Aktualizacji włosowej nie było już na blogu ze trzy miesiące więc stwierdziłam, że byłoby fajnie wreszcie coś napisać. Zwłaszcza, że moim włosom przez ostatni czas dokopała... woda.


Poważnie. Zawsze myślałam, że woda w jednym miejscu jest taka sama. Zakładałam, że skoro w Warszawie wykazywała cechy miękkiej wody (włosy mięciutkie i gładkie po umyciu, skóra nie napięta po kąpieli) a w Otwocku twardej, to już tak będzie. Szczególnie, że Otwock nie jest dużym miastem... A tu klops. W zależności od rejonu woda jest zupełnie inna! W centrum była średnio twarda, zaś na krańcach tej mieściny.. ech, szkoda gadać. Moje włosy zrobiły się okropne, ponieważ w miejscu w którym obecnie mieszkamy woda jest twarda na maksa. Nie za bardzo pomagają mi odżywki czy maski, szampony nawilżające nie ułatwiają nic, a jedynym skutecznym środkiem zmiękczającym odnoszącym pozytywny skutek jest przegotowana woda z octem jabłkowym. Raz na tydzień lub dwa robię maskę z żółtka jajka (żółtko, sok z cytryny, olejek rycynowy, dowolna odżywka lub maska) która odżywia moje włosy dodatkowo i sprawia, że są w lepszej kondycji. Do tego ostatnio zużyłam małą tubkę maski nawilżającej z Tołpy i muszę przyznać, że nie była zła.




Niedawno także zauważyłam, że od dłuższego czasu (nawet od bardzo dawna!) moje włosy mają tą samą długość. Zawsze dbam o końcówki, nie robię warkoczy bo od nich łamią mi się włosy, nie uciskam ich mocno gumkami, czasem kładę jakiś olejek na końcówki... Na dodatek moje naturalki nie znoszą silikonowych środków do ochrony końcówek i wyglądają po nich po prostu paskudnie, więc nie stostuję tego typu rzeczy stawiając na naturę. Mimo to włosy się kruszą i przerzedzają co kończy się radykalniejszym cięciem. I to zawsze wtedy, gdy uda mi się je zapuścić nawet do talii... A że zawsze stawiam na to aby włosy były zadbane to nie zamartwiam się za bardzo długością ale... Zastanawiam się czy jest sens w ogóle tak się z nimi cackać, może jak je oleję to zachowają fason a długość wzrośnie ;))

Jakie kosmetyki stosowałam w tym czasie?
- wszelkie szampony jakie wpadły mi w ręce
- odżywki nawilżające
- maska nawilżająca z Tołpy, maska z żółtka jaja

Mało nie? Ale zważywszy na to, że w ciągu tych trzech miesięcy trochę się działo, nie ma co się dziwić. Jakby nie patrzeć szpitalne powietrze potrafi przez dwa tygodnie zrobić z nawilżonych włosów siano, więc nie było łatwo...




Kilka dni temu zaczęłam używać ampułek Seboradin które czekały na swoją kolej kilka miesięcy. Wiedziałam, że przydadzą mi się kiedy indziej więc nie brałam się za nie od razu. A jak tylko je wykończę to biorę się za ukochaną wcierkę Seboradin Lotion Niger.




Moim absolutnym i najlepsiejszym (tak tak tak!) odkryciem z początku tego roku jest szampon ogórkowy Natei z Biedronki. Najpierw używałam migdałowego jednak koniec końców przyczynił się on do większej szkody niż pożytku.. Za to jego zielona wersja jest totalnym strzałem w dziesiątkę - włosy po myciu są świeże, lekkie, gładkie i takie mięciutkie! Przez pierwsze dwa dni (po dwóch myciach) włosy nie wymagały użycia odżywki więc jestem w stanie wyrazić jak najbardziej pozytywną opinię na temat tego produktu.




Mimo wszystko całą aktualizację włosową mogę podsumować słowem - frustracja. Dosłownie. Jestem tak sfrustrowana stanem moich włosów że to masakra. Z suchością daję sobie radę, gorszą sprawą są strąki i cały czas taka sama długość. Czasem jestem tak poirytowana że mam ochotę obciąć włosy do ramion! Cóż mam zrobić? Będę robiła wszystko by długości przybywało i żeby włosy były gładkie i miękkie:))