High Need Baby, High Need Child • Jak sobie z tym poradzić? Pozytywne podejście do HNB

8 maja 2017

Rozpoczynając czytanie tego wpisu, zapewne zastanawiasz się, dlaczego od tak dawna nie pojawiło się nic w tej tematyce? Dlaczego nie poszłam śladem innych mam blogerek i nie poszerzyłam tematyki rodzicielskiej na blogu? Dlaczego nie zaszalałam z dziecięcym pokoikiem i wszystkim, co tak rajcuje mamusie? Zanim przejdę do meritum, odpowiem Ci krótko – z perspektywy czasu widzę, że nie miałam na to czasu ani głowy do tego, ponadto nie miałam siły o tym myśleć, bo na głowie miałam zupełnie inne rzeczy i musiałam stawiać na wszystko, co praktyczne, szybkie i skuteczne.

Sam post kosztował mnie mnóstwo namysłu, wiecie? Chciałam go dodać po roku macierzyństwa, ale gdy tylko zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jestem jeszcze za cienka w temacie, to odpuściłam sobie na dobre. I choć nie jestem wylewna w tematyce parentingowej (prawie wcale), to czułam, że ten wpis może naprawdę Wam pomóc.
Masz high need baby lub high need child w domu? Czujesz się bezradny, bo głowisz się i głowisz, a nic nie pomaga? W takim razie ten wpis jest dla Ciebie i mam nadzieję, że po jego przeczytaniu spojrzysz na wszystko pozytywniej. Bez zbędnego gadania, zaczynamy!
_____________________________


Twoje dziecko praktycznie od urodzenia należy do gatunku tych, które mają większe potrzeby. Gdy inne maluchy spokojnie spały w szpitalnych łóżeczkach, Twoje nie mogło spać i płakało, gdy tylko je odłożyłaś.

Twój dzidziuś praktycznie ciągle płakał. No, chyba że nosiłaś je na rękach.

Tak na marginesie, Ty nosiłaś je ciągle na rękach. Maluszek po prostu potrzebował Twojej bliskości.

Noworodek to tam jeszcze, ale większemu dziecku nic nie pasuje. Bardzo często się wkurza i jest strasznie wrażliwe, a emocje odczuwa z ogromną intensywnością.

Jeśli karmisz lub karmiłaś piersią, to było to bardzo często i może być tak, że odstawiasz lub odstawiłaś malucha późno. Próby wcześniejszego odstawienia dziecka okazują się być stresującymi nie tylko dla maluszka, ale i dla Ciebie.

Nie mogłaś uśpić dziecka. Próbując różnych trików, działałaś z szumem odkurzacza, suszarki czy z muzyką, ale to, że jakaś metoda przynosiła skutek jednego dnia nie oznaczało, że tak będzie następnym razem. Drzemka była marzeniem. Jeśli to się udawało, to kończyła się dość szybko. Dziecko nie mogło usnąć w nocy, jeśli nie było przy Tobie. Usypianie go było wyższą szkoła jazdy. Dni były i są długie.

Gdy chociaż na chwilę się oddaliłaś (po prostu musiałaś się wysikać), to dzidziuś wszczynał alarm. Tak poza tym, mama jest dłuuuugo na pierwszym miejscu. Stary mógłby dla niego nie istnieć.
Ps. Większe dziecko chodzi po prostu z Tobą do toalety i czeka, aż załatwisz potrzeby :D

Każdego dnia improwizowałaś z metodami, pomysłami na zabawy itp., które mogły uspokoić Twoje dziecko i pomóc mu skupić się na czymś. Improwizowałaś, bo to, co działało wcześniej, nie musiało działać obecnie.

Twój dzieciaczek jest bardzo aktywny i ma mnóstwo werwy. Po całym dniu siadasz i zastanawiasz się, czy przypadkiem w Twoje dziecko coś nie wstąpiło.

