Minione dni były bardzo intensywne i wypełnione zajęciami po brzegi. Gdy wieczorami wracałam do domu to jedyną rzeczą o której marzyłam był sen, a i tak było jeszcze wiele do zrobienia więc siłą rzeczy blog spadał na ostatnie miejsce. Miałam kilka wpisów w zapasie (w tym ten), ale nie miałam czasu moderować komentarzy ani kontrolować tego co się dzieje w internecie więc postanowiłam przełożyć nowy wpis na później. Tak więc witam Was dzisiaj nową włosową notką i zapraszam serdecznie do przeczytania całej aktualizacji :)


Pamiętacie kiedy miała miejsce ostatnia aktualizacja włosowa? W marcu. Dokładnie w marcu! To dość długi czas ale powiem Wam, że w tym czasie nie wprowadzałam żadnych konkretnych zmian. Używałam różnych szamponów, stosowałam najzwyklejsze w świecie odżywki. Od czasu do czasu robiłam sobie maskę jajeczną i stosowałam WAX. Nie łykałam żadnych suplementów i starałam się nie suszyć włosów. Z czasem zauważyłam, że powinnam zacząć używać odżywek nawilżających bo tylko po takich moje włosy wyglądały przyzwoicie. Każdorazowe odżywianie włosów innymi środkami sprawiało, że były one matowe i zbijały się w nieestetyczne strąki. Przestałam regularnie podcinać końcówki ponieważ nie wymagały one tego w takim stopniu jak wcześniej i pozwoliłam im żyć swoim życiem. Gdy w maju osiągnęły długość 61 cm zauważyłam, że końce na długości 10 cm są mocno przerzedzone - to ślad po grzywce sprzed paru lat którą długo zapuszczałam. Postanowiłam je przyciąć i tym samym dać nowe życie moim włosom.

Przed...


Po...


Co było potem?:) Rosły, rosły i rosły :) Obecnie mają 60 cm i znowu są długie!
Zaskakuje mnie jedynie tak szybki przyrost w ciągu 6 miesięcy bo aż 1,5 cm miesięcznie! To dla mnie zaskakujące, szczególnie dlatego, że karmię piersią :)
W tej chwili prowadzę normalną pielęgnację i zamierzam rozpocząć kurację Seboradinem. Jedyny włosowy grzech jaki popełniam to suszenie włosów - nie mam jednak innego wyjścia bo gdybym nie suszyła ich po umyciu to chodziłabym ciągle chora. Tak więc w ruch poszły kosmetyki nawilżające i tego się trzymam! Zauważyłam też że w zależności od twardości wody moje włosy wymagają stosowania odżywki. W przypadku miękkiej wody nie muszę jej używać i mogę spokojnie wysuszyć włosy nie przejmując się ich stanem bo wiem, że i tak będą ładne i mięciutkie! Gdy jadę do Warszawy na parę dni to nie pakuję żadnych specyfików bo tam woda jest tak miękka, że niczego nie potrzeba. Co innego jest w miejscu w którym mieszkam, tutaj włosy stają się bardziej wymagające.


Pomimo suszenia czy twardej wody z jaką mam do czynienia na co dzień jestem całkiem zadowolona z moich włosów. Cieszy mnie to, że włosy są w dobrym stanie bo w tym roku działo się tak dużo w moim życiu, że totalnie nie miałam głowy do tego by się nimi zajmować i myśleć o najrozmaitszych kuracjach. Pozostaje mi o nie dbać dalej, nawilżać i dać im żyć!