Aktualizacja po trzech miesiącach jest zdecydowanie bardziej korzystna niż ta co miesięczna. Jestem w stanie dostrzec więcej i lepiej jest mi wprowadzić wszelkie zmiany. Przez te trzy miesiące trochę się zmieniło... Z jednej strony dobrze, z drugiej źle. Ciekawi?


 
Jak widać, w porównaniu do stanu włosów z listopada ubiegłego roku, teraz jest o wiele lepiej. Udało mi się opanować nadmierne puszenie, jakość włosów od połowy długości zdecydowanie się poprawiła. Nie są już tak porowate jak wcześniej, bad hair day miewam naprawdę rzadko i w zasadzie codziennie włosy są łatwe do ułożenia. W tej kwestii zmieniło się zdecydowanie na plus.
Do tego muszę przyznać, że bardzo mi się podoba to, jak moje włosy odbijają światło dzienne!

No ale jak to zawsze jest, w pewnych kwestiach bywa pod górkę. O co mi dokładniej chodzi?
O wypadające włosy! Przy poprzedniej aktualizacji pisałam o tym, że włosy zaczęły mi bardziej wypadać lecz pomimo tego nie jest tragicznie. Potem chyba nastąpił szczyt aktywności wypadających włosów bo zaczynało wyglądać to poważnie, aż zaczęłam zauważać, że przy czesaniu włosów na szczotce jest ich mniej. No ale sądzę, że prędko to się nie skończy ponieważ karmię piersią a do produkcji mleka organizm jednak potrzebuje cennych składników. Pociesza mnie to, że włosy w kucyku nadal mają 6 cm obwodu i widzę dużo nowych włosków na głowie. Niektóre są krótkie, inne z kolei dłuższe. Dobre i to!:D
Muszę kupić dobry suplement diety. Polecacie coś naprawdę dobrego dla mamy karmiącej?:)

Czego używałam w tym czasie?

Włosy myłam jak zwykle szamponem Barwy Natury, w użytku był także szampon z Pilomaxu.
Miesiąc temu zaczęłam ponownie nakładać na skalp olejek łopianowy GP. Po listopadowej aktualizacji włosowej szybko go wykończyłam i zrobiłam sobie krótką przerwę. Żeby olejek się nie marnował tak jak poprzednio, do jego aplikacji używałam strzykawki z igłą. Czasem też sięgałam po Dabur Vatika.
Standardowo w użyciu była także maska WAX z Pilomaxu oraz maseczka z żółtka jajka z dodatkiem olejku rycynowego i arganowego - miodzio!
Po umyciu włosów nakładałam na nie ziołową odżywkę Joanna Apteczka babuni, w lutym zmieniłam ją na balsam nawilżająco regenerujący tej samej firmy. Recenzja wkrótce!


Używałam również płynu do wcierania w skalp Seboradin Lotion Niger - dzięki niemu moje włosy zachowały standardowy przyrost i osiągnęły długość 59 cm (po listopadowej aktualizacji podcięłam je o 4 cm bo końcówki były przesuszone i nierówne). Postanowiłam jednak nie mierzyć ich długości tak maniakalnie, bo czuję, że gdy się tak tym stresuję to dostaję kota :P Chcę je zapuszczać na luzie i już nie będę tak ich przycinać bo częste przycinanie lub pozbywanie się kilku cm na raz wcale nie przybliża mnie do celu. To, że mam cienkie włosy nie jest też żadną przeszkodą - jest przecież dużo dziewczyn których włosy są cienkie i długie.  A to, że podczas karmienia wypadają mi włosy nie oznacza, że mam przestać je zapuszczać i tradycyjnie ściąć bo trochę ich poleciało. Jakoś to będzie, muszę o nie po prostu dbać :) Przecież kiedyś miałam ich zdecydowanie mniej, a udało mi się osiągnąć taki efekt:)


Postanowiłam, że przez najbliższe miesiące pielęgnacja pozostanie taka sama:)

Na koniec tego wpisu chciałam Wam powiedzieć, że....

MOJE PEŁNE ZAANGAŻOWANIA WŁOSOMANIACTWO TRWA JUŻ PONAD DWA LATA!:)
Tym optymistycznym akcentem kończę i życzę miłego dnia kochani:)