Prowadzisz dziecko w wózku? Idąc po parku, widzisz zaczytane mamusie z dziećmi w wózkach. Ty nie zatrzymujesz się nawet na chwilę, bo każdy postój równa się alarmem. Z jednej strony dobrze, bo chodzisz i trzymasz linię, prawda?

Widok cichutkiego lub długo śpiącego dziecka budzi w Tobie konsternację. Zastanawiasz się, czy mu nic nie jest, co nie?

Hajnid w okresie pierwszych buntów to prawdziwa szkoła przetrwania.

Choć jesteś szczęśliwa, to jesteś okropnie zmęczona.

Czasem jako mama potrzebujesz zrozumienia. Zwierzasz się bliskim i widzisz ich reakcję. Jeśli myślisz, że nikt Cię nie rozumie, to masz rację.
Chyba że w rodzinie pojawi się drugi HNB. Wiesz, co to oznacza?

________________________________


Zapewne nie raz jako rodzic spotkałaś się z sytuacją, że ktoś Cię poucza, choć jego dzieci od maleńkości są ostoją spokoju, lub ma takie wnuki (serio!) lub rodzeństwo. Nie raz usłyszałaś, że rozpieściłaś, to masz. Może nawet spotkałaś się z drwinami i oskarżeniami, że jesteś beznadziejnym rodzicem, który nie radzi sobie z własnym dzieckiem. Te wszystkie bzdury, które słyszysz, kończą się zazwyczaj, gdy takim ludziom rodzi się kolejne, bardzo wymagające uwagi dziecko. Maluch, przy którym nie ma czasu na nudę, organizacja czasu jest jedną wielką beką a remedium na wszystko to dużo ruchu, kontakt z innymi dziećmi, bliskość i cierpliwość. I duuuużo kawy. Z czasem kończą się głupie komentarze i przytyki, a ignorantom jest najzwyczajniej w świecie wstyd.


Moja mała była bardzo wymagająca od urodzenia. Począwszy od porodówki, do teraz. Wtedy jednak było gorzej. Domyślasz się dlaczego?
Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Przez całą ciążę słyszałam, że przez pierwszy rok życia dziecka odpocznę, bo małe dzieci głównie śpią, budzą się na karmienie i kupę, i w zasadzie tyle po nich. Może nawet zapomnę, że mam dziecko a czas spędzę na książkach. Żebyście wiedziały, jak bardzo się zdziwiłam! Przez długie miesiące byłyśmy z małą przyczepione do siebie. Moja córeczka nie mogła oderwać się od piersi, płakała bardzo często (czasem całe dnie) i równie często okazywała swoje niezadowolenie. Podczas spacerów z wózkiem nie zatrzymywałam się, bo chwilowy postój powodował nieuzasadniony niczym niepokój. Niunia nieustannie potrzebowała mojej obecności, tatę długo odrzucała, a innych się panicznie bała. Dokuczał jej jakiś dziwny lęk separacyjny. Od czasu do czasu zdarzały nam się spokojne dni, podczas których ładowaliśmy baterie. Mała miała masę energii, którą mnie zadziwiała. Nie mogłam jej uśpić, więc w dzień prawie nie spała, a potem nie mogła usnąć z płaczu i zmęczenia. Spała z nami, bo bała się spać z dala od nas. Metody, które dawała mi rodzina nie skutkowały, a ja coraz częściej zastanawiałam się, czy nie robię czegoś źle, bo ta cała sytuacja była nienormalna. Poczucie bycia beznadziejnym rodzicem potęgował widok spokojnych, łatwych w obsłudze dzieci. W końcu mamą byłam po raz pierwszy i różne błędy mogłam popełnić, ale w tym wszystkim czułam się okropnie i byłam sobą bardzo rozczarowana.


