By hasło „Rodzić po ludzku” miało sens.

20 marca 2014


Jestem pewna, że każda Was słyszała kiedyś hasło „Rodzić po ludzku”.
Dla mnie „Rodzić po ludzku” to znaczy rodzić w dobrych warunkach, w czystym i miłym miejscu, z najbliższą osobą u boku… Ale nie tylko. Hasło „Rodzić po ludzku” oznacza przede wszystkim poród w towarzystwie profesjonalnego personelu medycznego – takiego, który potraktuje cię jak człowieka który potrzebuje pomocy, zajmie się twoim stanem fizycznym oraz psychicznym, i da ci największe wsparcie.
U mnie tego zabrakło.

Owszem, miejsce było przyjemne, ciepłe, higieniczne i odpowiednio wyposażone.
Może nie rodziłam jakoś specjalnie długo bo mój poród trwał 9 godzin. Pierwsze wrażenie po tym wszystkim było co najmniej dobre, ponieważ byłam szczęśliwa, że Julka już jest ze mną, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak dużo działo się w tamtej chwili. Owładnięta bólem i buzującymi hormonami, nie byłam w stanie myśleć i zobaczyć tego co widzieli moi najbliżsi. 

http://instagram.com/smallrosie#Po paru miesiącach patrzę na to chłodno i widzę, że do porodu genialnie przygotowałam się w domu. Wiedziałam jakie pozycje przyjmować by poród postępował. Wiedziałam jak prawidłowo oddychać by maleństwo było dotlenione. Podczas pobytu na sali porodowej z moim ukochanym non stop pilnowałam tego jak mam się poruszać żeby rozwarcie się poszerzało, bez przerwy pilnowałam oddechu. Chciałam, by obok była położna. Tak na jakby co. Nie było jej. Przychodziła co pół godziny. Odczuwałam to jako jej brak. Do tej pory zastanawiam się jakim cudem udawało mi się myśleć i nie stracić głowy. Dlaczego musiałam sama walczyć z bólem? Co miał zrobić mój biedny (w tej chwili) ukochany? Mógł tylko patrzeć, wysłuchiwać mojego płaczu i trzymać mnie za rękę. To nie wystarczało. Potrzebowałam pomocy w razie sytuacji, w której po prostu przestałabym myśleć bo ciało przejęłoby całą kontrolę. Odnosiłam wrażenie, że położna jest tak jakby jej nie było, a jestem zdana tylko na siebie i mojego ukochanego. Gdyby nie jego obecność, nie czułabym się w pełni bezpieczna.
Położne pojawiły się za to w hurtowej ilości gdy nie byłam w stanie wyprzeć Julki na zewnątrz..
Nie jestem w stanie również zrozumieć tego, jak anestezjolog mógł zignorować moją prośbę o drugą dawkę znieczulenia zewnątrz oponowego. Pominę to, że przy podawaniu pierwszej dawki był nieprzyjemny i zdecydowanie brakowało mu empatii. Kiedy w bardzo krótkim czasie znieczulenie całkowicie przestało działać dowiedziałam się, że ten człowiek nie przyjdzie do mnie, bo jest na innej operacji. Przecież ja rodziłam. Wypuszczałam na świat nowe życie. Czy to nie było ważne?
Dostało mi się za to, że przeżywam swój ból. Rudowłosa doktor która odbierała poród, wyleciała do mojej rodzicielki z pretensjami o mój próg bólu. Jak ja mogę mieć niski próg bólu, no jak?! Przecież ona urodziła czwórkę dzieci, więc to nie możliwe, żeby mnie bolało tak bardzo! Szkoda tylko, że ta kobieta nie zdawała sobie sprawy, że nie każdy jest tak odporny na ból. Po to jest znieczulenie, żeby sobie ulżyć... Jednak po mnie ono spłynęło jak po maśle. Ot co, chwilę odpoczęłam. I tyle.
Myślałam, że zejdę.

