Moje urodziny budzą we mnie mieszane uczucia. Jednocześnie cieszę się, że mam na karku 24 lata, a z drugiej strony trochę mi żal, że czas nie stanął w miejscu. Może to dlatego, że boję się zestarzeć i choć wiem, że to nieuniknione, to fakt, że czas płynie coraz szybciej, jest dla mnie przerażający. Brrrrr. Na myśl o tym przechodzą po mnie ciarki. W ubiegłym roku na blogu pojawiła się urodzinowa lista marzeń i z radością oznajmiam Wam, że kilka moich marzeń się spełniło! :D To dowód tego, że przyciągamy to, o czym marzymy i warto myśleć o pozytywach. Gorzej jak się myśli o okropnościach, ale to inna kwestia. Tu raczej chodzi o przyciąganie dobrej energii i myślę, że na niej warto się skupić.

Co się spełniło?
Spełniła się moja zorza polarna. Zobaczyłam ją podczas silnej burzy geomagnetycznej. Różowa poświata, która zmieniała swoją intensywność, to było to. Aparat również ją uchwycił!
Zainspirowałam kilka osób, a chciałam inspirować. Udało się!
Mieszkałam nad morzem, dwa miesiące, ale jednak! Do plaży miałam dwa kroki! Morze widziałam, wychodząc za drzwi domu. Zawsze o tym marzyłam i to naprawdę się działo!
Upiekłam w końcu ładne makaroniki. Z siemienia lnianego. To też wysoka szkoła jazdy!

Reszta marzeń zostaje oczywiście na mojej liście, bo są do rozwinięcia i powiem Wam więcej… Pojawiły się kolejne!
Chciałabym…

• zobaczyć Stany Zjednoczone. Los Angeles, Nowy Jork, San Francisco, Miami, Wielki Kanion. O USA marzę od dziecka!
• polecieć na tropikalną wyspę otoczoną krystalicznie czystą wodą. Chciałabym pływać w tej wodzie i rozkoszować się jej ciepłem.
• odwiedzić znowu Anglię i zobaczyć Londyn (wow, serio?), spędzić czas w St Ives w Kornwalii, odwiedzić jeszcze raz południe. Wbrew pozorom czuję niesamowity niedosyt.
• zobaczyć Barcelonę.
• latać. Latanie mnie stresuje, ale w górze czuję się wolna od problemów. Jest to jedna z rzeczy, których się bałam i za którymi tęsknię.
• umieć robić na drutach, ale dobrymi drutami i świetną włóczką. Jakiś czas temu mama zrobiła mi mały kurs dziergania, ale szału nie robię :D
• nauczyć się skutecznego oszczędzania. Ale takiego porządnego!
• mówić już biegle po angielsku, czyli jak katarynka :D Rozumiem, rozmawiam, ale nie rozkręciłam się, a piekielnie łatwo mi wchodzi angielski. I tak miło się go słucha!
• mieszkać w domku z widokiem na Tatry, w ogóle pomieszkać w tych okolicach.
• zobaczyć jesień i zimę w Tatrach. Wierzcie mi, że bardzo zazdroszczę ludziom, którzy mieszkają w górach. Widziałam wiosnę w górach, widziałam lato. Ale brak mi jesieni i zimy.
• znowu mieszkać nad morzem. Dla zdrowia, dla relaksu i samopoczucia. Mieszkanie nad morzem nawet z pracą wydaje się mega wakacyjne.
• mieszkać na wsi. Nawet. Oczywiście wtedy, gdy trzeba się będzie gdzieś osiedlić na stałe, ale… we własnym domku.
• być w ogóle w fajnych miejscach.
• mieć teleobiektyw. Niczym tak świetnie nie robi się zdjęć księżyca czy różnych miejsc. Tylko teleobiektyw.
• jeszcze raz zapuścić włosy. Jestem w trakcie!
• mieć psa. Kiedyś.
• być mamą po raz drugi i żoną, rozwijając jednocześnie siebie i mieć swój biznes. To by mnie jeszcze bardziej usatysfakcjonowało.
• zrobić sobie delikatny tatuaż. Piórko, znak nieskończoności, łapacz snów… Mało oryginalne? Mam to gdzieś. To będzie mój tatuaż, a nie kogoś innego.
• pójść na studia z fajnym kierunkiem, który da mi drugi zawód. Bo lubię się uczyć. Bardzo, bardzo, bardzo.
• inspirować jeszcze bardziej.
• znaleźć piękną, kolorową muszlę, a nie jej kawałki! To ten sam niedosyt, o którym piszę ileś tam punktów wcześniej.
• żeby mój blog rozwijał się dalej i miał coraz więcej czytelników i odbiorców!
• mieć swój dom w pięknej i spokojnej okolicy.
• robić ciasta, torty i inne słodkości na zamówienie. Wpierw muszę oczywiście się nieco podszkolić i po praktykować :D