Sytuacja zaczęła się rozjaśniać, gdy zaczęłam trafiać na rodziców z podobnym problemem. Okazało się, że ci ludzie również próbowali wszystkiego, ale żadna metoda nie przynosiła skutku. To były takie same osoby jak ja. Nie mogły wyjść do łazienki bez maluszka na rękach, padały z wyczerpania po aktywnym dniu bez drzemek, po dniu z płaczem. Płakały z wyczerpania, złości i bezradności. Gdy znalazłam na facebooku grupę wsparcia HNB, poczułam, że jest nas bardzo wiele. Jednak było w tym coś, co szczególnie mnie uderzyło - nigdy jednak nie widziałam tak wielu rodziców rozczarowanych rodzicielstwem.


Wiecie, że to był moment, w którym zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo mało mi brakowało do bycia w takim stanie? Stwierdziłam, że ja tak nie chcę. Nie chcę żałować, nie chcę być wściekła i rozgoryczona. Mam przecież ukochane, upragnione maleństwo. Urodziłam małego człowieka, biorąc pod uwagę to, że różnie może być, nawet jeśli przygotowano mnie na coś innego, zwłaszcza że w rodzinie nie było takich dzieci. Jak prawdziwa optymistka, postanowiłam spojrzeć na całą sytuację całkiem inaczej i zaczęłam szukać jej dobrych stron. Stwierdziłam, że nie może być beznadziejnie cały czas, a dużo może zależeć od mojego podejścia. I nie mówię już o pokojowej relacji dziecka z rodzicem, ale o rozwoju malucha. Co jako rodzic mogę zrobić, żeby moja córeczka dobrze się rozwijała? Jak wykorzystać jej inteligencję i przekuć nadmiar energii, który w sobie posiada? 
BINGO


Wierzcie mi, że nie brakowało mi okazji do nowych spostrzeżeń. Nie było też łatwo. Wkrótce nadszedł pierwszy bunt i sprawdzian mojej cierpliwości oraz współpracy z maluchem. Każda zabawa ekspresowo się nudziła, a z racji tego, że spędzałam z nią najwięcej czasu, musiałam wykazywać się niesamowitą pomysłowością w wymyślaniu aktywności. Sama współpraca z maluszkiem to był jednak pikuś, bo największym wyzwaniem była właśnie cierpliwość. Drugi rok życia był czasem, gdy mojemu dziecku nic nie pasowało. Zupki nie smakowały, a karmienie łyżeczką, czy metoda BLW kończyły się sajgonem wokół małej. Wkurzało ją dosłownie wszystko. Czasem tak się wściekała, że robiła się czerwona ze złości, a uspokojenie jej było cudem. Drzemki były rzadkością, a jeśli się udało, to kończyły się dość szybko. Z racji tego wszystkiego, czasem potrzebowałam oddechu i wychodziłam z domu na kawę, jednak najczęściej kończyło się to jej płaczem i musiałam szybko wracać. Jak to się mówi – była tylko mama! Ten stan nie trwał tydzień lub kilka, tylko miesiącami. W międzyczasie zaliczyliśmy ciężką infekcję małej i wierzcie mi – modliłam się z całych sił o to, by była zdrowa i szczęśliwa, nawet jeśli oznaczałoby to mega bunt i kosztowało mnie mnóstwa cierpliwości. Z tym buntem mierzyłam się potem dalej, ale wierzcie mi, że z czasem było już lepiej.


Zdałam sobie sprawę z tego, że mała musi naprawdę dużo rozumieć i nieźle kombinować, skoro potrafi mnie testować. Jej zachowanie dało mi kopa do tego, by więcej od niej wymagać. Stwierdziłam, że skoro w okresie buntu różne metody nic nie dawały, to nie oznacza, że praca nad dzieckiem nie zacznie dawać teraz skutków. Choć często byłam bardzo zmęczona, to postawiłam na więcej uśmiechu i starałam się o to, by mała była zadowolona. To dawało efekty, bo moje tłumaczenia w końcu trafiały do małej główki, a mi coraz łatwiej było utrzymać pewną konsekwencję. Córeczka zaczęła się mnie słuchać i coraz mniej się denerwowała. Choć organizacja czasu praktycznie nie istniała, to wprowadziłam pewien rytm, dzięki któremu było prościej. Zdecydowana poprawa na lepsze nastąpiła, gdy mała zaczęła mówić i mogłyśmy się dogadać. Oczywiście muszę przyznać, że mała nadal potrafi mieć swoje humorki i złości się, ale dzięki temu, że urosła i nauczyła się komunikacji, jest mi łatwiej. Poznałam ją i wiem, dlaczego tak się zachowuje. Energię i nerwy mojego High Need Child przekułam na aktywność, rozmowy i wspólne działanie. I o to w tym wszystkim chodziło.