Opadają mi ręce jak sobie pomyślę, że personel medyczny (za przeproszeniem) opieprzał mnie za to, że krzyczę… Powodem było rzekome stresowanie innej rodzącej.. Nie wolno mi krzyczeć, bo bym obudziła cały oddział… To przecież jest śmieszne! Bolało mnie tak bardzo, że nie wiedziałam co mam zrobić i krzyczałam na nich, że mam wszystko gdzieś a ja mam prawo do krzyku. Dosłownie.
Miałam dość ludzi którym brakowało empatii i zrozumienia.
Kiedy okazało się, że nie mogłam normalnie urodzić, przyszła zastępczyni ordynatora, starsza pani doktor. Ona nas uratowała. Dzięki niej Julka jest z nami, dzięki niej jestem tutaj.
Żałuję, że wtedy ja i moja rodzina byliśmy tak bardzo zaaferowani wszystkim, że nie złożyliśmy żadnej skargi.
Gdybym dostała wsparcie od położnej, anestezjologa i rudowłosej doktor, czułabym się naprawdę komfortowo. Ale tak nie było. Czułam się zignorowana i potraktowana przedmiotowo.
To jest dalekie od idei „Rodzić po ludzku”.

Ze zgrozą czytam wiadomości o tym, że w którymś szpitalu kobieta zmarła podczas porodu. Ze zgrozą przyjmuję codziennie wypływające z prasy wiadomości o śmierci dzieci na porodówkach.
Staram się wczuć empatycznie w sytuację kobiet które straciły dziecko. Nie potrafię. Łzy w oczach od początku. Tak się nie da… Nie jestem sobie w stanie wyobrazić czegoś tak strasznego, więc jak bardzo źle muszą się czuć te kobiety? Dlaczego nie zrobiono wszystkiego by ich dzieci żyły?

Zauważyliście ile się mówi o zwiększającej się liczbie cesarskich cięć? Moim zdaniem jest całkiem na odwrót. Dobrze jest kiedy kobieta może urodzić dziecko siłami natury, bez żadnych komplikacji w czasie porodu. Natomiast jeśli do porodu siłami natury zmusza się ciężarną która ma wskazania do CC, to jest to dla mnie coś strasznego. Dziewczyna z którą dzieliłam salę w szpitalu nie mogła normalnie urodzić. Nie pomagały kroplówki z oksytocyną podawane co dwa dni a także cewnik założony do szyjki macicy. Nic nie ruszało. Przez 24 godziny trzymali ją na porodówce pod kroplówką. Szyjka ani drgnęła, ta kobieta nie była w stanie normalnie urodzić. Po 24 godzinach straciła siły i wykonano jej cesarskie cięcie.
Moja bratowa ze względu na dużą wadę wzroku miała mieć CC. Kazano jej rodzić naturalnie. Kazano jej ryzykować utratą wzroku.
U mnie była mowa o cesarskim cięciu ze względu na tachykardię płodu. Tachykardia jest niebezpieczna dla takiego maluszka, więc dlaczego nie wykonano CC? Pominę to, że mam wadę serca i astmę a podczas porodu faszerowano mnie lekami... Jaki to miało sens?

Nie każda z nas jest w stanie normalnie urodzić i by to rozwiązać, wymyślono cesarskie cięcie. Nie rozumiem jak można zmuszać do normalnego porodu jeśli są przeciwwskazania. Nigdy nie zrozumiem jak można podejmować takie ryzyko.
Nie potrafię sobie wyobrazić tego, jak można nie dbać o to by kobiety czuły się komfortowo podczas porodu. Nie jestem w stanie zaakceptować braku indywidualnego podejścia do rodzącej. Kobiety są różne - jedna znosi to lepiej, inna gorzej. Jedna jest zdrowa jak rydz, inna ma jakieś schorzenia. Odnoszę wrażenie, że każda jest traktowana w ten sam, schematyczny sposób - a nóż uda się urodzić naturalnie, może nic się nie stanie.
Gdy dojdzie do jakiejś tragedii, rodzice dziecka są zdani tylko na siebie. Gdzie jest wsparcie?

Choć narodziny mojej dziewczynki były dla mnie jednym z najpiękniejszych momentów w życiu, to na sam poród patrzę z takim samym bólem jak wcześniej. Mam jakąś traumę.
Ból podczas porodu może i da się przeżyć, ale to, jak personel potrafi potraktować pacjentkę, skutecznie niszczy wszelkie pozytywne odczucia.

