokładnego wzorowania się na przepisach. A dzisiaj...? Robię ZUPEŁNIE INACZEJ...

Dziś kupuję książki kucharskie tylko po to, by się zainspirować. By popatrzeć na ładne zdjęcia, poznać nowe składniki i dowiedzieć się, jak coś zrobić. Składniki są obowiązkowe, ale ich szczegółowe proporcje czy sposób wykonania... nie ma znaczenia. Oczywiście dla mnie nie ma znaczenia. Zrobię po swojemu i na dodatek dodam jeszcze coś od siebie.

Kiedyś podałam Wam przepis na pączki, ale to jak je robiłam, było bardzo bliskie mojemu ówczesnemu stylowi w kuchni. Tak, ten perfekcjonizm...

Dzisiejszy przepis na domowe pączusie jest totalną improwizacją. Począwszy od ciasta, które potraktowałam jak typową drożdżówę, a że nie chciało mi się wyrabiać rękoma to zrobiłam to mikserem ( :D ). Na dodatek zmieniłam nadzienie, bo nie przepadam za tradycyjnym nadzieniem z konfitury. Wolę czekoladę i karmel. Lukier też już nie jest moją bajką. 
Ciekawi, jak to zbroiłam? Mam nadzieję, że przepis się Wam przyda na następny Tłusty Czwartek i nie tylko!




SKŁADNIKI

Ciasto

Pół szklanki mleka
1/4 szklanki oleju
3 jajka
50 g drożdży
Pół szklanki cukru
Szczypta soli
500g mąki + trochę do podsypywania

Nadzienie + polewy

4 czekolady - 3 mleczne + biała
Odrobina mleka
50g masła
Pokruszone orzechy
Łyżka kakao lub kawy Inka
Smietanka 36%
Puszka masy kajmakowej

Dowolna dekoracja! Moja to polewy + pokruszone orzechy w złotym barwniku + cukier puder.

Olej do smażenia, około 1l.






Przygotować zaczyn - drożdże zalać mlekiem i wymieszać je z dodatkiem cukru oraz mąki, by zaczęły pracować.
Jajka ubić z cukrem, dodać zaczyn drożdżowy, szczyptę soli i wymieszać do powstania jednolitej, płynnej masy. Następnie dodawać mąkę małymi porcjami i miksować specjalnymi trzepaczkami do ciasta drożdżowego. Ciasto wyrabiać przez około 10 minut pilnując, czy nie jest zbyt lepiące. Podsypywać mąką. Wyrobione ciasto odstawić na około 40 minut w ciepłe miejsce. 

Po upływie tego czasu podzielić masę na 12 części i formować kuleczki. Aby pączki były ładne, polecam formować porcje ciasta w placek, a następnie ten placek zaginać do środka i zalepić, aż powstanie gładka kulka. Surowe pączki zostawić do wyrośnięcia na następne 40 minut. Z resztek ciasta przygotować kawałeczki do sprawdzenia ciepłoty oleju. 

Tłuszcz rozgrzać, aż będzie widać jego ruch w garnku. Wrzucić kawałeczek z resztek ciasta. Gdy będzie się smażył, wrzucić trzy pierwszy pączek do tłuszczu. “Obniżyć” ogień pod garnkiem, by temperatura spadła i by pączek się nie przypalił. Po usmażeniu rozkroić i sprawdzić czy dobrze się usmażył. Od tej pory resztę pączków smażyć na wyczucie i gdyby istniała wątpliwość czy się dobrze usmażyły, to wstawić je na 10 minut do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni. 


Nadzienie / 2 rodzaje

Masło rozpuścić w rondelku, dodać mleko a następnie pokruszoną czekoladę mleczną. Gdy całość będzie płynna, dodać łyżkę kakao lub Inki i wymieszać. Masę czekoladową rozlać do dwóch miseczek - mniejszej na polewę i większej, do której polecam dodać pokruszone orzechy. Schłodzić.

Do tego samego garnka dodać 3 łyżki śmietanki 36% i całą masę kajmakową z puszki. Całość rozpuścić i podgrzać a następnie większą część przelać do większej miski. Do reszty masy w garnku dodać białą czekoladę i rozpuścić. To będzie kolejna polewa.



Gotowe pączki nadziewać i dekorować wedle uznania. 





Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka strona lifestyle'u młodej mamy. Design by FCD.