Wiecie, co jest w tym najfajniejsze?
Chociaż mam za sobą czas, w którym popełniałam masę błędów, to widzę, ile się nauczyłam. Dostrzegłam, że takie dziecko to wyjątkowy człowiek i zamiast walczyć (co robiłaby przynajmniej połowa osób które znam), zaakceptowałam wszystko. Moja córeczka jest ciekawa świata, lubi się uczyć nowych rzeczy, uwielbia, gdy jej czytam i widzę, że robi małe kroczki ku temu. Lgnie do dzieci i na swoje siły pomaga mi w domu. Lubi uczestniczyć w przygotowywaniu posiłków. Pięknie mówi dzień dobry i do widzenia, przepraszam, proszę, dziękuję. Uwielbia się bawić, kolorować, czytać książeczki, układać puzzle, klocki. Lubi się stroić. Widzę też, że jest niezłą cwaniurą i choć czasem mnie to wkurza, to wiem, że nie da sobie w kaszę dmuchać. Jest energiczna, żywiołowa i bardzo uczuciowa. Cechuje ją silna ekspresja i temperament.
Dostrzegłam to, bo otworzyłam swój umysł i zastanowiłam się nad tym, jak mogę jej pomóc. Nie chodziło mi o uciszenie jej, tylko o wykorzystanie jej niesamowitego potencjału. Wiedziałam, że skoro była tak energiczna w okresie niemowlęcym, to będzie taka sama później i tylko ode mnie zależy, jaką drogą pójdzie dalej.


Droga mamo, drogi tato… Dam sobie rękę uciąć, że męczą Was silne emocje, złość, i zmęczenie. Ale po prawie 4 latach z hajnidem, chciałabym dać Wam naprawdę dobrą radę. Myślę, że nie powinniście patrzeć na sytuację poprzez pryzmat negatywnych emocji. Zmiana nastawienia da Wam więcej, niż użeranie się i stosowanie metod, które najczęściej nie przynoszą upragnionego skutku. Uważam, że każdy znajduje sposób na swojego hajnidka. Posłuchałam swojej intuicji i wiecie co? Moim sposobem było przekucie energii, jaka drzemie w dziecku, na pozytywy. To się da, nawet jeśli łatwo się irytuje i nie chodzi spać od razu po wieczorynce. Nawet jeśli nie jest dzieckiem „łatwym w obsłudze” i często muszę się wykazywać sprytem w różnych sytuacjach.



Czego nauczyłam się przy high need baby, a potem high need child?
Co mogę Wam doradzić?

Moja rada to nie tylko zmiana nastawienia, ale i bycie cierpliwym. 
Mnóstwo cierpliwości, która się Wam naprawdę przyda.
Jeśli chodzi o dobre nastawienie to warto dbać o pozytywy, bo jeśli
Wy będziecie nastawieni negatywne, jeśli będzie buchać od Was złą
energią, to niestety maleństwo będzie to wyczuwać i
wpadniecie razem w błędne koło.
Be positive!



Polecam Wam swoiste rozładowanie energii i różne aktywności dostosowane 
do wieku malucha – codzienne wychodzenie na place zabaw, 
korzystanie z sal zabaw, długie spacery. 
Dziecko nie tylko się wybiega, ale również pooddycha 
świeżym powietrzem. Dotlenione dzieciątko to szczęśliwe 
dzieciątko i nawet jeśli nie uśnie o tej godzinie, o której marzycie, 
by usnęło, to będzie miało spokojniejszy wieczór. 