Drodzy lekarze, drogie położne - proszę Was, traktujcie rodzące ze zrozumieniem i dużą dawką empatii. Traktujcie je indywidualnie. Nie każda jest w stanie znieść tak wielki ból. Dobrze wiecie jak bardzo rozchwiana emocjonalnie potrafi być kobieta która rodzi swoje dziecko. Nie traktujcie prośby o znieczulenie jako fanaberię. Jeśli kobieta nie jest w stanie urodzić siłami natury i ma do tego przeciwwskazania, nie bagatelizujcie tego co się dzieje, nie ryzykujcie. Bądźcie mili, odłóżcie złe nastroje na bok. Darzcie rodzące wsparciem którego one tak potrzebują. Gdy nakrzyczą, nie gniewajcie się. Bądźcie obok i pomóżcie powitać nowemu człowiekowi świat jak najlepiej.
Jeśli troszczycie się o ludzi z powołania, to robicie jedną z najlepszych rzeczy jakie możecie robić  życiu.
Sprawiajcie, by hasło „Rodzić po ludzku” nabierało sensu.
By każda z nas mogła jak najlepiej przeżyć narodziny swojego maleństwa.
By czuła w pełni, że narodziny dziecka były naprawdę cudowne.

38 komentarzy

  1. Podpisuję się pod każdym Twoim zdaniem!
    U mnie położna podczas porodu była ok... ale zanim zaczęła się 'akcja' to bywały u mnie różne pielęgniarki...np. jedna nawet raz opieprzyła mnie, że nie pije wody (ból się nasilał i zdecydowanie nie o wodzie myślałam) a później dostało mi się, że piję za dużo (?!) choć wzięłam kilka łyków...Porażka. No i pretensja, że rozwarcie się bardzo wolno powiększa... Jakbym mała na to wpływ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspominając pewną znaną mi historię (choć nie moją) zastanawiam się nad jedną rzeczą i chciałabym cię o coś spytać: czy sądzisz, że to jak młodo wygląsz (ja dałabym ci na oko 18 lat, chociaż wiem z bloga ile masz naprawdę) miało wpływ na traktowanie ciebie w szpitalu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie... Taki sam żal do personelu miała 15 lat starsza ode mnie kobitka z sali obok... A gdy na patologię ciąży przywieziono 17 latkę, to nikt nie traktował jej z góry ze względu na wiek czy młody wygląd.

      Usuń
    2. To przykre, ale masz to juz za sobą i to jest najważniejsze :)

      Usuń
  3. Wzruszyłam się czytając to co napisałaś i wróciły do mnie chwile kiedy to ja byłam w takiej sytuacji. 1,5 roku temu powitałam na tym świecie mojego wspaniałego synka właśnie dzięki cesarskiemu cięciu. Nie dałam rady urodzić sama, mimo że nie męczyłam się strasznie długo (około 6 godzin). Byłam bardzo rozgoryczona i szczerze mówiąc załamana leżąc tam na sali i patrząc jak cały czas ktoś wchodzi i wychodzi z mojej sali. Tak na prawdę mogłam liczyć tylko na moją szwagierkę, która studiuje pielęgniarstwo i która bardziej mi pomogła niż ludzie tam pracujący. Moja położna też latała tam i z powrotem i każdy w około był oburzony, że mnie boli i że nie daję rady. Dopiero gdy całkiem opadłam z sił, a mój synek tracił oddech zainteresowano się nami tak jak należy. Dostałam 2 znieczulenie i wykonano CC. Tak na prawdę rzadko wracam do tych chwil, cieszę się że mam Go przy sobie i bardzo współczuje tym wszystkim rodzicom, którzy stracili swoje maleństwa przez błędy innych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kobiety właśnie dlatego, nie chcą mieć więcej dzieci. Ta trauma jest nie do przejścia, gdyby podejście personelu było inne, rząd nie narzekałby na niż demograficzny.
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, właśnie dlatego nie chcę mieć dzieci. Ktoś może powiedzieć, że to płytkie, że jestem taka siaka, ale jestem bardzo nieodporna na ból i nie wyobrażam sobie przeżywać kilkugodzinny poród w mękach, jeszcze z takim nastawieniem lekarzy.

