Czekoladowa maska do włosów. 
Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła czegoś dziwnego i szalonego z włosami, co może poprawić ich wygląd. Szczególnie jeśli taki sposób pojawi się w internecie i jest kuszący. Oczywiście nie poleciałabym w skrajność i nie nałożyłabym czegoś niepożądanego na włosy, ale Nutella to nic takiego i choć pomysł budzi zdziwienie, to nie jest straszny. Choć Nutella to pikuś i taki sposób wykorzystania jej jest zadziwiający, to powiedzcie mi szczerze - kto by tam chciał marnować Nutellę do takich celów? :D
Są tacy ludzie, wierzcie mi. Np. ja. Kanapkę z tym kremem mogę zjeść raz na pół roku, po czym słoik z nim może leżeć i czekać na cud. Z racji tego, że zobaczyłam na insta super sposób na kolor i stan włosów, stwierdziłam, że fajnie byłoby spróbować, choć to dziwne i myślałam, że jednak coś wyjdzie.
Prawda jest taka, że kolorystycznego EFEKTU WOW nie ma, a dlaczego? O tym przeczytacie niżej.


Pewnie wiele z Was nadziało się na haczyk. Ten filmik to niezła wędka, co nie? O tym, że Nutella ma w sobie więcej cukru, niż dobrych rzeczy, wie każdy. Ale kolor włosów, jaki uzyskała ta dziewczyna dzięki nałożeniu przez fryzjera mikstury na włosy, jest kuszący. Stwierdziłam, raz kozie ja. Kto wie, jak to wyjdzie. I tak bym Nutelli potem nie tknęła, ale z włosami spróbować można.


Do dwóch łyżek Nutelli powoli dodawałam mleko skondensowane, aż całość osiągnęła lejącą, kremową konsystencję. Mikstura okazała się jednak zbyt „tępa” przy rozprowadzeniu na włosach, więc musiałam rozcieńczyć ją wodą. Po nałożeniu jej na włosy owinęłam je folią spożywczą i ręcznikiem. Taki kokon ogrzewałam później suszarką, żeby wzmocnić działanie maski. Po mniej więcej godzinie spłukałam miksturę z włosów i umyłam je szamponem Jantar. Spryskałam je odżywką i zostawiłam do wysuszenia.
Gdy wyschły, spojrzałam w lustro i zastanowiłam się, co się zmieniło???


Przede wszystkim mikstura zachowała się jak genialna maska nawilżająco odżywcza. Nie ma się czemu dziwić, skoro taka mieszanka to głównie tłuszcze i humekant w postaci cukru. Końcówki były pięknie wygładzone (oprócz tych najbardziej niesfornych), włosy zrobiły się miękkie, przyjemne w dotyku i takie… mięsiste! Na dodatek po raz pierwszy od dawna, nie były tak suche po wysuszeniu. Oczywiście z upływem godzin ich wygląd poprawiał się jak zwykle, ale to, że od razu były takie miłe, nieźle mnie zaskoczyło. Jeśli chodzi o kolor, to nie było już tak kolorowo. Nie osiągnęłam TAKIEGO EFEKTU jak na instagramowym filmiku, ale da się zauważyć, że kolor MINIMALNIE się ochłodził. Mimo to, jeśli chodzi o koloryzację, to EFEKTU WOW jak na filmiku, nie ma. Pomimo jego braku, bardzo zadowoliło mnie działanie pielęgnacyjne. Chętnie powtórzę taki zabieg, bo wychodzi taniej, ale mam w domu łasuchy i moja maska prędzej zostałaby zjedzona, więc lepiej będzie, jak zainwestuję w coś innego, np. WAX :)


Szczerze Wam powiem, że zdziwiło mnie to, że po chemicznej Nutelli nie miałam takiego efektu kolorystycznego jak przy korzeniu rzewienia. Spodziewałam się, że Nutella naprawdę da czadu, bo ma mniej wspólnego z naturą niż rzewień, no ale cóż… Zdziwiłam się.
Btw. post o rozjaśnianiu włosów korzeniem rzewienia, jest najpopularniejszym wpisem na blogu i cały czas jest odwiedzany. Jestem pod wrażeniem i cieszę się, że zebrał tak dużo odsłon i że tak wiele osób spróbowało tego sposobu.


Podsumowując działanie Nutellowej mikstury – maska wychodzi tanio i fajnie działa na włosy, ale nie zmienia ich koloru, więc farby do włosów z tego nie będzie. Choć to nie jest farbowanie włosów Nutellą, to nie oznacza, że nie warto raz przetestować i spróbować nawet dla ich nawilżenia :) Ściskam!