Taki maluch potrzebuje o wiele więcej bliskości i jest 
niesamowitą przylepą. Dlatego od maleńkości
lgnie do piersi i tak bardzo chce się przytulać. To ogromnie 
pogłębia bliskość i wzmacnia więź między Wami. 
Dlatego tulcie się!


Z własnego doświadczenia powiem Wam, że przy takim dziecku 
pomaga również rutyna. Mam na myśli czynności wykonywane 
o stałej porze, dzięki czemu maluch będzie miał swój rytm. 



I przede wszystkim pomoc innych, zwłaszcza w pierwszych miesiącach. 
Oczywiście potem też się przyda np. po to, 
żeby mama miała czas na zrobienie obiadu czy posprzątanie. 
Albo choćby dla odpoczynku, dla krótkiej drzemki czy dla 
wyjścia z koleżankami na kawę. 


Ostatnią, najważniejszą rzeczą, jaką chcę Wam doradzić, 
jest słuchanie swojej intuicji. 
Nie wiem jak u Was, ale u mnie wszelkie dane mi rady mające 
uspokoić chodzące hajnidztctwo nic nie dały, za to mój własny 
instynkt nigdy mnie nie zawiódł. Chętnie słuchałam rad, 
ponieważ macierzyństwo było dla mnie nową rzeczą i nie wszystko 
wiedziałam, ale gdybym miała po raz drugi zostać mamą 
high need baby, to nie brałabym rad innych do serca. 
Nie tylko dzięki doświadczeniu, ale również dlatego, 
że nie raz intuicja podpowiadała mi najlepiej, chociaż przeczyło to
danym mi radom. Tak poza tym myślę, że bezsensowne jest 
słuchanie rad osób, które nie znają tematu od środka.



Nie napisałam tego wpisu, by się powymądrzać. Piszę go, bo mam przeczucie, że ten konkretny tekst może Wam pomóc i nawet nie chodzi o sens praktyczny, ale o wsparcie. Proste wsparcie – że czasem wystarczy cierpliwość i świadomość tego, że ma się do czynienia z maluchem, który potrzebuje więcej bliskości i w głównej mierze nie rozumie swoich emocji. Zderzyłam się z tematem od razu, los rzucił mnie na głęboką wodę. Inaczej by było, gdyby urodził mi się low need, ale dostałam tam na górze inne zadanie i muszę włożyć w to więcej pracy, z nabytą podczas tej pracy pokorą. Patrzę na siebie wstecz i choć dziwnie to zabrzmi, okropnie szkoda jest mi Was, rodziców high needów. Nie dlatego, że to twardy orzech do zgryzienia, ale dlatego, że męczą Was takie same emocje, jakie męczyły mnie wcześniej i czasem ciężko jest sobie z tym poradzić, jeśli było się przygotowanym na coś innego. Sięgamy różnych metod i czasem można to porównać do poszukiwań w studni bez dna. Jesteśmy w sytuacji, która zmusza nas do większej kreatywności i ciągłego główkowania. W wyniku poszukiwań różnych sposobów, na poradzenie sobie z trudnościami takiego rodzicielstwa, czasem okazuje się, że problem high need mija, a maluch robi się spokojny po kilku miesiącach, no ale nie zawsze tak jest. Jeśli wszelkie oznaki hajnidztwa utrzymują się przez długie miesiące, to znak, że warto spojrzeć na sprawę szerzej i pomyśleć, co może pójść za tym dalej.


Tematyka high need urosła do rangi ciężkiego, życiowego doświadczenia, choć nie są to dzieci obłożnie chore czy kalekie, ale najzwyczajniej w świecie nadaktywne i bardzo wrażliwe, a co za tym idzie, po prostu potrzebują więcej. Nie raz spotykałam się z tym, gdy rodzice mówili, że nie dadzą rady, że nie będą mieli życia i zaraz zwariują. Przecież nie musi tak być! Pomijając nastawienie rodziców, zastanawiam się, dlaczego w zasadzie ciężko jest nam otworzyć oczy na to, co jest w naszym dziecku i dlaczego upieramy się przy tym, że ma być cichym, idącym za nami krok w krok milczkiem. Prawda jest taka, że jeśli nie otworzymy się bardziej na doświadczenia, to nie znajdziemy sposobu na malucha i co gorsze, cała sytuacja może wpłynąć na przyszłe relacje z nim.