      Usuń
  5. Świetny post! Nie pamiętam kiedy ostatnio czytanie czegoś pochłonęło mnie tak w 100%. Nie spodziewałam się, że wygląda to tak wręcz nie ludzko... Mam nadzieję, że Twój post dotrze do jak najszerszego grona.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie rodziłam jeszcze, ale też niedawno byłam w szpitalu. Trafiłam tam z ostrym bólem brzucha, przywiozła mnie karetka a jakaś pielęgniarka do mnie powiedziała (w momencie gdy się osuwałam na ziemię z bólu): 'Co? Brzuch boli? I aż trzeba było karetkę wzywać? W dupach się poprzewracało' - dla mnie? Szok, ale ból był tak straszny, że nie byłam w stanie jej nic odpowiedzieć. A mogłam, mogłam powiedzieć, że to ona jest tu dla mnie, nie ja dla niej a jak jej się praca nie podoba (pewnie była zła, że obudziłam ją w nocy z drzemki na SOR) to niech się zwolni bo jej pensja to moje podatki. A co ostatecznie mi było? Pękł mi torbiel na jajniku, miałam wysięk krwi do brzucha i 20 minut po konsultacji ginekologicznej już leżałam na cito na stole! Dobrze, że panie pielęgniarki na ginekologii to złote kobiety i zmyły trochę ten uraz do szpitali....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie lekarz ostatnio robił pretensje o to, że oparłam się o ścianę siedząc na kozetce, a miałam poważny uraz kręgosłupa. No ale farma na ścianie ważniejsza.

      Usuń
  7. U mnie dzis tez cudowna pogoda!!:) piekne slonce, 17 stopni -zyc nie umierac!
    Co do szablonu - bardzo mi sie podoba :) myslalam o takim jaki Ty masz - biale tło i delikatny napis na górze, ale jednak zdecydowalam sie na czarny pas i polecam, szybko sie przyzwyczailam, jest odrobine profesjonalnie, prosto i przejrzyście :) mozesz spokojnie taki robic, nikt Cie o nic nie osadzi :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze przed ciążą obawiałam się jak będzie wyglądał poród, nie bałam się bólu, ale właśnie tego jak zostanę potraktowana przez personel. Na szczęście wszystko było dobrze. Panie położne co chwilę zaglądały i pytały co i jak, zajrzała też do mnie lekarz prowadząca ciążę, mimo, że pracowała na innym oddziale i dostałam jakieś tam zastrzyki na złagodzenie bólu, bo w szpitalu, w którym rodziłam nie ma znieczulenia. Chociaż pewnie i tak bym się na nie nie zdecydowała. Przez cały czas położna mówiła co mam robić, jak oddychać i w ogóle. Nikt nikogo nie uciszał i nawet by mi do głowy nie przyszło, że można zwrócić przez to uwagę rodzącej. Tak więc, ja byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona tym jak to wyglądało.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zupełnie jakby pisały to moje wszystkie koleżanki, które rodziły w państwowych szpitalach. Nie mam jeszcze dzieci i przeraża mnie ta wizja - głównie dlatego, że wiem dokładnie jak to przebiega jeśli nie wyłoży się kilku tysięcy złotych... Lekarze niestety nie rozumieją, że chociaż dla nich to 1000406 pacjentka, której pewnie na oczy już nie zobaczą, to dla niej jest to przeżycie najważniejsze, często jedyne w życiu. To jest cholernie wyjątkowy zawód i mimo lat stażu nie wolno o tym zapominać!

    OdpowiedzUsuń
  10. Rodziłam jak mialam 17 lat. Zostałam opieprzona za to ze zadzwonili moi rodzice po karetke bo przeciez jak zaczal sie porod moglam sobie dojsc do szpitala sama bo oni karetki wysylaja dopiero poza kiasto. Auta nie mam. Na sali polozne sobie ostro uzywaly na mnie, wyzywaly i smialy sie ze bylo przyjemnie a teraz boli. Na sali malo nie umarlam, w ostatniej chwili robili CC . Dziecko urodzilo sie z krwawiem do osrodkowego ukladu naczyniowego ktore wchlonelo sie dopiero po ponad pol roku. Zaluje ze nie zglosilam skargi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany jak czytam takie wpisy, to mi się normalnie krew gotuje! Jak kobieta drugiej kobiecie może robić coś takiego, przecież nawet te słowa zostają w pamięci na długo

