Pamiętacie mój post o kwietniowych planach? Nie mogę uwierzyć, że czas od napisania tego wpisu minął tak szybko, a cały miesiąc zleciał jak z bicza strzelił! Spodziewałam się tego, że czas raczej wolniej minie a wychodzi na to, że wszystko poszło ekspresowo i niektórych rzeczy wręcz nie miałam czasu robić. Na dodatek postanowiłam, że koniecznie muszę zwrócić uwagę na swoje zdrowie co skutkowało tym, że z niektórych rzeczy rezygnowałam z pełną premedytacją.

Kwiecień był taki sobie. Serio. Często bolała mnie głowa, na cały miesiąc było kilka pogodnych dni, mała wkroczyła w kolejny, dziwny bunt a ludzie nie dotrzymywali słowa. Opowiadałam o tym na instastories i mówiłam, że wręcz przykro mi się robi jak widzę, gdy ktoś umawiając się ze mną na coś nie szanuje mojego czasu, podczas którego mogłabym zrobić milion innych rzeczy czy wykonać inne, ciekawe zlecenie. Stwierdziłam, że od tej pory będę współpracować w różnych kwestiach tylko ze zdecydowanymi osobami, które są konkretne i szanują cudzy czas. Koniec z niepewnymi rezerwacjami i dramami przez które więcej tracę niż, korzystam.

Wspomnę o kwietniowych planach które miałam do zrealizowania. Szczerze Wam wyznam, że dziwię się, że nie zrealizowałam wszystkich, skoro było ich tak mało. Specjalnie dałam sobie mniej punktów do odhaczenia bo byłam pewna, że uda mi się to wszystko spełnić.
Postanowiłam, że zrobię konkretne, wiosenne porządki. Była to rzecz, która udała mi się najlepiej ze wszystkich! Zrobiłam także pierwsze kroki w upiększaniu mieszkania, a także piekłam, odwalałam swoją robotę i myślałam pozytywnie. Na dodatek zasadziłam zioła i sałatę a także jeszcze bardziej dbałam o siebie. Jedyne co mi nie poszło, to punkt 5, bo denerwowałam się często, co jeszcze częściej mnie wykańczało. Może dlatego tak bolała mnie głowa.



Ale kwiecień nie obył się bez przyjemności. Miałam okazję uczestniczyć w fantastycznych warsztatach kaligraficznych połączonych z częścią florystyczną, które odbyły się w Her Eyes Studio na ul. Hożej w Warszawie. Choć robiłam to pierwszy raz i było to męczące, to przyznam, że podobało mi się i mam rękę do takich artystycznych rzeczy. Spacerowałam po najpiękniejszych uliczkach pod słońcem. Pichciłam, piekłam, miksowałam. Wróciłam do ulubionej książki i grillowałam. Krótko cieszyłam się słońcem, by przez resztę miesiąca wkurzać się na beznadziejną pogodę. Złościłam się, tęskniłam, śmiałam do rozpuku i cieszyłam ile się da!
Czas był spędzony w dechę!



Apropo pieczenia i słodkości... Przedstawiam czwórkę moich ulubieńców :))



Jeśli chodzi o bloga, kwiecień był całkiem lekki. Na dodatek dostałam przepiękny komentarz od nowej czytelniczki, który niesamowicie podbudował mnie na duchu :)



KILKA FAJNYCH LINKÓW NA KONIEC MIESIĄCA

• "Czy chodzić z dziećmi do restauracji, czyli czyjaś chwila spokoju kończy się tam, gdzie zaczyna się wrzask twojego dziecka" u Miss Ferreira

• "Oxford - Harry Potter i Muzeum Historii Naturalnej" u mojej kochanej Laury. Polecam Wam zobaczyć ten post zwłaszcza, jeśli macie świra na punkcie Anglii i Harrego Pottera. Zwłaszcza Harrego!

krótkienóżki.pl czyli przepiękny blog o kobiecości i macierzyństwie. Blog w którym się zakochałam i będę go polecać ile mi się chce :D

• wegańskie przepisy, czyli np. wegańskie jajka sadzone, wegańskie delicje, tarta czekoladowa, majonez, i cała reszta! A w dodatku wegański haul zakupowy, czyli mój ulubiony wegański blog WEGUJEMY

• "Krótka historia hejterki" czyli o tym, jak Super Stajlery poradzili sobie z... aż nie mam słów by nazwać tą osobę, ale nauczka się należała!

pomysł na reklamę, który rozbawił mnie do łez :D

• przyznam, że pierwszy raz, spotykam się z tak cudownymi zdjęciami. Zdjęcia tej fotografki są całkowicie w moim stylu - jasne, przejrzyste, piękne i subtelne... Ta dziewczyna robiła zdjęcia na warsztatach kaligraficznych, i dwa z tych zdjęć zdobią dzisiejszy post. Koniecznie wpadnijcie do Yaryna Pochtarenko Photography.