Dajmy mu się wyszaleć, żeby był spokojniejszy. Słuchajmy intuicji i postępujmy na luzie, żeby współpraca przynosiła skutek. Przyjrzyjmy się zachowaniu dziecka, które w jakiś sposób próbuje coś od nas wyegzekwować. Czasem chodzi o więcej bliskości, a czasem jak to z dziećmi – o wymuszenie jakiejś zachcianki, kaprysy. Klucz do rozwiązania nurtującej nas sprawy jest w zasięgu ręki i wystarczy się otworzyć, by go dostrzec. Ja go dostrzegłam w zachowaniu mojej córeczki i choć codziennie jestem zaskakiwana nowymi doświadczeniami, to czuję się dumna z siebie i szczęśliwa, bo zaufałam swojemu instynktowi. Cieszę się z tego, że mam tak ekspresyjne maleństwo, które obdarza mnie swoim ciepłem i miłością. Obserwuję ją i czuję, że może z niej wyrosnąć fajny, dorosły człowiek, a obecne doświadczenia są tego warte. Patrzę na wszystko pozytywnie, bo jestem w stanie dostrzec plusy we wszystkim, cieszyć się nimi, a na dodatek wiem, że najpiękniejsze owoce wymagają intensywniejszej pracy. To jest tego warte :))


Dziecko high need baby

22 komentarze

  1. fajny tekst :) moj pierwszy syn tez byl high need baby, od poczatku plakal, niezadowolony czesto...ale ze byl upragnionym synkiem, akceptowalismy ze ma taki a nie inny charakter...bywalo ciezko, nie wierzylam, gdy ktos mowil, ze niemowle tylko spi i je :P dzis tofajny, zywy 7latek z wielkimi pasjami! a na drugie dziecko zdecydowalismy sie po 4 latach hahah :) powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wierzyłam i do tej pory czasem łapię się na zdziwieniu :D
      Buziaki!

      Usuń
  2. Dziś mam taki dzień, że jak bym czytała o swoim synku. I padam też ze zmęczenia:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowite, pierwszy raz słyszę o takim zjawisku, moje dziecko nie należy do najspokojniejszych i absolutnie nie była przewidywalnym maluszkiem ale nigdy nie szukałam nic na temat High need baby. BArdzo ciekawe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać, czasem się okazuje że takie informacje naprawdę mogą pomóc :)

      Usuń
  4. Ja mam dwóch high need baby, jeden ma 1,5 roku a drugi 3 miesiące, póki co staram się przetrwać mając nadzieję, że niedługo będzie choć trochę łatwiej..

    OdpowiedzUsuń
  5. Niezależnie od nieskończonego zbioru miłości, zawsze zdarza się moment frustracji, zniecierpliwienia, a potem... wyrzutów sumienia i "przepraszam, Kochanie, to nie Twoja wina".Takie to już dylematy matki. Ale nią być - to dla mnie największy zaszczyt! I o tym też trąbie wszędzie, gdzie się da u siebie :-) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz piękną córeczkę, która dzięki Twojej cierpliwości wyrośnie z pewnością na wspaniałą, fascynującą kobietkę :) czytając ten wpis miałam na twarzy tak zwany "uśmiech przez łzy", bo tak doskonale wiem, o jakich emocjach piszesz. ale jestem pewna, że mój mały brzdąc też będzie wspaniałym facetem, pełnym wigoru i niebanalnych pomysłów. muszę mu tylko pomóc wejść w świat :)

    dziękuję za ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow! Brawo dla Ciebie! Pamiętam jak moja starsza od urodzenia odrzucała swojego tatę, ja nie mogłąm nawet iść do łazienki , o kąieli nawet nie myślałam. Byłam tylko ja i ona. SKończyło się to jak mała skończyła dwa lata.