      Usuń
  11. Współczuję takich przeżyć. Dobrze, że masz to już za sobą! Mimo wszystko uraz został pewnie do końca życia. Ja na szczęście na opiekę podczas porodu nie mogę narzekać. Po porodzie było gorzej, bo nikt mi nie pomagał przy opiece nad maluszkiem. Po tych 4 dobach w szpitalu byłam totalnie wykończona. Mimo wszystko starałam sobie jakoś radzić choć wszystko było dla mnie nowością. Raz w nocy zadzwoniłam po pielęgniarkę i zostałam ostro zjechana za to, że nie jestem w stanie poradzić sobie z dzieckiem i co to będzie jak wrócę z nim do domu. Porodu nie wspominam traumatycznie, choć oczywiście ból był okrutny. Mimo wszystko myślę, że mam bardzo wysoki próg bólu. Jakoś tłumiłam wszystko w sobie zaciskając zęby. Na szczęście poszło dość sprawnie, bo po 3 godzinach Amelia była już z nami :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja miałam cesarkę ale po ludzku to się nie odbywało... ogólnie cały pobyt w szpitalu nie był ludzki...

    OdpowiedzUsuń
  13. To co opisujesz to woła o pomstę do nieba! Tacy zgorzkniali ludzie nie powinni pracować w służbie zdrowia... Ja już wiem, że w Polsce nie będę rodziła, i mam nadzieję, że sama będę mogła wybrać czy chcę urodzić naturalnie czy przez cesarskie cięcie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Straszycie mnie przez te Wasze komentarze :( teraz bede bala sie zajsc w ciaze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie bój się :) po prostu na porodówce walcz o swoje i daj im do zrozumienia że masz swoje prawa.

      Usuń
  15. niestety to dalej Polska... a traktowanie po ludzku jest tylko w "Chirurgach" ;)
    ja swoj porod wspominam dobrze, uwazam, ze swietna polozna zalatwila jakies 80% sukcesu.
    ale wszystko inne - przed (czekanie na lozko wolne na patologii), a nawet po (przenoszenie z dzieckiem z patologii na neonatologie), zachowanie pielegniarek, to coz, to sie nigdy nie zmieni. to Polska.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wzruszyłam się tym, co napisałaś. Tak wiele się teraz słyszy na temat strasznych przeżyciach kobiet podczas porodu... Są nawet kobiety, które z tego powodu nie chcą zajść w ciążę :( A przecież to najważniejszy moment w życiu, powinien być zapamiętany jak najlepiej...

    OdpowiedzUsuń
  17. ja miałam personel ok i krzyczałam ile się dało ale za to w moim szpitalu wogóle nie było możliwości znieczulenia i z tego co się zorientowałam w pobliskich szpitalach też nie ma znieczulenia, musiałabym jechać 50km żeby urodzić ze znieczuleniem

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nie rozumiem takich osób.. To ich praca powinni ją wykonywać tak jak się powinno, a nie głupio komentować, czy nie starać się pomóc pacjentce. Przecież na świat przychodzi nowe życie, i powinno się robić wszystko, aby poród przeszedł bez komplikacji, dziecko urodziło się zdrowe, a kobieta rodząca miała jak najlepsze udogodnienia w czasie porodu. Takie jest moje zdanie. ;) Pełno informacji jest w gazetach na temat tego typu sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  19. Boże, ja mam nadzieję, że ze względu na mój wiek nie będą na mnie źle patrzeć na porodówce. Lekarza mam świetnego, ale położne mogą być okrutne. Nie raz słyszałam, jak traktują nastki w ciąży. A ja za kilka miesięcy będę mamą, a niedawno skończyłam 16-tkę. Koszmar :/ Boję się ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ważne ile masz lat, czy byś miała tak jak teraz 16, albo 25, albo 40, nikt Ci nie ma prawa ubliżać.. jak mają jakieś obiekcje wobec Ciebie i nie ma to nic wspólnego ze stanem Twojego zdrowia to nie mogą Ciebie obrażać ani zwracać Ci uwagi w niestosowny sposób. jeśli by się do tego posunęły to zgłos to i nie boj sie:)

