Uwielbiam takie wpisy. Kocham totalny misz masz, dzielenie się nowościami, tym co udało mi się zmajstrować w kuchni, kocham nawet dzielenie się małą choinką która poprzedza ubranie tej większej, właściwej, zapowiadającej świętowanie Bożego Narodzenia. Ciekawi co u mnie? Serdecznie zapraszam na dzisiejszy wpis! :)




Nie wiem jak Wy, ale jestem absolutną fanką swetrów. Rzadko noszę bluzy, swetry za to cały rok! Zimą inwestuję w nie raz na jakiś czas, a temu nie mogłam się oprzeć. Zachwyciła mnie nie tylko długość (do kolan!) ale i suwak na karku, po rozpięciu którego, mogę sweter zsunąć na ramiona, i wyglądać sexy dla mojego faceta. Zakochałam się w tym swetrze za kolory które są wspaniałą grą barw kojarzącą mi się z niebem po zachodzie słońca. Wkrótce pokażę Wam ten sweter w stylizacji.
Taka mała uwaga - sweter wygląda w rzeczywistości lepiej niż na stronie!

sweter TUTAJ 




Niedawno zainteresowałam się tematem makaronikowym. Ale... Zepsuł nam się jeden z mikserów (a mianowicie część w środku trzymająca element miksujący), więc nie mogę zmielić migdałów na mąkę. Korzystam z drugiego miksera (w którym pewnie za jakiś czas zepsuje się ta sama część) dzięki któremu mogę spokojnie ubić białka na bezę. A że mączka migdałowa jest droga, to postanowiłam skorzystać z tańszej alternatywy i użyć zmielonych nasion lnu. Czytałam o Flax Macaroons i stwierdziłam, że muszę coś takiego popełnić! Pierwsze dwie próby skończyły się totalną klapą (za gęsta masa - wyszły bezowo lniane ciasteczka), dopiero za trzecim razem udało mi się co nie co zdziałać. Moim makaronikom brakuje falbanki ale tu mogę winić tylko siebie za brak cierpliwości, bo nie dałam im czasu na odpowiednie wyschnięcie - po prostu nie zrobiła się skorupka.
Chociaż nie - w bodajże trzech ciasteczkach lekko otworzył się dół i powstał zalążek falbanki. To chyba dobrze? :D
W jednym z następnych wpisów (linki i inspiracje) podam Wam link do tych makaroników.




Pokaż mi swój case a powiem Ci, kim jesteś!
Są tu fanki Disneya i piwonii? Jeśli tak, to na pewno spodobają Wam się case's które zaprojektowałam sobie jakiś czas temu. Uwielbiam je, bo są totalnie w moim stylu, no i jak na nie patrzę to wydaje mi się, że dużo o mnie mówią!:) Np. to, że jestem niepoprawną romantyczką :)) I to totalnie się zgadza!
Case's zamówiłam TUTAJ




Rękawiczki to mój zimowy must have. Oczywiście jakże inaczej... skoro wszystkie inne pogubiłam! Te są ciepłe i co najważniejsze - wielkie jak diabli, więc nie ma szans, żebym je zgubiła. Uwielbiam je!




Bombki, bombki, bombki... Zawzięłam się, że w tym roku moje drzewko będą zdobyć tylko własnoręcznie robione ozdoby. Oczywiście w pudełkach mam pochowane tylko takie, ale gdy tylko zobaczyłam te, to stwierdziłam, że chyba ich sobie nie odpuszczę ;) Są śliczne i oryginalne, a różowe to totalna bomba!:) Zamówiłam je na Westwing.




Kredka do ust z Golden Rose była moim absolutnym must have od dawna. Jakiś czas temu ruszyłam się do drogerii by o nie wypytać, ale niestety pobliska drogeria (sieć Drogerie Polskie) nie miała ich w ofercie. Nie zraziłam się jednak, bo wiedziałam, że jak się zapytałam, to kredki będą wkrótce dostępne. I miałam rację, bo kupiłam dwa dni temu wymarzony odcień, piękną 15! Kredka jest bardzo trwała, mocna, ale trzeba mieć bardzo wypielęgnowane usta by jej używać. No problem!




Macie planner na nowy rok? Ja w tym roku zaczęłam przygodę z pierwszym od lat plannerem. Ostatni taki kalendarz miałam chyba w gimnazjum i powiem Wam, że kalendarz bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie, zwłaszcza jeśli macie tysiąc rzeczy na głowie i bardzo szybko o nich zapominacie.




Muszę Wam zdradzić, że zanim zaszłam w ciążę byłam okropnie nie zorganizowaną osobą, która nie dość, że się ciągle spóźniała, to jeszcze zapominała o naprawdę wielu rzeczach. Punktualności nauczyłam się w ciąży, a po porodzie ogarnęłam ją na maxa. Resztę działań ułatwiało mi zapisywanie wszystkiego w notesie, ale potrzebowałam czegoś więcej niż tylko notesu. Potrzebowałam czegoś, co będzie z góry ułatwiało planowanie, nawet co do godziny! To dla mnie naprawdę bardzo dużo. 
W 2016 roku będę korzystała z Inspi Plannera który właśnie pozwala na planowanie co do godziny, i daje inspiracje na kolejne miesiące. Zamówiłam egzemplarz z okładką projektu Anny Halarewicz - są dwie wersje, ale ja wybrałam tą bardziej kobiecą, przemawiającą do mnie. Inspi Planner możecie zamówić TUTAJ.
Niedługo dokupię sobie jakieś naklejki i pisaki, i mogę działać!




A na koniec choinka - na te dni taka mała, skromna, przedsmak tej większej. Mam nadzieję, że czas do świąt mija Wam w fajnej atmosferze a troski życia nie przeszkadzają tak w niczym :)) Buziaki!