    OdpowiedzUsuń
  8. W życiu nie słyszałam o HNB, ale jakoś mnie to nie dziwi. Macierzyństwo to dla mnie czarna magia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo podoba mi się zdanie, że w którymś momencie zamiast walczyć po prostu zaakceptowałaś dziecko. Wg mnie to jest klucz do sukcesu. Przyjęcie dziecka takim jakie ono jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobry tekst!
    Moja Córka od początku nie sprawiała problemu. Dużo spała, mało płakała, szybko przywykła do rytuałów, ale znam kogoś, komu artykuł ten może się bardzo przydać. Z pewnością prześlę namiary! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyczerpująco i na temat. Na szczęście natura wymyśliła coś takiego jak tulenie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja córeczka też zdecydowanie do high need baby należała. Bardzo długo byłam dla niej tylko ja i ona. Do nikogo nawet się nie uśmiechała ku rozpaczy babć, dziadków i taty. Teraz ma ponad dwa latka i .... przerzuciła się na tatusia! Teraz to on jest ten na topie i ja mogę wkońcu odrobine odpocząć. Mieszkamy za granicą i mała chodzi do żłobka, widzę, że bardzo jej to pomogło w kontaktach z innymi i bardzo otworzyła się na innych ludzi i świat wkoło. Zgodzę się z Tobą, cierpliwość to podstawa. Ja długo byłam wiecznie zmęczona i chyba też sfrustrowana. Dopiero jak zaakceptowałam ją tak naprawdę na 100%, taką jaką jest bez żadnych oczekiwań i porównywania do innych dzieci w jej wieku, to wszystko zaczęło się "układać". Kocham ją nad życie, taką jaka jest.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na szczęście nie miałam takiego problemu, moje dziecko było nad wyraz spokojne, ale dobrze wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Żałuję, że jakieś 3 lata temu nie spotkałam się z tym terminem. Z perspektywy czasu podejrzewam, że sama mam takiego hajnidka.

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. W dzisiejszych czasach chyba większość dzieci można podciągnąć do HNB. Ale dobrze, że ludzie są coraz bardziej świadomi problemów, przez co traktujemy swoje dzieci z większą empatia i zrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój synek ma co jakiś czas , chyba skok rozwojowy i wtedy jest nie do zniesienia, ale tak to złote dziecko ;) Niektóre dzieci potrzebują jednak większej uwagi, wtedy potrzebna jest pomoc najbliższych,a nie złote rady typu: nie noś, bo rozpieścisz ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Moje dzieci na szczęście nie są takie wymagające, ale mam koleżankę z typowym hajnidem. Wiele ją kosztuje ogarnięcie malucha, bo to prawdziwa huba - bez mamy ani rusz. Ale najbardziej ją bolą głupie komentarze pod hasłem "tak go nauczyłaś to masz", "a mój Romuś to sam się na macie bawi od 4 mc życia" itd. Ludzie naprawdę powinni się skupić na sobie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jest tak jak piszesz - wszystko zależy od naszego podejścia, a dzieciaki i ich potrzeby są najważniejsze. Z wiekiem ich potrzeby są inne, coraz mniej potrzebują naszej bliskości, więc warto się nią napawać, gdy są mali, bo szybko im przechodzi ;)

    PS. Jeśli mogę zwrócić delikatnie uwagę - Czcionka strasznie mała i bardzo ciężko się czyta na kompie :(

    OdpowiedzUsuń

Miłe, ciepłe słowa a także szczera, kulturalna, i przede wszystkim - konstruktywna krytyka - wszystko jest dozwolone. To motywuje mnie najbardziej w blogowaniu!:)

Chamstwo i obraźliwe teksty lądują w koszu od razu.

Latest Instagrams

© Kreuję swoje życie • Lekka i przyjemna strona lifestyle'u młodej mamy. Design by Fearne.