      Usuń
  20. W koncu mialam chwile by przysiasc do blogow i poczytac notki, musialam do Ciebie wrocic i przeczytac ją całą... i mam lzy w oczach... Choc jak napisalas poród to cudowne przezycie, brak odpowiednich warunkow w szpitalu oraz chamstwo lekarzy i położnych potrafi zepsuć każde miłe i pozytywne odczucie. Jestem w szoku po tym co przeczytałam. Nie wierzę, jak można tak traktować ludzi... Nie rozumiem jak można tak oschle podchodzić do ciężarnych kobiet, jak można odmówić pomocy, nie mieści mi się to w głowie. Nie mam więcej słów. Takie sytuacje niestety sprawiają często, że wiele kobiet nie decyduje się mieć dzieci. Mnie samą to przeraża i choć do macierzyństwa mnie jeszcze nie ciągnie, patrząc daleko w przód, obawiam się, że zostanę źle potraktowana podczas porodu. Ale mimo tego, wiem, że będę walczyć o swoje - tak jak właśnie poradziłaś wyżej. Polska, polacy, ogolnie to co sie dzieje w naszym kraju ostatnio mnie przeraza... Eh..

    OdpowiedzUsuń
  21. Podziwiam Cię! Byłaś bardzo dzielna!

    Poród nie jest tak bardzo straszny ze względu na ból, ale ten personel... Ta chora polska (i nie tylko polska) mentalność ludzi pracujących w służbie zdrowia. To straszne.

    Jestem na etapie planowania ciąży, choruje na WZJG, miałam minimalną konizację szyjki macicy i przeraża mnie to wszystko. Myślę, że zdecyduje się na prywatną klinikę chociaż z kasą też nie jest za wesoło..

    OdpowiedzUsuń
  22. To ja chyba już zacznę odkładać na poród w prywatnym szpitalu, który zapewni mi opiekę mimo że nie myślę o dziecku w przeciągu następnych 5 lat... Całe szczęście masz to za sobą i Ty i córka jesteście zdrowe. Przykro się robi jak sie czyta takie rzeczy i nic dziwnego, że przyrost naturalny jest ujemny bo nie uważam, żeby to była kwestia dotycząca czynników wyłącznie ekonomicznych...

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiesz, ja jestem studentką położnictwa ,kończę drugi rok i już mogę się wypowiedzieć na ten temat, ponieważ w szpitalu spędzam ogromnie dużo czasu. Zgadzam się z każdym twoim słowem odnośnie traktowania rodzących- czasem aż nie można uwierzyć, jak personel traktuje rodzące! Przede wszystkim w naszych szpitalach połozne to już nie ukrywajmy-starsze kobiety. One są po prostu ZNUDZONE. Dawno przestały patrzeć na poród jako cud, przecież pomagają wyjśc na świat nowemu życiu, przecież dotykają dziecka jako pierwsze...- to powinno być magiczne i dla rodzącej i dla położnej. Ale nie jest. Słyszę ciągle głupie teksty:' po coo krzyczyyyyysz? proszę nie krzyczeć! przesadzasz! uspokój się! jesteś za głośno! ' widzę jak przerwacają oczami kiedy wychodzą z sali. To jest stosunek lekceważący. Zaglądają do kobiety co pól godzny albo i rzadziej, no bo i po co? Z założenia położna powinna dawać wsparcie, a wszystkie zachowują się,, jakby były za karę. Mam wrażenie że rodzące są wdzięczne nam, studentkom, bo kiedy my jesteśmy to kobieta nie jest sama- ma wsparcie. Masujemy, pomagamy, uczymy oddychac, rozmawiamy. Ale nie każda kobieta ma szczęście rodzić z nami. Mam nadzieję, że moje pokolenie kiedy zacznie pracować zmieni trochę tą atmosferę na porodówce... Bo dla mnie trafić na dobrą położną to jak trafić w lotka.
    Co do CC- zależy jaki szpital. Ja pracuję w Lublinie w SPSK4, tutaj wszystko odbywa się w pełni profesjonalnie. Jeśli są wskazania- np. wada wzroku o której powiedziałaś- to cięcie. U nas nie ryzykuje się zdrowia i życia mamy i dziecka. Co do tego nie mam zadnych zastrzeżeń. Wszystkie decyzje są podejmowane tak, aby nie ryzykować i z tego akurat jestem dumna. Jeśli w trakcie porodu nie ma postępu, albo tak jak mówiłas- po oksytocynie, cewniku nic się nie dzieje - cięcie. Na pewno twoja koleżanka nie czekałaby tyle czasu... przecież to męczarnia. Nawet mogę stwierdzić, że u nas wykonuje się więcej cięć niż naturalnych, z prostej przyczyny-jeśli tylko coś jest minimalnie źle- podejmuje się decyzję o cięciu, aby po prostu nie ryzykować.

