Nic się nie dzieje bez powodu.
Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.
Każdy jest kowalem własnego losu.
Karma wraca.
Co posiejesz, to zbierzesz.
I można by tak dalej, i dalej, i dalej… Ale wiadomo, że w tym wszystkim chodzi o jedno.

Prawo przyciągania działa czy chcesz tego, czy nie.

Na pewno w swoim życiu spotkaliście się z sytuacją, w której zobaczyliście coś, o czym wcześniej zdarzyło Wam się pomyśleć. Marzyliście o czymś, aż w końcu nadarzyła się okazja, by to zdobyć. Chcieliście iść na koncert ulubionego artysty i nagle odezwała się do Was koleżanka z biletami. Brzmi znajomo, co nie? Mniej więcej tak to działa.

Jak przyciągnąć szczęście?

W moim życiu niejednokrotnie spotkałam się z tym, że rzeczy, o których pomyślałam lub sobie je wymarzyłam, prędzej czy później przydarzały się mi lub miałam je w posiadaniu. Osoby, których nie widziałam od dawna, odzywały się do mnie, a na dodatek to, z jakim nastawieniem podchodziłam do życia, procentowało w przyszłości i wpływało na moje samopoczucie. Latem 2004 roku, mając niespełna 13 lat, pomyślałam, że bardzo chciałam być pewniejsza siebie. Energetyczny boom, jakiego dostałam niecały miesiąc później, doprowadził do tego, że miałam grupę świetnych znajomych w całym kraju. Inny przykład – kilka lat temu jeszcze ucząc się, miałam dość małych zleceń i chciałam dostać pewniejszą robotę. Niedługo później, na praktykach w kuchni hotelowej zaproponowano mi dorabianie po godzinach praktyk, po szkole i w weekendy. Zgodziłam się bez wahania. Te wszystkie rzeczy łączył jeden mianownik – miałam je w głowie i wierzyłam w nie mocno lub przyczepiły się do mnie jak rzep do psiego ogona. Marzenia się spełniały prędzej czy później a ja wiedziałam, że jeśli czegoś naprawdę chcę, to prędzej czy później to dostanę.
Na domiar tego zaczęłam przyglądać się pewnemu, oczywistemu prawu.

Jeśli dałeś dobro, dobro otrzymasz.
Jeśli komuś pomogłeś i dałeś wsparcie, ktoś pomoże ci w potrzebie.
Dobre uczynki zaprocentują.
Zło się odwróci do tego, kto je zadał.
Skłamałeś? Zostaniesz okłamany.
Ukradłeś coś? Ktoś okradnie ciebie.
Skrzywdziłeś? Inny człowiek skrzywdzi twoją osobę.
Obojętność pozostanie bez odzewu. Nie wniesie nic.

Nie było trudne do zauważenia to, że gdy zrobiłam coś dobrego, to zawsze to do mnie wracało. Gdy komuś pomogłam, ktoś potem pomagał mi. Albo dostawałam niespodziankę od rodziców. Zupełnie jakby to była nagroda za dobry uczynek. Oczywiście tak też było ze złymi rzeczami. Nie uszło mojej uwadze to, że i one wracały do mnie jak bumerang. Właśnie tak to działało.

Gdy zauważyłam moc wszelkich zależności, moja kumpelka podesłała mi film „Sekret”.

Chociaż wierzę w takie rzeczy i nie jestem sceptykiem, to film potraktowałam jako bełkot. Jedna rzecz powtarzana kilkanaście razy, ale w inny sposób, i tak specyficzny, że można poczuć się, jakby ktoś próbował zrobić mi pranie mózgu. Tylko temat taki nie jest. Jest fajny, do indywidualnego odbioru i można z niego wyciągnąć naprawdę fajne rzeczy, dzięki którym można poprawić sobie jakość życia, rozpoczynając od naprawy własnego nastawienia.

To działa w całkiem fajny (powtarzam się!) sposób.
To, co wysyłasz, wraca do Ciebie. Tak jak karma. I możesz to wykorzystać do projekcji swoich marzeń i pragnień. Przykładowo – chcesz odwiedzić jakieś miejsce? Myśl o nim tak, jakbyś tam był. Chcesz mieć dom z ogródkiem? Już teraz myśl tak, jakbyś w nim mieszkał. Masz ochotę na totalną zmianę stylu, ale na razie brak ci funduszy? Wyobrażaj sobie siebie w wymarzonych ubraniach. Nie jest powiedziane, że to, czego pragniesz, otrzymasz od razu, ale na pewno przytrafią Ci się okazje, które pomogą w osiągnięciu celu. Na przykład świetna, dobrze płatna praca. Myślę, że to wyczujesz. Tak samo jest z pokonywaniem swoich słabości i ulepszaniem własnego ja. Myśl o sobie pozytywnie i wizualizuj sobie siebie tak, jakbyś chciał siebie widzieć. Warto też prowadzić notes, do którego można wklejać zdjęcia, wycinki z gazet, wpisywać afirmacje itd.. Dobrze jest też pisać o pewnych rzeczach jak o czymś, co jest – na tej samej zasadzie co wizualizacja. Taki zeszyt ma np. Ania, taki zeszyt mam i ja. Ma go mnóstwo ludzi. Szczerze Wam powiem, że tak też działają zwykłe, najzwyczajniejsze chciejlisty. Nawet na banalnym Pintereście. I przede wszystkim myśli. To siedzi w Waszej głowie.

Gdy mówię Wam o tym, przypomina mi się pewna sytuacja. Kilka lat temu powiedziałam lubemu podczas wakacji, że chciałabym pomieszkać nad morzem przez pewien czas. Powiedziałam, że nie na stałe, bo boję się silnych sztormów, które mogłyby nam zagrozić. Żebyście widziały mój wyraz twarzy, gdy kilka lat później stojąc nad brzegiem morza, przypomniałam sobie te słowa. To, czego chciałam, naprawdę się spełniło! Mieszkałam tam, rankiem budziły mnie mewy i zapach morza a do plaży miałam dwa kroki. To była chwila, w której byłam najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi :)

A to tylko jeden z przykładów. Sporo ich jest. Wśród znajomych też obserwuję tendencję do spełniania się wizualizowanych marzeń. Niektóre naprawdę mają powera i są wielkie:) A wśród tych ludzi po prostu pojawia się multum okazji do spełnienia własnych pragnień!
Gdybym mogła jednak Was przed czymś ustrzec – złe rzeczy również można łatwo zwizualizować, dlatego nie pozwólcie sobie na to, by opanowały Wasze myśli i podkopały Wasze samopoczucie. Zła energia wraca tak samo, jak ta dobra.

Jak dla mnie dusza jest energią. I nasze myśli to energia. A z energii składa się wszechświat. To, co wysyłamy i czym emanujemy, wraca do nas jak bumerang. Wierzę w to bardzo, bardzo mocno! To jest proste, logiczne i jeśli podumacie nad tym, odrzucając argument „BO NIE”, to na pewno to ogarniecie. Jeśli wierzycie w Boga, to powiedzcie mi, czy czujecie energię siły wyższej? Bo ja czuję. I dla mnie to jest dokładnie to samo, tylko by to dostrzec, wystarczy jeszcze bardziej otworzyć umysł.

Podsumowując - uwierz w coś, a to do Ciebie przyjdzie. Nawet szybciej niż myślałeś. Ale przede wszystkim bądź dobry dla siebie i dla innych, a to zaprocentuje!