Jeśli myślicie, że są ludzie, którzy nie mają problemów 
i nie doświadczyli niczego przykrego, 
to jesteście w ogromnym błędzie. 
Jeżeli zastanawiacie się, dlaczego ktoś nie dopuszcza do 
siebie innych, odpowiedź jest prosta.
Każdy z nas prędzej czy później stanie na drodze z rozczarowaniem. 
Życie nie daje taryfy ulgowej.


Dawno temu jeden z moich znajomych powiedział mi, że pomimo ogólnego, pozytywnego nastawienia i optymizmu, bije ode mnie głębiej ukryty chód i poczucie samotności. Jestem dość specyficzną osobą i nie życzę sobie takich uwag od nikogo poza najbliższymi, ale przyznam, że to jedna z najtrafniejszych rzeczy jakie usłyszałam w życiu. Totalnie nie pasuje do tamtego okresu, ale jeśli chodzi o ten, świetnie wpisuje się w rzeczywistość mojego otoczenia.



Nie wiem jak to powiedzieć, ale albo jestem odludkiem, albo jak każdy dorosły mam swoje sprawy.
Chociaż nie. Ja chyba jestem odludkiem. Ciekawe dlaczego?

Ilekroć spotykam kolejne osoby na swojej drodze i patrzę na tych, którzy z niej zeszli, widzę, że chyba nic mnie już nie zdziwi. 
Tak samo jest z ludźmi, z którymi nic mnie nie łączy i są częścią innego świata. 
Pomimo młodego wieku - bo mam 25 lat, przez ostatnie kilka lat napatrzyłam się na wiele. Kłamstwa, oszustwa, jad, brak lojalności, wyścig szczurów, gonitwa po trupach, kradzież cudzych pomysłów, wykorzystywanie spraw innych dla własnej korzyści, bezczelność, brak pokory. Najobrzydliwsze zachowania u pozornie wspaniałomyślnych ludzi, zupełnie tak, jakby zdjęli z twarzy maski. Niby oryginalni, kreatywni, obyci a rewelacji nie ma. Niby tolerancja, niby każdy może żyć jak chce, a jak się rozkręcą, to nie trzymają ich żadne hamulce. 
To nie mój styl. 
Zasłaniam oczy, bo za dużo tego. Brzydzę się tym. 
Z dezaprobatą patrzę na ludzką naiwność i brak ostrożności w życiu. 
Jestem roz - cza - ro - wa - na.


Tak jak jesteśmy dziećmi, nasi rodzice nas chronią przed tym co złe. Ukrywają przed nami niektóre sprawy i stopują nas przed zbytnim wchodzeniem w cudze buty, byśmy nie patrzyli na nieszczęścia, na to, jakie świństwa ludzie robią sobie nawzajem. Nie pozwalają wracać nam zbyt późno i każą wracać bezpiecznymi drogami, żeby nikt nie zrobił nam krzywdy. Dzieje się tak, bo chcą nas chronić i sprawić, by wczesna młodość była lekka i kolorowa. 
Moim rodzicom udało się mnie ochronić, bo gdy wpadłam w pierwsze bagno i doznałam pierwszych dramatów, ogarnęłam się i wyciągnęłam naukę z tego. To oni pokazali mi dobrą drogę, i to, jakimi zasadami powinien kierować się dobry człowiek. 


Dzięki nim mam mocny kręgosłup moralny i zasady. 
Trzymam się tego, nawet jeśli widzę, że ktoś kogo lubiłam i komu pomogłam, ukąsił moją dłoń a gra nie była warta świeczki. 
Mogłabym się odegrać każdej osobie która mnie skrzywdziła, 
ale w ostateczności uznaję, że nie zachowam się na takim samym poziomie
albo gorzej, niż ten ktoś. 

Bez zbędnej naiwności muszę stwierdzić, że mam wrażenie bycia w takim momencie swojego życia, że gdy widzę przed sobą kogoś chłodnego i zgorzkniałego, to nie myślę, że coś jest z nim nie tak. Zastanawiam się tylko, co musiał zobaczyć ten ktoś, że jego oblicze przypomina chłodny głaz. Wiecie, z reguły jestem miła i pogodna, ale to moje normalne usposobienie - całkiem prosta sprawa. Często widzę oczy zaskoczone moim zachowaniem, jakby to było dziwne, że ktoś jest sympatyczny i szczerze powiem - nie dziwię się. Miałam taki okres w życiu, ze byłam jak kamień. Byłam wkurzona, chłodna, nieprzystępna, zgorzkniała i miałam wrażenie, że moje wszystkie dobre cechy trafił szlag. Gdy sprawy wróciły do normy, została we mnie nieprzystępność i alergia na zło. Reaguję smutkiem lub gniewem, gdy tylko usłyszę, że ktoś coś komuś zrobił. 


Jeszcze w ubiegłym roku moje wnętrze było przeorane jak pole przed siewem. Dziś na tym polu kiełkuje lepsza jakościowo, ostrożniejsza i odporniejsza odmiana roślin
I tak jest pewnie z tymi wszystkimi, zdziwionymi ludźmi. 
Są odporni, ale i ostrożni, bo pewnie nie raz się nacięli. 

Ja jestem tak samo ostrożna jak oni. I przede wszystkim silna.



Jestem drobną, pozornie słabą kobietą. I to właśnie pozory mylą. Kobiety potrafią wiele znieść. Pomimo mojego rozczarowania i obrzydzenia ludzkimi zachowaniami idę dalej przed siebie. Racja, w tej chwili jestem samotniejsza niż wcześniej i świetnie sobie z tego zdaję sprawę, ale wcale nie jest trudno, jest wręcz łatwiej. Jestem ostrożna i cwana. Nie motam się, nie męczę z myślami, bo ufam właściwym osobom i choć nie mam nic przeciwko poznawaniu nowym, to z ostrożności nie robię tego na siłę i z radością dbam o znajomości, które po prostu są! Potrafię tupnąć nogą, postawić na swoim, skupić energię na konkrecie... 


Moje życie jest teraz jak małe, czyste jeziorko wypełnione gromadką kolorowych rybek. Właściciel gromadki dba o jeziorko i wie jak stworzyć ową gromadkę, więc te stworzonka się znają, nie walczą między sobą, nie zatruwają wody. Dobrze karmione rybki są zdrowe i szczęśliwe, żadnej nic nie brakuje. Ponadto nie ma wielkich ryb, które mogłyby zjeść te mniejsze, bo nikt ich tam nie wpuszcza. I tak wygląda moje życie - proste i czyste, gdzie wszystko ma swoje miejsce jak w tym jeziorku.
Jakościowo jest lepsze!