    W każdym razie na drugie dziecko zapraszam do MNIE:) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za ten komentarz!:) Jest mi bardzo miło, że się wypowiedziałaś:) Przywracasz wiarę w ludzi!:D
      Jeżeli w następnej ciąży będę w Lublinie to chętnie!:) Dziękuję:):):)

      Usuń
    2. Cos w tym jest. Moj porod odbierala przecudowna mloda polozna na Inflanckiej w Warszawie, zagladala bardzo czesto, wrecz byla ze mna prawie caly porod, oprocz momentow kiedy wraz z mezem mielismy chwile dla siebie i np. tanczylismy (pomagalo). Bardzo ciepla, zaangazowana, bede ja pamietac cale zycie

      Usuń
    3. Dokładnie! Starsze, zgryźliwe babeczki znudzone swoim zawodem powinny być zastąpione młodym personelem, który na narodziny patrzy jak na cud, a nie jak na przykry obowiązek! Nie możemy być tak, że przez ich znudzenie cierpią inni ludzie i takie małe, niewinne istoty!

      Usuń
  24. Pierdolona schematyczność, a tak wiele ostatnio mówi się o tych błędach i tragicznie kończących się narodzinach nowych ludzi na tym świecie...

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam Drogie Panie
    Jestem mamą Marty i przeżyłam to z taką samą bolączką jak ona. Widziałam to co działo się na sali porodowej. Z jednej strony i położne i rudowłosa lekarka chciały aby urodziła szybciej a z drugiej strony nie dołożyły należytej staranności do swoich działań. Pragnęły tylko aby rozwarcie się powiększało a z drugiej strony nie monitorowano położenia płodu. Efektem tego było to że Julinka zmieniła pozycję. W tym momencie zagrożone było życie i Julci i Marty. Bałam się o nie obie. Rudowłosa lekarka gdy zobaczyła co się stało po prostu uciekła i tylko dzięki doświadczeniu pani v-ce ordynator obie żyją. Jak niedawno czytałam o tragicznym finale porodu w Zabrzu wspomnienia wróciły.
    Sama miałam i vacum extracum i cc. „Rodzić po ludzku” w naszym kraju jeszcze długo się nie będzie. Każda kobieta rodzi inaczej, każdy poród jest inny, tylko indywidualne podejście do każdego przypadku może dać wymierne korzyści kobietom a twierdzenie „sama urodziłam czwórkę” i to na sali porodowej jest wyjątkowo nie na miejscu. Dopiero wtedy gdy o sposobie przeprowadzenia porodu decydować będzie stan zdrowia kobiety i stan płodu, wszystkie przeciwskazania do porodu siłami natury wtedy może się coś poprawi bo na tę chwilę pomimo znacznego postępu wiedzy i techniki w krajowym położnictwie nic się nie zmieniło.
    Pozdrawiam mama Marty

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam do Ciebie pytanie... W jakim szpitalu rodziłaś?

    OdpowiedzUsuń
  27. witam
    ja rodziałam w Złotowie i byłam potraktowana podobnie jak ty ,zero szacunku itp

    OdpowiedzUsuń

Miłe, ciepłe słowa a także szczera, kulturalna, i przede wszystkim - konstruktywna krytyka - wszystko jest dozwolone. To motywuje mnie najbardziej w blogowaniu!:)

Chamstwo i obraźliwe teksty lądują w koszu od razu.

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.