Ulubieńcy pielęgnacyjni ostatniego roku

13 września 2020



Dzień dobry! Wraz z początkiem września zawitała jesień moi kochani, a to samo oznacza, że sezon chorobowy rozpoczął się i z miejsca polizało mnie jakieś wirusisko. Moim planem na chorowanie jest zazwyczaj jedynie Netflix & Chill, bo po pierwsze nie mogę za bardzo nic robić, a po drugie chcę, żeby organizm się zregenerował. Jednak jeśli mogę w tym czasie siedzieć z nosem w iPhonie i szukać nowości na Aliexpressie albo po raz setny obejrzeć Harrego Pottera i Zakon Tajemnic, to pisania nie chcę sobie odpuścić. Dzisiejszym tematem będą moi ulubieńcy do pielęgnacji cery - jest to część pierwsza, bo z tymi kosmetykami nie rozstawałam się przez długie miesiące i to w głównej mierze dzięki nim bardzo poprawił się stan mojej cery...


Na pierwszy ogień oczyszczanie i usuwanie makijażu. Moimi ulubieńcami były te dwa płyny micelarne - dwufazowy Garnier z olejkiem arganowym oraz beztłuszczowy od Bourjois. Są to dobre płyny (Garnier wręcz rewelacyjny), ale nie radzą sobie z jednym produktem - tuszem Maybelline Lash Sensational - niezależnie od tego czy mówimy o wersji klasycznej czy wodoodpornej. Ten tusz jak zastygnie to ciężko go zmyć - nie raz domywałam okolicę oczu następnego dnia po przebudzeniu. Odkryłam jednak sposób - przy demakijażu smaruję powieki i rzęsy dowolnym olejem jaki mam w domu np. lnianym, a potem domywam twarz i oczy mydłem. Trochę szczypie, ale czasem trzeba sobie pomóc ;) Btw. jeszcze jeśli chodzi o doczyszczanie to w tamtym czasie najlepszym produktem nie był jakikolwiek żel, ale... mydło ;) Choć od żeli nie stronię, i używam ich razem ze...


... szczoteczką Luną Mini Play! Słyszałam, że ostatnio dziewczyny turbo ją polecały (czyżby kolejna akcja marketingowa?), ale u mnie nie ma nic komercyjnego, bo kupiłam ją sobie sama! I na dodatek w fajnej cenie tj. 159 zł.  Jakby nie patrzeć, 159 to dalej duża cena za takie urządzenie, ale nie ma się co dziwić, bo to produkt premium. Uwielbiam ją stosować, bo nie dość, że dokładnie doczyszcza skórę, to na dodatek ją złuszcza i masuje! Zauważyłam też, że po umyciu nią twarzy produkty o wiele lepiej się wchłaniają, a ich działanie jest mocniejsze. Męczę ją od września i dalej pracuje bez zarzutu. Nie ma sobie równych. Zaraz zobaczycie z jakimi produktami zdziałała u mnie prawdziwe cuda!


Twarz oczyszczona? Okej! :) To pora na kwasy i sera. Na pierwszy ogień leci kwas glikolowy 7% od Ordinary, którego używałam na noc. Pisałam Wam już o nim, ale ten produkt jest wart miliona tekstów polecających, bo jest po prostu niesamowity :) Problem z moimi zaskórnikami skończył się w ciągu kilku miesięcy i teraz jeśli coś się pojawiło, to zazwyczaj był to zaskórnik zamknięty, który zwykle (do tej pory) zostaje przeze mnie usunięty igłą do usuwania zaskórników i pęsetą (nie cisnę, usuwam inaczej, bez popękanych naczynek i większych dram ;) ). Na dodatek ten tonik świetnie działał w przypadku zmian zapalnych - testowaliśmy go w tym przypadku zarówno na twarzy jak i na plecach... Dosłownie w kilka dni można było się pozbyć stanu zapalnego a ropne krosty po prostu znikały w oczach! :)


Jeśli mówimy o kwasach, to z całkowitą pewnością mogę Wam polecić ten czerwony, krwawy kwas (AHA 30% + BHA 2%). Raz, że peelingi robione nim są super i fantastycznie złuszczają skórę, a dwa, że stosowany punktowo na wypryski (30 do 60 min.) ekspresowo je wysusza i dusi dalsze ich powstawanie w zarodku! Jest to mocny produkt, więc nie zdziwcie się jeśli w tym jednym miejscu skóra będzie podrażniona, ale u mnie to przynosi efekty. Btw. jeśli zdecydujecie się na takie zastosowanie to ja nie biorę za to odpowiedzialności - mówię o tym co się u mnie sprawdziło i jakie były efekty. Po prostu jestem królikiem doświadczalnym dla siebie samej.

Serum kofeinowego używałam około dwóch miesięcy i zauważyłam, że po jego użyciu spojrzenie jest po prostu świeższe! Taki efekt mi się podoba, ale uważam, że za krótko go używałam by móc powiedzieć coś więcej. Jestem tylko pewna jednego - jest to w 100% bardzo delikatny produkt.  Btw. testowałam go ostatnio na wymęczonej makijażem skórze (zasnęłam z makijażem i obudziłam się z facjatą osoby którą można podejrzewać o ostre imprezowanie) i zauważyłam, że działa na nią po prostu pobudzająco. Myślę, że będę to powtarzać!

Kwas, który nawilża a nie złuszcza? :) Oczywiście hialuronowy! Ja używam kwasu 2% + wit. B5, i kocham go od pierwszego użycia! Jest to produkt idealny a w połączeniu z...


... kremem nawilżającym z kwasem hialuronowym działa prawdziwe CUDA! Używałam tego kremu na noc i na dzień przez kilka miesięcy - najczęściej stosowałam go na noc w połączeniu ze wspomnianym kwasem to... naprawdę, dzięki tej metodzie mam cerę IDEALNĄ :) Skóra Jest jednocześnie idealnie wypełniona, napięta, mięciutka, gładka i w ogóle miodzio! :) Krem sprawdza się u mnie również pod makijaż. Jest to najlepszy krem, jakiego kiedykolwiek używałam. Uwielbiam go!


Na sam koniec moje ulubione produkty do ust, czyli maska od Laneige oraz peeling Dior! Jeśli chodzi o samą maskę, to nie stosuję jej na noc bo szkoda mi wsmarowywać ją w poduszkę (strasznie się kręcę!). Za to używam jej w ciągu dnia. Nakładam ją przed wykonaniem makijażu, jak i po prostu jak błyszczyk - mam po niej super usta ale... mogłaby być tańsza ;) Mimo to nawet to jestem w stanie przeboleć, bo nie można temu produktowi odmówić rewelacyjnej wydajności.

Peeling do ust od Diora jest produktem, który namiętnie wygrzebuję (zostały resztki) i sądzę, że na jesień sprezentuję go sobie w tym roku :) Jego cena powala, ale wierzcie mi, że naprawdę jest wart swojej ceny. Złuszcza świetnie, pachnie i smakuje cudownie, ale co najlepsze - po nałożeniu i złuszczeniu ust, chłodzi je, koi i zostawia delikatny kolor! Powiem Wam szczerze, że w sytuacji w której mam wybór - peeling Dior czy szminka np. MAC - sto razy wolę go od moich pomadek z MAC, które choć są równie cudowne (i tylko tego można oczekiwać od tak kultowego produktu), to nie dorównują mu nic a nic ;)

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka strona lifestyle'u młodej mamy. Design by FCD.